Tak tą patelnia macha że więcej szkody niż pożytku robi, okłada bardziej samą owcę niż wilka.
Każdego co innego śmieszy ale jak ten rząd (baba) wy.urwił patelnią w sam łeb owcy aż zadudniło (5s) i bardziej zaszkodził niż napastnik to śmiałem się aż do bólu brzucha.
Napadzior z natury jest krzywdzący i nie trzeba mieć o to pretensji do niego.
Ale tak bronić (rządzić) żeby szkody więcej zrobić to nasi obecni potrafią.
Ktoś tu wogóle dba o owcę?
Wik i baba w jednej bandzie, każdy zadowolony, a owca ledwo z życiem uchodzi.
Nie wiem czy ja mam jakieś skrzywione ale moja żona mi mówi że poczucie humoru mam takie że kiedyś po pysku dostanę.
Dejdusia na urodziny dostała kartkę urodzinową z różnymi informacjami, co tam się w roku jej urodzin wydarzyło. Jakie nagrali filmy, kto znany się urodził itd. itp. Wśród innych informacyj była też taka tabelka:
Można było za średnią pensję kupić 100 paczek masła.
400 bochenków chleba
750 jaj (jaja były droższe niż dzisiaj w ZSRS)
150 kg cukru
720 piw (tu się chyba najmniej zmieniło).
Tylko 36 flaszek wódki
Pół lodówki i 0,2 telewizora.
O, przypomniał mi się lizak - kogucik!
A pamiętacie dropsy!
Dla młodszych: to takie okrągłe cukierki o różnych smakach w rolkach, 10 sztuk zapakowanych w papierek i w papierowej rolce. Wyciskało się dropsy z rolki, rozrywało papierek i częstowało kulegów a nawet kuleżanki. Dla każdego chłopaka od lat pięciu do przynajmniej 12-tu to był mus mieć w kieszeni.
Były o różnych smakach i kolorach a później nawet mięszane.
Kosztowały 80 groszy ale cena wzrastała i pod koniec lat 60-tych już nawet 1,20 zł.
Pamiętam znaczki listowe po 60 gr. a na kartki pocztowe, widokówki po 40.
Chleb po 4 zł był przez długi casz ale jak podnieśli to od razu na 8.
Stąd tyż powiedzenie: "Nie ma lekko, chleb po osiem!", ktuś zawsze dopowiadał "I bez maku!", hehe.
Wódki ani piwka jeszcze wtedy nie piłem bo miałem 10 lat, ale ceny pamiętam, bo butelki zbierałem i to beł mój główny wtedy biznes. Na etykietkach były ceny.
Wódka z "czerwoną kartką" uważana była za najtańszą i kosztowała 55 zł. Żytnia więc musiała być droższa. Po 49 to mogła być pod koniec lat 50 albo na samym początku 60-tych.
Tak samo szlugi.
Sporty zawsze pamiętam po 3,50, Klubowe po 4,40.
Sporty kiedyś były pakowane także po 10 sztuk i cena beła 1,75 choć pięciogroszówki już nie były w obiegu i płaciło się 1,80 zł.
Można beło kupować na sztuki po 20 gr.
Później, na początku lat 70-tych pamiętam ceny najbardziej popularnych fajek bo kolesie lub wujkowie palili, ale sam już tyż próbowałem:
Ekstra mocne 11 zł,
Caro 16 zł,
Carmeny 18 zł.
Już kiedyś pisałem, że na Okęciu była giełda samochodowa i dla nas to był raj w goleniu frajerów z całej Polski. Starsi opylali po cichu wódę lub lewe fanty a my małolaci po 15 lat - szlugi. Oczywiście z należytą marżą, hehe. Interes beł złoty, bo najbliższy kiosk znajdował się ponad kilometr (na Al. Krakowskiej) a samochodziarze nieraz stali od wczesnego rana do popołudnia, kiedy giełdę zamykali i nie zaopatrzyli się w dostateczną ilość papierosów, a jarać się z nudów chciało!, hehe.
Tak samo szlugi.
Sporty zawsze pamiętam po 3,50, Klubowe po 4,40.
Sporty kiedyś były pakowane także po 10 sztuk i cena beła 1,75 choć pięciogroszówki już nie były w obiegu i płaciło się 1,80 zł.
Można beło kupować na sztuki po 20 gr.
Później, na początku lat 70-tych pamiętam ceny najbardziej popularnych fajek bo kolesie lub wujkowie palili, ale sam już tyż próbowałem:
Ekstra mocne 11 zł,
Caro 16 zł,
Carmeny 18 zł.
Szlugi w tych cenach też pamiętam. Na ekstra mocnych uczyłam się palić na pierwszym roku studiów. Dziewczyn nie było w pokoju w akademiku, a któraś zostawiła te papierosy na półce. Zajumałam jednego i pomyślałam sobie, że spróbuję. Zaciągnęłam się ze dwa razy i musiałam do toalety. Szłam do niej po ścianie, po drodze minęłam koleżanki, ale słabo to zakodowałam. Ekstremalne doświadczenie, ale fajne to były czasy. ))))))))))))))))
A ja się jeszcze pochwalę, że paliłam biełomorkanał, nie jakieś damskie, eleganckie. Faktycznie, jest się czym chwalić, to dopiero paskudztwo. Ale przynajmniej mam co wspominać. )))
Tak samo szlugi.
Sporty zawsze pamiętam po 3,50, Klubowe po 4,40.
Sporty kiedyś były pakowane także po 10 sztuk i cena beła 1,75 choć pięciogroszówki już nie były w obiegu i płaciło się 1,80 zł.
Można beło kupować na sztuki po 20 gr.
Później, na początku lat 70-tych pamiętam ceny najbardziej popularnych fajek bo kolesie lub wujkowie palili, ale sam już tyż próbowałem:
Ekstra mocne 11 zł,
Caro 16 zł,
Carmeny 18 zł.
Szlugi w tych cenach też pamiętam. Na ekstra mocnych uczyłam się palić na pierwszym roku studiów. Dziewczyn nie było w pokoju w akademiku, a któraś zostawiła te papierosy na półce. Zajumałam jednego i pomyślałam sobie, że spróbuję. Zaciągnęłam się ze dwa razy i musiałam do toalety. Szłam do niej po ścianie, po drodze minęłam koleżanki, ale słabo to zakodowałam. Ekstremalne doświadczenie, ale fajne to były czasy. ))))))))))))))))
hehe ja tak samo miałem, ale zdecydowanie szybciej, bo na wakacjach po skończeniu 8 klasy podstawówki. Wracałem jakbym był pijany do domu, blady i zielony 🤢Ale ptaka 🦚nie puściłem. Że rodziciele w domu wtedy się nie skapnęli i awantury nie wszczynęli, to cud 🙈🙊
W latach 70-tych palenie było powszechne. W Zach. Europie w autobusach były popielniczki przy każdym siedzeniu.
W szkolnym rejsie MT"Jan Turlejski" zawinął do Las Palmas na Gran Canaria. Miejscowy konsulat zafundował nam wycieczkę autobusową do Mas Palomas_praktycznie dookoła wyspy. Papierosy palili praktycznie wszyscy a, że byliśmy juz po jednym postoju w Plymouth, fanty były zamienione na walutę, to fajki były same markowe. Wyłamał się tylko kolega Zbyszek wierny Sportom, których miał spory zapas.
Ledwie autobus opuścił miasto pnąc się w górę całe wnętrze wypełniło się aromatycznym dymem zagranicznych fajek. W pewny momencie zatrzymujemy się na środku drogi. Kierowca z gaśnicą w ręku wyskakuje i biega dookoła. Potem wchodzi tynymi drzwiami z tą gaśnicą gotową do strzału, przsuwa sie wzdłuż siedzeń i zatrzymuje sie obok Zbyszka. Wciąga powietrze nosem , węszy i kiwając z niedowierzaniem głową wraca do kierownicy i już bez przeszkód chłoniemy krajobraz. Było smiechu.
Rzeczywiście, kiedyś była taka durna moda, a ile kasy człowiek przepalił. Nie palę od 40 lat i się łapię na tym, że jak ktoś pali w filmie, to mi śmierdzi papierochami.
Za to moja ciocia paliła albańskie DS, Durres Special.
Nie wiem, skąd ona je brała, bo nigdym takich w kiosku nie widział. Z papierosów zagranicznych to pamiętam tylko bułgarskie Rakety. No i oczywiście Extra Motzne bez filtra, te z żółtym paskiem.
Jak Dejdusia była kerownikiem jakejś placówki (za przeproszeniem) publicznej, miała podwładne, które paliły.
-- Ja też zacznę palić! - powiedziała.
-- Jagto??
-- Ano tagto. Będę codziennie wrzucać równowartoś ramki szlugów do słoiczka.
I tak robiła. A po roku wyjęła to ze słoiczka i mówi:
-- A teraz dam wam to potrzymać.
-- Niech nam pani nie daje!! - protestowały podwładne.
Ale faktycznie, przeliczyliśmy te piniondze i wyszło, że można było za to kupić pełny, niemały (gdyż z wyspą) zestaw szafek kuchennych stojących i wiszących - do samodzielnego montage'u.
@Szturmowiec.Rzplitej powiedział(a):
Za to moja ciocia paliła albańskie DS, Durres Special.
Nie wiem, skąd ona je brała, bo nigdym takich w kiosku nie widział. Z papierosów zagranicznych to pamiętam tylko bułgarskie Rakety. No i oczywiście Extra Motzne bez filtra, te z żółtym paskiem.
Oczywiście, że pamiętam Duresy (DeeSy). Nie cieszyły się one, mimo swej zagraniczności, jakimś największym pożądaniem palaczy, gdyż były nieco duszące.
Komentarz
Nie zaskoczyłem ocb w tych homarach, szczególnie marnioka.
Stary jestem?
Tzn. ruska baba z patelachą śmieszna sama w sobie ale co to ma z rządem, kim są te podmioty?
Roźwiąż zagatkie:

.
.
.
.
.
.
Dobrze rozwiązałem? Ale dalej nie kumam.
👣
🐾
🐾
Tak tą patelnia macha że więcej szkody niż pożytku robi, okłada bardziej samą owcę niż wilka.
Każdego co innego śmieszy ale jak ten rząd (baba) wy.urwił patelnią w sam łeb owcy aż zadudniło (5s) i bardziej zaszkodził niż napastnik to śmiałem się aż do bólu brzucha.
Napadzior z natury jest krzywdzący i nie trzeba mieć o to pretensji do niego.
Ale tak bronić (rządzić) żeby szkody więcej zrobić to nasi obecni potrafią.
Ktoś tu wogóle dba o owcę?
Wik i baba w jednej bandzie, każdy zadowolony, a owca ledwo z życiem uchodzi.
Nie wiem czy ja mam jakieś skrzywione ale moja żona mi mówi że poczucie humoru mam takie że kiedyś po pysku dostanę.
Czy tylko ja zauważam dyskretne podobieństwo Alexa Jonesa do red. Michalkiewicza?
Dejdusia na urodziny dostała kartkę urodzinową z różnymi informacjami, co tam się w roku jej urodzin wydarzyło. Jakie nagrali filmy, kto znany się urodził itd. itp. Wśród innych informacyj była też taka tabelka:
Można było za średnią pensję kupić 100 paczek masła.
400 bochenków chleba
750 jaj (jaja były droższe niż dzisiaj w ZSRS)
150 kg cukru
720 piw (tu się chyba najmniej zmieniło).
Tylko 36 flaszek wódki
Pół lodówki i 0,2 telewizora.
Ale to średnia czy najniższa pensja?
średnia, to były czasy, kiedy brało się kredyt na kupno płaszcza zimowego.
O, przypomniał mi się lizak - kogucik!
A pamiętacie dropsy!
Dla młodszych: to takie okrągłe cukierki o różnych smakach w rolkach, 10 sztuk zapakowanych w papierek i w papierowej rolce. Wyciskało się dropsy z rolki, rozrywało papierek i częstowało kulegów a nawet kuleżanki. Dla każdego chłopaka od lat pięciu do przynajmniej 12-tu to był mus mieć w kieszeni.
Były o różnych smakach i kolorach a później nawet mięszane.
Kosztowały 80 groszy ale cena wzrastała i pod koniec lat 60-tych już nawet 1,20 zł.
Pamiętam znaczki listowe po 60 gr. a na kartki pocztowe, widokówki po 40.
Chleb po 4 zł był przez długi casz ale jak podnieśli to od razu na 8.
Stąd tyż powiedzenie: "Nie ma lekko, chleb po osiem!", ktuś zawsze dopowiadał "I bez maku!", hehe.
Wódki ani piwka jeszcze wtedy nie piłem bo miałem 10 lat, ale ceny pamiętam, bo butelki zbierałem i to beł mój główny wtedy biznes. Na etykietkach były ceny.
Wódka z "czerwoną kartką" uważana była za najtańszą i kosztowała 55 zł. Żytnia więc musiała być droższa. Po 49 to mogła być pod koniec lat 50 albo na samym początku 60-tych.
Tak samo szlugi.
Sporty zawsze pamiętam po 3,50, Klubowe po 4,40.
Sporty kiedyś były pakowane także po 10 sztuk i cena beła 1,75 choć pięciogroszówki już nie były w obiegu i płaciło się 1,80 zł.
Można beło kupować na sztuki po 20 gr.
Później, na początku lat 70-tych pamiętam ceny najbardziej popularnych fajek bo kolesie lub wujkowie palili, ale sam już tyż próbowałem:
Ekstra mocne 11 zł,
Caro 16 zł,
Carmeny 18 zł.
Już kiedyś pisałem, że na Okęciu była giełda samochodowa i dla nas to był raj w goleniu frajerów z całej Polski. Starsi opylali po cichu wódę lub lewe fanty a my małolaci po 15 lat - szlugi. Oczywiście z należytą marżą, hehe. Interes beł złoty, bo najbliższy kiosk znajdował się ponad kilometr (na Al. Krakowskiej) a samochodziarze nieraz stali od wczesnego rana do popołudnia, kiedy giełdę zamykali i nie zaopatrzyli się w dostateczną ilość papierosów, a jarać się z nudów chciało!, hehe.
👣
🐾
🐾
Dropsy oczywiście pamiętam.
Ojciec wysłał mnie w Ustce do kiosku po dwa wagony sportów, gdyż zapowiedzieli w radio tranzystorowym, że zdrożeją z 3,50 na 6.
Jak sporty to i lufka. Pamiętam.
Szlugi w tych cenach też pamiętam. Na ekstra mocnych uczyłam się palić na pierwszym roku studiów. Dziewczyn nie było w pokoju w akademiku, a któraś zostawiła te papierosy na półce. Zajumałam jednego i pomyślałam sobie, że spróbuję. Zaciągnęłam się ze dwa razy i musiałam do toalety. Szłam do niej po ścianie, po drodze minęłam koleżanki, ale słabo to zakodowałam. Ekstremalne doświadczenie, ale fajne to były czasy.
))))))))))))))))
Dla Pań były papierosy Damskie lub Zefir-mentolowe, elegackie były też Silesia po 6 zł, w UK dawali za nie marynarzom 20 pensów.
Mnie od tej "przyjemności" zawsze jakoś odrzucało. Parę razy zapaliłem dla towarzystwa ale się nie zaciągałem ;-)
A ja się jeszcze pochwalę, że paliłam biełomorkanał, nie jakieś damskie, eleganckie. Faktycznie, jest się czym chwalić, to dopiero paskudztwo. Ale przynajmniej mam co wspominać.
)))
hehe ja tak samo miałem, ale zdecydowanie szybciej, bo na wakacjach po skończeniu 8 klasy podstawówki. Wracałem jakbym był pijany do domu, blady i zielony 🤢Ale ptaka 🦚nie puściłem. Że rodziciele w domu wtedy się nie skapnęli i awantury nie wszczynęli, to cud 🙈🙊
Moja najelegantsza peweksowa ciocia paliła „Piasty”
W latach 70-tych palenie było powszechne. W Zach. Europie w autobusach były popielniczki przy każdym siedzeniu.
W szkolnym rejsie MT"Jan Turlejski" zawinął do Las Palmas na Gran Canaria. Miejscowy konsulat zafundował nam wycieczkę autobusową do Mas Palomas_praktycznie dookoła wyspy. Papierosy palili praktycznie wszyscy a, że byliśmy juz po jednym postoju w Plymouth, fanty były zamienione na walutę, to fajki były same markowe. Wyłamał się tylko kolega Zbyszek wierny Sportom, których miał spory zapas.
Ledwie autobus opuścił miasto pnąc się w górę całe wnętrze wypełniło się aromatycznym dymem zagranicznych fajek. W pewny momencie zatrzymujemy się na środku drogi. Kierowca z gaśnicą w ręku wyskakuje i biega dookoła. Potem wchodzi tynymi drzwiami z tą gaśnicą gotową do strzału, przsuwa sie wzdłuż siedzeń i zatrzymuje sie obok Zbyszka. Wciąga powietrze nosem , węszy i kiwając z niedowierzaniem głową wraca do kierownicy i już bez przeszkód chłoniemy krajobraz. Było smiechu.
Już od lat nie palę ale dotąd mam kolekcję fajek. Pisząc ten post trzymam w zębach zasłużonego Falcona ze starymi aromatami. Ech, nostalgia.
Fajka mniej szkodzi.

Nie pal umrzesz zdrowszy
Rzeczywiście, kiedyś była taka durna moda, a ile kasy człowiek przepalił. Nie palę od 40 lat i się łapię na tym, że jak ktoś pali w filmie, to mi śmierdzi papierochami.
Za to moja ciocia paliła albańskie DS, Durres Special.
Nie wiem, skąd ona je brała, bo nigdym takich w kiosku nie widział. Z papierosów zagranicznych to pamiętam tylko bułgarskie Rakety. No i oczywiście Extra Motzne bez filtra, te z żółtym paskiem.
Ileż tych Ferrari przepalono i przepito!
Jak Dejdusia była kerownikiem jakejś placówki (za przeproszeniem) publicznej, miała podwładne, które paliły.
-- Ja też zacznę palić! - powiedziała.
-- Jagto??
-- Ano tagto. Będę codziennie wrzucać równowartoś ramki szlugów do słoiczka.
I tak robiła. A po roku wyjęła to ze słoiczka i mówi:
-- A teraz dam wam to potrzymać.
-- Niech nam pani nie daje!! - protestowały podwładne.
Ale faktycznie, przeliczyliśmy te piniondze i wyszło, że można było za to kupić pełny, niemały (gdyż z wyspą) zestaw szafek kuchennych stojących i wiszących - do samodzielnego montage'u.
Oczywiście, że pamiętam Duresy (DeeSy). Nie cieszyły się one, mimo swej zagraniczności, jakimś największym pożądaniem palaczy, gdyż były nieco duszące.
Malboro po 28.
Po 17 latach palenia rzuciłam z dnia na dzień. Przybytku piniendzy jakoś nie zauważyłam
A słoik Koleżanka rzetelnie karmiła?
Na parafii leciał jeszcze greps: "kto pije i pali ten nie ma robali"
Otusz niestety wogle nie karmiłam.
Za mało zarabiałam na karmienie słoika. A na papiroska jakimś cudem zawsze się znalazło.
Za to teraz od dłuższego czasu leguralnie karmie. I nadal, dziwnie czegoś, nie czuję się być bogata.
Ale nie narzekam! Co to, to nie.
A ja głupia myślałam, że to słoiki karmią a nie, że trzeba je karmić!!!