Dziatki szkolne i widełokonferencje
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
https://facebook.com/foilarmsandhog/videos/899444937160368/
"Ja w ogóle jestem w szoku. U mnie, w epicentrum technologicznego boomu, regionie z największym stężeniem techu na jard kwadratowy, zapleczem inżynieryjnym jakiego historia nie widziała etc. etc. szkolnictwo dostało mocnej czkawki, a gdzieniegdzie nawet stanęło.
Szkoły prywatne jakoś starają się już łatać i robić zajęcia, ale publiczne absolutnie nie są na to przygotowane i generalnie dzieciaki mają co najwyżej wideo-konferencje raz dziennie, żeby sobie popierdaczyć z kolegami i zejść rodzicom z oczu na chwilę.
Do tego dochodzą takie ciekawe problemy jak:
a) Nie starcza internetu - jak kolegi córka włączy stream z lekcją, to go wypieprza z VPNa (dostawcy są mega obciążeni w tej chwili)
b) Ludzie nie mają w domu dosyć laptopów - np. dzieciaki mają jeden komputer na dwoje bo do tej pory nigdy nie były potrzebne - wszystko działo się na tabletach i konsolach do gier
c) Zajęcia odbywają się w czasie, kiedy rodzice mają przerwę w pracy (mnóstwo ludzi wciąż pracuje) i wolą go spędzić z dziećmi
Jestem pod wrażeniem tego, co teraz udaje się w Polsce!"
z jednym zastrzeżeniem - bardzo brakuje kontaktów z rówieśnikami
1. ustalonym już rytmem prowadzonych zajęć on-line moich wnuków,
2. podejściem do całej sytuacji dyrekcji i grona pedagogicznego ich szkoły.
Rodzice są w stałym kontakcie ze szkołą. Ostatnio otrzymali listy od pani dyrektor oraz pani pedagog i bardzo żałuję, że z oczywistych względów nie mogę ich tutaj przytoczyć. Dokładnie tak powinna wyglądać współpraca, a przede wszystkim podejście mądrych i kochających dzieci nauczycieli.
Chylę przed nimi czoła i modlę się, żeby wszyscy przetrwali ten trudny czas oraz żeby szkoła nie padła. Jest bowiem zależna od liczby uczniów, a wielu z nich to dzieci wielodzietnych rodzin katolickich.
Czy udźwigną ciężar kryzysu? Oby.
hehe
Potrafię parę sztuczek na kompie i pisałem biblioteki do niższych warstw protokołów sieci ( w ramach zainteresowań ). Czuje, że też bym miał z google.class problem ;-)))))))
Informatyka to bardzo szeroka dziedzina i jest całkowicie możliwe istnienie np. znakomitego przedstawiciela tej profesji, który tworzy genialne algorytmy czy projekty, a ma problemy z "ogarnięciem" zwykłego komputera i oprogramowania w podstawowych zastosowaniach codziennego użytku.
Oczywiście w szkole takowy raczej nie powinien być zatrudniany, no chyba, że jest jednym z kilku.
Synowi już nie muszę tłumaczyć matematyki w domu po lekcji. Obejrzy filmik na YT ( przysłany przez uczytiela) i rozumie. Szkoła z TVP jest w tym świetle bliska rzeczywistości.