Rafał Otoka Frąckiewicz @rafalhubert
·
18 g.
Wieści zza oceanu mówią, że Ukraińcy już za parę dni będą świętować ogólnoświatową promocję ich bohaterów, historii i kultury, którą podziwiać będą mogli ludzie na wszystkich kontynentach naszego globu.
Jeśli to prawda, to lepszego prezentu dla Putina, uzasadniającego wojnę (sorry: operację specjalną) potrzebą denazyfikacji, nie można było sobie wymarzyć. W otoczeniu Zełenskiego musi być jakiś wysoko umocowany kret.
@Zazu powiedział(a):
Jednostkowy przykład nie jest w żadnej mierze dowodem na całość - myślę, że Koleżeństwo, w końcu mocno rozumne - to pojęło. Ale taki pojedynczy przykład odciska się w świadomości i zostaje na długo, może na zawsze, mimo auto-usiłowań szerszego spojrzenia na zjawisko. To zwyczajna, ludzka reakcja.
Ludobójstwo nie ulega tu zaprzeczeniu i trudno je tłumaczyć jakimiś tam powodami. Było i pozostało symbolem okrutnej męczarni. Niestety, nie jestem europejska i nie znajduję w sobie zrozumienia, no bo to i tamto, no bo musimy współczuć Ukrainie. Współczuć tak, ale zapomnieć NIE! Dlatego wkurza nas- Polaków zacieranie przez Ukrainę śladów, i pretensja, że reagujemy oburzeniem, bo panuje teraz wśród "pięknoduchów" zasada zamknięcia mordy i rozmowy z Żeleńskim na kolanach, no bo Rosja itepe.
Dodam, że przez wiele lat mieszkała u nas i była bardzo lubiana przyszywana ciocia Marynia, Ukrainka, która po śmierci męża, samotna i opuszczona znalazła oparcie w naszej rodzinie. Chociaż byliśmy raczej niebogaci, dzieliliśmy się w nią każdą kromką chleba. Uwielbiała czytać książki, kochała Kraszewskiego. I to było - jest, nasze inne spotkanie z Ukrainą. O to było - jest inne wspomnienie spotkań z tym narodem.
Jedno pozostaje pewne: nie wolno im, patrząc tak po ludzku, kłuć nas ( zwłaszcza Polaków) w oczy upowskim "bohaterstwem", bo mamy święte prawo do oburzenia, czy się to komuś podoba czy nie.
Mówię o tym, że Ukraińcy muszą mieć świętych, żeby być narodem. My mamy i możemy być z tego dumni, a im potrzeba dobrych wzorów. Utwierdzanie ich w negatywnych i emocjonalne podejście do historii niczemu się nie przysłuży. Utwierdzanie pozytywnych przykładów jest twórcze.
Ja z tamtymi terenami nie mam wielkiego związku, dlatego z moją Mamą o tych tematach rozmawiam. Jest z Przemyśla i ma z nim cały czas związek. Jak jej przeczytałem tę historię o weselu, to nie interesowała jej Historia Relacji Ukraińsko-Polskich tego zdarzenia, ale jedynie zastanawiała czy to było wesele Ukraińskie i Ukraińcy zaprosili, bo to nie wynikało z tekstu.
Mam mieszane uczucia. Z jednej strony trzeba pomagać potrzebującym. Obserwuję, że ci, którzy znaleźli się w Polsce, do najbiedniejszych nie należą (od kilku miesięcy mam sąsiadów Ukraińców).
Nie rozumiem tego, co się dzieje w polityce. Te zagrywki Zełenskiego wskazują na zabieganie o poparcie Ukraińców chyba. Odradza się nacjonalizm?
Oni raczej nas nie lubią (nienawidzą?) od zawsze, może nawet gardzą nami. Doświadczyłam tego na własnej skórze, kiedy byłam 3 miesiące w Kijowie w 1985 roku. Przykłady, kiedy źle się poczułam. Byłyśmy z koleżanką w sklepie z zegarkami. Upatrzyłam sobie śliczny mały budzik. Sprzedawczyni stała za ladą i rozmawiała z jakimś facetem. Najpierw nas "nie widziała", później nie reagowała na nasze prośby o obsługę, czyli odebrało jej słuch. Słyszała, jak rozmawiamy po polsku. Wyszłyśmy ze sklepu.
Inny przykład ze sklepu warzywnego. To był maj, było mało nowalijek. Pierwszeństwo mieli "uczestnicy wojny ojczyźnianej". Grzecznie stoimy w kolejce, a pani obsługująca od każdego klienta coś odkłada na bok, mówiąc: "to dla Polaków". Na nasze pytanie, o co tu chodzi, odpowiedziała, że u nas jest zła sytuacja i trzeba nas wspierać. Nie docierało do baby, że to jest łgarstwo. Jakieś kombinacje na nasz rachunek?
Jechaliśmy na wycieczkę do Sofiówki w Humaniu. Przewodniczka zasugerowała nam, żebyśmy nie przyznawali się, że jesteśmy z Polski. Mieliśmy mówić, że jesteśmy z "Pribałtiki". Nie było to fajne. Nie lubią nas, to chyba mało powiedziane. I mówili o nas "polskie pany".
@los powiedział(a):
To robota Zełeńskiego i kilku cwaniaczków. Nie ma powodów, by zmieniać stosunek do Ukraińców.
Naddnieprzańska ludożerka jest różna, jedna sympatyczniejsza, druga mniej, jedna pracowitsza, druga mniej. Dokładnie tak samo jak bugodrzanska ludożerka. Jakiekolwiek zresztą generalizowanie i wrzucanie do wspólnego worka po linii narodowościowej, rasowe, religijnej i kulturowej jest i głupie i amoralne, trzeba to powiedzieć jasno. Ja na ten przykład nie mogę na razie złego słowa powiedzieć o dwóch Kolumbijczykach z którymi przyszło mi po sąsiedzku mieszkać od miesiąca czasu. Ale nie zamierzam na kanwie własnego, osobistego doświadczenia życiowego budować jakieś ogólnej tezy, czy teorii na temat Kolumbijczyków, czy Kolumbii. Na tej samej zasadzie trafiło mi się sąsiadować przez ścianę z dwoma Ukrami i dwukrotnie byli oni uciążliwi przez ten miesiąc. Ale dwa piętra niżej w bloku od 3 bodajże już lat mieszka Ukrainka i Ukrainiec i żadnych problemów oni nigdy nie stwarzali, nikt z sąsiadów na nich się nie skarży, a wręcz odwrotnie (cisi, porządni, pracujący, dbający o porządek wokół siebie). Jest sens tworzenie teorii generalnej na temat Ukrów?
Wiem, że się nie powinno generalizować, ale te moje doświadczenia sprzed lat tkwią we mnie jak zadra.
Od kwietnia mam sąsiadów Ukraińców. Bardzo mili i uczynni ludzie. Ale to inna perspektywa, są naszymi gośćmi.
No właśnie, jedni potrafią zachować się jak goście, drudzy wejdą na pokoje w gumiakach brudnych od gumna. I jeszcze wytrą je o dywan. I dotyczy to dokładnie wszystkich nacji, pod każdą szerokością geograficzną
@Cyrylica powiedział(a):
Mam mieszane uczucia. Z jednej strony trzeba pomagać potrzebującym. Obserwuję, że ci, którzy znaleźli się w Polsce, do najbiedniejszych nie należą (od kilku miesięcy mam sąsiadów Ukraińców).
Nie rozumiem tego, co się dzieje w polityce. Te zagrywki Zełenskiego wskazują na zabieganie o poparcie Ukraińców chyba. Odradza się nacjonalizm?
Oni raczej nas nie lubią (nienawidzą?) od zawsze, może nawet gardzą nami. Doświadczyłam tego na własnej skórze, kiedy byłam 3 miesiące w Kijowie w 1985 roku. Przykłady, kiedy źle się poczułam. Byłyśmy z koleżanką w sklepie z zegarkami. Upatrzyłam sobie śliczny mały budzik. Sprzedawczyni stała za ladą i rozmawiała z jakimś facetem. Najpierw nas "nie widziała", później nie reagowała na nasze prośby o obsługę, czyli odebrało jej słuch. Słyszała, jak rozmawiamy po polsku. Wyszłyśmy ze sklepu.
Inny przykład ze sklepu warzywnego. To był maj, było mało nowalijek. Pierwszeństwo mieli "uczestnicy wojny ojczyźnianej". Grzecznie stoimy w kolejce, a pani obsługująca od każdego klienta coś odkłada na bok, mówiąc: "to dla Polaków". Na nasze pytanie, o co tu chodzi, odpowiedziała, że u nas jest zła sytuacja i trzeba nas wspierać. Nie docierało do baby, że to jest łgarstwo. Jakieś kombinacje na nasz rachunek?
Jechaliśmy na wycieczkę do Sofiówki w Humaniu. Przewodniczka zasugerowała nam, żebyśmy nie przyznawali się, że jesteśmy z Polski. Mieliśmy mówić, że jesteśmy z "Pribałtiki". Nie było to fajne. Nie lubią nas, to chyba mało powiedziane. I mówili o nas "polskie pany".
Jak dla mnie Twój wpis to mieszanina kilku spraw:
1. Zełeński to środowisko zrusyfikowanych żydów, on nawet nie znał Ukraińskiego, a karierę medialną robił w takim Polsacie czy innym TVN. Zełeński to aktor, więc generalnie mówi cudzymi tekstami, pytanie kto i po co napisał mu obecne teksty jest interesujące, ale nie znam na nie odpowiedzi. Patrz na to jak na Tuska jako premiera w Polsce, pamiętając że Tusk jest Twoim i moim premierem!
2. Ukraina jest 2 razy większa niż Polska i bardziej się różniąca niż II RP wychodząc z Zaborów. A zachodnia Ukraina jest wyjątkowo specyficzna, tak samo jak Kijów. Trzeba mieć świadomość, że w II RP, w ramach prowadzenia polityki wobec mniejszości narodowych, likwidowano cerkwie, natomiast pod sowiecką okupacją zagłodzono kilka milionów ludzi. To kompletnie inne doświadczenie społeczne.
IIWŚ to znowu osobne światy. A po wojnie akcja Wisła miała miejsce w Polsce, a na Ukrainie kolejna fala morderczego głodu. Różnica jest taka, że 'nasi' Ukraińcy żyli z poczuciem krzywd, a w Sowietach pozostały wspomnienia po zamordowanych.
3. Przykłady ze sklepów z PRL można by tak samo mnożyć. To kwestia 'ważności' sprzedawcy za komuny, czy się na to nakładały kwestie narodowościowe to nie wiem.
4. 'Kartoszek dla Polszy' był w Leningradzie w 1981 roku, co spowodowało, że jak mój kuzyn zaczął protestować, to mu się pobyt skrócił bardzo szybko. To była zorganizowana akcja propagandowa, i to bardzo cwana, bo podprogowa, aby pokazywać jak w demoludach jest źle.
5. Wycieczki nie umiem ocenić.
Mam sporo relacji z wycieczek na Ukrainę do roku 2015, gdzie Ukraińcy byli przedstawiani jako sympatyczni i mili. To co się dzieje obecnie, to w znacznej mierze akcje ruskich i Niemieckich służb poprzez tworzenie/inspirowanie/nagłaśnianie patologii, szkoda tylko że 'nasza strona' daje się rozgrywać ludziom, którzy wraz z zapuszczeniem brody pozbyli się polskości.
@Cyrylica powiedział(a):
Wiem, że się nie powinno generalizować, ale te moje doświadczenia sprzed lat tkwią we mnie jak zadra.
To są doświadczenia kogoś z metropolii kto pojedzie na prowincję, tak samo wyglądają doświadczenia Paryżanina, co pojedzie do Walonii, czy Rzymianina na Sycylii, nie mówiąc o Moskwiczach w Tatarstanie.
Północni Macedończycy z tego kompleksu prowincji to aż sobie nowy język wymyślili, choć w pisanym to różni się od bułgarskiego tylko posiadaniem jednej dodatkowej litery. Czym wkurzyli Bułgarów. A na domiar złego to jeszcze Greków wkurzyli przygarniając sobie ich symbolikę, a nawet nazwę kraju. No i tu już musiała metropolia Polska interweniować, za prezydenta Dudy, żeby złagodzić konflikt na prowincji.
Mi rok temu szwagier (pozdrawiam: )) pomógł spojrzeć inaczej na swoje typowe dla centrum wywyższanie językowe nad prowincję. Które też przychodzi tym łatwiej, im ma się tępe przykłady z prowincji, które robią wszystko, żeby się językowo zamaskować, byle by ich nie zrozumieć.
Pracowałem wtedy przez miesiąc z kilkoma Ukraińcami (oraz jedną Białorusinką). Ukrainki były w dużej mierze głupie. Szczególnie jedna z Sum, co mieszała ukraiński z surżykiem i rosyjskim, a nawet czasem wrzucała do tego czasem pojedyńćze słowa po polsku (ale jak to chytra baba z Sum raczej udawała, że nic nie rozumie po polsku, bo to jej dawało przewagę wywiadowczą). Popisowa mieszanka w jej stylu: "Szobałakasz? Nie panimaju Ciebie".
I z takich kontaktów rodzi się dystans i stwierdzanie, że ludzie z Ukrainy to nic nie mają poza trochę innym językiem. Nie chcą się uczyć polskiego i mówią jakimś miksem. Też wtedy porównywałem ukraiński z polskim. Na zasadzie, że ukraiński wziął słowa od nas. Jak na przykład mi mówili, że po ukraińsku rower to rowir, to prezentowałem stanowisko typowe dla kogoś z metropolii, czyli że to słowo to z II RP się wzięło u nich.
Teraz staram sie zawsze podkreślać, że to rosyjski oddalił się od języków słowiańskich (co mi wspomniany szwagier zaszczepił). Też zapamiętuję tych wartościowych Ukraińców, zaczęło się od jednego, który mnie uczył słów ukraińskich. Teraz zawsze staram się szczególnie młodych Ukraińców dowartościować przez znajomość ich języka. Starać się uczyć nowych słów i znajdować ich podobieństwa do polskiego, choć ciężko mi to przychodzi, bo rosyjskiego się uczyłem w wieku gimbazy i zawsze to moje pierwsze skojarzenia.
Komentarz
Rafał Otoka Frąckiewicz
@rafalhubert
·
18 g.
Wieści zza oceanu mówią, że Ukraińcy już za parę dni będą świętować ogólnoświatową promocję ich bohaterów, historii i kultury, którą podziwiać będą mogli ludzie na wszystkich kontynentach naszego globu.
Jeśli to prawda, to lepszego prezentu dla Putina, uzasadniającego wojnę (sorry: operację specjalną) potrzebą denazyfikacji, nie można było sobie wymarzyć. W otoczeniu Zełenskiego musi być jakiś wysoko umocowany kret.
A może wojna zbliża się ku końcowi, a zaczyna się kampania rezydencka?
Mówię o tym, że Ukraińcy muszą mieć świętych, żeby być narodem. My mamy i możemy być z tego dumni, a im potrzeba dobrych wzorów. Utwierdzanie ich w negatywnych i emocjonalne podejście do historii niczemu się nie przysłuży. Utwierdzanie pozytywnych przykładów jest twórcze.
Ja z tamtymi terenami nie mam wielkiego związku, dlatego z moją Mamą o tych tematach rozmawiam. Jest z Przemyśla i ma z nim cały czas związek. Jak jej przeczytałem tę historię o weselu, to nie interesowała jej Historia Relacji Ukraińsko-Polskich tego zdarzenia, ale jedynie zastanawiała czy to było wesele Ukraińskie i Ukraińcy zaprosili, bo to nie wynikało z tekstu.
Mam mieszane uczucia. Z jednej strony trzeba pomagać potrzebującym. Obserwuję, że ci, którzy znaleźli się w Polsce, do najbiedniejszych nie należą (od kilku miesięcy mam sąsiadów Ukraińców).
Nie rozumiem tego, co się dzieje w polityce. Te zagrywki Zełenskiego wskazują na zabieganie o poparcie Ukraińców chyba. Odradza się nacjonalizm?
Oni raczej nas nie lubią (nienawidzą?) od zawsze, może nawet gardzą nami. Doświadczyłam tego na własnej skórze, kiedy byłam 3 miesiące w Kijowie w 1985 roku. Przykłady, kiedy źle się poczułam. Byłyśmy z koleżanką w sklepie z zegarkami. Upatrzyłam sobie śliczny mały budzik. Sprzedawczyni stała za ladą i rozmawiała z jakimś facetem. Najpierw nas "nie widziała", później nie reagowała na nasze prośby o obsługę, czyli odebrało jej słuch. Słyszała, jak rozmawiamy po polsku. Wyszłyśmy ze sklepu.
Inny przykład ze sklepu warzywnego. To był maj, było mało nowalijek. Pierwszeństwo mieli "uczestnicy wojny ojczyźnianej". Grzecznie stoimy w kolejce, a pani obsługująca od każdego klienta coś odkłada na bok, mówiąc: "to dla Polaków". Na nasze pytanie, o co tu chodzi, odpowiedziała, że u nas jest zła sytuacja i trzeba nas wspierać. Nie docierało do baby, że to jest łgarstwo. Jakieś kombinacje na nasz rachunek?
Jechaliśmy na wycieczkę do Sofiówki w Humaniu. Przewodniczka zasugerowała nam, żebyśmy nie przyznawali się, że jesteśmy z Polski. Mieliśmy mówić, że jesteśmy z "Pribałtiki". Nie było to fajne. Nie lubią nas, to chyba mało powiedziane. I mówili o nas "polskie pany".
To robota Zełeńskiego i kilku cwaniaczków. Nie ma powodów, by zmieniać stosunek do Ukraińców.
No nie wiem. W 1985 roku nie było Zełenskiego, a oni nas traktowali z pogardą. Jaki mam mieć stosunek do nich?
Naddnieprzańska ludożerka jest różna, jedna sympatyczniejsza, druga mniej, jedna pracowitsza, druga mniej. Dokładnie tak samo jak bugodrzanska ludożerka. Jakiekolwiek zresztą generalizowanie i wrzucanie do wspólnego worka po linii narodowościowej, rasowe, religijnej i kulturowej jest i głupie i amoralne, trzeba to powiedzieć jasno. Ja na ten przykład nie mogę na razie złego słowa powiedzieć o dwóch Kolumbijczykach z którymi przyszło mi po sąsiedzku mieszkać od miesiąca czasu. Ale nie zamierzam na kanwie własnego, osobistego doświadczenia życiowego budować jakieś ogólnej tezy, czy teorii na temat Kolumbijczyków, czy Kolumbii. Na tej samej zasadzie trafiło mi się sąsiadować przez ścianę z dwoma Ukrami i dwukrotnie byli oni uciążliwi przez ten miesiąc. Ale dwa piętra niżej w bloku od 3 bodajże już lat mieszka Ukrainka i Ukrainiec i żadnych problemów oni nigdy nie stwarzali, nikt z sąsiadów na nich się nie skarży, a wręcz odwrotnie (cisi, porządni, pracujący, dbający o porządek wokół siebie). Jest sens tworzenie teorii generalnej na temat Ukrów?
Wiem, że się nie powinno generalizować, ale te moje doświadczenia sprzed lat tkwią we mnie jak zadra.
Od kwietnia mam sąsiadów Ukraińców. Bardzo mili i uczynni ludzie. Ale to inna perspektywa, są naszymi gośćmi.
No właśnie, jedni potrafią zachować się jak goście, drudzy wejdą na pokoje w gumiakach brudnych od gumna. I jeszcze wytrą je o dywan. I dotyczy to dokładnie wszystkich nacji, pod każdą szerokością geograficzną
Ale nie w równych proporcjach.
Jak dla mnie Twój wpis to mieszanina kilku spraw:
1. Zełeński to środowisko zrusyfikowanych żydów, on nawet nie znał Ukraińskiego, a karierę medialną robił w takim Polsacie czy innym TVN. Zełeński to aktor, więc generalnie mówi cudzymi tekstami, pytanie kto i po co napisał mu obecne teksty jest interesujące, ale nie znam na nie odpowiedzi. Patrz na to jak na Tuska jako premiera w Polsce, pamiętając że Tusk jest Twoim i moim premierem!
2. Ukraina jest 2 razy większa niż Polska i bardziej się różniąca niż II RP wychodząc z Zaborów. A zachodnia Ukraina jest wyjątkowo specyficzna, tak samo jak Kijów. Trzeba mieć świadomość, że w II RP, w ramach prowadzenia polityki wobec mniejszości narodowych, likwidowano cerkwie, natomiast pod sowiecką okupacją zagłodzono kilka milionów ludzi. To kompletnie inne doświadczenie społeczne.
IIWŚ to znowu osobne światy. A po wojnie akcja Wisła miała miejsce w Polsce, a na Ukrainie kolejna fala morderczego głodu. Różnica jest taka, że 'nasi' Ukraińcy żyli z poczuciem krzywd, a w Sowietach pozostały wspomnienia po zamordowanych.
3. Przykłady ze sklepów z PRL można by tak samo mnożyć. To kwestia 'ważności' sprzedawcy za komuny, czy się na to nakładały kwestie narodowościowe to nie wiem.
4. 'Kartoszek dla Polszy' był w Leningradzie w 1981 roku, co spowodowało, że jak mój kuzyn zaczął protestować, to mu się pobyt skrócił bardzo szybko. To była zorganizowana akcja propagandowa, i to bardzo cwana, bo podprogowa, aby pokazywać jak w demoludach jest źle.
5. Wycieczki nie umiem ocenić.
Mam sporo relacji z wycieczek na Ukrainę do roku 2015, gdzie Ukraińcy byli przedstawiani jako sympatyczni i mili. To co się dzieje obecnie, to w znacznej mierze akcje ruskich i Niemieckich służb poprzez tworzenie/inspirowanie/nagłaśnianie patologii, szkoda tylko że 'nasza strona' daje się rozgrywać ludziom, którzy wraz z zapuszczeniem brody pozbyli się polskości.
To są doświadczenia kogoś z metropolii kto pojedzie na prowincję, tak samo wyglądają doświadczenia Paryżanina, co pojedzie do Walonii, czy Rzymianina na Sycylii, nie mówiąc o Moskwiczach w Tatarstanie.
Północni Macedończycy z tego kompleksu prowincji to aż sobie nowy język wymyślili, choć w pisanym to różni się od bułgarskiego tylko posiadaniem jednej dodatkowej litery. Czym wkurzyli Bułgarów. A na domiar złego to jeszcze Greków wkurzyli przygarniając sobie ich symbolikę, a nawet nazwę kraju. No i tu już musiała metropolia Polska interweniować, za prezydenta Dudy, żeby złagodzić konflikt na prowincji.
Mówisz, że Imperium Lechistanu ryknęło za Bałkanem?
Mi rok temu szwagier (pozdrawiam: )) pomógł spojrzeć inaczej na swoje typowe dla centrum wywyższanie językowe nad prowincję. Które też przychodzi tym łatwiej, im ma się tępe przykłady z prowincji, które robią wszystko, żeby się językowo zamaskować, byle by ich nie zrozumieć.
Pracowałem wtedy przez miesiąc z kilkoma Ukraińcami (oraz jedną Białorusinką). Ukrainki były w dużej mierze głupie. Szczególnie jedna z Sum, co mieszała ukraiński z surżykiem i rosyjskim, a nawet czasem wrzucała do tego czasem pojedyńćze słowa po polsku (ale jak to chytra baba z Sum raczej udawała, że nic nie rozumie po polsku, bo to jej dawało przewagę wywiadowczą). Popisowa mieszanka w jej stylu: "Szo bałakasz? Nie panimaju Ciebie".
I z takich kontaktów rodzi się dystans i stwierdzanie, że ludzie z Ukrainy to nic nie mają poza trochę innym językiem. Nie chcą się uczyć polskiego i mówią jakimś miksem. Też wtedy porównywałem ukraiński z polskim. Na zasadzie, że ukraiński wziął słowa od nas. Jak na przykład mi mówili, że po ukraińsku rower to rowir, to prezentowałem stanowisko typowe dla kogoś z metropolii, czyli że to słowo to z II RP się wzięło u nich.
Teraz staram sie zawsze podkreślać, że to rosyjski oddalił się od języków słowiańskich (co mi wspomniany szwagier zaszczepił). Też zapamiętuję tych wartościowych Ukraińców, zaczęło się od jednego, który mnie uczył słów ukraińskich. Teraz zawsze staram się szczególnie młodych Ukraińców dowartościować przez znajomość ich języka. Starać się uczyć nowych słów i znajdować ich podobieństwa do polskiego, choć ciężko mi to przychodzi, bo rosyjskiego się uczyłem w wieku gimbazy i zawsze to moje pierwsze skojarzenia.
@Urodziny; na początku zdania używaj zawsze formy akcentowanej - "mnie".
Mnie, rok temu... itd
Zwracam uwagę, bo to chyba najpowszechniejszy błąd we współczesnej polszczyźnie.
Tato, patrz! Ten pan się ciebie kłania!
Nie ciebie tylko tobie
Mnie?
Nie mnie tylko mi
No przecież mówię, że ciebie!
Mienia zawód...
-Ten pan się tobie kłania.

-Mi?
-Ci. Przecież nie mi.
To Ci pa 👋