@ms.wygnaniec powiedział(a):
Pojawiają się informację, że Izrael byłby najbardziej zadowolony z irakizacji (który został zlibanizowany wcześniej) Iranu, czyli podziału na lokalne/plemienne/mniejszościowe terytoria rywalizujące ze sobą. Co ciekawe123 taki scenariusz jest najprawdopodobniej wspierany przez globalnych handlarzy (polecam książkę Świat na Sprzedaż ).
...oczywista oczywistość i zarazem najbardziej prawdopodobny scenariusz
Z oficjalnych informacji można wnioskować, że USA ma zdanie dokładnie przeciwne, bo sytuacja w Iraku im się bardzo nie podoba.
Będzie ciekawie123
A odnośnie drobnego przyczynku do baz na Grenlandii vs posiadania baz na Grenlandii:
Zjednoczone Królestwo bardzo długo zwlekało z zezwoleniem wykorzystania amerykańskiej bazy na Diego Garcia (ponoć chcieli znaleźć pretekst aby odmówić ale to plotki)
obecnie Hiszpania zakazuje wykorzystania swojego terytorium do ataku na Iran
czy teraz widać różnicę pomiędzy mamy u kogoś bazę vs to nasze terytorium?
warnews.pl:
"Powietrzny most USA na Bliski Wschód. Europa biernie wspiera operację "Epicka Furia”
Dane z serwisów śledzących loty i obserwatorów osint pokazują most powietrzny USA w kierunku Bliskiego Wschodu.
Starty odnotowano m.in. z baz Ramstein (Niemcy), Mildenhall (Wielka Brytania), Aviano (Włochy) oraz Dover AFB (USA). Kierunek: wysunięte bazy w Katarze, Arabii Saudyjskiej i ZEA.
Samoloty leciały bezpośrednio do Al Udeid (Katar), Prince Sultan (Arabia Saudyjska), Al Dhafra (ZEA) i innych lokalizacji operacyjnych w regionie Zatoki Perskiej.
Ładunki obejmują uzupełnienia obrony powietrznej: pociski Patriot PAC-3, kontenery systemu THAAD, a także precyzyjne uzbrojenie – JDAM, SDB i JASSM.
Na pokładach znalazły się również części zamienne, węże paliwowe oraz zapasy logistyczne potrzebne do utrzymania wysokiego tempa operacji.
Równolegle relokowano tankowce KC-135, które mają wydłużyć zasięg i czas przebywania w powietrzu myśliwców operujących nad regionem.
Tymczasem z Hiszpanii od weekendu wyleciało co najmniej 15 amerykańskich samolotów z baz Rota i Morón – wynika z danych FlightRadar24 cytowanych przez Reuters.
Madryt podkreśla, że hiszpańskie bazy – choć współużytkowane z USA – nie mogą być wykorzystywane do ataków na Iran. Minister spraw zagranicznych José Manuel Albares zapewnił, że operacje nie wykraczają poza obowiązujące porozumienia.
Część tankowców z Morón poleciała do Ramstein w Niemczech, inne kierowały się do Francji. Hiszpania potępiła amerykańsko-izraelskie uderzenia, co może wywołać napięcia w relacjach z Waszyngtonem.
Portugalia zgodziła się warunkowo na użycie bazy Lajes na Azorach w operacji „Epicka Furia”, już po rozpoczęciu ataków i irańskim odwecie. Skala ruchu wskazuje na przygotowania do długotrwałej operacji w regionie."
Tymczasem Prof Jacek Bartyzel rozdziera szaty w obronie islamskiej teokracji:
"Zresztą tradycyjna nauka katolicka akceptowała jako „hipotezę” państwa wyznające inne religie,(...) pod warunkiem, że państwa te przestrzegają zasad prawa naturalnego oraz nie prześladują chrześcijan i zezwalają im na praktyki religijne.
A Irańska Republika Islamska oba te warunki spełnia, choć drugi niedoskonale, to znaczy toleruje chrześcijan będących nimi od pokoleń i przyznaje im też prawa polityczne, nie zezwala natomiast na prozelityzm chrześcijański, za który nawet grozi śmiercią. Tak czy inaczej teokracja irańska jest sto razy lepszym ustrojem niż zachodni demoliberalizm""
Parszywy demoliberalizm jeszcze nie grozi śmiercią za prozelityzm chrześcijański. Szach Pahlavi i możliwość restytucji monarchii też sie Panu Profesoru nie podoba?
Tu komentarz Pana Małpy ze strony FoxaMuldera2:
"Dla polskich monarchistów-legitymistów jedynym źródłem monarszej legitymizacji jest Moskwa, a carowie byli jedynymi legalnymi monarchami w historii ludzkości."
@MarianoX powiedział(a):
Tymczasem Prof Jacek Bartyzel rozdziera szaty w obronie islamskiej teokracji:
"Zresztą tradycyjna nauka katolicka akceptowała jako „hipotezę” państwa wyznające inne religie,(...) pod warunkiem, że państwa te przestrzegają zasad prawa naturalnego oraz nie prześladują chrześcijan i zezwalają im na praktyki religijne.
A w moim umyśle jak zawsze (XIZ, TT, Brunatny, wielu innych, których nie chce mi się teraz przypominać) powstaje pytanie: czy on był hodowany od początku czy przejęty w trakcie.
@MarianoX powiedział(a):
Tymczasem Prof Jacek Bartyzel rozdziera szaty w obronie islamskiej teokracji:
"Zresztą tradycyjna nauka katolicka akceptowała jako „hipotezę” państwa wyznające inne religie,(...) pod warunkiem, że państwa te przestrzegają zasad prawa naturalnego oraz nie prześladują chrześcijan i zezwalają im na praktyki religijne.
A Irańska Republika Islamska oba te warunki spełnia, choć drugi niedoskonale, to znaczy toleruje chrześcijan będących nimi od pokoleń i przyznaje im też prawa polityczne, nie zezwala natomiast na prozelityzm chrześcijański, za który nawet grozi śmiercią. Tak czy inaczej teokracja irańska jest sto razy lepszym ustrojem niż zachodni demoliberalizm""
Parszywy demoliberalizm jeszcze nie grozi śmiercią za prozelityzm chrześcijański. Szach Pahlavi i możliwość restytucji monarchii też sie Panu Profesoru nie podoba?
Tu komentarz Pana Małpy ze strony FoxaMuldera2:
"Dla polskich monarchistów-legitymistów jedynym źródłem monarszej legitymizacji jest Moskwa, a carowie byli jedynymi legalnymi monarchami w historii ludzkości."
"Według oceny izraelskiego wywiadu, w dzisiejszych atakach na Teheran miał zginąć generał Seyyed Majid ibn al-Reza, pełniący obowiązki ministra obrony Iranu. Został mianowany na to stanowisko 2 marca po śmierci Aziza Nasirzadeha."
"Izraelskie samoloty zaatakowały budynek w irańskim mieście Kom, w którym zebrali się wysocy rangą duchowni, aby wybrać nowego przywódcę Iranu. Organ zwany Zgromadzeniem Ekspertów liczy 88 członków, aczkolwiek nie wiadomo, czy wszyscy przebywali w obiekcie gdy doszło do lotniczego uderzenia. Zdjęcia pokazują częściowo zburzony budynek."
"I jeszcze jeden ogromnie ważny tekst ,żeby zrozumieć dlaczego to ,co dzieje się w Iranie to nie jest jakaś "rozpierducha w wykonaniu pomyleńca" - bo i takie opinie czytałam- link do oryginału qw komentarzu. Autorką analizy jest Zineb Riboua- marokańska (berberyjska) analityczka i badaczka stosunków międzynarodowych.
Jest starszą badaczką w Hudson Institute w Center for Peace and Security in the Middle East. Specjalizuje się w zaangażowaniu Chin i Rosji na Bliskim Wschodzie, Sahelu i w Afryce Północnej, rywalizacji mocarstw w regionie oraz relacjach izraelsko-arabskich.
Założycielka projektu China in MENA Project, który monitoruje chińską obecność na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej.
Prowadzi newsletter Beyond the Ideological na Substacku-
"W 2015 roku Wspólny Kompleksowy Plan Działania (JCPOA) przedstawiano amerykańskiej opinii publicznej i całemu światu jako ostateczne rozwiązanie problemu irańskiego zagrożenia nuklearnego. Umowa wprowadziła bardzo surowe ograniczenia dotyczące wzbogacania uranu, liczby wirówek i wielkości zapasów, ale niemal całkowicie przemilczała jedną kluczową kwestię – tę, która rzeczywiście pozwoliłaby dostarczyć głowicę jądrową do celu: pociski balistyczne. Nic nie mówiła także o pociskach manewrujących. Nie ustalono żadnych limitów na rozwój, testowanie, produkcję ani rozmieszczenie systemów uzbrojenia, które przekształcają urządzenie jądrowe z tajnej, niebezpiecznej konstrukcji w bunkrze w broń zdolną zmieść z powierzchni ziemi całe miasto. Groźba bomby jest tak duża, jak jej zdolność do dotarcia do celu – a JCPOA pozostawił irańską zdolność dostarczania całkowicie bez żadnych ograniczeń.
Dla Iranu to rozróżnienie ma znaczenie większe niż dla niemal dowolnego innego państwa na świecie.
Dekady międzynarodowych sankcji sprawiły, że Teheran dysponuje jedną z najsłabszych sił powietrznych w regionie – przestarzałą flotą, która nie jest w stanie przebić się przez systemy obrony powietrznej Izraela ani żadnego poważnego państwa Zatoki Perskiej. Iran nie może dostarczyć broni jądrowej samolotem. Nie może zrobić tego wiarygodnie drogą morską. Pocisk balistyczny to jedyny element, który nadaje całemu programowi nuklearnemu realną wartość strategiczną.
To, co czyni tę lukę jeszcze bardziej niebezpieczną, to fakt, kto postanowił ją wykorzystać.
W ciągu ostatnich dwóch lat Chiny stały się głównym zewnętrznym dostawcą dla irańskiego programu pocisków balistycznych – dostarczając dosłownie wszystko: od prekursorów chemicznych do paliwa stałego, po naprowadzanie satelitarne dzięki własnej sieci BeiDou-3, która całkowicie zastąpiła amerykański GPS w wojskowej infrastrukturze Iranu. Departament Skarbu USA nałożył sankcje na kilka chińskich firm za dostarczanie Korpusowi Strażników Rewolucji Islamskiej substancji wykorzystywanych do produkcji paliwa rakietowego.
Wywiad przechwycił informacje o irańskich statkach towarowych rozładowujących w Bandar Abbas ogromne ilości nadchloranu sodu – substancji omijającej dotychczasowe mechanizmy kontroli – wystarczające do wyprodukowania paliwa do około 800 nowych pocisków w ramach jednej dostawy.
Pekin prowadził również negocjacje w sprawie sprzedaży Iranowi naddźwiękowych pocisków przeciwokrętowych CM-302 – systemu zaprojektowanego do niszczenia lotniskowców. W grudniu 2025 roku amerykańskie siły specjalne przejęły na Oceanie Indyjskim statek handlowy przewożący chiński sprzęt wojskowy przeznaczony dla Strażników Rewolucji.
W chwili rozpoczęcia operacji Epic Fury Iran dysponował największym na Bliskim Wschodzie arsenałem pocisków balistycznych – szacowanym na około 2000 pocisków o zróżnicowanym zasięgu, rozproszonych w utwardzonych podziemnych kompleksach, w dużej mierze odbudowanych i zaopatrzonych dzięki chińskim sieciom produkcyjnym.
Odroczenie
Cofnijmy się jednak o krok i zobaczmy, co naprawdę się wydarzyło.
Decyzja administracji Obamy o pominięciu kwestii pocisków w umowie JCPOA z 2015 roku była świadomą koncesją, a w gruncie rzeczy – celowym odroczeniem problemu. Chiny i Rosja kategorycznie odmówiły włączenia ograniczeń rakietowych do negocjacji wielostronnych, a Teheran od początku traktował rozwój własnych pocisków jako nienaruszalne prawo suwerenne.
Zespół Obamy, zdeterminowany, by przed końcem kadencji osiągnąć historyczne porozumienie, po prostu rozdzielił „teczkę nuklearną” od „teczki rakietowej”, przedstawiając je jako dwa odrębne problemy – choć w rzeczywistości stanowiły dwie strony tego samego zagrożenia.
Obama mówił o umowie w kategoriach wielkiej nadziei – że daje „szansę na nowy początek”. Nowy kierunek okazał się jednak całkowicie pominięciem programu rakietowego. Rezolucja Rady Bezpieczeństwa ONZ 2231 jedynie „wzywała” Iran do powstrzymania się od pewnych działań związanych z pociskami – to sformułowanie znacznie słabsze niż wyraźny i wiążący zakaz zawarty w poprzedniej rezolucji 1929, która jednoznacznie zabraniała rozwijania technologii balistycznych zdolnych do przenoszenia głowic jądrowych.
Administracja Obamy celowo osłabiła język egzekucyjny poprzedniej rezolucji, by przepchnąć porozumienie, zakładając, że rakiety „będzie można zająć później”. To słowo „później” stało się esencją całego podejścia. Iran wznowił testy pocisków balistycznych już kilka tygodni po wejściu JCPOA w życie – i nie było żadnego mechanizmu, który mógłby to powstrzymać.
Pozbawiony jakichkolwiek ograniczeń, Iran przez kolejną dekadę przekształcił swój program rakietowy z prymitywnego narzędzia odstraszania w nowoczesny, masowo produkowany arsenał strategiczny. Udoskonalił systemy naprowadzania, wydłużył zasięgi tak, by obejmowały cały Bliski Wschód i fragmenty Europy, przeszedł na paliwo stałe i zbudował utwardzone podziemne wyrzutnie odporne na bombardowanie z powietrza. Najciekawsze? Żadna z tych zmian nie złamała ani jednego punktu porozumienia.
Pociski służyły jednak nie tylko do transportu głowic. Iran dążył do stworzenia tak ogromnego arsenału konwencjonalnego, by atak na jego instalacje jądrowe stał się militarnie i politycznie nieopłacalny. Sekretarz stanu Marco Rubio ujął to dziś brutalnie jasno: „Oni potrafią wyprodukować 100 pocisków balistycznych miesięcznie. My – 6 albo 7 pocisków przechwytujących miesięcznie”. Koszt jednego amerykańskiego pocisku przechwytującego waha się od 1 do 15 milionów dolarów. Koszt irańskiego pocisku – od 200 do 500 tysięcy.
Pociski nie zatrzymały się jednak na granicach Izraela. Już w pierwszych godzinach operacji Epic Fury irańskie uderzenia odwetowe spadły na dzielnice cywilne w Abu Zabi, Dubaju i Manamie. Odłamki przechwyconych pocisków spadały w pobliżu międzynarodowego lotniska w Kuwejcie. W samych Zjednoczonych Emiratach Arabskich zginęły trzy osoby, a co najmniej 58 zostało rannych. Iran – i nadal to robi – trzyma stolice państw Zatoki jako zakładników, używając arsenału rakietowego jako narzędzia szantażu za zacieśnianie współpracy z Waszyngtonem i/lub Jerozolimą.
Najbardziej gorzką ironią jest to, że zarówno Rijad, jak i Abu Zabi widziały to nadchodzące. Nie były włączone do rozmów jako strony negocjujące i wielokrotnie – publicznie i prywatnie – ostrzegały, że porozumienie ignorujące program rakietowy Iranu kiedyś zagrozi życiu ich obywateli. Zostały uznane za przesadnie alarmistyczne. Teraz irańskie głowice na terytorium państw arabskich Zatoki ostatecznie zamknęły dyskusję.
Odwrócenie
Sformułowanie celów operacji Epic Fury przez Marco Rubio zburzyło podział, o który trzy dekady amerykańskiej dyplomacji walczyły z uporem maniaka. „Celem tej operacji jest zniszczenie irańskiej zdolności balistycznej, uniemożliwienie jej odbudowy i pozbawienie Iranu osłony, za którą mógłby rozwijać program jądrowy” – powiedział. Jedno zdanie połączyło to, co JCPOA celowo rozdzieliło – program jądrowy i program rakietowy – i na nowo zdefiniowało, czym jest „akceptowalny Iran”.
Pilność jest rzeczywista. Izraelscy analitycy wojskowi od dawna obserwowali, jak chińskie komponenty, obrabiarki i wsparcie techniczne dramatycznie przyspieszają irańską produkcję. Ich prognozy były alarmujące: 5000 pocisków do 2027 roku, potencjalnie nawet 10 000 do końca dekady. Każda głowica nosiła chiński ślad – od składu chemicznego paliwa stałego po precyzyjne systemy naprowadzania, które zamieniały niecelne rakiety w broń zdolną precyzyjnie uderzyć w centrum Abu Zabi. Pekin nie ograniczał się do handlu z Teheranem.
Chiński rząd uprzemysłowił zdolność Iranu do trzymania Bliskiego Wschodu na muszce. Niezależnie od pełnej kalkulacji Pekinu, skutki militarne tej inwestycji są widoczne na co najmniej trzech poziomach:
Po pierwsze: każdy pocisk przechwytujący wystrzelony nad Bliskim Wschodem to jeden mniej dostępny na Zachodnim Pacyfiku. Baterie THAAD, systemy Patriot i pociski SM-3 na okrętach czerpią z tych samych, i tak już przeciążonych linii produkcyjnych. Przyspieszając irańską produkcję rakiet, Chiny narzuciły Stanom Zjednoczonym wojnę na wyniszczenie w dziedzinie amunicji – bez wysłania ani jednego żołnierza.
Po drugie: każda irańska salwa zmusza USA do ujawniania w warunkach bojowych swoich zdolności walki elektronicznej, sygnatur radarowych i parametrów pocisków przechwytujących – dając chińskiemu wywiadowi wojskowemu darmowe, żywe laboratorium do analizy amerykańskich systemów obronnych bez konieczności bezpośredniej konfrontacji.
Po trzecie: jeśli Stany Zjednoczone nie będą w stanie skutecznie osłonić swoich arabskich sojuszników przed długotrwałym ostrzałem, każdy inny partner – od Tokio, przez Manilę, po Tajpej – wyciągnie wniosek, że amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa mają bardzo konkretne, materialne granice.
Wyczerpywanie amerykańskich zapasów już się rozpoczęło.
Podczas dwunastodniowej wojny w 2025 roku Stany Zjednoczone zużyły około 150 pocisków przechwytujących THAAD – amunicji, której produkcja trwa lata i która jest częścią tej samej kolejki, która zasila odstraszanie na Pacyfiku.
Zamienników dotarło zaledwie kilkadziesiąt. Iran odbudowywał arsenał szybciej, niż Ameryka była w stanie się przezbroić. Matematyka prowadziła do tragicznego wyboru: albo pozwolić Iranowi na przełom jądrowy za osłoną zbyt gęstego parasola rakietowego, albo stoczyć wojnę na Bliskim Wschodzie, zużywając zapasy przeznaczone na obronę Cieśniny Tajwańskiej. Pekin skonstruował dokładnie ten dylemat. Operacja Epic Fury była decyzją o niedopuszczeniu, by ten wybór kiedykolwiek stanął przed Waszyngtonem. Niszcząc irańskie pociski, Stany Zjednoczone zamieniły w pył lata chińskiej strategicznej inwestycji i miliardy dolarów w transferowanej technologii."
Czyli działanie Trumpa jest jest bardzo racjonalne, a to czy Teokracja zostanie obalona czy nie, ma czwartorzędne znaczenie!
A z tym chińskim sprzętem to jednak należy pamiętać:
"Chiński cud obrony powietrznej okazał się zwykłą chińską podróbką" - piszą anonimowo niektórzy irańscy komentatorzy wojskowi na platformach Telegram i X. Inni użytkownicy otwarcie nazywają zakup HQ-9B "strategicznym oszustwem Pekinu" i wzywają do pilnego audytu wszystkich kontraktów zbrojeniowych z Chinami. Według doniesień zachodnich i indyjskich mediów (m.in. Times of India, The Economic Times, Moneycontrol) co najmniej trzy kluczowe baterie HQ-9B miały zostać zniszczone już w fazie początkowej ataku prowadzonego przez samoloty F-35, drony oraz pociski manewrujące wystrzeliwane z okrętów US Navy
Źródło omówienia.
Natomiast kwestia skali, więc jak z 10000 tylko połowa będzie sprawna, a z pozostałych 95% zostanie unieszkodliwionych to 250 doleci i przywali.
Komentarz
....rastafarianinem??
W pierwszej chwili myślałam, że peskatarianizm to jakieś zboczenie, a to chodzi o osobnika który nie je czerwonego i białego mięsa, ale spożywa ryby.
Strach zapraszać lewaków na kolację - każdy co innego je, nie wiadomo co gotować.
Influencerzy reklamują coś za pieniądze? Niemożliwe.
Cóż to pani Marcelina robi w Dubaju?
Nie może wrócić.
Było siedzieć w chiewiku Polsatu, zamiast się szlajać z Arabami.
Mieszka tam z 'partnerem' i synem od wielu miesięcy. Sprawdzajcie zanim napiszecie.
A przynajmniej takie utrzymuje w nas przekonanie, że tam mieszka.
Dlaczego teraz wojna na Bliskim Wschodzie?
Otóż: "Na początku roku, gdy królowie zwykli wychodzić na wojnę, Dawid wyprawił Joaba i swoje sługi wraz z całym Izraelem." (2 Samuela 11:1)
Tak każe obyczaj.
warnews.pl:
"Powietrzny most USA na Bliski Wschód. Europa biernie wspiera operację "Epicka Furia”
Dane z serwisów śledzących loty i obserwatorów osint pokazują most powietrzny USA w kierunku Bliskiego Wschodu.
Starty odnotowano m.in. z baz Ramstein (Niemcy), Mildenhall (Wielka Brytania), Aviano (Włochy) oraz Dover AFB (USA). Kierunek: wysunięte bazy w Katarze, Arabii Saudyjskiej i ZEA.
Samoloty leciały bezpośrednio do Al Udeid (Katar), Prince Sultan (Arabia Saudyjska), Al Dhafra (ZEA) i innych lokalizacji operacyjnych w regionie Zatoki Perskiej.
Ładunki obejmują uzupełnienia obrony powietrznej: pociski Patriot PAC-3, kontenery systemu THAAD, a także precyzyjne uzbrojenie – JDAM, SDB i JASSM.
Na pokładach znalazły się również części zamienne, węże paliwowe oraz zapasy logistyczne potrzebne do utrzymania wysokiego tempa operacji.
Równolegle relokowano tankowce KC-135, które mają wydłużyć zasięg i czas przebywania w powietrzu myśliwców operujących nad regionem.
Tymczasem z Hiszpanii od weekendu wyleciało co najmniej 15 amerykańskich samolotów z baz Rota i Morón – wynika z danych FlightRadar24 cytowanych przez Reuters.
Madryt podkreśla, że hiszpańskie bazy – choć współużytkowane z USA – nie mogą być wykorzystywane do ataków na Iran. Minister spraw zagranicznych José Manuel Albares zapewnił, że operacje nie wykraczają poza obowiązujące porozumienia.
Część tankowców z Morón poleciała do Ramstein w Niemczech, inne kierowały się do Francji. Hiszpania potępiła amerykańsko-izraelskie uderzenia, co może wywołać napięcia w relacjach z Waszyngtonem.
Portugalia zgodziła się warunkowo na użycie bazy Lajes na Azorach w operacji „Epicka Furia”, już po rozpoczęciu ataków i irańskim odwecie. Skala ruchu wskazuje na przygotowania do długotrwałej operacji w regionie."
Tymczasem Prof Jacek Bartyzel rozdziera szaty w obronie islamskiej teokracji:
"Zresztą tradycyjna nauka katolicka akceptowała jako „hipotezę” państwa wyznające inne religie,(...) pod warunkiem, że państwa te przestrzegają zasad prawa naturalnego oraz nie prześladują chrześcijan i zezwalają im na praktyki religijne.
A Irańska Republika Islamska oba te warunki spełnia, choć drugi niedoskonale, to znaczy toleruje chrześcijan będących nimi od pokoleń i przyznaje im też prawa polityczne, nie zezwala natomiast na prozelityzm chrześcijański, za który nawet grozi śmiercią. Tak czy inaczej teokracja irańska jest sto razy lepszym ustrojem niż zachodni demoliberalizm""
Parszywy demoliberalizm jeszcze nie grozi śmiercią za prozelityzm chrześcijański. Szach Pahlavi i możliwość restytucji monarchii też sie Panu Profesoru nie podoba?
Tu komentarz Pana Małpy ze strony FoxaMuldera2:
"Dla polskich monarchistów-legitymistów jedynym źródłem monarszej legitymizacji jest Moskwa, a carowie byli jedynymi legalnymi monarchami w historii ludzkości."
A w moim umyśle jak zawsze (XIZ, TT, Brunatny, wielu innych, których nie chce mi się teraz przypominać) powstaje pytanie: czy on był hodowany od początku czy przejęty w trakcie.
http://www.legitymizm.org/egipt-praojczyzna
Prof. Bartyzel zawsze był kontrowersyjny (tylko monarchia, cała reszta to zuo), ale kiedyś był bardziej spójny.
"Według oceny izraelskiego wywiadu, w dzisiejszych atakach na Teheran miał zginąć generał Seyyed Majid ibn al-Reza, pełniący obowiązki ministra obrony Iranu. Został mianowany na to stanowisko 2 marca po śmierci Aziza Nasirzadeha."
"Izraelskie samoloty zaatakowały budynek w irańskim mieście Kom, w którym zebrali się wysocy rangą duchowni, aby wybrać nowego przywódcę Iranu. Organ zwany Zgromadzeniem Ekspertów liczy 88 członków, aczkolwiek nie wiadomo, czy wszyscy przebywali w obiekcie gdy doszło do lotniczego uderzenia. Zdjęcia pokazują częściowo zburzony budynek."
Można się spodziewać na wieczorną kolację nawet ludojadów... (to nie żart, patrz: pogłoski w sprawie Epstein)
Mieszka. Razem z partnerem i ich dzieckiem.
I nie chce wracać.
Widzę, że już było napisane wcześniej, ale nie będę kasować.
"I jeszcze jeden ogromnie ważny tekst ,żeby zrozumieć dlaczego to ,co dzieje się w Iranie to nie jest jakaś "rozpierducha w wykonaniu pomyleńca" - bo i takie opinie czytałam- link do oryginału qw komentarzu. Autorką analizy jest Zineb Riboua- marokańska (berberyjska) analityczka i badaczka stosunków międzynarodowych.
Jest starszą badaczką w Hudson Institute w Center for Peace and Security in the Middle East. Specjalizuje się w zaangażowaniu Chin i Rosji na Bliskim Wschodzie, Sahelu i w Afryce Północnej, rywalizacji mocarstw w regionie oraz relacjach izraelsko-arabskich.
Założycielka projektu China in MENA Project, który monitoruje chińską obecność na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej.
Prowadzi newsletter Beyond the Ideological na Substacku-
"W 2015 roku Wspólny Kompleksowy Plan Działania (JCPOA) przedstawiano amerykańskiej opinii publicznej i całemu światu jako ostateczne rozwiązanie problemu irańskiego zagrożenia nuklearnego. Umowa wprowadziła bardzo surowe ograniczenia dotyczące wzbogacania uranu, liczby wirówek i wielkości zapasów, ale niemal całkowicie przemilczała jedną kluczową kwestię – tę, która rzeczywiście pozwoliłaby dostarczyć głowicę jądrową do celu: pociski balistyczne. Nic nie mówiła także o pociskach manewrujących. Nie ustalono żadnych limitów na rozwój, testowanie, produkcję ani rozmieszczenie systemów uzbrojenia, które przekształcają urządzenie jądrowe z tajnej, niebezpiecznej konstrukcji w bunkrze w broń zdolną zmieść z powierzchni ziemi całe miasto. Groźba bomby jest tak duża, jak jej zdolność do dotarcia do celu – a JCPOA pozostawił irańską zdolność dostarczania całkowicie bez żadnych ograniczeń.
Dla Iranu to rozróżnienie ma znaczenie większe niż dla niemal dowolnego innego państwa na świecie.
Dekady międzynarodowych sankcji sprawiły, że Teheran dysponuje jedną z najsłabszych sił powietrznych w regionie – przestarzałą flotą, która nie jest w stanie przebić się przez systemy obrony powietrznej Izraela ani żadnego poważnego państwa Zatoki Perskiej. Iran nie może dostarczyć broni jądrowej samolotem. Nie może zrobić tego wiarygodnie drogą morską. Pocisk balistyczny to jedyny element, który nadaje całemu programowi nuklearnemu realną wartość strategiczną.
To, co czyni tę lukę jeszcze bardziej niebezpieczną, to fakt, kto postanowił ją wykorzystać.
W ciągu ostatnich dwóch lat Chiny stały się głównym zewnętrznym dostawcą dla irańskiego programu pocisków balistycznych – dostarczając dosłownie wszystko: od prekursorów chemicznych do paliwa stałego, po naprowadzanie satelitarne dzięki własnej sieci BeiDou-3, która całkowicie zastąpiła amerykański GPS w wojskowej infrastrukturze Iranu. Departament Skarbu USA nałożył sankcje na kilka chińskich firm za dostarczanie Korpusowi Strażników Rewolucji Islamskiej substancji wykorzystywanych do produkcji paliwa rakietowego.
Wywiad przechwycił informacje o irańskich statkach towarowych rozładowujących w Bandar Abbas ogromne ilości nadchloranu sodu – substancji omijającej dotychczasowe mechanizmy kontroli – wystarczające do wyprodukowania paliwa do około 800 nowych pocisków w ramach jednej dostawy.
Pekin prowadził również negocjacje w sprawie sprzedaży Iranowi naddźwiękowych pocisków przeciwokrętowych CM-302 – systemu zaprojektowanego do niszczenia lotniskowców. W grudniu 2025 roku amerykańskie siły specjalne przejęły na Oceanie Indyjskim statek handlowy przewożący chiński sprzęt wojskowy przeznaczony dla Strażników Rewolucji.
W chwili rozpoczęcia operacji Epic Fury Iran dysponował największym na Bliskim Wschodzie arsenałem pocisków balistycznych – szacowanym na około 2000 pocisków o zróżnicowanym zasięgu, rozproszonych w utwardzonych podziemnych kompleksach, w dużej mierze odbudowanych i zaopatrzonych dzięki chińskim sieciom produkcyjnym.
Odroczenie
Cofnijmy się jednak o krok i zobaczmy, co naprawdę się wydarzyło.
Decyzja administracji Obamy o pominięciu kwestii pocisków w umowie JCPOA z 2015 roku była świadomą koncesją, a w gruncie rzeczy – celowym odroczeniem problemu. Chiny i Rosja kategorycznie odmówiły włączenia ograniczeń rakietowych do negocjacji wielostronnych, a Teheran od początku traktował rozwój własnych pocisków jako nienaruszalne prawo suwerenne.
Zespół Obamy, zdeterminowany, by przed końcem kadencji osiągnąć historyczne porozumienie, po prostu rozdzielił „teczkę nuklearną” od „teczki rakietowej”, przedstawiając je jako dwa odrębne problemy – choć w rzeczywistości stanowiły dwie strony tego samego zagrożenia.
Obama mówił o umowie w kategoriach wielkiej nadziei – że daje „szansę na nowy początek”. Nowy kierunek okazał się jednak całkowicie pominięciem programu rakietowego. Rezolucja Rady Bezpieczeństwa ONZ 2231 jedynie „wzywała” Iran do powstrzymania się od pewnych działań związanych z pociskami – to sformułowanie znacznie słabsze niż wyraźny i wiążący zakaz zawarty w poprzedniej rezolucji 1929, która jednoznacznie zabraniała rozwijania technologii balistycznych zdolnych do przenoszenia głowic jądrowych.
Administracja Obamy celowo osłabiła język egzekucyjny poprzedniej rezolucji, by przepchnąć porozumienie, zakładając, że rakiety „będzie można zająć później”. To słowo „później” stało się esencją całego podejścia. Iran wznowił testy pocisków balistycznych już kilka tygodni po wejściu JCPOA w życie – i nie było żadnego mechanizmu, który mógłby to powstrzymać.
Pozbawiony jakichkolwiek ograniczeń, Iran przez kolejną dekadę przekształcił swój program rakietowy z prymitywnego narzędzia odstraszania w nowoczesny, masowo produkowany arsenał strategiczny. Udoskonalił systemy naprowadzania, wydłużył zasięgi tak, by obejmowały cały Bliski Wschód i fragmenty Europy, przeszedł na paliwo stałe i zbudował utwardzone podziemne wyrzutnie odporne na bombardowanie z powietrza. Najciekawsze? Żadna z tych zmian nie złamała ani jednego punktu porozumienia.
Pociski służyły jednak nie tylko do transportu głowic. Iran dążył do stworzenia tak ogromnego arsenału konwencjonalnego, by atak na jego instalacje jądrowe stał się militarnie i politycznie nieopłacalny. Sekretarz stanu Marco Rubio ujął to dziś brutalnie jasno: „Oni potrafią wyprodukować 100 pocisków balistycznych miesięcznie. My – 6 albo 7 pocisków przechwytujących miesięcznie”. Koszt jednego amerykańskiego pocisku przechwytującego waha się od 1 do 15 milionów dolarów. Koszt irańskiego pocisku – od 200 do 500 tysięcy.
Pociski nie zatrzymały się jednak na granicach Izraela. Już w pierwszych godzinach operacji Epic Fury irańskie uderzenia odwetowe spadły na dzielnice cywilne w Abu Zabi, Dubaju i Manamie. Odłamki przechwyconych pocisków spadały w pobliżu międzynarodowego lotniska w Kuwejcie. W samych Zjednoczonych Emiratach Arabskich zginęły trzy osoby, a co najmniej 58 zostało rannych. Iran – i nadal to robi – trzyma stolice państw Zatoki jako zakładników, używając arsenału rakietowego jako narzędzia szantażu za zacieśnianie współpracy z Waszyngtonem i/lub Jerozolimą.
Najbardziej gorzką ironią jest to, że zarówno Rijad, jak i Abu Zabi widziały to nadchodzące. Nie były włączone do rozmów jako strony negocjujące i wielokrotnie – publicznie i prywatnie – ostrzegały, że porozumienie ignorujące program rakietowy Iranu kiedyś zagrozi życiu ich obywateli. Zostały uznane za przesadnie alarmistyczne. Teraz irańskie głowice na terytorium państw arabskich Zatoki ostatecznie zamknęły dyskusję.
Odwrócenie
Sformułowanie celów operacji Epic Fury przez Marco Rubio zburzyło podział, o który trzy dekady amerykańskiej dyplomacji walczyły z uporem maniaka. „Celem tej operacji jest zniszczenie irańskiej zdolności balistycznej, uniemożliwienie jej odbudowy i pozbawienie Iranu osłony, za którą mógłby rozwijać program jądrowy” – powiedział. Jedno zdanie połączyło to, co JCPOA celowo rozdzieliło – program jądrowy i program rakietowy – i na nowo zdefiniowało, czym jest „akceptowalny Iran”.
Pilność jest rzeczywista. Izraelscy analitycy wojskowi od dawna obserwowali, jak chińskie komponenty, obrabiarki i wsparcie techniczne dramatycznie przyspieszają irańską produkcję. Ich prognozy były alarmujące: 5000 pocisków do 2027 roku, potencjalnie nawet 10 000 do końca dekady. Każda głowica nosiła chiński ślad – od składu chemicznego paliwa stałego po precyzyjne systemy naprowadzania, które zamieniały niecelne rakiety w broń zdolną precyzyjnie uderzyć w centrum Abu Zabi. Pekin nie ograniczał się do handlu z Teheranem.
Chiński rząd uprzemysłowił zdolność Iranu do trzymania Bliskiego Wschodu na muszce. Niezależnie od pełnej kalkulacji Pekinu, skutki militarne tej inwestycji są widoczne na co najmniej trzech poziomach:
Po pierwsze: każdy pocisk przechwytujący wystrzelony nad Bliskim Wschodem to jeden mniej dostępny na Zachodnim Pacyfiku. Baterie THAAD, systemy Patriot i pociski SM-3 na okrętach czerpią z tych samych, i tak już przeciążonych linii produkcyjnych. Przyspieszając irańską produkcję rakiet, Chiny narzuciły Stanom Zjednoczonym wojnę na wyniszczenie w dziedzinie amunicji – bez wysłania ani jednego żołnierza.
Po drugie: każda irańska salwa zmusza USA do ujawniania w warunkach bojowych swoich zdolności walki elektronicznej, sygnatur radarowych i parametrów pocisków przechwytujących – dając chińskiemu wywiadowi wojskowemu darmowe, żywe laboratorium do analizy amerykańskich systemów obronnych bez konieczności bezpośredniej konfrontacji.
Po trzecie: jeśli Stany Zjednoczone nie będą w stanie skutecznie osłonić swoich arabskich sojuszników przed długotrwałym ostrzałem, każdy inny partner – od Tokio, przez Manilę, po Tajpej – wyciągnie wniosek, że amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa mają bardzo konkretne, materialne granice.
Wyczerpywanie amerykańskich zapasów już się rozpoczęło.
Podczas dwunastodniowej wojny w 2025 roku Stany Zjednoczone zużyły około 150 pocisków przechwytujących THAAD – amunicji, której produkcja trwa lata i która jest częścią tej samej kolejki, która zasila odstraszanie na Pacyfiku.
Zamienników dotarło zaledwie kilkadziesiąt. Iran odbudowywał arsenał szybciej, niż Ameryka była w stanie się przezbroić. Matematyka prowadziła do tragicznego wyboru: albo pozwolić Iranowi na przełom jądrowy za osłoną zbyt gęstego parasola rakietowego, albo stoczyć wojnę na Bliskim Wschodzie, zużywając zapasy przeznaczone na obronę Cieśniny Tajwańskiej. Pekin skonstruował dokładnie ten dylemat. Operacja Epic Fury była decyzją o niedopuszczeniu, by ten wybór kiedykolwiek stanął przed Waszyngtonem. Niszcząc irańskie pociski, Stany Zjednoczone zamieniły w pył lata chińskiej strategicznej inwestycji i miliardy dolarów w transferowanej technologii."
Czyli działanie Trumpa jest jest bardzo racjonalne, a to czy Teokracja zostanie obalona czy nie, ma czwartorzędne znaczenie!
A z tym chińskim sprzętem to jednak należy pamiętać:
Źródło omówienia.
Natomiast kwestia skali, więc jak z 10000 tylko połowa będzie sprawna, a z pozostałych 95% zostanie unieszkodliwionych to 250 doleci i przywali.
...chciałbym dobrze rozumieć - to są tysiące rakiet czy tysiące wyrzutni?
Rakiet, a konkretnie - głowic, ale zakłada się że każda ma jakiś nośnik dedykowany.
...tylko czy to jest realistyczne założenie
Jak najbardziej. I finalnie może to być głowica atomowa, nigdy nie wolno o tym zapominać ☝️
Może też być tak, że to jest całkiem dobry sprzęt. Na każdego ale nie na amerykańskie zabawki.
Iran jak Tajemnica Syriusza