list nt trzeźwości w sierpniu 2022
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
W niedzielę próbujemy dojść do siebie. W niedzielę jest kac. Na przetrzymanie, walaniem się do 16. ale też do zwalczenia, sauną, spacerami, jakimś ruchem. Nie da się wygrać, więc poniedziałek jest też ciężki, przymulony, ale z wahaniami nastroju. We wtorek jest już trochę lepiej, zaczyna wracać humor i stabilność. Środa i czwartek to udowadnianie sobie, że już dobrze, efektywność, koncentracja jako takie.
W piątek mogę wszystko ! To był dobry tydzień, dużo zrobiłem, odbębniłem swoje, należy mi się nagroda !
Miliony ludzi w Polsce tak żyją.
Oj są, są. Z moich doświadczeń anegdotycznych najczęstsi są "zatroskani psychologowie". "Masz jakieś problemy, że musisz pić? Zagłuszasz coś w sobie?" itp. A raz trafił mi się "spoufalacz". "No przyznaj się, kiedy ostatni raz film ci się zerwał".
Prawdę powiedziawszy, ja poza sobą nie znam nikogo (w "realu" oczywiście, nie w internecie), kto byłby abstynentem (to znaczy osobiście, bo ktoś ze znajomych kiedyś zetknął się z kimś z Krucjaty, ale ja tej osoby nie znam), nie mówiąc już o wykazywaniu jakichś negatywnych cech.
Byle do piątku.
Jakby inne dni były bez wartości
Coś się w człeku ściska, głęboki sprzeciw się budzi na widok kogoś upodlonego a często i fizycznie zniszczonego własnym pijaństwem.
Z kolei częste spożywanie nawet drobnych ilości prowadzi do uzależnienia chemicznego. Chodzi o substancję zawartą w napojach z zawartością anko, czyli również w piwie i winie.
Można być ankoholikiem a nawet pijakiem spożywając wyłącznie piwo i wino. Goś, co mi drzi montował, AA, opowiadał mi, że wypijał 20 butelek/puszek piwa dziennie, zaczynał dzień od kilku.
W Łodzi pod patronatem ówczesnego metropolity - abp. Marka J. - wydana zostałą książka pt. Czwarte przykazanie. W jednym z rozdziałów tego świetnego dzieła przytaczano statystyki ankoholizmu u seniorów i procenty (nomen omen) były zatrważające. Znajduje to potwierdzenie w obserwacjach KM a i w rodzinie mieliśmy/mamy kilka takich przypadków.
Maria "Ciocia Maria" Sawicka, prawnik pro bono przez całe życie, twórczyni telefonu zaufania dla kobiet w ciąży, znała życie od podszewki i również uważała anko za najgroźniejszą przyczynę problemów społecznych.
Ale jak sobie z tym systemowo poradzić?
Podobnież mózg po zatruciu etanolem wraca do równowagi i sprawności po 3 tygodniach dopiero.
Powiedzmy to sobie wprost - piwo to prusak, wódka to rusek, sarmata pije tylko wino. Albo miód.
Wiecie może, kto jest jego autorem, co ono znaczy i jak się ma do tego wątku?
Alkohol nie jest zły, alkohol jest dobry. Czy Kolega myśli, że ja się nie lubię napić? Lubię, jeszcze jak! Moje najlepsze wspomnienie z gór latem to kufel zimnego piwa po zejściu
Sam w życiu wypiłem 1 lampkę szampana - na 18 urodziny. I tyle. Mimo ze sporą rezerwą odnoszę się do różnego typu "apostołów trzeźwości" czy antyalkoholowych doktrynerów. Z kilku powodów (kolejność niehierarchiczna):
- w bardzo wielu znanych mi przypadkach i tak alkohol był dla nich rodzajem obsesji. I tak jak pijusy przez cały poniedziałek potrafiły opowiadać o tym jak to w weekend zachlali, tak "trzeźwościowcy" masowali się opowieściami jak to świetnie się bawili bez alkoholu. Przy czym zwrot "I nikt nie wypił ani kropli alkoholu" pojawiał się w co drugim zdaniu
- wręcz nabożny strach przed alkoholem i "zrównywactwo". Alkohol to zło absolutne, a wiec facet, który raz na parę tygodni wysączy sobie przy grillu półlitrowego lagera to w zasadzie też alkoholik tylko o tym jeszcze nie wie. To przy okazji wiąże się z "oszczednym gospodarowaniem prawdą" - przykład tego był w niedzielnym liście, gdy podano, że wg badan naukowych każda, nawet najmniejsza dawka alkoholu jest szkodliwa. Tyle, że nie ma takich badań. Najbliższe im są badania nad FAZ, ale te o małych dawkach zrobione są w sposób gwałcący metodologię epidemiologiczną.
- zafiksowanie na jednym problemie z niedostrzeganiem innych i znów nie liczenie się z faktami. To w niedzielnym licie było widać doskonale - słuchając go można było odnieść wrażenie, że problem nadużywania alkoholu jest coraz powszechniejszy. Przyznam szczerze, że nie jestem pawian. Może dlatego, że dobrze pamiętam lata 70-te i 80-te gdzie widok pijaków na ulicy, w pracy czy nawet zalanych nauczycieli w szkole nie był rzeczą niezwykłą. Oczywiście możliwe, że teraz pije się bardziej kameralnie ale więcej. Tyle, że znowu warto zadać pytanie czy kufel piwa co drugi dzień jest bardziej czy mniej szkodliwy niż ta sama ilość alkoholu przyswojona jednorazowo raz na 2 tygodnie. Nie twierdzę, bynajmniej, że nadużywanie alkoholu nie jest problemem, ale czy aby nie poświęca mu się zbyt dużej uwagi w stosunku do np. uzależnienie od mediów społecznościowych czy ponoć powszechnego korzystania z pornografii?
Robili experymenty na maupiszonach i one też tak. 90% wysączyło po kielonku i wróciło do domu, a reszta łoiła aż do zerwania filmozy.