Edukacja włączająca - zwykły dzień nauczycielki
- czyli równajmy w dół.
To wciąż trwa i od czasów Kluzikowej nikt tego nie zlikwidował.
Kluzikowa nie pracuje w szkole, zasiada w Sejmie, a nawet w komisjach rozliczających PiS. Jest bezpieczna, nikt jej nie pobije, mimo iż jest jednym z większych szkodników w Polsce - podobnie jak Nowacka.
Rozmowa na X
Użytkownik BarbaraN 🇵🇱 podał dalej
Sikorka 🇵🇱 #BabiesLivesMatter ❤
@Sikorka_148
Napiszę coś, za co być może część z Was opuści mój profil, ale ponieważ ten tydzień jest po prostu straszny, a dziś nastąpiło apogeum w pracy, powiem, że tzw 'edukacja włączająca' zabije polską szkołę. Wymyśliła ją 'najwybitniejsza' minister pani @joannakluzik
a jej szczyt przypada na 'godnego' następcę panią @barbaraanowacka
Rezultat jest taki, że w 8 klasach, w których uczę mam 24 uczniów z opiniami i orzeczeniami i ponad drugie tyle dzieci niezdiagnozowanych. Dziś zostałam skopana i podrapana przez 'przerośniętego' drugoklasitę, który wpadł w szał i rzucił się na najmniej asertywnego 4klasistę. To jestem w stanie 'zrozumieć', bo dzieciak jest 'po przejściach', w trzecim domu dziecka, po 4 'podrzuceniu' przez 'matkę'. Ale czy ja jestem psychologiem albo workiem treningowym? Po tym weszłam do 4 klasy, gdzie w Iwszej ławce siedzi X, z orzeczeniem o niedosłuchu, spowolniałych reakcjach, któremu 20 razy trzeba mówić 'X wszystko zapisałeś?'Obok siedzi Y, którego trzeba pilnować, żeby nie udawał, że coś notuje, i żeby się nie 'zawieszał', delikatnie i dyskretnie, ponieważ kiedy się zdenerwuje, zaczyna walić się pięściami w głowę albo głową w blat ławki. Dwa miejsca dalej siedzi Z, który co chwilę wykrzykuje 'a co my teraz robimy?! Ja tego nie rozumiem!' tak głośnym i piskliwym głosem, że niezdiagnozowana Ź wtóruje mu wybuchami złości, 'bo się wystraszyła, a w ogóle to nie może się skupić', co trochę warcząc albo wybuchając płaczem i rzucając się na ławkę 'z rozpaczy'. Za X i Y siedzi Ž z domu dziecka, ze zdiagnozowanym ADHD, który kiedy ma gorszy dzień gniecie swój zeszyt albo rzuca długopisem, krzycząc, że nie będzie nic robić 'głupi angielski i pani też jest głupia'. Ž jest ok, bo jak emocje opadną, przychodzi i przeprasza. Za nim siedzi Ẓ̌, z tego samego domu dziecka, który z Ž się nienawidzi i co chwilę robią sobie na złość- są najwyżsi i z racji na zalecenia, muszą siedzieć przy nauczycielu... I oprócz nich, do których muszę podchodzić indywidualnie, tłumaczyć, upominać, dostosowywać tempo pracy, wg zaleceń, patrzę na V, który siedzi na końcu, choc najwyższy nie jest, ale jest zdolny, 'to sobie poradzi', na X̌, który już dawno skończył to czego 'pierwsza ławka' nawet nie zaczęła, na 1/3 klasy, która musi 'równać tempo i wymagania' do reszty, żeby tamci nie czuli się izolowani, bo na tym polega edukacja włączająca, na pozostałych, którzy wybitni z angielskiego nie są, ale nie ma szansy, żeby bardziej im pomoc, bo pierwszenstwo mają ci z opiniami i orzeczeniami... I dziś pierwszy raz pomyślałam, że nie dopracuję do emerytury jako nauczyciel. Nie wytrzymam psychicznie. Nie zatrudniałam się jako opiekun, terapeuta, ba, nie mam nawet uprawnień. Chciałam UCZYĆ. Wiem, że dzieci są różne, ale dzięki pomysłom pani minister, to z nauczaniem ma coraz mniej wspólnego. A zamykanie, 'wygaszanie' szkół specjalnych, przeładowanie w integracyjnych spowoduje jeszcze większy napływ dzieci, którym tak naprawdę nie jesteśmy w stanie odpowiednio pomóc. A! Wydział pieniędzy na dodatkowych nauczycieli wspierających nie ma. Jest jeden. W mojej klasie. Dla Ÿ, który ma zdiagnozowany autyzm, w dość zaawansowanej formie... Dziś pierwszy raz nie widzę sensu swojej pracy. Nie pierwszy raz rozmawiałyśmy o tym w pokoju nauczycielskim po lekcjach. Koleżanka od 1 klasy popłakała się z bezsilności, nie wytrzymuje już psychicznie z 7 'opiniami' i Q z autyzmem, który albo siedzi pod ławką, leży na podłodze i piszczy, krzyczy na dzieci, jeśli te zwrócą mu uwagę i dziś 'ciachnął' nożyczkami palec drugiej anglistki, na szczęście nie potrafi dobrze posługiwać się nożyczkami...

Komentarz
Masakra. Przecież te dzieci powinny chodzić do szkoły specjalnej. Same nic nie skorzystają i rozwalają lekcje tak, że te pozostałe dzieci też tracą. Jestem szczęśliwie na emeryturze, choć muszę uczciwie przyznać, że pracowałam jeszcze w normalnej szkole. Cuda-wianki były w gimnazjum, kiedy zaczęło się szaleństwo z orzeczeniami, a nauczyciele zaczęli tracić autorytet.
Ale nie o tym chciałam pisać. Mam córkę nauczycielkę fizyki. Dopiero 9 września, a ona też ma dosyć i mówi, że chyba to pieprznie, bo szkoda zdrowia.
Do tego dochodzą dzieci imigrantów.
31 sierpnia był strajk nauczycieli. Tusk ich oszukał, ale dadzą mu jeszcze szansę.

Wszystko co powyżej zostało napisane jest zgodne z prawdą. Doprecyzuję tylko, że za długich 8 lat rządów PiS nie zrobiono nic żeby zastopować tę modną do niedawna na Zachodzie tzw. edukację włączającą. Do niedawna, bo zdaje się, że już dostrzeżono tam do jakich bezdroży ona prowadzi i jak opłakane będą jej skutki w przyszłości. Tam dostrzeżono, na Zachodzie. A na terytorium Bugodrza nawet partia nominalnie konserwatywna kiedy rządziła, tylko ją pogłębiała...
A co na to wszysko mówi gęś?
👣
🐾
🐾
Bo nareszcie mogą oddychać powietrzem wolnym od PiS-u.
Pamiętam strajk nauczycieli z 2019 roku jako element nadciągającej kampanii wyborczej. Pamiętam owe muczenia itp. w czasie gdy trwały egzaminy gimnazjalisty i ósmoklasisty (to był pierwszy raz dla tego egzaminu), pamiętam szykanowanie nauczycieli, którzy owe egzaminy przeprowadzali oraz rechot z wzięcia dzieciaków jako zakładników, byle pisiorom do...bać.
Pamiętam radosne wsparcie dla 'Czarcich Protestów' zwłaszcza w pewnej szkole specjalnej.
Kiedy w zeszłym roku walczono z pomysłami Barbarii jaki % nauczycieli się w to włączył?
Jako rodzić dziecka, które świadomie posłaliśmy do szkoły publicznej mogę sporo opisać, co się dzieje w przeciętnej szkole w Warszawie. I tak, dzieci ponoszą tego koszty, ale to nie zmienia mojej oceny kadry tam pracującej. Pomogę, w innych szkołach jest podobnie.
Więc nie, nauczyciele zasługują na swój los w swej masie, a to że jeszcze zostało niewielu przyzwoitych nie ma znaczenia, oni pełnią rolę listków figowych.
Aby nie być gołosłownym, takie pierdy są obecnie promowane:
Źródło omówienia.
Z kompletnymi pierdołami, kogoś oderwanego od rzeczywistości pedagogicznej o wspólnym czytaniu (dla praktyka, pomysł indywidualnego czytania dłuższego tekstu w klasie to pomysł wariata, chyba że dotyczy niezobowiązującej lektury własnej, gdzie wartością jest wyrobienie nawyku czytania, a nie przekazanie wspólnego kodu kulturowego, jak w przypadku lektur) itp.
Dzisiaj koleżanka z pracy opowiadała jak wygląda sprawdzian z biologii w 5 klasie:
1. Najpierw ok. 15 minut tradycyjny sprawdzian.
2. Później kontynuacja, ale można się wspomagać zeszytem.
3. Na koniec ustnie test dowartościowujący dla tych, którym nie poszło.
Co to kurna jest?
Jak to leciało? Stan wojny ma miejsce cały czas. W zależności od okoliczności stosuje się różne rodzaje broni.
Córka w 1 klasie. Zadań domowych oczywiście nie ma - przepraszam są - w postaci zeszytu do kaligrafii z matematyki i polskiego (szlaczki na poziomie przedszkola) które uczniowie "wypełniają we własnym tempie" (co to znaczy? - jeden zrobi kartkę, drugi dwie, trzeci pół, a czwarty wcale "bo takie ma tempo"?) a Pani zabiera te ćwiczenia na weekend do oceny, ocenami są "buźki".
Wydawałoby się że wychowawczyni ze "starej kadry", nie pytałem o wiek ale 50+ na bank.
U córki na razie nie zadają ale w klasie starszej pani daje zadania dla chętnych i ocenia stąpień 'chętności'
A u mnie drugi rok eksperymentu że szkołą mistrzostwa sportowego
Rozumie my mamy piękną halę sportową. O ile w w pierwszym roku ci uczniowie nie różnili się od pozostałych to obecna hołota to poziom dawno zapomnianej przeze mnie samochodówki. Prawdopodobnie ktoś im powiedział że jak będą grać w kosza to nie muszę się uczyć zdziwienie że panują trochę inne zwyczaje. Do Czarnkowej emerytury pozostało mi niestety trochę czasu, który będę odliczył tak jak w pierdlu, ponieważ moja mama cierpi na demencję ograniczającą sprawność intelektualną w stopniu znacznym. Nie może pozostawać sama więc już ubiegłym roku musiałem zorganizować sobie opiekunki podczas mojej obecności w pracy. Wszystko zgodnie z ustawą o pomocy społecznej. Niestety podczas ataku agresji mama dała po ryju kierowniczce ośrodka która przyszła na zastępstwo i ograniczono nam godzinę opiekuńcze. Na pytanie co mam zrobić z mamą w czasie gdy jestem w pracy pani kierownik odpowiedziała że umywam się od opieki nad mamą a nauczyciele mogą iść na urlop kiedy chcą.
Jestem z mamą sam w domu muszę prać prasować gotować posiłki organizować wszystkie wizyty u lekarza których jest dużo ponieważ mama ma 88 lat i choruje na raka. Opiekunki przychodziły dotąd w godzinach pracy nawet nie pokrywając wszystkich więc w żadnym wypadku nie odciążały mnie od tych obowiązków. Na razie trudno mi sobie wyobrazić jak będzie to przebiegać w obecnym roku szkolnym. Z pewnością nie mam czasu na obmyślanie różnego zadań pełniących rolę swego rodzaju kagańców dla bydła i organizację niezobowiązujących wybiegów dla debili.
Miłe zaskoczenie w klasie syna2.
Nowy wychowawca - Pan X
Na zebraniu rodziców oświadczył że nie przeczyta nam pisma minister Nowackiej bo "jest pełen sprzeczności" ( jak to kulturalnie ujął) i ma prośbę do nas rodziców aby dla dobra swoich dzieci głosować na kogoś innego.
Ws Edukacji zdrowotnej.
Zajęcia są obowiązkowe dla klas 4-8, z częśći obejmującej zdrowie seksualne w wymiarze 1 h rocznie rodzic może wypisać dziecko.
Aby nie było, edukacja włączająca to patologia krzywdząca cztery strony:
U mojej córki był w pierwszej klasie taki dzieciak, co rozwalał lekcję, na szczęście udało się go przenieść do dedykowanej placówki, w sąsiedniej klasie cackano się z dzieckiem przemocowym dwa lata, zanim uznano że stwarza realne zagrożenie (incydent polegał na tym, że usiłował pobić dziewczynkę właściwie bez powodu, skończyło się na siniakach i stłuczonych okularach). Niestety jeden się ostał i teraz nie ma co z nim zrobić.
A ja jestem po pierwszej udanej pacyfikacji towarzystwa z klasy mistrzostwa sportowego. Okazało się że jest całkiem sporo dosyć zdolnych osób z którymi pracuje się całkowicie normalnie. Reszta uznała że nie da rady mając naprzeciw siebie kilkuset starszych kolegów i kilkudziesięciu nauczycieli. Nadal nie mogą wyjść ze zdumienia że nie decydują o tym co dzieje się w szkole. A ja mając tam jedną godzinę tygodniowo poświęcam im niemal 100% czasu jaki jeszcze pozostał mi na przygotowanie do pracy.
Na diecie planetarnej pewnie niedlugo tym gagatkom zabraknie pary.