A więc takie jest znaczenie tytułu Wszechpośredniczki Łask. No i mamy placet od nie byle kogo, gdyż od papieża samego, i to nie byle gdzie, gdyż aż w encyklice, że wolno nam jest swobodnie, a nie "ostrożnie", używać tego tytułu.
369
Do centrali MI w Niepokalanowie
Nagasaki, 11 IV 1932
Maryja
Drogie Dzieci!
W odpowiedzi na list z 23 III w sprawie MI donoszę, że:
1) Ksiądz z MI nie ma przez to samo jeszcze władzy specjalnej, której udzielają OO. Misjonarze do poświęcania Cud[ownego] Med[alika] wedle specjalnej formułki i z odpustami przywiązanymi do Cud[ownego] Med[alika]. Może jednak poświęcać (jak każdy inny ksiądz) - Cud[owny] Med[alik] jako jeden z medalików. - Do MI nie jest konieczne specjalne poświęcenie, tym bardziej że odpusty Cud[ownego] Med[alika] mieszczą się w odpustach MI (zupełny w dzień przyjęcia i na Wielkanoc i 100 dni za akt "O Maryjo bez grzechu" itd.), a nawet odpusty MI są liczniejsze.
2) Do aktu poświęcenia "O Niepokalana..." nie ma przywiązanego specjalnego odpustu, można go mimo to używać, a nawet nie możemy z niego zrezygnować. Trudnością pewno jest śmiałe wyrażenie, że przez ręce Niepokalanej wszystkie [ 1 ] łaski z N[ajświętszego] Serca Jezusowego na nas spływają, ale już papież Leon XIII orzekł, że wolno tak twierdzić [ 2 ] i gdy biskup krakowski [ 3 ] z tego powodu nie chciał potwierdzić pierwszego dyplomika, podaliśmy mu dowody i wtedy ustąpił. Teraz już mamy i pacierze, i Mszę św., i święto kościelne Matki Bożej Pośredniczki Wszelkich Łask [ 4 ], a kardynał Mercier bardzo się starał o ogłoszenie tej prawdy jako dogmat. - Może Niepokalana pozwoli i nam się przyczynić do włożenia tego klejnotu do Jej korony.
Z prośbą o modlitwę
Wasz
br. Maksymilian M-a Kolbe MI
PS - W ulotce str. 3 pisze, że Medalik Cud[owny] można nosić w kieszeni, ale Niepokalana powiedziała, że szczególniejsze łaski dostaną ci, co "będą nosić na szyi" Cud[owny] Med[alik] (patrz książeczka "Cudowny Medalik" str. 18 w[iersz] 5 od dołu) [ 5 ].
[ 1 ] W oryginale wyraz podkreślony dwukrotnie.
[ 2 ] "Kiedy odwieczny Syn Boga dla odkupienia i wywyższenia człowieka zechciał przyjąć naturę ludzką, i przez to zawrzeć jakby mistyczny związek z całym rodem ludzkim, nie uczynił tego wcześniej, niż przewidziana matka zupełnie dobrowolnie wyraziła na to zgodę. Reprezentowała ona w pewien sposób cały ród ludzki zgodnie ze sławnym i prawdziwym zdaniem św. Tomasza z Akwinu: «Przy Zwiastowaniu oczekiwano zgody Dziewicy w zastępstwie całej ludzkiej natury» [S.th. III, q. 30, a. 1]. To pozwala stwierdzić równie słusznie i prawdziwie, że absolutnie nic z niezmierzonego skarbu wszelkiej łaski przyniesionego przez Chrystusa [J 1,17] - z rozporządzenia woli Bożej nie zostaje nam udzielone inaczej, jak tylko przez pośrednictwo Maryi. Jak do najwyższego Ojca nikt nie może przyjść inaczej niż przez Syna, prawie tak samo do Chrystusa nikt nie może mieć dostępu, jak tylko przez Matkę" - zob. Leon XIII, Encyklika Octobri mense (1891), fragm. w: Breviarium fidei. Wybór doktrynalnych wypowiedzi Kościoła, Poznań 1988, 270.
[ 3 ] Bp Adam Stefan Sapieha, który zatwierdził pierwszy dyplomik MI w 1919 r. - por. Pisma, 28a, przyp. 3.
[ 4 ] Święto NMP Pośredniczki Wszelkich Łask z własnym formularzem mszalnym i oficjum brewiarzowym ustanowił dla Belgii, na skutek próśb przede wszystkim kard. Désiré-Josepha Merciera, Benedykt XV dnia 12 I 1921. Św. Kongregacja Obrzędów pozwalała odtąd wprowadzać to święto także poza diecezjami belgijskimi, byle o to proszono. Na podstawie dekretu Kongregacji Obrzędów z 17 I 1934 nr 973/34, także i Zakon OO. Franciszkanów wprowadził święto MB Pośredniczki Wszelkich Łask do swego kalendarza zakonnego; święto wyznaczono na 31 V - zob. "Comm. Ord." 31 (1934) 86.
[ 5 ] Książeczkę pod powyższym tytułem, bez podania autora, wydawali Księża Misjonarze. W dostępnych wydaniach z 1902 r. i 1913, cytat istotnie znajduje się na s. 18, ale wiersz 16 od dołu.
Proszę się nie trapić, gdy przyjdą przeciwności, ale oddać wszystko Niepokalanej bez granic, zrobić spokojnie co można i ufać, bezgranicznie Jej zaufać. Wiem, że nie zabraknie ni przeciwności, ni krzyżów może nawet cięższych, ale Ona wszystko może. Piszę to nawet z własnego dotychczasowego doświadczenia. Krzyże przeszkolą tylko, zasług dodadzą, zmiażdżą, ale i wyniosą duchowo zarazem i nauczą nie ufać swym zawodnym siłom, ale tylko Niepokalanej: więc Pan Bóg z miłosierdzia swego je zsyła. - Po co to wszystko piszę? Bo na sobie samym doświadczyłem, jak mi czasem było ciężko, bardzo ciężko.
Z 381
To jedna strona medalu, ale jest i druga ze swoimi racjami, a przede wszystkim tą, że może za mało mam "silną rękę" i idę prawie tylko "ciepłem miłości", aż może do słabości?
...
Tak mnie po głowie chodzi, ale jak powiedziałem, bynajmniej nie oznacza to, bym się chciał wymówić, lecz tylko po prostu piszę, co po głowie chodzi, lecz gotów jestem dla Niepokalanej na wszystko i byłoby dla mnie największym złem, gdybym jakkolwiek wpływał - chodzi tylko o jak najprędsze [ 6 ] zdobycie całego świata Niepokalanej, Wolę Niepokalanej, której tylko [ 6 ] chcę.
Na chybił trafił, nie znając dokładnego adresu, pchnąłem telegram z okrętu zaadresowany: "Salezjańska szkoła". Może po raz pierwszy japoński nasz okręt słał fale radiowe po polsku. Po czym odmówiłem cząstkę różańca przed figurą Niepokalanej królującej w kajucie na szafce i czekałem przy wyjściu. Gdy już okręt stanął i różne okręciki i barki poczęły go obskakiwać, ukazał się na schodach prowadzących na wierzch statku ksiądz Europejczyk.
Czy Polak? - pytam zaraz.
Ks. Wieczorek - brzmiała odpowiedź.
Schodzimy natychmiast do chińskiej barki i po sporej jeszcze żegludze docieramy do miasta. W drodze ogonki Chińczyków z naczyniami na wodę. To klęska wyjątkowa. Brak deszczu, więc i wody, gdyż Hongkong leży na wyspie. Stąd wodociągi otwarte tylko w określonych godzinach i ogonki. Pomogła widać nakazana kolekta (modlitwa przy Mszy św.) o deszcz, bo dziś już tęgo niebo sobie na płacz pozwala.
W misji woda z sokiem, bo pić, pić bardzo doprawdy mi się chciało w tym gorącu, aż płuca bolały. Po czym do kościółka zakonnic, gdzie przynoszą do chrztu dzieci. Dzisiaj było troje, wczoraj ośmioro, a zwyczajnie około pięciu. Następnie piętrowym tramwajem na drugi koniec miasta do Shaukiwan [ 1 ] do domu dla kleryków, kupionego za polskie ofiary i obecnie za też ofiary rozbudowanego. Pokazywał mi nawet blankiet konta PKO nr 211.168, na który te ofiary wpływają. Olbrzymie prace wyrównania górzystego terenu i budowa domu, na którego trzecim czy czwartym piętrze stanie kościół wychodzący z innej strony na równy plac. I tam sodowa woda. I tam też piłem tęgo, bom jeszcze nie "zmoczył się dostatnio" i płuca jeszcze bardzo przy chodzeniu trzeszczały. Bałem się, czy się czasem na krwotoku nie skończy, ale Niepokalana widać tego nie żądała.
W domu tym uczy ks. Siara i przebywają tam klerycy i Polacy, i Węgrzy, i tubylcy Chińczycy; pomiędzy księżmi zaś zapoznałem się na kolacji z Argentyńczykiem, Irlandczykiem i Włochami.
Po wieczerzy wysłużony już misjonarz, Włoch, dowodził, że przed misjonarzami powinny pójść nasamprzód, niezależnie oczywiście, armaty i jako przykład podawał właśnie Hongkong, gdzie dzięki panowaniu Anglików misjonarze mogą spokojnie pracować. Można poniekąd wyrozumieć te pojęcia, gdy się przypomni, co działo się w głębi Chin w ostatnich latach, chociaż trudno by się doprawdy zgodzić na to jako na zasadę. - Opowiadał też, jak to niektórzy Chińczycy pchają dzieci do zakładu, dopokąd nie są potrzebne, a starają się wydostać, gdy już mogą coś dopomóc rodzinie. Jako przykład podawał zdarzenie, jak to przyprowadzono mu chłopca z prośbą o przyjęcie. Gdy zaś przedstawiał, że ma tylko ze 4 miejsca zarezerwowane dla wypadków nadzwyczajnych, dla sierot nie mających już rodziców, chłopiec przyniósł poświadczenie, że rodzice już pomarli podpisane przez... własnego ojca.
Powrót znów "piętrówką" wśród ożywionego miasta i znowu woda z lodem i - spoczynek.
Nazajutrz Msza św., do której służył chłopiec Chińczyk, do Komunii św. przystępują Chińczycy - i pięknie, śpiewnie brzmiące modlitwy chińskie. Po Mszy św. spotykam ks. Wieczorka otoczonego młodzieżą. Tłumaczy mi, że chłopcy ci widząc mnie [ 2 ] mówią między sobą, że franciszkanie się biczują.
Telefonicznie dowiadujemy się, że okręt rusza o jedenastej, więc zabrałem ofiarowane przez ks. Wieczorka lakierki dla dzieci emigrantów na okręcie i znowu chińską barką razem z ks. Wieczorkiem powróciłem na pokład. - Cześć za wszystko Niepokalanej.
Dopiero gdym wszedł do kajuty, zrozumiałem, jakim dobrodziejstwem był dla mnie nocleg poza okrętem, bo z braku ruchu [statku] brak i przewiewu; stąd takie gorąco, iż chyba musiałbym przemęczyć noc bezsennie.
W kilka godzin po rozdaniu cukierków spotyka mnie na korytarzu małe dziecko i z roześmianą twarzą, na której wyczytać można było, iż naprawdę cukierek był słodki mówi: "o dzi san", tj. "dziadziuś", a dosłownie "o" oznacza uczczenie, "dzi" znaczy dziadek, "san" zaś znaczy pan.
O. Maksymilian M-a Kolbe
[PS]
Drogie Dzieci!
Módlcie się, módlcie się za mnie, bym i nie spoganiał wpośród pogan - o co wcale nietrudno - i bym coraz to dokładniej i miłośniej Wolę Niepokalanej spełniał.
Wasz
br. Maksymilian M-a Kolbe
PS - Drodzy Ojcowie, i Gwardianie [ 3 ], i Rektorze [ 4 ] bardzo o "Memento" proszę.
Załączam nieco ilustracji do "Rycerza". A może by i pocztówki "misyjne" podrukować? Może by czytelnicy rozbierali potęgując przy tym ofiary na misje?
[ 1 ] Dzielnica Hongkongu. W 1935 r. istniała tam placówka duszpasterska (402 wiernych) obsługiwana przez dwóch księży Chińczyków, P. Lu i J. F. Shek - zob. Les Missions de Chine, Shanghai 1937, 391.
[ 2 ] Widząc pasek franciszkański.
[ 3 ] O. Florian Koziura.
[ 4 ] O. Justyn Nazim.
Chissai kono sekkai ni Ten Shu mo Seibo Maria mo ai de ni narimasu hodo okii Tenshu no mae ni to tengoku ni narimasu. Sei Teresa yo na chisaki hana ni nareneba narimasen. Kono zen shigoto desu [ 3 ].
[ 3 ] [Przekład polski] Gdybyśmy na tym małym świecie mieli wielką miłość względem P[ana] Boga i Matki Bożej, to niebo mielibyśmy na ziemi. Trzeba stać się takim małym kwiatkiem, jakim była św. Teresa. To jest cała nasza praca.
Skojarzyło mi się z dowcipem o przedstawicielu handlowym firmy Bata.
389
Do Mugenzai no Sono
Singapur, 12 VI 1932
Maryja!
Drodzy Bracia!
Dziś w wigilię św. Antoniego znalazłem się w prokurze Ojców Niepokalanego Serca Maryi. Dookoła podzwrotnikowe drzewa, bo prawie już na równiku i różnorodne trele ptactwa malajskiego.
Ale oto już i 13 VI, dzień św. Antoniego i dochodzi południe.
Są tu ponoć i tygrysy, ale nie w samym mieście Singaparze, i chociaż poczciwi moi "gospodarze" wywieźli mnie wczoraj na przechadzkę poza miasto, to jednak ani myśmy jeszcze żadnego tygrysa nie przejechali, ani też podobny dobrodziej na nas jeszcze nie wpadły ani spoza wysokich pięknych palm, ani spoza gumowych drzew, ani z głębi innej wiecznie tu zielonej roślinności. Tylko małpki swobodnie sobie chodzące w ogrodzie zoologicznym witały nas na trawniku, gdyśmy mijali ich schronisko.
I kościoły przesuwały się katolickie i aż katedra anglikańska i prezbiteriariańska kircha, a nawet nie brakło stylowego meczetu muzułmańskiego. A po ulicach 3/4 to Chińczycy, poza tym ciemni Malajowie i rośli Hindusi. Między tym wszystkim tu lub ówdzie także białą twarz Europejczyka. A jak mało z nich, nie wyłączając tych ostatnich, zna i kocha Pana Boga żywego i Niepokalaną Jego Matkę? Zdałby się i tu Niepokalanów, ale dla języka malajskiego, którym mówi coś 40 000 000 ludzi, lepiej ponoć by było w centrum malajszczyzny, na wyspie Jawie [ 1 ].
br. Maksymilian
[ 1 ] Na wyspie Jawie działalność misyjną według wzoru japońskiego prowadzili franciszkanie holenderscy (1937-1960); franciszkanie włoscy otworzyli misję na Sumatrze (1969), podniesioną do rangi kustodii prowincjalnej pw. Niepokalanego Poczęcia NMP (1985); na Jawie (w Dżakarcie) ośrodek misyjny otwarto w 1989 r.
Znowu z wyspy Cejlonu, piszę, ale już w drodze powrotnej z Indii. "Jak" Niepokalana całą sprawą pokierowała opisałem szczegółowiej dziś w liście do N[ajprzewielebniejszego] O. Prowincjała i on zapewne nie omieszka wytłumaczyć bliżej znaczenia telegramu wysłanego w Ernakulam. Po prostu jawna tu ręka św. Teresy od Dziec. Jezus i po dosłownym spuszczeniu róży czy kwiatu do niej podobnego - jednego z wielu, którymi była przystrojona podstawa figury na korytarzu pałacu arcybiskupiego w Ernakulam - pierzchły dziwnie wszystkie piętrzące się trudnością tak wielkie, że już straciłem całkiem nadzieję. - I teraz - dzięki Niepokalanej - i teren (ogród), i dom (wystarczający zupełnie na początek), i kaplica spora czekają na objęcie.
Z 398
Gdy zastanawiam się nad tym, co się stało w sprawie indyjskiego Niepokalanowa, to trudno tu nie widzieć ręki św. Teresy od Dzieciątka Jezus, z którą - jak to już pisałem - mam "kontrakt". - Przy wyjeździe w Kobe zawieziono mnie do kościoła jej poświęconego, przy którym pasterzuje - ponoć jej krewny - ksiądz, który przetłumaczył żywot św. Teresy na japoński [ 3 ]. - Po drodze wszędzie napotykałem jej obrazy i figury, a i Karmelici Bosi, na których terytorium misyjnym jest Niepokalanów indyjski i do których arcyb[iskup] należy, też jej są braćmi zakonnymi. - No i upadek róży, o czym już pisałem z Kolombo. - (Zapewne N. O. Prowincjał ten ostatni list i gruby z Kolombo już otrzymał: to jest sprawozdanie z całej podróży).
[ 3 ] Ks. Alfred Mercier z Paryskiego Stowarzyszenia Misji Zagranicznych, przebywający tam co najmniej od 1930 r. (L’Année Missionaire 1931, 624; Japan Catholic Directory 1962-1963, 117).
Dziś, w święto Mamusi niebieskiej, otrzymałem opłatki z listem od Mamusi ziemskiej, która jest odbiciem Mamusi niebieskiej, jak Mamusia niebieska dobroci Bożej, Serca Bożego. Doskonałości Boże promieniujące z niewysłowionego życia Trójcy Przenajświętszej rozchodzą się po wszechświecie w niezliczonych odbiciach jak echo. I tak ze stworzeń wznosi się serce do poznania i ukochania aż Boga w Trójcy Przenajświętszej, ale miłuje i te odbicia, bo one są od Boga, stworzone przez Boga, całe Boże.
Po powrocie z Indii napisałem, o ile pamiętam, list [ 1 ] i nie wiem, czemu by nie doszedł. Obecnie listy idą dłużej i mogą czasem zginąć z powodu walk w Mandżurii.
Co do sprawy czy się zobaczymy na tej ziemi, to już sprawa Niepokalanej. Ona sama może czynić z nami, co Jej się podoba, bo do Niej całkowicie należymy.
Dołączam życzenia błogosławieństwa Bożej Dzieciny i Jej Matuchny Niepokalanej i Mamie, i Prz[ewielebnej] Matce Przełożonej [ 2 ], i wszystkim Siostrom, dziękując z serca za modlitwy, bo tych nam tu na misjach jak najwięcej potrzeba, by dusze biednych pogan pociągnąć do Przen[ajświętszego] Serca Niepokalanej, a przez Nią do Prze[najświętszego] Serca Jezusowego.
Załączam fotografię Niepokalanowa japońskiego [ 3 ]. Poniżej dotychczasowy budynek; wyżej nowy dom, do którego przeprowadzili się bracia ze strychu domu poprzedniego w wigilię Niepokalanego Poczęcia, tj. wczoraj. Na szczycie budynku figura Niepokalanej, która z góry spogląda na pogańskie dachy domów dzielnicy hongochińskiej. - Ten dom, to prezencik Niepokalanej z okazji Jej święta.
Kończę z prośbą o modlitwę, bo czasu mało.
Zawsze wdzięczny syn
O. Maksymilian M-a Kolbe
[ 1 ] Zob. Pisma, 409.
[ 2 ] S. Marii Wiktorynie Chomentowskiej, felicjance.
[ 3 ] Fotografia się nie zachowała.
Jako Konwentualni w odróżnieniu od Kapucynów i Obserwantów otrzymaliśmy od Stolicy Apostolskiej władzę erygowania u siebie "Rycerstwa Niepokalanej" dla osiągnięcia wytkniętego celu [ 1 ]. Przeto uważam, że Zakon jako taki (nie poszczególni zakonnicy) ma nie tylko prawo, lecz również obowiązek osiągania tego celu, a w miarę zaniedbywania go ponosi również winę. Zamiary likwidacji charakteru Niepokalanowa - z powodu ważności sprawy - byłyby u tych, którzy się na to ośmielają, grzechem ciężkim...
Dla osiągnięcia celu "Rycerstwa Niepokalanej" potrzebni są zakonnicy całkowicie temu oddani, potrzebne są konwenty i grupy konwentów. Nasze czasy są czasami specjalizacji, dlaczego więc specjalizacja w tej sprawie miałaby być niebezpieczna, czy [byłby to] inny Zakon? [ 2 ]
A ci, którzy oddają się pracy w tych domach (konwentach), powinni być odpowiednio przygotowani. W "Mugenzai no Sono" jest już drugi ojciec do tego nie przygotowany. O. Metody [ 3 ] i o. Konstanty są dobrzy, lecz nie przygotowani do Niepokalanowa. Dobrze rozumiem o. Konstantego, kiedy mówi, że jest obowiązany zachować jedynie Regułę i Konstytucje, a nie ustawy "Rycerstwa Niepokalanej", ale w konwencie, który za cel specjalny ma "Rycerstwo Niepokalanej", to nie wystarcza. Co więcej, utrzymując się z ofiar zbieranych na szerzenie kultu Niepokalanej jakże można być obojętnym dla "Rycerstwa", a nawet jego wrogiem? To byłoby kradzieżą świętokradczą. Nie wolno nam nawet ani jednego grosza wydać na inny cel, chociażby bardzo wzniosły, niż na ten, na jaki go dali dobrodzieje.
Tutaj (w Niepokalanowach - w Polsce i w Nagasaki) oprócz Reguły i Konstytucji trzeba koniecznie uznawać i zachowywać obowiązkowo dyplomik "Rycerstwa Niepokalanej", aby poświęcić całe życie Niepokalanej. Wówczas śluby zakonne nabierają swojej doskonałości.
Jest więc konieczne specjalne przygotowanie począwszy od juwenatu (internatu) i od nowicjatu, w którym dyplomik "Rycerstwa Niepokalanej" powinien być uważany za obowiązujący. Również studia teologiczne powinny odpowiadać przyszłej pracy dla uniknięcia anomalii i wstrząsów, jakie teraz u nas zachodzą, oraz dla szybszego osiągnięcia celu "Rycerstwa Niepokalanej".
br. Maksymilian Kolbe
[ 1 ] Treść listu może mieć związek z odmową władz zakonnych założenia nowicjatu misyjnego w Niepokalanowie (zob. Pisma, 407, przyp. 1) i z możliwymi zarzutami o. Konstantego Onoszki, słanymi z Japonii do Rzymu (zob. Pisma, 431). Jak wynika z dziennika korespondencji św. Maksymiliana, list skierowany był do o. Peregryna Haczeli.
[ 2 ] Czyżby to miał być inny Zakon?
[ 3 ] O. Metody Rejentowicz.
Artykuł "Kur[iera] Warsz[awskiego]" z 14 stycz[nia] 1933 str. 2 "O podbój młodego pokolenia" [ 5 ] tym bardziej utwierdził mnie w przekonaniu, które mam od dawna, że źle robi prasa katolicka ("Głos Narodu" [ 6 ], "Pielgrzym" [ 7 ] itp.), jeżeli ze względów partyjnych rzuca kamieniami na rząd Piłsudskiego. - Należy - oczywiście - piętnować, ale "zło" tylko. Tymczasem prawica odsuwając się od rządu zmusiła go do oparcia się raczej na lewicy i stąd skutki. Dlatego to zdaje mi się potrzebną rzeczą, by jak ongiś raz zrobiłem [ 8 ], tak i tego roku obydwa Niepokalanowy wcześnie (by nie znikło wśród tłumu) przesłały Piłsudskiemu życzenia imieninowe, życząc opieki Niepokalanej i obiecując Komunie św. tak licznych braci, jako też przynajmniej "Memento" we Mszy św. albo niechby i Mszę św. - Uważam to za silną potrzebę w walce z masonerią, wciskającą się do rządów, a raczej już rządzącą. Pamiętajmy na obraz Matki Bożej Ostrobramskiej, który Piłsudski ma nad łóżkiem i nie zaśnie bez niego [ 9 ]. Słyszałem o tym z ust pewnych i sprawdziłem na fotografii po wypadkach majowych. - Więc on Ją kocha. Czemuż go więc pozostawić na pastwę wrogów Kościoła i jego duszy? Dlatego uważam, że partie "katolickie" takim zachowaniem się szkodzą katolicyzmowi. - Alem się za dużo rozgadał.
[ 5 ] Autorstwa Izy Moszczeńskiej.
[ 6 ] "Głos Narodu" - zob. Pisma, 102, przyp. 8.
[ 7 ] "Pielgrzym" - pismo informacyjne o charakterze religijno-narodowym, wychodzące w Pelplinie od 1 I 1869 do 1 IX 1939, początkowo raz w tygodniu, od 1876 r. dwa razy, od 1877 trzy razy tygodniowo. W następnych latach do pisma należały jeszcze dodatki, jak "Krzyż", "Przyjaciel Dzieci", "Robotnik Polski", "Dobra Gospodyni". Założycielem i redaktorem do r. 1872 był ks. Szczepan Keller.
[ 8 ] W 1929 r. - zob. Pisma, 171.
[ 9 ] O nabożeństwie Piłsudskiego do MB Ostrobramskiej św. Maksymilian pisał w RN 14 (1935) 263-265; Pisma, 1104.
Na dzień Imienin ślę. z pogańskiej jeszcze ale drogiej sercu ziemi, serdeczne życzenia jednego tylko, tj. jak najdoskonalszego spełnienia zawsze i we wszystkim Woli Bożej za pośrednictwem Niepokalanej i to tak w życiu jak w śmierci i w wieczności. Ponadto nie ma nic wyższego ani doskonalszego.
Nie opowiadam, co się tu dzieje, bo "Rycerz" sporo z tego mówi, a i może, jeżeli Niepokalana zechce, niedługo ustnie poopowiadam.
Z prośbą o modlitwę, bym Niepokalanej nie bruździł
Do braci kleryków franciszkańskich w Krakowie [ 1 ]
[Mugenzai no Sono, 18 III 1933]
PS - Moi Drodzy! - Życie umyka szybko. - Ani sekunda nie powraca. Spieszmy się więc, by dać jak najwięcej dowodów miłości. - Diabeł pozwoli nam na wszystkie świętości, byleśmy tylko odsunęli się od Niepokalanej, Pośredniczki wszelkich łask. Byleby chłodła miłość ku Niej. - Kiedyż każde serce na kuli ziemskiej będzie Jej?
br. Maksymilian M-a
[Dopisek] O. Magistrowi [ 2 ] serdeczne pozdrowienia
z prośbą o modlitwę,
Drodzy Bracia Klerycy, nadziejo przyszłości! Od Was zależy, jakie będą dni przyszłe. I Wy przed Bogiem będziecie za nie odpowiadać. Ale kochając Niepokalaną i co dzień pogłębiając tę miłość łatwo podołacie zadaniom.
Wasz
br. Maksymilian M-a
[ 1 ] Dopisek do listu br. Aleksego Tabaki z 18 III 1933 do kleryków w Krakowie.
[ 2 ] O. Samuelowi Rosenbaigerowi.
Zapomniałem o papierze listowym, więc smaruję na kratkowanym.
Niepokalana czule, naprawdę bardzo czule się mną opiekuje. Daje taki pokarm, jaki potrzebny duszy, i kiedy, i ile go potrzeba, a czasem i słodko do piersi przytuli.
Spoglądając na Waszą gromadkę niknącą mi z oczu, przypomniałem sobie, co Niepokalana raczyła uczynić przez te 3 lata pobytu w Japonii. Gdym przedtem ruszał z tegoż portu, dwie tylko dusze Jej miłością żyjące stały na tymże miejscu [ 1 ], a teraz już 12 apostołów [ 2 ], oprócz uczniów różnych stopni, których Niepokalana przyciągnąć raczyła: poganie jeszcze, katolicy, aspiranci i to z nawróconych [ 3 ], a nawet już profes - pierwsze moje dziecko z ziemi pogańskiej [ 4 ].
Czyż nie razi jednak słowo "dziecko", "dzieci" zamiast "Brat", "Bracia"?
Moi Drodzy, już św. Paweł w liście do Koryntian (czy innym, nie pamiętam) tak mniej więcej mówi: "Chociażbyście 10.000 mieli nauczycieli w Chrystusie, ale niewielu ojców, gdyż w Ewangelii ja was zrodziłem" [por. 1 Kor. 4,15]. I ja więc z radością stosuję to do siebie, ciesząc się, że Niepokalana raczyła, mimo mych nędz, słabości i głupoty i niegodności, wlać swe życie w Was przeze mnie, uczynić mnie Waszą matką. Tak to życie Boże, Trójcy Przen[ajświętszej] spływa z Serca Przen[ajświętszego] Jezusa przez Serce Niepokalane Maryi do biednych serc naszych, ale też często przez inne jeszcze serca stworzone. Że tym życiem jest miłość, to wszyscy dobrze rozumiemy. Stąd Pan Jezus głosił: "Przyszedłem ogień puścić na ziemię, i czegóż chcę, jeno aby był zapalon" [Łk 12,49]. Ale gdzie mnie myśli niosą? Coraz nowe widnokręgi pociągają. Zbaczam z tematu. Niech więc powrócę.- Sami domówcie sobie, zagłębiajcie się i radujcie z upajających harmonii miłości. Cóż to będzie w niebie?
Wracam więc. Najdroższe moje, Najukochańsze Dzieci, domyślacie się zapewne, jaką miłość okazywała mi Niepokalana nasza Matuchna w dzień Jej Siedmiu Boleści i piątkowy? [ 5 ] Doprawdy cierpiałem sporo. Bałwany rzucały okrętem, zrobiło mi się słabo, długo leżałem, myślałem, że trochę poddaję się, chciałem powstać, poruszać się, ale przyszedł zimny pot, wymioty choroby morskiej. Kto je przechodził, wie, że to jest darcie wnętrzności, gdy nie ma co wymiotować. Ból głowy nie ustawał. Noc przemęczyłem. A i rano jeszcze nie zdecydowałem się na Mszę św. Jedyną pociechą było wzywanie częste, bardzo częste w myśli Najśw[iętszego] Imienia Maryi. Chociaż w gorączkowym majaczeniu może i o tym nieraz zapominałem. - Zrobiło się potem nieco lepiej, otwieram walizkę, by zobaczyć, co tam zapakowano. Odsłaniam... a tu główka figurki Niepokalanej. Jakżeż nie pozwolić sobie na miłosne pocałunki. Może za dużo Wam mówię, ale czyż wolno ukrywać przed ukochanymi Dziećmi to, czym i one żyć mają i jedynie żyć mogą, by nie poginęły? - Czyżeśmy nie jedno serce w Niej?...
Co potem - spytacie? Listu mego do prokury w sprawie przyjazdu tu nie otrzymano, więc nikt po mnie nie wyszedł, i tu znowu źródło pewnych krzyżyczków, choć tylko drobnych. - Za wszystko cześć bezgraniczna Niepokalanej!
[O. Maksymilian M-a Kolbe]
[ 1 ] W 1930 r. w Nagasaki żegnali św. Maksymiliana jadącego na kapitułę prowincjalną do kraju: br. Hilary Łysakowski i br. Zeno Żebrowski.
[ 2 ] W Mugenzai no Sono w 1933 r. byli Polacy: o. Konstanty Onoszko, br. kleryk Mieczysław Mirochna, br. kleryk Aleksy Tabaka, br. Zeno Żebrowski, br. Seweryn Dagis, br. Celestyn Moszyński, br. Romuald Mroziński, br. Grzegorz Siry, br. Sergiusz Pęsiek, br. Kasjan Tetich, br. Henryk Borodziej, br. Bartłomiej Kałucki.
[ 3 ] Było dwóch aspirantów: Francisko Hosoya Kasuo (Pisma, 425) i Mariano Amaki Kunikiko (Pisma, 446).
[ 4 ] Mariano Sato Shigeo - zob. Pisma, 446.
[ 5 ] Do 1960 r. uroczystość Siedmiu Boleści NMP obchodzono w piątek przed Niedzielą Palmową.
Dzieci drogie, pamiętajmy, że miłość żyje, karmi się ofiarami. Dziękujmy Niepokalanej za wewnętrzny pokój, za uniesienia miłości, ale nie zapominajmy, że to wszystko choć dobre, piękne, nie jest jednak istotą miłości i bez tego wszystkiego może być miłość i to miłość doskonała. Szczyt jej to stan, w którym Pan Jezus mówi na krzyżu: "Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?" [Mt 27,46; Ps 21,2; Mdr 15,34]. - Bez ofiary nie ma miłości. Ofiary ze zmysłów, zwłaszcza oczu, szczególnie gdy się wychodzi z klasztoru pomiędzy świeckich, ze smaku, ze słuchu itd. Przede wszystkim zaś ofiary z rozumu i woli w św. Posłuszeństwie. - Jak miłość Jej, dobroci Bożej w Niej, miłości Serca Bożego uosobionej w Niej, jak ta miłość nas obejmie i przeniknie, to ofiary staną się potrzebą duszy. Dusza pragnąć będzie ciągle składać coraz to nowe, coraz to głębsze dowody miłości, a tymi dowodami to właśnie nic innego jak ofiary [ 4 ]. Życzę więc wszystkim i sobie jak najwięcej ofiar [ 5 ].
Najdroższe Dzieci
Jeszcze Wam słówko.
Pisząc listy po japońsku poddałem się pysznej myśli, że jakoś potrafię klecić w tym języku. I zaraz poczułem, że węzeł gorącej miłości ku Niepokalanej ochłódł. Siedzę przed Jej figurką i zdaje mi się, jakoby Ona robiła wyrzuty, gniewała się.
Dzieci Najukochańsze, nie wierzcie nigdy takiemu uczuciu. Jak się poczujecie winnymi, chociażby to był grzech zupełnie świadomy i ciężki, i często, bardzo często się powtarzający, nie dajcie się nigdy oszukać diabłu zniechęcenia. Ale, jak tylko się poczujecie winnymi, oddajcie całą winę Waszą bez rozbierania i badania jej, jednym słowem "Maryja", Niepokalanej na własność, jak to ja przed chwilą uczyniłem, i starajcie się najbliższą czynnością sprawić Jej przyjemność, jak to ja w tej chwili czynię dopisując tych kilka słów do Was, najdroższe Dzieci.
Moi najdrożsi. Niech każdy upadek, chociażby najcięższy i powtarzający się [ 1 ], posłuży nam zawsze tylko za szczebel do wyższej doskonałości. Na to bowiem tylko Niepokalana dopuszcza upadek, by wyleczyć nas z miłości własnej, pychy, przywieść do pokory i tak uczynić uleglejszymi łaskom Bożym. - Diabeł zaś wstrzykuje wtedy nieufność i upadek ducha, co jest znowu oznaką pychy. - Gdybyśmy znali dobrze naszą nędzę, to byśmy się bynajmniej nie dziwili upadkom, ale raczej dziwilibyśmy [się] i dziękowali po upadku, żeśmy głębiej i częściej jeszcze nie upadli. Nie ma bowiem tak strasznego grzechu, który by nam nie zagrażał, gdyby nas łaska Boża, czyli miłosierna ręka Niepokalanej, nie podtrzymała.
Nie chciejmy też zawsze odczuwać słodyczy nabożeństwa do Niepokalanej, bo byłoby to łakomstwem duchowym. Pozwólmy Jej kierować nami, jak się Jej, a nie nam podoba. Nie zawsze czas na słodkie pieszczoty, chociaż tak święte. Nam potrzebne też próby, oschłości, opuszczenia itd. Pozwólmy Jej więc do woli stosować środki do naszego uświęcenia. Jedno tylko musi być i pogłębiać się zawsze, tj. pozwolić się Jej prowadzić; zdawanie się coraz doskonalsze na Jej Wolę, posłuszeństwo Jej Woli w św. Posłuszeństwie.
[ 1 ] W oryginale wyrazy "najcięższy" oraz "powtarzający się" podkreślone dwukrotnie.
Od 449 do 534 można przeczytać na pierwszej stronie wątku, teraz zaś kontynuujemy od tamtego numeru.
z 535
Zbliża się dzień Imienin Niepokalanej, święto Niepokalanego Poczęcia.
Kiedyż to Ona zawładnie światem?... Kiedy w każdym kraju powstanie Jej Niepokalanów i Jej "Rycerz" w każdym języku do każdego zawita domu, pałacu, lepianki?... Kiedyż Jej medalik spocznie na każdej piersi i dla Niej będzie biło każde serce na kuli ziemskiej?...
Uważam, że nie ma lepszego środka do przyspieszenia tej błogosławionej chwili, jak gdy każdy z nas co dzień bardziej będzie się starał pogłębiać w sobie oddanie się Niepokalanej. Im bowiem doskonalej będziemy Jej, tym swobodniej będzie mogła Ona sama nami kierować; a ponad to nie ma już skuteczniejszej akcji.
O różne rzeczy, dotyczące stosunku nabożeństwa do Niepokalanej względem innych nabożeństw, [za]pytywali mnie bracia w Niepokalanowie, a niedawno otrzymałem list od jednego z kleryków (spoza Niepokalanowa) z zapytaniem, jak pogodzić praktycznie pamięć na miłosną obecność w nas Pana Boga z pamięcią na Niepokalaną.
Oczywiście fantazja skłonna jest przedstawiać Boga Ojca, Pana Jezusa, Niepokalaną itd. jako poszczególne cele nabożeństw jakby równorzędne, zamiast przedstawiać jako ogniwa jednego łańcucha, podporządkowane jakby środki do jednego celu: Boga w Trójcy Św. Jedynego.
Odpiszę mu, że im kto bardziej jest Niepokalanej, z tym większą śmiałością i swobodą może się zbliżać i do ran Zbawiciela i do Eucharystii i do Przen[ajświętszego] Serca Jezusowego i do Boga Ojca. I że nic nie szkodzi, chociażby nam wtedy nawet na myśl Niepokalana nie przyszła, bo istota zjednoczenia z Nią polega nie na myśli, pamięci, uczuciu, ale na woli.
Podrywa mnie czasem, gdy czytam zbyt troskliwe podkreślania, że Matka Boża jest - po Pana Jezusie - całą naszą nadzieją. Oczywiście, że można to i dobrze zrozumieć. Ale zbytnia troskliwość, by nie opuścić tej klauzuli, zapewne dla uczczenia Pana Jezusa, raczej uważam - że Mu uwłacza. Bo wyobraźmy sobie. Gdy nie nastarczały płaskie maszyny, przybyła rotacyjna i słusznie można powiedzieć, że dla terminowego wydania "Rycerza" cała nadzieja w rotacyjnej. Gdyby jednak ktoś zawsze zaraz skwapliwie dodał "po fabryce" (która ją wybudowała), wyrażałby tym przekonanie, że jednak maszyna ta może zawieść i trzeba będzie odnieść się do fabryki. Czyli że fabryka niezbyt solidnie wykonała maszynę, co nie byłoby bynajmniej uczczeniem fabryki.
Dopisuje Br. Wenanty o programiku [MI]. Doprawdy, każdy programik ma granice, a tu trzeba zerwać wszelkie granice, nawet programików. Bądźmy Jej i sługami, i dziećmi, i niewolnikami, i rycerzami, i wszystkim, wszystkim, wszystkim, słowem Jej, pod każdym względem Jej i co dzień bardziej Jej.
Jak tego dokonać?
Pamiętajmy, że istotą naszego oddania i doskonałości oddania się nie jest uczucie ani pamięć, ale wola. Jeśliby więc kto nie czuł wcale słodkości obcowania z Nią (chociaż zwyczajnie jest inaczej) - ani by nie mógł pamiętać, myśleć dużo o Niej z jakichkolwiek powodów, jeżeli wola trwa przy Niej, jeżeli nie odwołuje swego oddania się, ale wedle możności odnawia je jeszcze - niech będzie spokojny, bo Ona króluje w jego sercu. A wolę możemy kontrolować łatwo. Baczmy tylko, by coraz doskonalej zgadzała się z Jej wolą i coraz doskonalej pełniła Jej wolę. - To wszystko. I byśmy, jak to małe dziecko, uznawali swą zupełną od Niej zależność i dlatego do Niej jak dzieci do matki się tulili.
Co do stosunku do przełożonych, bez względu na sympatię czy antypatię, czy z jednej, czy z obydwóch stron, nie możemy się powodować tymi motywami naturalnymi, ale nadnaturalnie widzieć w nich wolę Niepokalanej i jako taką z radością spełniać.
Co do rachunku sumienia weź sobie pokój i pogodę ducha. Już Pismo Św. upomina: "Służcie Panu z radością" [por. Ps 39,2]. I św. Paweł pisze: "Wesołego dawcę miłuje Bóg" [por. 2 Kor 9,7].
Żadnych więc zgryzot, smutku, ale zawsze z radością najwięcej pociągniemy do Niepokalanej nie tyle słowem, ile raczej życiem jako rzecz i własność Niepokalanej, jako MI. Czyż może się gryźć, kto jest Jej własnością? Nie znaczy to - nigdy się nie potknąć, ale w razie upadku zachować się jak MI, a nie upadać na ducha.
Do siebie tylko się nie ograniczać, ale zajmować się wesoło sprawą Niepokalanej jak najszerzej ...
...
Drogie Dziecko, nie smuć się, nie trap. Niepokalana o wszystkim wie i wszystkim kieruje. Pozwólmy się tylko Jej prowadzić coraz to doskonalej, a Ona sama w nas i przez nas jak najwięcej zrobi dla zbawienia dusz, zdobycia ich dla siebie, a przez Nią dla Serca Pana Jezusa.
Przy pomocy Niepokalanej możemy wszystko.
Na przykład: ktoś chciałby Niepokalanej sprawić taką przyjemność, na jaką się tylko zdobyć może. Cóż robi? Pożycza sobie Przenajświętszego Serca Pana Jezusa, i wtedy pewien, że prześcignął nieskończenie wszystkich ludzi i Aniołów razem wziętych w miłości ku Niepokalanej.
A Pana Jezusa znowu Jej sercem miłuje, a raczej Ona w nim i przez niego kocha, np. w Komunii świętej itd., itd.
Kończę, bo czasu mało.
[Dopisek]
Podobno niektórzy myśleli, że ja już jedną nogą na drugim świecie [ 5 ]. W każdym razie prawą ręką nie, bo piszę, i lewą też nie, bo przytrzymuję papier. - Zresztą jesteśmy własnością Niepokalanej. Ma prawo zabierać sobie, kogo i kiedy Jej się podoba. - Czyż nie tak?
Ktoś tak określił logikę ziemian (mieszkańców kulki ziemskiej): "Do nieba, do nieba, byle ... jak najpóźniej". Rozgwarzyłem się, ale już chodźmy spać.
Sayonara [ 6 ];
Maryja!
[ 5 ] Niepokój o zdrowie i życie św. Maksymiliana spowodowany był alarmującymi wiadomościami, jakie płynęły z Japonii. Sam gwardian japońskiego Niepokalanowa, o. Kornel Czupryk, tak pisał do kraju: "O. Maksymilian chory - kaszle, nie może mówić, pojechał w tej chwili do lekarza. Obawiam się o niego. Niech się dzieje wola Boża - Niepokalana wie, w jakim bylibyśmy kłopocie - szkoła - internat - «Rycerz» - administracja. [...] Zatem or at e! Żeby choć do święceń kleryków doprowadzić. [...] O. Maksymilian od lata ub.r. coraz bardziej i bardziej słabnie. [...]" - zob. dopisek o. Kornela Czupryka do listu br. Celestyna Moszyńskiego z 15 I 1935 do współbraci w Niepokalanowie.
[ 6 ] Do widzenia!
Komentarz
A więc takie jest znaczenie tytułu Wszechpośredniczki Łask. No i mamy placet od nie byle kogo, gdyż od papieża samego, i to nie byle gdzie, gdyż aż w encyklice, że wolno nam jest swobodnie, a nie "ostrożnie", używać tego tytułu.
369
Do centrali MI w Niepokalanowie
Nagasaki, 11 IV 1932
Maryja
Drogie Dzieci!
W odpowiedzi na list z 23 III w sprawie MI donoszę, że:
1) Ksiądz z MI nie ma przez to samo jeszcze władzy specjalnej, której udzielają OO. Misjonarze do poświęcania Cud[ownego] Med[alika] wedle specjalnej formułki i z odpustami przywiązanymi do Cud[ownego] Med[alika]. Może jednak poświęcać (jak każdy inny ksiądz) - Cud[owny] Med[alik] jako jeden z medalików. - Do MI nie jest konieczne specjalne poświęcenie, tym bardziej że odpusty Cud[ownego] Med[alika] mieszczą się w odpustach MI (zupełny w dzień przyjęcia i na Wielkanoc i 100 dni za akt "O Maryjo bez grzechu" itd.), a nawet odpusty MI są liczniejsze.
2) Do aktu poświęcenia "O Niepokalana..." nie ma przywiązanego specjalnego odpustu, można go mimo to używać, a nawet nie możemy z niego zrezygnować. Trudnością pewno jest śmiałe wyrażenie, że przez ręce Niepokalanej wszystkie [ 1 ] łaski z N[ajświętszego] Serca Jezusowego na nas spływają, ale już papież Leon XIII orzekł, że wolno tak twierdzić [ 2 ] i gdy biskup krakowski [ 3 ] z tego powodu nie chciał potwierdzić pierwszego dyplomika, podaliśmy mu dowody i wtedy ustąpił. Teraz już mamy i pacierze, i Mszę św., i święto kościelne Matki Bożej Pośredniczki Wszelkich Łask [ 4 ], a kardynał Mercier bardzo się starał o ogłoszenie tej prawdy jako dogmat. - Może Niepokalana pozwoli i nam się przyczynić do włożenia tego klejnotu do Jej korony.
Z prośbą o modlitwę
Wasz
br. Maksymilian M-a Kolbe MI
PS - W ulotce str. 3 pisze, że Medalik Cud[owny] można nosić w kieszeni, ale Niepokalana powiedziała, że szczególniejsze łaski dostaną ci, co "będą nosić na szyi" Cud[owny] Med[alik] (patrz książeczka "Cudowny Medalik" str. 18 w[iersz] 5 od dołu) [ 5 ].
[ 1 ] W oryginale wyraz podkreślony dwukrotnie.
[ 2 ] "Kiedy odwieczny Syn Boga dla odkupienia i wywyższenia człowieka zechciał przyjąć naturę ludzką, i przez to zawrzeć jakby mistyczny związek z całym rodem ludzkim, nie uczynił tego wcześniej, niż przewidziana matka zupełnie dobrowolnie wyraziła na to zgodę. Reprezentowała ona w pewien sposób cały ród ludzki zgodnie ze sławnym i prawdziwym zdaniem św. Tomasza z Akwinu: «Przy Zwiastowaniu oczekiwano zgody Dziewicy w zastępstwie całej ludzkiej natury» [S.th. III, q. 30, a. 1]. To pozwala stwierdzić równie słusznie i prawdziwie, że absolutnie nic z niezmierzonego skarbu wszelkiej łaski przyniesionego przez Chrystusa [J 1,17] - z rozporządzenia woli Bożej nie zostaje nam udzielone inaczej, jak tylko przez pośrednictwo Maryi. Jak do najwyższego Ojca nikt nie może przyjść inaczej niż przez Syna, prawie tak samo do Chrystusa nikt nie może mieć dostępu, jak tylko przez Matkę" - zob. Leon XIII, Encyklika Octobri mense (1891), fragm. w: Breviarium fidei. Wybór doktrynalnych wypowiedzi Kościoła, Poznań 1988, 270.
[ 3 ] Bp Adam Stefan Sapieha, który zatwierdził pierwszy dyplomik MI w 1919 r. - por. Pisma, 28a, przyp. 3.
[ 4 ] Święto NMP Pośredniczki Wszelkich Łask z własnym formularzem mszalnym i oficjum brewiarzowym ustanowił dla Belgii, na skutek próśb przede wszystkim kard. Désiré-Josepha Merciera, Benedykt XV dnia 12 I 1921. Św. Kongregacja Obrzędów pozwalała odtąd wprowadzać to święto także poza diecezjami belgijskimi, byle o to proszono. Na podstawie dekretu Kongregacji Obrzędów z 17 I 1934 nr 973/34, także i Zakon OO. Franciszkanów wprowadził święto MB Pośredniczki Wszelkich Łask do swego kalendarza zakonnego; święto wyznaczono na 31 V - zob. "Comm. Ord." 31 (1934) 86.
[ 5 ] Książeczkę pod powyższym tytułem, bez podania autora, wydawali Księża Misjonarze. W dostępnych wydaniach z 1902 r. i 1913, cytat istotnie znajduje się na s. 18, ale wiersz 16 od dołu.
Z 380
Maryja!
Drogi Ojcze!
Proszę się nie trapić, gdy przyjdą przeciwności, ale oddać wszystko Niepokalanej bez granic, zrobić spokojnie co można i ufać, bezgranicznie Jej zaufać. Wiem, że nie zabraknie ni przeciwności, ni krzyżów może nawet cięższych, ale Ona wszystko może. Piszę to nawet z własnego dotychczasowego doświadczenia. Krzyże przeszkolą tylko, zasług dodadzą, zmiażdżą, ale i wyniosą duchowo zarazem i nauczą nie ufać swym zawodnym siłom, ale tylko Niepokalanej: więc Pan Bóg z miłosierdzia swego je zsyła. - Po co to wszystko piszę? Bo na sobie samym doświadczyłem, jak mi czasem było ciężko, bardzo ciężko.
Z 381
To jedna strona medalu, ale jest i druga ze swoimi racjami, a przede wszystkim tą, że może za mało mam "silną rękę" i idę prawie tylko "ciepłem miłości", aż może do słabości?
...
Tak mnie po głowie chodzi, ale jak powiedziałem, bynajmniej nie oznacza to, bym się chciał wymówić, lecz tylko po prostu piszę, co po głowie chodzi, lecz gotów jestem dla Niepokalanej na wszystko i byłoby dla mnie największym złem, gdybym jakkolwiek wpływał - chodzi tylko o jak najprędsze [ 6 ] zdobycie całego świata Niepokalanej, Wolę Niepokalanej, której tylko [ 6 ] chcę.
[ 6 ] Wyraz podkreślony trzykrotnie.
385
Do Niepokalanowa
Poza Hongkongiem, 8 VI 1932
Maryja!
[Temat:] Hongkong
Na chybił trafił, nie znając dokładnego adresu, pchnąłem telegram z okrętu zaadresowany: "Salezjańska szkoła". Może po raz pierwszy japoński nasz okręt słał fale radiowe po polsku. Po czym odmówiłem cząstkę różańca przed figurą Niepokalanej królującej w kajucie na szafce i czekałem przy wyjściu. Gdy już okręt stanął i różne okręciki i barki poczęły go obskakiwać, ukazał się na schodach prowadzących na wierzch statku ksiądz Europejczyk.
Schodzimy natychmiast do chińskiej barki i po sporej jeszcze żegludze docieramy do miasta. W drodze ogonki Chińczyków z naczyniami na wodę. To klęska wyjątkowa. Brak deszczu, więc i wody, gdyż Hongkong leży na wyspie. Stąd wodociągi otwarte tylko w określonych godzinach i ogonki. Pomogła widać nakazana kolekta (modlitwa przy Mszy św.) o deszcz, bo dziś już tęgo niebo sobie na płacz pozwala.
W misji woda z sokiem, bo pić, pić bardzo doprawdy mi się chciało w tym gorącu, aż płuca bolały. Po czym do kościółka zakonnic, gdzie przynoszą do chrztu dzieci. Dzisiaj było troje, wczoraj ośmioro, a zwyczajnie około pięciu. Następnie piętrowym tramwajem na drugi koniec miasta do Shaukiwan [ 1 ] do domu dla kleryków, kupionego za polskie ofiary i obecnie za też ofiary rozbudowanego. Pokazywał mi nawet blankiet konta PKO nr 211.168, na który te ofiary wpływają. Olbrzymie prace wyrównania górzystego terenu i budowa domu, na którego trzecim czy czwartym piętrze stanie kościół wychodzący z innej strony na równy plac. I tam sodowa woda. I tam też piłem tęgo, bom jeszcze nie "zmoczył się dostatnio" i płuca jeszcze bardzo przy chodzeniu trzeszczały. Bałem się, czy się czasem na krwotoku nie skończy, ale Niepokalana widać tego nie żądała.
W domu tym uczy ks. Siara i przebywają tam klerycy i Polacy, i Węgrzy, i tubylcy Chińczycy; pomiędzy księżmi zaś zapoznałem się na kolacji z Argentyńczykiem, Irlandczykiem i Włochami.
Po wieczerzy wysłużony już misjonarz, Włoch, dowodził, że przed misjonarzami powinny pójść nasamprzód, niezależnie oczywiście, armaty i jako przykład podawał właśnie Hongkong, gdzie dzięki panowaniu Anglików misjonarze mogą spokojnie pracować. Można poniekąd wyrozumieć te pojęcia, gdy się przypomni, co działo się w głębi Chin w ostatnich latach, chociaż trudno by się doprawdy zgodzić na to jako na zasadę. - Opowiadał też, jak to niektórzy Chińczycy pchają dzieci do zakładu, dopokąd nie są potrzebne, a starają się wydostać, gdy już mogą coś dopomóc rodzinie. Jako przykład podawał zdarzenie, jak to przyprowadzono mu chłopca z prośbą o przyjęcie. Gdy zaś przedstawiał, że ma tylko ze 4 miejsca zarezerwowane dla wypadków nadzwyczajnych, dla sierot nie mających już rodziców, chłopiec przyniósł poświadczenie, że rodzice już pomarli podpisane przez... własnego ojca.
Powrót znów "piętrówką" wśród ożywionego miasta i znowu woda z lodem i - spoczynek.
Nazajutrz Msza św., do której służył chłopiec Chińczyk, do Komunii św. przystępują Chińczycy - i pięknie, śpiewnie brzmiące modlitwy chińskie. Po Mszy św. spotykam ks. Wieczorka otoczonego młodzieżą. Tłumaczy mi, że chłopcy ci widząc mnie [ 2 ] mówią między sobą, że franciszkanie się biczują.
Telefonicznie dowiadujemy się, że okręt rusza o jedenastej, więc zabrałem ofiarowane przez ks. Wieczorka lakierki dla dzieci emigrantów na okręcie i znowu chińską barką razem z ks. Wieczorkiem powróciłem na pokład. - Cześć za wszystko Niepokalanej.
Dopiero gdym wszedł do kajuty, zrozumiałem, jakim dobrodziejstwem był dla mnie nocleg poza okrętem, bo z braku ruchu [statku] brak i przewiewu; stąd takie gorąco, iż chyba musiałbym przemęczyć noc bezsennie.
W kilka godzin po rozdaniu cukierków spotyka mnie na korytarzu małe dziecko i z roześmianą twarzą, na której wyczytać można było, iż naprawdę cukierek był słodki mówi: "o dzi san", tj. "dziadziuś", a dosłownie "o" oznacza uczczenie, "dzi" znaczy dziadek, "san" zaś znaczy pan.
O. Maksymilian M-a Kolbe
[PS]
Drogie Dzieci!
Módlcie się, módlcie się za mnie, bym i nie spoganiał wpośród pogan - o co wcale nietrudno - i bym coraz to dokładniej i miłośniej Wolę Niepokalanej spełniał.
Wasz
br. Maksymilian M-a Kolbe
PS - Drodzy Ojcowie, i Gwardianie [ 3 ], i Rektorze [ 4 ] bardzo o "Memento" proszę.
Załączam nieco ilustracji do "Rycerza". A może by i pocztówki "misyjne" podrukować? Może by czytelnicy rozbierali potęgując przy tym ofiary na misje?
[ 1 ] Dzielnica Hongkongu. W 1935 r. istniała tam placówka duszpasterska (402 wiernych) obsługiwana przez dwóch księży Chińczyków, P. Lu i J. F. Shek - zob. Les Missions de Chine, Shanghai 1937, 391.
[ 2 ] Widząc pasek franciszkański.
[ 3 ] O. Florian Koziura.
[ 4 ] O. Justyn Nazim.
Z 387
Chissai kono sekkai ni Ten Shu mo Seibo Maria mo ai de ni narimasu hodo okii Tenshu no mae ni to tengoku ni narimasu. Sei Teresa yo na chisaki hana ni nareneba narimasen. Kono zen shigoto desu [ 3 ].
[ 3 ] [Przekład polski] Gdybyśmy na tym małym świecie mieli wielką miłość względem P[ana] Boga i Matki Bożej, to niebo mielibyśmy na ziemi. Trzeba stać się takim małym kwiatkiem, jakim była św. Teresa. To jest cała nasza praca.
Skojarzyło mi się z dowcipem o przedstawicielu handlowym firmy Bata.
389
Do Mugenzai no Sono
Singapur, 12 VI 1932
Maryja!
Drodzy Bracia!
Dziś w wigilię św. Antoniego znalazłem się w prokurze Ojców Niepokalanego Serca Maryi. Dookoła podzwrotnikowe drzewa, bo prawie już na równiku i różnorodne trele ptactwa malajskiego.
Ale oto już i 13 VI, dzień św. Antoniego i dochodzi południe.
Są tu ponoć i tygrysy, ale nie w samym mieście Singaparze, i chociaż poczciwi moi "gospodarze" wywieźli mnie wczoraj na przechadzkę poza miasto, to jednak ani myśmy jeszcze żadnego tygrysa nie przejechali, ani też podobny dobrodziej na nas jeszcze nie wpadły ani spoza wysokich pięknych palm, ani spoza gumowych drzew, ani z głębi innej wiecznie tu zielonej roślinności. Tylko małpki swobodnie sobie chodzące w ogrodzie zoologicznym witały nas na trawniku, gdyśmy mijali ich schronisko.
I kościoły przesuwały się katolickie i aż katedra anglikańska i prezbiteriariańska kircha, a nawet nie brakło stylowego meczetu muzułmańskiego. A po ulicach 3/4 to Chińczycy, poza tym ciemni Malajowie i rośli Hindusi. Między tym wszystkim tu lub ówdzie także białą twarz Europejczyka. A jak mało z nich, nie wyłączając tych ostatnich, zna i kocha Pana Boga żywego i Niepokalaną Jego Matkę? Zdałby się i tu Niepokalanów, ale dla języka malajskiego, którym mówi coś 40 000 000 ludzi, lepiej ponoć by było w centrum malajszczyzny, na wyspie Jawie [ 1 ].
br. Maksymilian
[ 1 ] Na wyspie Jawie działalność misyjną według wzoru japońskiego prowadzili franciszkanie holenderscy (1937-1960); franciszkanie włoscy otworzyli misję na Sumatrze (1969), podniesioną do rangi kustodii prowincjalnej pw. Niepokalanego Poczęcia NMP (1985); na Jawie (w Dżakarcie) ośrodek misyjny otwarto w 1989 r.
Z 395
Znowu z wyspy Cejlonu, piszę, ale już w drodze powrotnej z Indii. "Jak" Niepokalana całą sprawą pokierowała opisałem szczegółowiej dziś w liście do N[ajprzewielebniejszego] O. Prowincjała i on zapewne nie omieszka wytłumaczyć bliżej znaczenia telegramu wysłanego w Ernakulam. Po prostu jawna tu ręka św. Teresy od Dziec. Jezus i po dosłownym spuszczeniu róży czy kwiatu do niej podobnego - jednego z wielu, którymi była przystrojona podstawa figury na korytarzu pałacu arcybiskupiego w Ernakulam - pierzchły dziwnie wszystkie piętrzące się trudnością tak wielkie, że już straciłem całkiem nadzieję. - I teraz - dzięki Niepokalanej - i teren (ogród), i dom (wystarczający zupełnie na początek), i kaplica spora czekają na objęcie.
Z 398
Gdy zastanawiam się nad tym, co się stało w sprawie indyjskiego Niepokalanowa, to trudno tu nie widzieć ręki św. Teresy od Dzieciątka Jezus, z którą - jak to już pisałem - mam "kontrakt". - Przy wyjeździe w Kobe zawieziono mnie do kościoła jej poświęconego, przy którym pasterzuje - ponoć jej krewny - ksiądz, który przetłumaczył żywot św. Teresy na japoński [ 3 ]. - Po drodze wszędzie napotykałem jej obrazy i figury, a i Karmelici Bosi, na których terytorium misyjnym jest Niepokalanów indyjski i do których arcyb[iskup] należy, też jej są braćmi zakonnymi. - No i upadek róży, o czym już pisałem z Kolombo. - (Zapewne N. O. Prowincjał ten ostatni list i gruby z Kolombo już otrzymał: to jest sprawozdanie z całej podróży).
[ 3 ] Ks. Alfred Mercier z Paryskiego Stowarzyszenia Misji Zagranicznych, przebywający tam co najmniej od 1930 r. (L’Année Missionaire 1931, 624; Japan Catholic Directory 1962-1963, 117).
415
Do Marii Kolbe
Mugenzai no Sono, 8 XII 1932
Maryja!
Najdroższa Mamo!
Dziś, w święto Mamusi niebieskiej, otrzymałem opłatki z listem od Mamusi ziemskiej, która jest odbiciem Mamusi niebieskiej, jak Mamusia niebieska dobroci Bożej, Serca Bożego. Doskonałości Boże promieniujące z niewysłowionego życia Trójcy Przenajświętszej rozchodzą się po wszechświecie w niezliczonych odbiciach jak echo. I tak ze stworzeń wznosi się serce do poznania i ukochania aż Boga w Trójcy Przenajświętszej, ale miłuje i te odbicia, bo one są od Boga, stworzone przez Boga, całe Boże.
Po powrocie z Indii napisałem, o ile pamiętam, list [ 1 ] i nie wiem, czemu by nie doszedł. Obecnie listy idą dłużej i mogą czasem zginąć z powodu walk w Mandżurii.
Co do sprawy czy się zobaczymy na tej ziemi, to już sprawa Niepokalanej. Ona sama może czynić z nami, co Jej się podoba, bo do Niej całkowicie należymy.
Dołączam życzenia błogosławieństwa Bożej Dzieciny i Jej Matuchny Niepokalanej i Mamie, i Prz[ewielebnej] Matce Przełożonej [ 2 ], i wszystkim Siostrom, dziękując z serca za modlitwy, bo tych nam tu na misjach jak najwięcej potrzeba, by dusze biednych pogan pociągnąć do Przen[ajświętszego] Serca Niepokalanej, a przez Nią do Prze[najświętszego] Serca Jezusowego.
Załączam fotografię Niepokalanowa japońskiego [ 3 ]. Poniżej dotychczasowy budynek; wyżej nowy dom, do którego przeprowadzili się bracia ze strychu domu poprzedniego w wigilię Niepokalanego Poczęcia, tj. wczoraj. Na szczycie budynku figura Niepokalanej, która z góry spogląda na pogańskie dachy domów dzielnicy hongochińskiej. - Ten dom, to prezencik Niepokalanej z okazji Jej święta.
Kończę z prośbą o modlitwę, bo czasu mało.
Zawsze wdzięczny syn
O. Maksymilian M-a Kolbe
[ 1 ] Zob. Pisma, 409.
[ 2 ] S. Marii Wiktorynie Chomentowskiej, felicjance.
[ 3 ] Fotografia się nie zachowała.
Bezkompromisowość:
421
Do o. Peregryna Haczeli w Rzymie
Nagasaki, 26 XII 1932
Jako Konwentualni w odróżnieniu od Kapucynów i Obserwantów otrzymaliśmy od Stolicy Apostolskiej władzę erygowania u siebie "Rycerstwa Niepokalanej" dla osiągnięcia wytkniętego celu [ 1 ]. Przeto uważam, że Zakon jako taki (nie poszczególni zakonnicy) ma nie tylko prawo, lecz również obowiązek osiągania tego celu, a w miarę zaniedbywania go ponosi również winę. Zamiary likwidacji charakteru Niepokalanowa - z powodu ważności sprawy - byłyby u tych, którzy się na to ośmielają, grzechem ciężkim...
Dla osiągnięcia celu "Rycerstwa Niepokalanej" potrzebni są zakonnicy całkowicie temu oddani, potrzebne są konwenty i grupy konwentów. Nasze czasy są czasami specjalizacji, dlaczego więc specjalizacja w tej sprawie miałaby być niebezpieczna, czy [byłby to] inny Zakon? [ 2 ]
A ci, którzy oddają się pracy w tych domach (konwentach), powinni być odpowiednio przygotowani. W "Mugenzai no Sono" jest już drugi ojciec do tego nie przygotowany. O. Metody [ 3 ] i o. Konstanty są dobrzy, lecz nie przygotowani do Niepokalanowa. Dobrze rozumiem o. Konstantego, kiedy mówi, że jest obowiązany zachować jedynie Regułę i Konstytucje, a nie ustawy "Rycerstwa Niepokalanej", ale w konwencie, który za cel specjalny ma "Rycerstwo Niepokalanej", to nie wystarcza. Co więcej, utrzymując się z ofiar zbieranych na szerzenie kultu Niepokalanej jakże można być obojętnym dla "Rycerstwa", a nawet jego wrogiem? To byłoby kradzieżą świętokradczą. Nie wolno nam nawet ani jednego grosza wydać na inny cel, chociażby bardzo wzniosły, niż na ten, na jaki go dali dobrodzieje.
Tutaj (w Niepokalanowach - w Polsce i w Nagasaki) oprócz Reguły i Konstytucji trzeba koniecznie uznawać i zachowywać obowiązkowo dyplomik "Rycerstwa Niepokalanej", aby poświęcić całe życie Niepokalanej. Wówczas śluby zakonne nabierają swojej doskonałości.
Jest więc konieczne specjalne przygotowanie począwszy od juwenatu (internatu) i od nowicjatu, w którym dyplomik "Rycerstwa Niepokalanej" powinien być uważany za obowiązujący. Również studia teologiczne powinny odpowiadać przyszłej pracy dla uniknięcia anomalii i wstrząsów, jakie teraz u nas zachodzą, oraz dla szybszego osiągnięcia celu "Rycerstwa Niepokalanej".
br. Maksymilian Kolbe
[ 1 ] Treść listu może mieć związek z odmową władz zakonnych założenia nowicjatu misyjnego w Niepokalanowie (zob. Pisma, 407, przyp. 1) i z możliwymi zarzutami o. Konstantego Onoszki, słanymi z Japonii do Rzymu (zob. Pisma, 431). Jak wynika z dziennika korespondencji św. Maksymiliana, list skierowany był do o. Peregryna Haczeli.
[ 2 ] Czyżby to miał być inny Zakon?
[ 3 ] O. Metody Rejentowicz.
PEREŁKA
Z 427:
Artykuł "Kur[iera] Warsz[awskiego]" z 14 stycz[nia] 1933 str. 2 "O podbój młodego pokolenia" [ 5 ] tym bardziej utwierdził mnie w przekonaniu, które mam od dawna, że źle robi prasa katolicka ("Głos Narodu" [ 6 ], "Pielgrzym" [ 7 ] itp.), jeżeli ze względów partyjnych rzuca kamieniami na rząd Piłsudskiego. - Należy - oczywiście - piętnować, ale "zło" tylko. Tymczasem prawica odsuwając się od rządu zmusiła go do oparcia się raczej na lewicy i stąd skutki. Dlatego to zdaje mi się potrzebną rzeczą, by jak ongiś raz zrobiłem [ 8 ], tak i tego roku obydwa Niepokalanowy wcześnie (by nie znikło wśród tłumu) przesłały Piłsudskiemu życzenia imieninowe, życząc opieki Niepokalanej i obiecując Komunie św. tak licznych braci, jako też przynajmniej "Memento" we Mszy św. albo niechby i Mszę św. - Uważam to za silną potrzebę w walce z masonerią, wciskającą się do rządów, a raczej już rządzącą. Pamiętajmy na obraz Matki Bożej Ostrobramskiej, który Piłsudski ma nad łóżkiem i nie zaśnie bez niego [ 9 ]. Słyszałem o tym z ust pewnych i sprawdziłem na fotografii po wypadkach majowych. - Więc on Ją kocha. Czemuż go więc pozostawić na pastwę wrogów Kościoła i jego duszy? Dlatego uważam, że partie "katolickie" takim zachowaniem się szkodzą katolicyzmowi. - Alem się za dużo rozgadał.
[ 5 ] Autorstwa Izy Moszczeńskiej.
[ 6 ] "Głos Narodu" - zob. Pisma, 102, przyp. 8.
[ 7 ] "Pielgrzym" - pismo informacyjne o charakterze religijno-narodowym, wychodzące w Pelplinie od 1 I 1869 do 1 IX 1939, początkowo raz w tygodniu, od 1876 r. dwa razy, od 1877 trzy razy tygodniowo. W następnych latach do pisma należały jeszcze dodatki, jak "Krzyż", "Przyjaciel Dzieci", "Robotnik Polski", "Dobra Gospodyni". Założycielem i redaktorem do r. 1872 był ks. Szczepan Keller.
[ 8 ] W 1929 r. - zob. Pisma, 171.
[ 9 ] O nabożeństwie Piłsudskiego do MB Ostrobramskiej św. Maksymilian pisał w RN 14 (1935) 263-265; Pisma, 1104.
442
Do Marii Kolbe
Nagasaki, 6 III 1933
Maryja!
Droga Mamo!
Na dzień Imienin ślę. z pogańskiej jeszcze ale drogiej sercu ziemi, serdeczne życzenia jednego tylko, tj. jak najdoskonalszego spełnienia zawsze i we wszystkim Woli Bożej za pośrednictwem Niepokalanej i to tak w życiu jak w śmierci i w wieczności. Ponadto nie ma nic wyższego ani doskonalszego.
Nie opowiadam, co się tu dzieje, bo "Rycerz" sporo z tego mówi, a i może, jeżeli Niepokalana zechce, niedługo ustnie poopowiadam.
Z prośbą o modlitwę, bym Niepokalanej nie bruździł
kochający syn
O. Maksymilian M-a Kolbe
445a
Do braci kleryków franciszkańskich w Krakowie [ 1 ]
[Mugenzai no Sono, 18 III 1933]
PS - Moi Drodzy! - Życie umyka szybko. - Ani sekunda nie powraca. Spieszmy się więc, by dać jak najwięcej dowodów miłości. - Diabeł pozwoli nam na wszystkie świętości, byleśmy tylko odsunęli się od Niepokalanej, Pośredniczki wszelkich łask. Byleby chłodła miłość ku Niej. - Kiedyż każde serce na kuli ziemskiej będzie Jej?
br. Maksymilian M-a
[Dopisek] O. Magistrowi [ 2 ] serdeczne pozdrowienia
z prośbą o modlitwę,
Drodzy Bracia Klerycy, nadziejo przyszłości! Od Was zależy, jakie będą dni przyszłe. I Wy przed Bogiem będziecie za nie odpowiadać. Ale kochając Niepokalaną i co dzień pogłębiając tę miłość łatwo podołacie zadaniom.
Wasz
br. Maksymilian M-a
[ 1 ] Dopisek do listu br. Aleksego Tabaki z 18 III 1933 do kleryków w Krakowie.
[ 2 ] O. Samuelowi Rosenbaigerowi.
447
Do Mugenzai no Sono
Szanghaj, 9 IV 1933
Maryja!
Drogie moje Dzieci
Zapomniałem o papierze listowym, więc smaruję na kratkowanym.
Niepokalana czule, naprawdę bardzo czule się mną opiekuje. Daje taki pokarm, jaki potrzebny duszy, i kiedy, i ile go potrzeba, a czasem i słodko do piersi przytuli.
Spoglądając na Waszą gromadkę niknącą mi z oczu, przypomniałem sobie, co Niepokalana raczyła uczynić przez te 3 lata pobytu w Japonii. Gdym przedtem ruszał z tegoż portu, dwie tylko dusze Jej miłością żyjące stały na tymże miejscu [ 1 ], a teraz już 12 apostołów [ 2 ], oprócz uczniów różnych stopni, których Niepokalana przyciągnąć raczyła: poganie jeszcze, katolicy, aspiranci i to z nawróconych [ 3 ], a nawet już profes - pierwsze moje dziecko z ziemi pogańskiej [ 4 ].
Czyż nie razi jednak słowo "dziecko", "dzieci" zamiast "Brat", "Bracia"?
Moi Drodzy, już św. Paweł w liście do Koryntian (czy innym, nie pamiętam) tak mniej więcej mówi: "Chociażbyście 10.000 mieli nauczycieli w Chrystusie, ale niewielu ojców, gdyż w Ewangelii ja was zrodziłem" [por. 1 Kor. 4,15]. I ja więc z radością stosuję to do siebie, ciesząc się, że Niepokalana raczyła, mimo mych nędz, słabości i głupoty i niegodności, wlać swe życie w Was przeze mnie, uczynić mnie Waszą matką. Tak to życie Boże, Trójcy Przen[ajświętszej] spływa z Serca Przen[ajświętszego] Jezusa przez Serce Niepokalane Maryi do biednych serc naszych, ale też często przez inne jeszcze serca stworzone. Że tym życiem jest miłość, to wszyscy dobrze rozumiemy. Stąd Pan Jezus głosił: "Przyszedłem ogień puścić na ziemię, i czegóż chcę, jeno aby był zapalon" [Łk 12,49]. Ale gdzie mnie myśli niosą? Coraz nowe widnokręgi pociągają. Zbaczam z tematu. Niech więc powrócę.- Sami domówcie sobie, zagłębiajcie się i radujcie z upajających harmonii miłości. Cóż to będzie w niebie?
Wracam więc. Najdroższe moje, Najukochańsze Dzieci, domyślacie się zapewne, jaką miłość okazywała mi Niepokalana nasza Matuchna w dzień Jej Siedmiu Boleści i piątkowy? [ 5 ] Doprawdy cierpiałem sporo. Bałwany rzucały okrętem, zrobiło mi się słabo, długo leżałem, myślałem, że trochę poddaję się, chciałem powstać, poruszać się, ale przyszedł zimny pot, wymioty choroby morskiej. Kto je przechodził, wie, że to jest darcie wnętrzności, gdy nie ma co wymiotować. Ból głowy nie ustawał. Noc przemęczyłem. A i rano jeszcze nie zdecydowałem się na Mszę św. Jedyną pociechą było wzywanie częste, bardzo częste w myśli Najśw[iętszego] Imienia Maryi. Chociaż w gorączkowym majaczeniu może i o tym nieraz zapominałem. - Zrobiło się potem nieco lepiej, otwieram walizkę, by zobaczyć, co tam zapakowano. Odsłaniam... a tu główka figurki Niepokalanej. Jakżeż nie pozwolić sobie na miłosne pocałunki. Może za dużo Wam mówię, ale czyż wolno ukrywać przed ukochanymi Dziećmi to, czym i one żyć mają i jedynie żyć mogą, by nie poginęły? - Czyżeśmy nie jedno serce w Niej?...
Co potem - spytacie? Listu mego do prokury w sprawie przyjazdu tu nie otrzymano, więc nikt po mnie nie wyszedł, i tu znowu źródło pewnych krzyżyczków, choć tylko drobnych. - Za wszystko cześć bezgraniczna Niepokalanej!
[O. Maksymilian M-a Kolbe]
[ 1 ] W 1930 r. w Nagasaki żegnali św. Maksymiliana jadącego na kapitułę prowincjalną do kraju: br. Hilary Łysakowski i br. Zeno Żebrowski.
[ 2 ] W Mugenzai no Sono w 1933 r. byli Polacy: o. Konstanty Onoszko, br. kleryk Mieczysław Mirochna, br. kleryk Aleksy Tabaka, br. Zeno Żebrowski, br. Seweryn Dagis, br. Celestyn Moszyński, br. Romuald Mroziński, br. Grzegorz Siry, br. Sergiusz Pęsiek, br. Kasjan Tetich, br. Henryk Borodziej, br. Bartłomiej Kałucki.
[ 3 ] Było dwóch aspirantów: Francisko Hosoya Kasuo (Pisma, 425) i Mariano Amaki Kunikiko (Pisma, 446).
[ 4 ] Mariano Sato Shigeo - zob. Pisma, 446.
[ 5 ] Do 1960 r. uroczystość Siedmiu Boleści NMP obchodzono w piątek przed Niedzielą Palmową.
Z 447a
Dzieci drogie, pamiętajmy, że miłość żyje, karmi się ofiarami. Dziękujmy Niepokalanej za wewnętrzny pokój, za uniesienia miłości, ale nie zapominajmy, że to wszystko choć dobre, piękne, nie jest jednak istotą miłości i bez tego wszystkiego może być miłość i to miłość doskonała. Szczyt jej to stan, w którym Pan Jezus mówi na krzyżu: "Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?" [Mt 27,46; Ps 21,2; Mdr 15,34]. - Bez ofiary nie ma miłości. Ofiary ze zmysłów, zwłaszcza oczu, szczególnie gdy się wychodzi z klasztoru pomiędzy świeckich, ze smaku, ze słuchu itd. Przede wszystkim zaś ofiary z rozumu i woli w św. Posłuszeństwie. - Jak miłość Jej, dobroci Bożej w Niej, miłości Serca Bożego uosobionej w Niej, jak ta miłość nas obejmie i przeniknie, to ofiary staną się potrzebą duszy. Dusza pragnąć będzie ciągle składać coraz to nowe, coraz to głębsze dowody miłości, a tymi dowodami to właśnie nic innego jak ofiary [ 4 ]. Życzę więc wszystkim i sobie jak najwięcej ofiar [ 5 ].
[ 4 ] W oryginale wyraz podkreślony trzykrotnie.
[ 5 ] Wyraz podkreślony trzykrotnie.
Z 448
Najdroższe Dzieci
Jeszcze Wam słówko.
Pisząc listy po japońsku poddałem się pysznej myśli, że jakoś potrafię klecić w tym języku. I zaraz poczułem, że węzeł gorącej miłości ku Niepokalanej ochłódł. Siedzę przed Jej figurką i zdaje mi się, jakoby Ona robiła wyrzuty, gniewała się.
Dzieci Najukochańsze, nie wierzcie nigdy takiemu uczuciu. Jak się poczujecie winnymi, chociażby to był grzech zupełnie świadomy i ciężki, i często, bardzo często się powtarzający, nie dajcie się nigdy oszukać diabłu zniechęcenia. Ale, jak tylko się poczujecie winnymi, oddajcie całą winę Waszą bez rozbierania i badania jej, jednym słowem "Maryja", Niepokalanej na własność, jak to ja przed chwilą uczyniłem, i starajcie się najbliższą czynnością sprawić Jej przyjemność, jak to ja w tej chwili czynię dopisując tych kilka słów do Was, najdroższe Dzieci.
Moi najdrożsi. Niech każdy upadek, chociażby najcięższy i powtarzający się [ 1 ], posłuży nam zawsze tylko za szczebel do wyższej doskonałości. Na to bowiem tylko Niepokalana dopuszcza upadek, by wyleczyć nas z miłości własnej, pychy, przywieść do pokory i tak uczynić uleglejszymi łaskom Bożym. - Diabeł zaś wstrzykuje wtedy nieufność i upadek ducha, co jest znowu oznaką pychy. - Gdybyśmy znali dobrze naszą nędzę, to byśmy się bynajmniej nie dziwili upadkom, ale raczej dziwilibyśmy [się] i dziękowali po upadku, żeśmy głębiej i częściej jeszcze nie upadli. Nie ma bowiem tak strasznego grzechu, który by nam nie zagrażał, gdyby nas łaska Boża, czyli miłosierna ręka Niepokalanej, nie podtrzymała.
Nie chciejmy też zawsze odczuwać słodyczy nabożeństwa do Niepokalanej, bo byłoby to łakomstwem duchowym. Pozwólmy Jej kierować nami, jak się Jej, a nie nam podoba. Nie zawsze czas na słodkie pieszczoty, chociaż tak święte. Nam potrzebne też próby, oschłości, opuszczenia itd. Pozwólmy Jej więc do woli stosować środki do naszego uświęcenia. Jedno tylko musi być i pogłębiać się zawsze, tj. pozwolić się Jej prowadzić; zdawanie się coraz doskonalsze na Jej Wolę, posłuszeństwo Jej Woli w św. Posłuszeństwie.
[ 1 ] W oryginale wyrazy "najcięższy" oraz "powtarzający się" podkreślone dwukrotnie.
Od 449 do 534 można przeczytać na pierwszej stronie wątku, teraz zaś kontynuujemy od tamtego numeru.
z 535
Zbliża się dzień Imienin Niepokalanej, święto Niepokalanego Poczęcia.
Kiedyż to Ona zawładnie światem?... Kiedy w każdym kraju powstanie Jej Niepokalanów i Jej "Rycerz" w każdym języku do każdego zawita domu, pałacu, lepianki?... Kiedyż Jej medalik spocznie na każdej piersi i dla Niej będzie biło każde serce na kuli ziemskiej?...
Uważam, że nie ma lepszego środka do przyspieszenia tej błogosławionej chwili, jak gdy każdy z nas co dzień bardziej będzie się starał pogłębiać w sobie oddanie się Niepokalanej. Im bowiem doskonalej będziemy Jej, tym swobodniej będzie mogła Ona sama nami kierować; a ponad to nie ma już skuteczniejszej akcji.
O różne rzeczy, dotyczące stosunku nabożeństwa do Niepokalanej względem innych nabożeństw, [za]pytywali mnie bracia w Niepokalanowie, a niedawno otrzymałem list od jednego z kleryków (spoza Niepokalanowa) z zapytaniem, jak pogodzić praktycznie pamięć na miłosną obecność w nas Pana Boga z pamięcią na Niepokalaną.
Oczywiście fantazja skłonna jest przedstawiać Boga Ojca, Pana Jezusa, Niepokalaną itd. jako poszczególne cele nabożeństw jakby równorzędne, zamiast przedstawiać jako ogniwa jednego łańcucha, podporządkowane jakby środki do jednego celu: Boga w Trójcy Św. Jedynego.
Odpiszę mu, że im kto bardziej jest Niepokalanej, z tym większą śmiałością i swobodą może się zbliżać i do ran Zbawiciela i do Eucharystii i do Przen[ajświętszego] Serca Jezusowego i do Boga Ojca. I że nic nie szkodzi, chociażby nam wtedy nawet na myśl Niepokalana nie przyszła, bo istota zjednoczenia z Nią polega nie na myśli, pamięci, uczuciu, ale na woli.
Podrywa mnie czasem, gdy czytam zbyt troskliwe podkreślania, że Matka Boża jest - po Pana Jezusie - całą naszą nadzieją. Oczywiście, że można to i dobrze zrozumieć. Ale zbytnia troskliwość, by nie opuścić tej klauzuli, zapewne dla uczczenia Pana Jezusa, raczej uważam - że Mu uwłacza. Bo wyobraźmy sobie. Gdy nie nastarczały płaskie maszyny, przybyła rotacyjna i słusznie można powiedzieć, że dla terminowego wydania "Rycerza" cała nadzieja w rotacyjnej. Gdyby jednak ktoś zawsze zaraz skwapliwie dodał "po fabryce" (która ją wybudowała), wyrażałby tym przekonanie, że jednak maszyna ta może zawieść i trzeba będzie odnieść się do fabryki. Czyli że fabryka niezbyt solidnie wykonała maszynę, co nie byłoby bynajmniej uczczeniem fabryki.
Z 537
Dopisuje Br. Wenanty o programiku [MI]. Doprawdy, każdy programik ma granice, a tu trzeba zerwać wszelkie granice, nawet programików. Bądźmy Jej i sługami, i dziećmi, i niewolnikami, i rycerzami, i wszystkim, wszystkim, wszystkim, słowem Jej, pod każdym względem Jej i co dzień bardziej Jej.
Jak tego dokonać?
Pamiętajmy, że istotą naszego oddania i doskonałości oddania się nie jest uczucie ani pamięć, ale wola. Jeśliby więc kto nie czuł wcale słodkości obcowania z Nią (chociaż zwyczajnie jest inaczej) - ani by nie mógł pamiętać, myśleć dużo o Niej z jakichkolwiek powodów, jeżeli wola trwa przy Niej, jeżeli nie odwołuje swego oddania się, ale wedle możności odnawia je jeszcze - niech będzie spokojny, bo Ona króluje w jego sercu. A wolę możemy kontrolować łatwo. Baczmy tylko, by coraz doskonalej zgadzała się z Jej wolą i coraz doskonalej pełniła Jej wolę. - To wszystko. I byśmy, jak to małe dziecko, uznawali swą zupełną od Niej zależność i dlatego do Niej jak dzieci do matki się tulili.
Z 541
Co do stosunku do przełożonych, bez względu na sympatię czy antypatię, czy z jednej, czy z obydwóch stron, nie możemy się powodować tymi motywami naturalnymi, ale nadnaturalnie widzieć w nich wolę Niepokalanej i jako taką z radością spełniać.
Co do rachunku sumienia weź sobie pokój i pogodę ducha. Już Pismo Św. upomina: "Służcie Panu z radością" [por. Ps 39,2]. I św. Paweł pisze: "Wesołego dawcę miłuje Bóg" [por. 2 Kor 9,7].
Żadnych więc zgryzot, smutku, ale zawsze z radością najwięcej pociągniemy do Niepokalanej nie tyle słowem, ile raczej życiem jako rzecz i własność Niepokalanej, jako MI. Czyż może się gryźć, kto jest Jej własnością? Nie znaczy to - nigdy się nie potknąć, ale w razie upadku zachować się jak MI, a nie upadać na ducha.
Do siebie tylko się nie ograniczać, ale zajmować się wesoło sprawą Niepokalanej jak najszerzej ...
...
Drogie Dziecko, nie smuć się, nie trap. Niepokalana o wszystkim wie i wszystkim kieruje. Pozwólmy się tylko Jej prowadzić coraz to doskonalej, a Ona sama w nas i przez nas jak najwięcej zrobi dla zbawienia dusz, zdobycia ich dla siebie, a przez Nią dla Serca Pana Jezusa.
Przy pomocy Niepokalanej możemy wszystko.
Z 546
Na przykład: ktoś chciałby Niepokalanej sprawić taką przyjemność, na jaką się tylko zdobyć może. Cóż robi? Pożycza sobie Przenajświętszego Serca Pana Jezusa, i wtedy pewien, że prześcignął nieskończenie wszystkich ludzi i Aniołów razem wziętych w miłości ku Niepokalanej.
A Pana Jezusa znowu Jej sercem miłuje, a raczej Ona w nim i przez niego kocha, np. w Komunii świętej itd., itd.
Kończę, bo czasu mało.
Z 553
[Dopisek]
Podobno niektórzy myśleli, że ja już jedną nogą na drugim świecie [ 5 ]. W każdym razie prawą ręką nie, bo piszę, i lewą też nie, bo przytrzymuję papier. - Zresztą jesteśmy własnością Niepokalanej. Ma prawo zabierać sobie, kogo i kiedy Jej się podoba. - Czyż nie tak?
Ktoś tak określił logikę ziemian (mieszkańców kulki ziemskiej): "Do nieba, do nieba, byle ... jak najpóźniej". Rozgwarzyłem się, ale już chodźmy spać.
Sayonara [ 6 ];
Maryja!
[ 5 ] Niepokój o zdrowie i życie św. Maksymiliana spowodowany był alarmującymi wiadomościami, jakie płynęły z Japonii. Sam gwardian japońskiego Niepokalanowa, o. Kornel Czupryk, tak pisał do kraju: "O. Maksymilian chory - kaszle, nie może mówić, pojechał w tej chwili do lekarza. Obawiam się o niego. Niech się dzieje wola Boża - Niepokalana wie, w jakim bylibyśmy kłopocie - szkoła - internat - «Rycerz» - administracja. [...] Zatem or at e! Żeby choć do święceń kleryków doprowadzić. [...] O. Maksymilian od lata ub.r. coraz bardziej i bardziej słabnie. [...]" - zob. dopisek o. Kornela Czupryka do listu br. Celestyna Moszyńskiego z 15 I 1935 do współbraci w Niepokalanowie.
[ 6 ] Do widzenia!