Co się dzieje z naszymi pieniędzmi?
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
Edit: Ale nie chcę tego ciągnąć. Stawki podatkowe to naprawdę w tym wątku sprawa drugorzędna. Bardziej bym się skupił na tym:
Obecnie kwota wolna wynosi 3.092 zł i jest absurdalnie niska. Za takie pieniądze nie da się przeżyć w Polsce. To niecałe 260 złotych na miesiąc. Intuicyjnie nie powinno to być mniej niż 500 złotych i to na każda osobę w rodzinie. Może kolejne osoby nieco mniej. Takie ustawienie tej kwoty oznaczałoby jednak o 550 złotych podatku mniej rocznie na osobę. Niechby to dotyczyło 30 milionów to daje 16,5 miliarda. O tyle należałoby podnieść podatki od kwot powyżej wolnej. To jednak miałoby większy sens niz dalsze komplikowanie systemu.
Liczba miejsc w danym okręgu plus dwa
https://canadiandimension.com/articles/view/for-whom-the-wall-fell-a-balance-sheet-of-the-transition-to-capitalism
Wg wykresu powyżej dla 80% Polaków skumulowany wzrost wyniósł poniżej 50% PKB. Oznacza to, że dla nich wzrost wynosił poniżej 1,7%.
Na 10 proc. najlepiej zarabiających Polaków przypada 40 proc. dochodu narodowego. W żadnym innym kraju Europy ten wskaźnik nierówności dochodowych nie jest wyższy.
Takie wyliczenia przedstawili w nowym artykule Thomas Blanchet, Lucas Chancel i Amory Gethin, badacze z Laboratorium Nierówności na Świecie (World Inequality Lab), ośrodka naukowego utworzonego m.in. przez Thomasa Piketty’ego. Na tę publikację zwrócił uwagę na Twitterze dr hab. Michał Brzeziński z Uniwersytetu Warszawskiego.
------
Odnośnik na jedynce rzepy jeszcze z dopiskiem "szokujący raport". Chyba dla kogoś, kto nigdy nie był w Polsce...
https://www.gov.pl/web/finanse/wybrane-aspekty-systemu-podatkowo-skladkowego-na-podstawie-danych-pit-i-zus-2016
Wklejam wybrane grafiki.
Na 2/3 najuboższych Polaków przypada ok. 1/3 PKB:
Próg dochodowy 10 grupy decylowej (10% najbogatszych) to ok. 71 000 brutto, co oznacza, że tylko w tej grupie są osoby, które wchodzą w drugi próg podatkowy. Nic dziwnego, że to właśnie oni korzystają z dobrodziejstw 19% podatku liniowego (podatek liniowy = PIT-36L):
Zwłaszcza zaś najbogatszy 1%. Utwierdza mnie to w przekonaniu, że podatek liniowy należy w Polsce po prostu zlikwidować:
Tyle na początek. Może jeszcze coś zamieszczę później.
Zdolność zauważania faktów poza tymi najprostszymi ma góra 1% populacji, reszta potrafi tylko iść za tym, który najgłośniej krzyczy. W sumie się zgadza - naczelne to zwierzęta stadne.
Ryczałtowy ZUS przedsiębiorców:
To jest podatek dla przedsiębiorców, ze wszystkimi uwikłaniami jakie ów status niesie. Przykładanie doń, szablonu dochodów pracownika etatowego lub samozatrudnionego, niczego nie wyjaśnia i nie tłumaczy, a Kolegowe wnioski są błędne, co stwierdzam z przykrością.
1.
W czasach sprzed 2004 niewiele firm wpadało w próg 40%, bo taniej było szukać fikcyjnych kosztów u ryczałtowców. Wprowadzenie liniowego było najefektywniejszą metodą walki z powyższym, dużo tańszą i skuteczniejszą niż masowe ściganie przez skarbówkę. Per saldo państwo zyskało na wpływach (lepiej dostać liniowy niż ryczałtowy z usług) i ograniczyło koszty nieskutecznego ścigania. Millerowi wpływy z PIT znacząco wzrosły, bo taki był cel zmiany. Szkoda że to już odeszło w niepamięć.
2.
Przepisy podatkowe definiują cały katalog zdarzeń, kiedy poniesiony koszt - zakup, nie jest nim w rozumieniu fiskalnym, jest tylko w części lub do pewnego progu. Trzeba zapłacić podatek, mimo że się poniosło wydatek. Z progiem danina będzie większa. To samo z zakupami, które trzeba amortyzować i nie myślę tu o samochodzie dla szefa tylko dowolnej maszynie - robocie spawalniczym, walcarce itp.
3.
Wystarczy jedna większa faktura sprzedaży i złe rozłożenie faktur kosztowych w danym miesiącu, żeby wpaść w wyższy prób podatkowy. Nawet jeśli w następnym miesiącu jest więcej kosztów i przedsiębiorca wraca do pierwszego progu, to zwrot nadpłaconej kwoty następuje za rok w okolicy maja. Taki nieoprocentowany kredyt dla państwa. W przypadku faktury na kilkaset tysięcy robią się całkiem nietrywialne kwoty.
Nie chce mi się dalej ciągnąć tej litanii.
Kiedyś było mnóstwo średnich firm, funkcjonujących w oparciu o DG, nawet po przekroczeniu limitu od którego zaczyna się pełna rachunkowość. Po kilku okresach dekoniunktury liczba takowych zmalała, ale nadal jest ich sporo. Drugi próg dla przedsiębiorcy zatrudniającego nawet kilka osób, z racji minimalnych obrotów wymaganych żeby przeżyć to jest naprawdę śmieszna kwota. Jak się to ma do konkurencyjności z firmami na CIT, gdzie próg 32% nie istnieje, jest tylko ~połowa?
Wiek ----- Liczebność
< 50 ----- 756 232
50-55 ----- 289 666
55-60 ----- 702 061
60-65 ----- 1 793 310
65-70 ----- 2 099 088
70-75 ----- 1 255 548
75-80 ----- 1 080 444
80-85 ----- 834 325
> 85 ----- 686 925
Nie mam siły teraz tego jakoś dokładniej analizować, ale...
Dane dotyczą roku 2016. Limit ryczałtu wynosił wtedy 150 tys. euro ~ 600-700 tys. zł. (przychodu). Średni przychód przedsiębiorców rozliczających się liniowo - 1 953 739, choć mediana - 421 033. Czyli pewnie 30-40% i tak by się nie łapała na ryczałt.
Wystarczy "tylko" dwukrotny wzrost dochodów grup biedniejszych, aby spłaszczyć wykres.
Skoro nieruchomości podrożały o 100% w latach 2003-2008, to i z tym dalibyśmy sobie radę
Ale nie, lepiej pozwalać firmom-krzakom na ściąganie setek tysięcy Kirgizów, Tadżyków, Uzbeków, Pakistańców, Hindusów, Nepalczyków i Bengali. Niech jeżdżą na Uberze, mieszkają w gettach i uszczęśliwiają madame Moszbauer.
Na dobrze zarabiających samozatrudnionych (IT, kadra kierownicza) jest już szykowany kij, p.t. test przedsiębiorcy.
Przy istniejących stawkach CIT, likwidacja liniowego oznacza nierówne traktowanie podmiotów gospodarczych zależne od ich formy organizacyjnej.