Dlaczego nie będzie kontrmanifestacji poparcia dla Jarka pod jego domem 13.XII?
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
Cały czas krążymy nie tam gdzie jest odpowiedź. To nie jest strach to nie jest brak energii. Prawa strona nie utożsamia się z niczym. Są sobie partie, są w niej ludzie, jest też i elektorat. Jaki jest wspólny mianownik, co łączy partie, polityków i elektorat ? Nic. No, może strach przed PO i innymi złodziejami. Taka motywacja wystarczy na wrzucenie kartki wyborczej do urny.
Prawo i Sprawiedliwość nie jest moją partią.
Jarosław Kaczyński nie jest moim przywódcą.
Księża nie są moimi księżmi.
Firma w której pracuje nie jest moja, nie utożsamiam się
Itd.
Co jest moje ? Chata, stara, dziciuki, pięć świń, dwadzieścia kur i jeszcze był kuń, ale padł. Nic poza tym.
Niech na całym świecie wojna byle moja wieś spokojna.
A tymczasem ta "stara" to coraz częściej nie wiadomo, czy nie co najmniej sympatyzuje z czarnymi szmatami naznaczonymi błyskawicą rodem z nazistowskiego Sturmabteilung, dzieci też coraz silniej (wiem po swoich) są w szkole atakowane trockistowską propagandą neomarksistowską w ramach reimportu z Zachodu.
"Bo kto ma, temu będzie dane; a kto nie ma, temu zabiorą i to, co mu się wydaje, że ma"
Nadzieję dają pojawiające się katolickie wspólnoty męskie, może to jest jakś rada na społeczna atomizację?
Pasywność naszej strony jest związana głównie z poczuciem braku zagrożenia. Zagrożony jest PiS, Kaczyński, no ci na świeczniku. My nie. Co jest oczywiście bardzo krótkowzroczne. To raz, a dwa to jest kompleks o którym pisałem wielokrotnie. Niewolniczo-wiejski kompleks władzy, wobec której trzeba zawsze być na nie. Nawet jeżeli jest nasza to i tak nie jest nasza.
Ale problem jest szerszy. To znaczy w konkretnej sytuacji to może być przypadek albo przykład kumoterstwa, ale na większą skalę wynika z tego, że w wielu środowiskach PiS nadal jest "trędowaty" i osoby z dorobkiem, nawet przychylne, nie chcą współpracować z "pisowskim" ministrem itp. W efekcie powstaje pustka, chętnie zapełniana przez najróżniejsze postaci funkcjonujące na prawach zwariowanego wujka, którego lepiej nie denerwować. Myślałam, że da się to przeczekać i że w drugiej kadencji będzie inaczej -- może tak, ale na razie czarno to widzę.
U nas problemem był brak doświadczenia w zarządzaniu, połączony z najprawdopodobniej zaburzeniami emocjonalnymi. Stały model postępowania wyglądał tak, że dyrektor wydawał jakiemuś działowi polecenie X, a następnie on sam oraz ludzie z jego najbliższego otoczenia wprowadzali milion przeszkód sabotujących wykonanie X. To był efekt niedoświadczenia (przybierającego rozmiary kompletnego oderwania od rzeczywistości) i jednocześnie krańcowej nieufności.