Najpopularniejsze
Odp.: Don't mess with America
USA uznaje, że musi zabezpieczać Grenlandię jak własne terytorium, równocześnie nie sprawując władzy nad tym kawałkiem ziemi. To kwestia pozwoleń na ruch okrętów, samolotów, usytuowanie magazynów, portów, baz. To kwestia finansowania - przeznacza się się pieniądze na obronę swojego terytorium, albo na operacje zagraniczne.
Dania - żaden polityk duński nie odda tej wyspy, bo to będzie jego niesławny koniec w polityce, a podręcznikach szkolnych będzie odwiecznym zdrajcą.
Niemcy, Francja - można zaszkodzić interesom USA, to super. Może Stany wyjdą z roli i opuszczą NATO - no ideał, od lat na to grają.
Najlepszym rozwiązaniem byłoby czasowe oddanie władztwa na Grenlandią Stanom z silnymi koncesjami dla lokalsów (strefa wolnocłowa do handlu Europa USA?, obywatelstwo USA?). Duńczycy są zadziwiająco skuteczni w swojej polityce, muszą znaleźć rozwiązanie.
Odp.: Don't mess with America
Trump nakłada 10% cła na państwa, które wysłały żołnierzy na Grenlandię.
Odp.: PiS rozpieprza polską gospodarkę
Jest taka kontrowersyjna metoda na utrzymanie płynności - obniżenie cen.
Odp.: Don't mess with America
@peterman powiedział(a):
My tu gadu gadu o Zielonej Landii, a tam łysy organ męski płciowy ostentacyjnie oddał Kanadę KPCh.Tu będzie się działo, i to srogo.
Jak to ten łysy wuj oddał? Za Chiny Ludowe przecież na to Kanadyjce się nie zgodzą
Odp.: Don't mess with America
A jeżeli to zwinięcie to na obecnej mądrości etapu to ma być już nie do Chin a do Brazylii ? Umowa z Mercosur to nie tylko i nie przede wszystkim produkty rolne (mocno ograniczone kwotowo) ale strefa wolnego handlu towarami przemysłowymi.
Jeżeli Niemcy przede wszystkim nie chcą sprzedawać do Mercosur a bardziej zależy im by produkować w Mercosur? I importować bez ograniczeń Do Europy? I ETSy temu właśnie mają służyć?
To pozwoliłoby przegłodzić rozbestwionych Polaczków.I zwiększyć marże.
Zima
Odp.: Dobre wieści spoza Agory na jesienne wieczory
Też kiedyś (dawno to było, bodajże na kanikule 1993r.) w hajowym zwidzie, kiedy w dzień w dzień (jak jest po rusku alkoholik? Dzień w dzień...) paliłem marihuanę (tego akurat wieczoru pierwszy i ostatni raz w życiu zapaliłem haszysz) zobaczyłem nad ranem w swoim pokoju, leżąc w łóżku sponiewieranym i upokorzonym (na własne życzenie) ujrzałem Najświętszą Matkę. Być może żyję jeszcze dlatego na tym łez padole? Być może właśnie wtedy, w tym stanie mojego samoupodlenia, zaczął się i proces nawracania mojego?
Odp.: Don't mess with America
@Eden powiedział(a):
@trep powiedział(a):
@Eden powiedział(a):
@Przemko powiedział(a):
@ethanol powiedział(a):
Niemcom się kłaniajWłaśnie to robi, przecież bolą ich te USA jak nigdy, do tej pory swoje strefy wpływów mogli mieć tylko Niemcy albo Rosjanie, a jak USA postanowiło przypomnieć że też ma to gwałtu-rety prawa międzynarodowego już nie ma, ładu międzynarodowego już nie ma! Zmieniać rząd przy pomocy wojska? To się nie godzi. Ale zmieniać przy pomocy niemieckich fundacji - normalna polityka, można się rozejść.
Skoro Nordstream to był projekt biznesowy to i czemu Wenezuela nie może być projektem biznesowym.
To tak trudno zrozumieć, że prawdziwy (a nie tylko deklaratywny) suwerennista i niepodległościowiec nie chce być ani landem hitleroskim, ani gubernią kacapską, ani terytorium zależnym od USA (strategiczne partnerstwo to nie zależność, nie mylmy pojęć)?
No więc tak to jest na świecie, że można sobie różne rzeczy chcieć. Tajwan chce być niezależnym państwem ale bez protektoratu USA byłby chiński. To samo z Singapurem. Jest pewnie sporo państw, które istnieją tylko dlatego, że mają swojego protektora, inaczej byłyby za małe (za słabe) by obronić się przed sąsiadem. Przypominam, że ustrojem obowiązującym w kontaktach między państwami jest anarchia.
Ja jednak wolę nauczać swoich uczniów, że powstałe po IIWŚ w czasach zimnej wojny NATO oparte było na: 1. dobrowolności członkostwa i partnerstwie (a nie zależności) pomiędzy poszczególnymi członkami paktu, z najmniejszym Luksemburgiem włącznie. 2. respektowaniu przez poszczególne państwa członkowskie własnej suwerenności i niepodległości.
Co zasadniczo różniło w obydwu punktach ten pakt (Zachód) od Układu Warszawskiego i jego "państw-stron" (Wschód)
Musisz pamiętać, że jako nauczyciel przyjmujesz na siebie obowiązek mówienia prawdy. Różne rzeczy można sobie chcieć, ale możliwe jest tylko to, co jest możliwe. Możesz chcieć mieć ostrygi albo duszone słowicze języki w sosie truflowym, w Domu Pielgrzyma na Jasnej Górze, ale i tak musisz wybrać między schabowym a karkówką. Możesz chcieć, żeby w Polsce rządziła partia św. Maksymiliana, ale wybierasz między PO a PiS. Itd. Podobnie jest z niepodległością. Albo masz taką armię, która cię obroni przed wszystkimi albo wchodzisz w sojusze i spełniasz warunki w nich zawarte.
Odp.: Dobre wieści spoza Agory na jesienne wieczory
Kiedy 17-letni Peter Srsich wrócił ze spływu kajakowego skarżąc się na chroniczne zmęczenie i kaszel, rodzina pomyślała, że może mieć zapalenie płuc. Jednak lekarze odkryli w jego płucach duży guz. Potem przyszła diagnoza: Peter miał raka, a dokładniej IV stadium chłoniaka nieziarniczego.
Peter został poddany kilku sesjom chemioterapii, co sprawiło, że czuł się przygnębiony i zastanawiał się, dlaczego przechodzi przez taką próbę. Chociaż miał silną wiarę i już wówczas odczuwał powołanie do kapłaństwa, w szpitalnym łóżku niechętnie przyjmował Komunię. Później ujawnił w rozmowie z Denver Catholic:
„Wiedziałem, że mama poczuje się lepiej, gdy zobaczy, jak przyjmuję Komunię, więc pomyślałem: «Dobra, przyjmę Komunię». Mój kolega uniósł hostię i powiedział: «Oto Baranek Boży». Nasz Pan naprawdę się ukazał, objawił się w potężny sposób i przemówił do mojego serca, a ja na pewno słyszałem go w głębi serca. Powiedział: «Peter, wiem, że to trudne. Nie odbiorę ci twojego cierpienia, ale będę ci w nim towarzyszył». To był jeden z tych momentów, gdy nic się nie zmienia, a zmienia się wszystko”.
Fundacja Make-a-Wish, która oferuje dzieciom z chorobami zagrażającymi życiu szansę na spełnienie marzeń, zwróciła się do Srsicha. Peter miał nietypowe jak na młodego człowieka marzenie: chciał pojechać do Watykanu i zobaczyć papieża.
Spotkanie z Benedyktem XVI
W maju 2012 jego marzenie się spełniło. Srsich wraz z rodziną pojechał do Rzymu, jednak nie spodziewał się, że rzeczywiście spotka się z papieżem osobiście. Wszyscy razem udali się na plac św. Piotra, aby wziąć udział w audiencji generalnej papieża Benedykta XVI. Wówczas rodzina Srsich została zaproszona do dołączenia do kolejki czekającej na osobiste spotkanie z papieżem.
Peter zauważył, że czekający w kolejce dostojnicy niosą Ojcu Świętemu drogie prezenty. Jego tato zasugerował mu, aby podarował papieżowi zieloną opaskę, którą nosił na nadgarstku, ze słowami „Módlcie się za Petera” i z odniesieniem do Listu do Rzymian 8,28: „Wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według jego zamiaru”.
Benedykt XVI rozmawiał z Peterem. Chłopak w ten sposób zrelacjonował to spotkanie: „Spojrzał na mnie i powiedział: «Och, czy mówisz po angielsku?» i położył rękę na mojej klatce piersiowej dokładnie w miejscu, gdzie był guz, chociaż mu o tym nie wspomniałem. Błogosławieństwo jest zwykle na głowie”.
Przy okazji Peter opowiedział papieżowi swoją historię. Wyjaśnił, że chce zostać księdzem i poprosił Benedykta XVI o błogosławieństwo.
Zwycięstwo nad chorobą
Chociaż niektórzy wierzą, że błogosławieństwo papieża uczyniło cud, Peter postrzega swoją historię nieco inaczej. „Chemioterapia pomogła mi w walce z rakiem. Fundacja Make-A-Wish wsparła mnie w walce z chemioterapią. Świadomość, że papież usłyszał o mojej historii pomogła mi przez to przejść i, w niewielkim stopniu oraz w niecudowny sposób, pomogła wyleczyć mojego raka” – wyjaśnił młody człowiek ABC News w 2013 roku.
Niemal dziesięć lat po spotkaniu z Benedyktem XVI Peterowi Srsichowi udało się spełnić jeszcze jedno marzenie. Jak można przeczytać na jego profilu na Facebooku, po delikatnym powołaniu przez Boga w 2021 roku został wyświęcony na kapłana.
Dzieląc się bardziej szczegółowo swoją historią z Denver Catholic, Peter tak opisuje swoje doświadczenie:
„To piękne zobaczyć, jak Bóg przygotowywał mnie do tego powołania, do tego wezwania, do przyjęcia sakramentu służby, który nie jest dla mnie, ale dla ludu Bożego. Zdołał wykorzystać te różne momenty mojego życia, różne doświadczenia całego mojego życia”.
Niemniej komisja watykańska bada to uzdrowienie jako cud.
