Co się dzieje z naszymi pieniędzmi?
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
Zaryzykuję stwierdzenie, że gros bazy podatkowej stanowią ludzie z pierwszego progu, tak jak wszędzie na świecie. Różnica między nami i wyspiarzami zawiera się w progach i ubezpieczeniach społecznych (wyraźna różnica procentowych obciążeń na korzyść Albionu)
I jeszcze taka drobna uwaga w kontrze do wpisu Czcigodnego Kolegi. System podatkowy w całej Europie oparty jest na VAT, a nie na podatku dochodowym od osób fizycznych. Może nie być podatku dochodowego od osób fizycznych ale jeśli pozostanie VAT państwo się nie zawali. Nie da się na odwrót - zlikwidować VAT ani zastąpić przez podatek dochodowy od osób fizycznych.
Najlepiej zacytować jakieś precyzyjne, bardziej szczegółowe dane.
Podatek dochodowy w założeniu został wymyślony do opodatkowania najbogatszych. Do czego go wykorzystano między Odrą a Bugiem? Do tego samego, do czego się wykorzystuje wszystko bez wyjątku - do łupienia gołodupców. I jakoś im nie smakuje.
Obok jest wątek o jakiejś iskrze z Polski. Śmiech.
Raz: http://excathedra.pl/index.php?p=/discussion/comment/229436/#Comment_229436
Dwa:
Tabelka wyżej pokazuje jaki mamy w Polsce patchwork podatkowy. Potwierdza że składka zdrowotna i na ubezpieczenie społeczne jest w istocie podatkiem dochodowym. Nie spodziewałem się że dowodzi mojej tezy o możliwości wprowadzenia jednolitego podatku dochodowego ze wszystkich tytułów.
Pewne wątpliwości budzi wyliczenie VAT i akcyzy. Niby czemu biedniejsi mają być nimi bardziej obciążeni? Przecież w ich wydatkach żywność stanowi więcej niż u bogatszych, a ta jest niżej opodatkowana VAT i akcyzą.
Dodatkowo pokazuje gdzie jest problem. Główny polega nie na braku progresji tylko na bardzo niskich kwotach wolnych i obciążaniu już bardzo niskich dochodów. Na początek wystarczyłoby podnieść te kwoty, wprowadzić podatek jednolity powyżej tych kwot i owszem podnieść jego stawkę aby to się wyrównało, znaczy wyszło na to samo.Kwota wolna ca 1.000 złotych miesięcznie chyba i tak jest niska. Nie wiem ile wtedy musiałaby wynosić stawka od reszty, ale to nie jest dla znających dane trudne wyliczenie. No i niechby była ta progresja na przykład od czwartego kwartyla.
Wysoka kwota wolna to nie tylko ulżenie biedniejszym ale i skuteczny sposób na uproszczenie systemu i obniżkę kosztów pobory podatków.
Rzecz jest jednak w przywilejach i karnym opodatkowaniu pracy i szerzej dochodów osobistych w stosunku do działalności.No właśnie w tych cholernych browarnikach, działach specjalnych produkcji rolnej, artystach, inwestorach w specjalne strefy itd.
Z tabeli wklejonej przez kol. Celnika wynika, że mamy w Polsce b. wysoką progresję podatkową. Osoby z trzeciego wiersza (mówię o górnej granicy) płacą 5300. Z dziesiątego 21500 a z przedostatniego prawie 40 tysi. Siedem osiem razy wincy, niż ci z czegiego.
Powtarzam więc, że wprowadzenie jednolitego, taniego w poborze i trudnego do oszukania jednolitego podatku liniowego z podwyższoną kwotą wolną nie powinno nastręczać wielkich trudności. Trudności w tym zakresie mają głównie charakter polityczno-propagandowy. Wprowadzenie takiego systemu z pewnością napotka na ogromy opór środowiskowy ze strony administracji skarbowej i doradców podatkowych. Powtórzę znowu, że te środowiska są bardziej skomunizowane i przesiąknięte wsią i ubecją niż środowisko sędziowskie. Lepiej się kamuflują i skuteczniej bronią i manipulują. Ciekawym jakie zdanie w tej sprawie ma posągowy profesor Modzelewski.
Efekt dochodowy - wraz ze wzrostem dochodu skłonność do konsumpcji maleje.
Obciążenia fiskalne są relatywne. 40% z 1 000 > 40% ze 100 000. Więc nawet jeżeli kwotowo jest progresywnie, to ubożsi ponoszą większy ciężar.
Kolega się tak nie rozpędza:
"Ubodzy nie inaczej niż bogaci, z prawa natury są obywatelami, to znaczy: cząstkami prawdziwymi i żyjącymi, z których za pośrednictwem rodzin składa się całość państwa, a trzeba pamiętać i o tym, że w każdym państwie mają przewagę liczebną. Ponieważ zaś byłoby rzeczą niedorzeczną troszczyć się o jedną część obywateli, a drugą zaniedbywać, przeto władza publiczna powinna poczynić kroki potrzebne ku ochronie klasy robotniczej i jej interesów. Tego nie czyniąc narusza państwo sprawiedliwość, która nakazuje oddać każdemu, co mu się należy. Mądrze tę prawdę wypowiada św. Tomasz w tych słowach – „Jako część a całość poniekąd jedno są, tak co należy do całości, należy poniekąd do części” [7]. A zatem między obowiązkami licznymi a ciężkimi panujących, dbałych o dobro ludu, ten obowiązek jest na pierwszym miejscu, iżby każdy stan otaczali opieką równomierną, czyli przestrzegali tej sprawiedliwości, która zowie się „rozdzielającą”, tj. która oddaje każdemu to, co mu się należy i co się mu oddać powinno".
O!o!
chyba procentowo wydaje się mniej na (prze)życie
ale aston martin, którym koledzy jeżdżą po wątrobiankę musi być dbany, o oponach nie wspominam
Kolega prawdopodobnie myśli o procentach konsumpcji vs dochód, ale to nie czyni powyższego zdania ani poprawnym językowo, ani prawdziwym. Zamiast rozmawiać o konkretach, trzeba zgadywać co współdyskutant miał na myśli i dyskutować z własną odpowiedzią na cudzą zagadkę.
Powyższe traktowane literalnie jest potrójnym gwałtem (1) na królowej nauk, (2) logice i (3) semantyce. Można by to sformułować w sposób nie zadający gwałtu, ale przy ostrej dyscyplinie językowej, po drugie nie wiem czy uzyskany efekt zadowoliłoby Kolegę, jest bowiem taka możliwość że kolega wyznaje literalnie to co napisał.
C - konsumpcja
c - skłonność do konsumpcji
Yd - dochód do dyspozycji
Jeżeli c jest niemalejące, jakby chciał Kolega, to C musi rosnąć proporcjonalnie do Yd lub szybciej.
GUS, Badania budżetów gospodarstw domowych 2016
Wystarczyłaby odrobina dobrej woli, ale mogę napisać inaczej: osoba zarabiająca 1 000 zł bardziej odczuje 40% podatek od osoby zarabiającej 100 000 zł.
Uciekam na razie, bo zajmuję się rzeczami niepotrzebnymi.
Odnośnie niesprawiedliwości liniowego procentowego obciążenia przytoczę wyświechtaną, wielokrotnie tu przytaczaną i głęboko słuszną uwagę, że nie w liniowych procentach sprawa. Wystarczy kolegowe 40% od 1 000 zł i 100 000 zł zamienić na 1% albo na 99%. W pierwszym przypadku podatek będzie nieodczuwalny dla wszystkich, w drugim dolegliwy dla wszystkich. Niesprawiedliwość nie polega więc na liniowości procentowej, tym czy innym progu, tylko (1) na fakcie czy pozostałość pozwala na godziwe życie oraz (2) aspekcie etycznym w przypadku głębokości opodatkowania najlepiej zarabiających.
Wystarczy przecież wspomóc się etyką chrześcijańską i najpierw określić ile wolno zabrać najuboższym bez ich krzywdy (najlepiej nic), później to samo wobec najliczniejszej grupy średniozarabiających, a potem ewentualnie ile (więcej) trzeba zabrać najbogatszym, żeby się to spinało w spójną całość. Jeżeli się nie spina, to może nie jesteśmy najbogatszym narodem i należy mądrze dostosować - tzn. ograniczyć - funkcje państwa do realnej bazy podatkowej. Nie ma podobnego myślenia przez ostatnie 28 lat. A przecież tak byłoby uczciwie, zamiast nieustannej maksymalizacji dochodów podatkowych na zasadzie "ile by tu jeszcze z kogo, bez krzyku, wycisnąć", albo pomysłów, że osoby z górnej skali podatkowej mają obowiązek sfinansować niedobory, nieściągalne z biedniejszej reszty.
Dodam jeszcze że podatek liniowy bliski jest chrześcijańskiej zasadzie żądania od każdego wedle jego talentów. Bo chyba nie trzeba dowodzić że 40 % od 100.000 to więcej niż 40% od 1.000.
Jeśli chodzi o wydatki i dochód rozporządzalny to proste liczenie wydatków bezpośrednich nie jest prawidłowe makroekonomicznie. Niech mi kto odpowie czy jeśli wesprę moim dochodem rozporządzalnym moje dzieci w budowie domu to podatki od tej budowy się nie liczą. A jeśli pożyczę mój dochód rozporządzalny "na wieczne nieoddanie" przyjaciołom dotkniętym nieszczęściem to podatki które zapłacą za powstrzymanie tego nieszczęścia się nie liczą? A jeśli wesprę moich chrześniaków, to jak?
I w ogóle zostaje mu po opłaceniu wszystkiego więcej. Na to, wydaje się, rada jest tylko jedna. Trzeba ustalić, ile ma każdemu zostać po opłaceniu podatków z powyższej tabeli i dostosować ich wysokość, tak, aby tę kwotę osiągnąć. Rzecz jasna ta kwota musi być mniejsza równa od kwoty najmniej zarabiającego Polaka.
Aby jeszcze jakiś spryciarz nie oszukiwał na wacie, żyjąc skromniej, niż inni, trzeba ustawowo określić, ile każdy ma czego kupić. W tym papierosów i wódki, żeby i akcyza nie ucierpiała.
Niekoniecznie. Nie zaznaczyłem tego, ale tabela jest bodaj z 2007. Wtedy 30-krotność to mogło być 96 000.