energia i energetyka - co nas napędza
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
Mój kolega pyta ekologów i ekofilów o dwiecrzeczu
Czy prasujesz bieliznę?
Czy chodzisz na zakupy z własną torbą?
Dlaczego kiedyś się to opłacało i klientkom i repasatorkom?
jeszcze do tego gospodarkę planową i podejście do jakości i wykonania planu 5latkiw socjalistycznej ojczyźnie
Za chodziłem w głowę, co koncerny posiadające stacje paliw widzą w elektromobilności i rozmawiając z ich przedstawicielami zrozumiałem. Oni się bardzo cieszą, gdyż zastępują wielkogabarytowy, niebezpieczny i niskomarżowy produkt, gamą usług, bo klient będzie miał 20 min na doładowanie baterii do poziomu 80%, wysokomarżowych.
Prąd jest prostszy do dostarczenia, nie wymaga magazynowania w wyspecjalizowanych zbiornikach itp.
Oni już się przestawiają na ten model prowadzenia biznesu, nie jako jedyny ale jako kolejny istotny element.
A potem przyjdzie kolejny 2 września 1859
Z prądem zasię jest tak, że trzeba mieć podłączenie. A podłączenie musi mieć MOCZ. Nie wiadomo, czy dany elektryk znajdzie dość moczu, ażeby zaspokoić pragnienie stacjanta benzynowego, nie mówiąc już o tem, że nie jest pewne czy i kedy elektrownie nastarczą.
A, jeszcze jedna jest wada stacji benzenowych z prądem - taka mianowicie, że ałt na prąd nie ma. Dafuq, że tak spytam żartobliwie. Podpieram, podpieram. Podobnież we Francy take były inicjatywy, żeby zgniłych kapitalistów co to rzeczy łatwo psujne produkują, na gardle karać albo przynajmniej do wieży wsadzać.
Bida w tym, że im coś trwalsze, tym droższe, więc trudniej zbyć taki gadżet.
1. Pytaj Skandynawów, bo u nich to działa na szeroką skalę, więc problemy rozwiązali, a ja jedynie niekompetentnym ogniwem pośrednim jestem.
2. Nie napisałem, że to będzie obecnie jedynie ale jako druga, a nawet ważniejsza noga biznesa (20 minut klient ma do zagospodarowania).
3. Aut elektrycznych przybywa i na to będzie nacisk, bo to się wszystkim z biznesu opłaca (no może arabowie i wenezuelczycy oraz persowie, ale to mało kogo interesuje).
4. Prąd nie przetrwa powtórki z 1859 roku. i dlatego USA mają działające generatory parowe
No i oczywiście niedoinwestowanie sieci przesyłowych, bez których stacje elektryczne będą mrzonką.
Ad 4: Łajka szczeka uspakajająco:
Badania takie dostarczają dowodów, iż podobnie intensywne zdarzenia, jak odnotowane w 1859 roku, występują średnio raz na 500 lat
Co do biznesa, to mnie się rozchodzi, że to już nie pięknoduchostwo ale realny deal, czy u nas wykonalny, to już inna sprawa, ale północna część imperium karolińskiego idzie w kierunku przez wikingów wskazywanym.
Problem z sieciami przesyłowymi był dobrze znany Manitou już wiele lat temu z Polska Wielki Projekt i wtedy się nim przejął, ale po przejęciu władzy jakoś się mniej tym przejęciem przejął.
Elektrownie z małą sprawnoscia
Ciepło odpadówe do ogrzewania domów w liczbie 4-6
A reszta do sieci
Ale gdyby obejrzał Kolega, ba, odsłuchał w drodze do zakładu pracy, te dwa filmiki co wkleiłem vide supra, to z pierwszego by się dowiedział, że nie wiatraki i solary, a z drugiego - że małe elektrownie toroidalne.
Otóż trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że transformatory i linie przesyłowe na wysokich napięciach są już zabezpieczone przed anomaliami elektromagnetycznymi. W warunkach "zwyczajnych" takie anomalie są generowane przez zwyczajne burze (pioruny) i przez gwałtowne wyłączenia dużych obciążeń. Na taką okoliczność nadmiar energii jest odprowadzany do ziemi przez iskierniki i uziemienia, zagrożone transformatory są odcinane przez bezpieczniki i nic szczególnie groźnego nie powinno się stać. Skoro poszczególne elementy są przygotowane na burzę lokalną, to cała infrastruktura powinna przetrwać też burzę globalną. Gorzej z elektroniką, zwłaszcza sieciami połączonymi miedzią i z wszystkim, co ma większe lub mniejsze anteny. Tu rzeczywiście może być spore spustoszenie. Ale też nie tak, żeby padło wszystko.
Ponad 3,4 mld zł zarobiły na sprzedaży do Polski "czarnego złota" firmy z Rosji. Import węgla awansował w naszym kraju do rangi "dbania o bezpieczeństwo energetyczne".
- Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek na rynku było takie ssanie. Węgiel z Rosji sprowadzali ludzie kompletnie bez doświadczenia w branży, nawet fryzjerzy i restauratorzy - opowiada w rozmowie z portalem WysokieNapiecie.pl doświadczony importer węgla. - Widziałem nieudolnie przetłumaczone z rosyjskiego specyfikacje, w których ktoś napisał, że węgiel zawiera "części latające" zamiast "części lotnych". Importerzy liczyli na suty zarobek. Część z nich może się przeliczyć.
W 2018 r. sprowadzono do Polski prawie 20 mln ton węgla. – Rynek jest zawalony surowcem, nadwyżka sięga 5 mln ton i tego nie ma gdzie upchnąć – ocenia rozmówca WysokieNapiecie.pl.
Importerzy sprzedają więc węgiel po coraz niższej cenie, byle tylko ratować płynność. Próbują go wcisnąć komu się tylko da. Centrala Zaopatrzenia Hutnictwa, państwowa spółka, która wzięła się za handel importowanym węglem, obwieściła nawet na swojej stronie internetowej: „W związku z dużym zainteresowaniem współpracą w zakresie dostarczenia Grupie CZH surowców energetycznych ze strony podmiotów zajmujących się handlem węglem importowanym informujemy, że mając na uwadze obecną sytuację rynkową, nie poszukujemy aktualnie nowych dostawców”.
Skąd się wziął taki duży import? Wiosną węgla na rynku zaczęło brakować. – Polska Grupa Górnicza rozsyłała do klientów informacje, że obcina dostawy do najniższego dopuszczalnego umowami poziomu. Do tego doszedł spadek wydobycia w Tauronie. Zaczęła się nerwówka w elektrowniach, część z nich nie mogła chodzić z pełną mocą – opowiada nam menedżer z jednej z państwowych spółek. Jego zdaniem miało to też wpływ na nagłe wzrosty cen prądu na giełdzie.
Fakt obcięcia dostaw przez PGG do minimalnych „widełek” z umowy potwierdził też prezes Enei Mirosław Kowalik.
Ceny węgla w Polsce w większej mierze zależą od długoterminowych kontraktów
Węgiel tanieje w Europie, ale drożeje w Polsce
Przestraszone spółki zaczęły naciskać na resort energii, aby pozwolił kupować surowiec z importu, także z Rosji. Oczywiście nikt oficjalnie niczego nie zakazywał, ale zarządy spółek wiedzą, jak mogłaby się skończyć węglowa „samowolka”. Kierownictwo ministerstwa nie miało wyjścia - dało energetykom zgodę na import z wrażego wschodu.
W sumie energetyka sprowadziła i spaliła w 2018 r. 2,5 mln ton importowanego węgla, pięć razy więcej niż w 2017 r. Zgodnie z zasadą „jeśli nie mogę czegoś zwalczyć, muszę to polubić, import awansował do rangi „dbania o bezpieczeństwo energetyczne kraju”. Największą rolę odegrał niegdysiejszy eksporter polskiego węgla, czyli Węglokoks.
I
Import węgla bije kolejne rekordy. Wagony jadą głównie z Rosji
"Węglokoks stał się spółką handlową działającą na wielu marżowych rynkach i w różnych kategoriach produktowych. Jednym z celów strategicznych Spółki na najbliższe lata będzie utrzymanie zdolności do zabezpieczania potrzeb energetyki zawodowej w zakresie dostaw węgla w kontekście bezpieczeństwa energetycznego kraju poprzez interwencyjne zakupy węgla z importu. Nowa aktywność Węglokoksu dotycząca importu węgla wynika wprost z dokumentu rządowego Program dla sektora węgla kamiennego, przyjętego w styczniu 2018 roku, gdzie Węglokoks został przywołany jako interwencyjny importer węgla na potrzeby krajowej energetyki i ciepłownictwa. W 2018 roku Węglokoks sprzedał spółkom energetycznym importowany węgiel w ilości około 1,1 mln ton.”
Spółka nie pochwaliła się, że większość z tego węgla pochodziła z Rosji, chociaż skwapliwie informowała o statkach z węglem z USA, które jednak były tylko ułamkiem dostaw.