Dwie tradycje ruchu narodowego
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
To jest sprawa naszego istnienia.
Dostałem zaproszenie na jedną imprezę lokalnego oddziału MW, więc jak uda mi się tam dotrzeć, to zrobię wywiad środowiskowy :-)
Oczywiście, że narodowcy mówią o JKM z obrzydzeniem. Natomiast MW i ONR są już tak ugrzecznione, że na pewno mu w mordę nie dadzą. Jedyna nadzieja w złych ludziach ze Szturmu.
Jak mozesz kochac swoje dzieci czy wnuki i nie chciec dla nich jak najlepszych mozliwosci rozwoju? A do tego potrzebne jest nam wlasne panstwo zarzadzane tak aby interesy naszej wspolnoty narodowej byly nalezycie realizowane.
Czcij ojca swego i matke swoja to takze wyraz szacunku do tych wszystkich pokolen ktore oddawaly zycie za Polske.
Tak więc naród i Polska są niezbędne i stanowią właściwe środowisko do realizacji drogi życiowej człowieka o ile temu porządkowi służą. Jeśli nie służą niech się nawrócą na właściwą drogę lub przepadną. Oczywiście wiemy doskonale że Pan Bóg dopuszcza na ludzi ciężkie doświadczenia, jak istnienie i trwanie narodów służących Złemu. To jednak nie zmienia porządku rzeczy. Tak więc patriotyzm, w tym polski ma swoje granice. Wielu tego nie rozumie - na przykład ci którzy twierdzą że "lepiej było pójść z Hitlerem". Nie chodzi przy tym o ludzką racjonalność, że to by się nie udało. Nie należało z nim pójść nawet gdyby się miało udać.
Ot, chociażby ułani, malowane dzieci, za którymi poleci niejedna panienka.
A potem cyk, do babuchy spędzającej płody.
Kto kocha swoje dzieci tylko o tyle o ile są chrześcijanami, ten nie kocha swoich dzieci.
Jest angielskie powiedzenie "right or wrong, my country", które Chesterton przejmująco strawestował "drunk or sober, my mother." Drunk or sober, my Poland.
Kto kocha swoje dzieci tylko o tyle o ile są chrześcijanami, ten nie kocha swoich dzieci.
Dzieci nie kocha się za to że są chrześcijanami tylko za to że są ludźmi - stworzonymi na obraz i podobieństwo Boga i przez niego, a tylko nam powierzonymi do opieki i wychowania. Bóg kocha wszystkich ludzi, a nie tylko chrześcijan. Dlatego chce aby byli chrześcijanami że ich kocha. Staram się do tego stosować. Sugeruję zastanowienie przed wygłaszaniem tak kontrowersyjnych, niesprawiedliwych a nawet obraźliwych opinii.
Opowieści o "zdrowaśkach",bezwolności i pasywności chrześcijan i rzekomym zakazie walki ze złem to są brednie i kompletna ignorancja. To jest totalne niezrozumienie istoty chrześcijaństwa.
Co do sprawy bolszewików to rozumiem, że wedle Kolegi Polacy ich mordowali ze szczególnym okrucieństwem. Jeśli tak to źle i należy się słuszna kara. Oby nie przeszła na kolejne pokolenia. Owo "nadstawianie drugiego policzka" to nie jest zakaz walki np z bolszewikami i karania ich. Jest to jednak zakaz zemsty.
I wiecie co? Jestem dumny z naszych żołnierzy.
Ot, chociażby ułani, malowane dzieci, za którymi poleci niejedna panienka.
A potem cyk, do babuchy spędzającej płody.
Nie ma co brnąć w nietrafione analogie historyczne. Inne czasy, inni ludzie, inny naród, inne trendy
Zwłaszcza teraz gdy refleksja religijna powraca jako element projekcji wpływów (Turcja, Rosja. nawet w krzywym zwierciadle Niemcy UE religia marksizmu) naturalne polskie oparcie na chrześcijaństwie to grunt.
Ot, chociażby ułani, malowane dzieci, za którymi poleci niejedna panienka.
A potem cyk, do babuchy spędzającej płody.
To co - lepiej żeby tych ułanów nie było?
I dotyczy to nie tylko polskich ułanów, ale również wojowników z różnych krajów i odmiennych epok.
Bo np. część prawicy dostaje spazmów, jak widzi takie obrazki (MW konrta KOD w Radomiu):
[cenzura admińska]
A przecież przed wojną to była norma. Wtedy to nawet szło na pistolety.
[Pozwoliłem sobie usunąć obrazek. Twarze niby zamazane ale jest zbyt wiele elementów pozwalających na identyfikację osób. los]
Chcemy żeby Polska była chrześcijańska? A co konkretnie robimy w tym kierunku?
A może nasze pojęcie chrześcijaństwa jest błędne, zbytnio sentymentalne, estetyczne pozbawione energii życiowej, wyrażajace sie raczej w słowach niż w czynach? A moze tlumaczymy nasza pasywną postawę ze to wlasnie takie rzekomo chrzescijanskie nie babrać się w "brudne" sprawy swiata jak pieniadze, wladza czy polityka?