Zostałem socjalistą, zachęcam!
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
Ale tu też wchodzimy np. w ciekawą kwestię, przytłumioną oczywiście przez pandemię, usług typu air bnb itp. Jeśli ustawodawstwo (i praktyka) chroniące lokatora są zbyt rozbudowane, że właściciel to w sumie nic nie może, to pokusa udostępnienia mieszkania pod takie usługi jest o wiele większa. Ryzyko, że turysta nocujący przez kilka dni zasiedli je na stałe jest znikoma w porównaniu z ryzykiem namolnego lokatora stałego. To z kolei powoduje, że w atrakcyjnych turystycznie miastach podaż mieszkań pod stały wynajem spada, a w dalszej konsekwencje - rośnie ich cena, rosną koszty życia i uderza to w ... najbiedniejszych.
Trzeba zachować jakąś równowagę, ona jest w polskich warunkach już chyba daleko przesunięta na stronę lokatorów. Ale to i tak dzięki polityce państwa, a nie burdom Ikonowicza.
Może to niesprawiedliwość, bo ja naprawdę nie śledzę szczegółowo poczynań pana I., ale te różne awantury to głównie pamiętam ze spraw typu "państwo X wynajęli komuś mieszkanie po ciotce i ośmielali się czepiać bo ten nie płacił przez osiem miesięcy". Z potoku okrzyków wydawanych (niewyraźnie, przez braki w uzębieniu) przez pana I. wynikało że to godne potępienia, bo powinni siedzieć cicho i płacić za rozwydrzonych (tak, bo wcale nie biedniusich i poszkodowanych przez los) cwaniaków choćby za to, że sam fakt wynajmu mieszkania przyszedł im do głowy. A przecież "mieszkanie prawem, nie towarem!".
Pamiętam taką sprawę gdy lokatorzy-hieny byli cudzoziemcami to właścicielom jeszcze przyczepiano gębę nacjonalistów i innych takich.
Może to nie cała prawda, może gość walczył jak święty Jerzy ze smokiem z mafiami reprywatyzacyjnymi, jeśli tak, to czapki z głów, ale jakoś mi ta jego filozofia że każdy kto ma cokolwiek - tu: mieszkanie, lokal... i chciałby na nim zarobić - jest podejrzany i w ogóle NIGDY nie ma racji - wybitnie nie odpowiada.
Moich rodziców dopadli czyściciele kamienic nie tak dawno temu. Już wtedy był wielki problem z mieszkaniami.
Kwestia jest inna - rozdrobnienie rynku najmu. Pojedynczy właściciele wynajmują pojedynczym wynajmującym. Jak ten drugi przestaje płacić, to ten pierwszy ma gigantyczny problem i nawet łatwo go zrozumieć, że nie chce rodziny z dzieckiem. Ale w skali globalnej to argumentem za srednimi i dużymi graczami. Moi rodzice np. trafili ostatecznie do kamienicznika (znaczy właściciela całej kamienicy), gdzie po pierwsze bierze od nich duuużo mniejsze pieniądze, a po drugie, nawet parę miesięcy zwłoki jakiegoś lokatora nie robi mu pewnie za dużej różnicy.
To tak jak z wielkością firm. Wszyscy gardłują, że małe firmy to esencja polskiej gospodarki. Ale nieważne jakie byłyby ulgi ze strony państwa, to młoda dziewczyna, która zajdzie w ciążę jest większym problemem dla firmy 10-osobowej, niż 1000-osobowej.
Trochę natomiast mnie zdezorientowały słowa o nie robieniu różnicy w "paru miesiącach zwłoki z zapłatą czynszu". Rodzice to wypróbowali osobiście? W sensie - nie płacili np. przez pięć, sześć miesięcy? I właściciel ot tak, przeszedł nad tym do porządku?
Działanie takie i tak jest najczęściej kompletnie nielegalne, a w sumie co skłania do niego? Ano to, że legalnymi sposobami nie są w stanie uzyskać faktycznej eksmisji takiego lokatora, nawet jeśli nie płaci. Więc jakaś ich część ucieknie się do metod nielegalnych. A ta bardziej uczciwa przeniesie swoje oferty do innej, bezproblemowej grupy podmiotów (turystów). To z kolei na rynku mieszkań na stały wynajem obniża podaż, co bez zmniejszenia popytu prowadzi do wzrostu cen.
Czyli kamienicznik zły.
Ale jednym z lokatorów jest koleś, który od lat nie płaci. I jego też się wykurzyć nie udaje.
Czyli lokator zły.
Nie ma więc zasady, że zawsze kamienicznik zły a lokator dobry.
cbdo
Rodzice płacą tyle samo, co jeden z braci, który się wyprowadził niedawno od nich za połowę mniejsze mieszkanie. Ale jak pisałem - oni płacą kamieniczników, brat właścicielowi jednego, czy dwóch mieszkań.
Te parę miesięcy zwłoki nierobiące różnicy, to moja spekulacja, bo oczywiście nikt tego nie sprawdzał. Ale przecież to chyba jasne? Masz jedno mieszkanie na wynajem, to gdy najemca przestaje płacić, masz spadek przychodów o 100%, a koszty stałe cały czas są. Masz całą kamienicę, powiedzmy 30 mieszkań, to jak jeden kolator nie płaci, tracisz 3% przychodów.
@rozum
Niechciani lokatorzy, ładny eufemizm...
Rodzice płacili i to nie mało, ale przez różne dziwne machinacje miejska kamienica (znaczy mieszkanie komunalne) stała się prywatną i dostali propozycję nie odrzucenia. Przecinanie kabli, zastraszanie. Gdyby to działo się w Warszawie pewnie zakumplowalbym się z Jankiem Śpiewakiem.
To jest biznes. On na tym zarabia i na pewno nie będzie się bawił w myślenie "oj tam oj tam, większość płaci więc w sumie nie szkodzi że ktoś nie uiszcza, w ogólnym rozrachunku". To tak nie działa. Identyczna lokalizacja? Dostęp do infrastruktury? Podobne otoczenie, w sensie: podobna zabudowa, udogodnienia, braki itd.?
A tak w ogóle ja naprawdę rozumiem jak to było z tzw. czyścicielami - moich znajomych też to dotknęło, i za ich przyczyną chyba nie było wierniejszego słuchacza transmisji z komisji d/s dzikiej reprywatyzacji...
Ale Mr Ikonę - że tak powrócę do głównego wątku - pamiętam też z akcji p.t. "skopiemy właściciela mieszkania bo z założenia to drań" w sytuacjach bardzo wyraźnych, gdy lokatorzy przestawali płacić umówioną (umówioną! nie zawyżoną, nie nagle zmienioną!) kwotę oraz rachunki i intensywnie pokazywali właścicielowi faka bo po prostu - mogli.
A propos, gdzieś była taka historyjka o panu I. jak to przyjął pod swój dach jakąś nieszczęsną rodzinę co się tułała, no wręcz ewangeliczne to było - tylko ciąg dalszy, pamiętam, był taki trochę uwierający, bo zdaje się rodzina ta się rozsiadła u niego na bardzo długi czas i ani myślała o zmianie stylu życia...
Moim zdaniem jak zawsze kluczowy jest fakt, żeby pomagać z głową, po prostu, co nie bardzo się udaje ludziom z zacięciem skrajnie aktywistycznym. Zawsze w pewnym momencie przeholowują.
No więc to był mój przełom antykorwinoski. Jak mie dzisiej ktoś mówi, że był na wsi i tamtejsi chłopi wogle startapów nie zakładają i nie przejawiają inicjatywy, to mie otrzącha jak po surstromlingu.
Dyplomatami w krajach łacińskich (Meksyk, Hiszpania)
Do ewentualnego spożycia ale z drobną modyfikacją - ze szklanką wódki i z kieliszkiem mleka w tej kolejności: najpierw mleko, potem wódka.
A jeszcze lepiej oba te napoje zamiast głównego bohatera
Jakiś czas temu widziałem w necie mapę Europy z naniesionymi na poszczególne kraje najobrzydliwszymi rzeczami do jedzenia. Utrudnieniem w jej przeglądaniu było to, że nazwy były po angielsku. Sporządził ją chyba ktoś spoza naszego regionu, bo kaszanka występowała jako reprezentantka bodajże Estonii, natomiast Polskę reprezentowała czernina, która jest mało znana. Szwecję reprezentował oczywiście surstroming. Ciekawa rzecz była z Włochami, bo zostały podzielone - Włochy jako całość reprezentował jakiś kotlet z koniny (czyli w sumie nic specjalnego), za to Sardynia była oddzielnie reprezentowana, bo było tam coś specjalnego: ser z robakami (!) i to żywymi (!!). Na drugim miejscu ( w moim prywatnym subiektywnym rankingu tego, co było na tej mapie) były hiszpańskie bycze jądra. Zwrócił moją uwagę też reprezentant Norwegii - t. zw. lutefisk, czyli dorsz maczany w... wodorotlenku sodu! Na Islandii jest coś ze sfermentowanego mięsa rekina. Reszta Europy to już był w sumie luzik, bo większość krajów reprezentowały rzeczy z krwią (n. o. Finlandię jakiś "krwawy naleśnik").
Ten łysy Andrew Zimmern który podróżuje i zjada różne lokalne przysmaki dla telewizji w jednym odcinku gdzieś w Azji jadł coś co było bardziej intensywne niż surstroming, to było jakieś mięso kaczki czy gęsi kiszone w smalcu.
A ze Szkocji pewnie haggis?
Nigdym nie pożywał. Ale od czytania opisu zalałem w redakcji serwetę ślinką.
To jest salceson po prostu.
Nłale, nikt o salcesonie nie opowiadał tak przekonująco...

Z opisu przypomina wątrobiankę.
Naszych flaków nie wyszczególnili :-(
Uwielbiam flaczki.
Na niektórych filmach mielą te podroby a na niektórych wrzucają całe.
Ja bym w grubych kawałach.
Wogle, lubię grube kawały, ale to już wiecie od dawna.
Koresponduje to z wypowiedzią losa o imigrantach we Francji. https://excathedra.pl/discussion/comment/473494/#Comment_473494
Tymczasem PiS robi se mabenę lewacką. Aż miło posłuchać:
Prze-py-szny!!! Zakochałem się w smaku.
To nie jest salceson. Salceson jest w galarecie.
To bliższe wg mnie do kaszanki, tylko bez krwi, a zamiast kaszy są płatki owsiane. I oryginalne są w skórce żołądka, lub zwykle w jelicie grubym, czyli w kształcie pogniecionej piłki rugby.
Pomiędzy
kaszanka → haggis ← salceson
O! To jagnięce (owieczka) podroby: wątroba, serce, płuco oraz skrawki mięsa i łój (smalec jagnięcy) plus owies i przyprawy.
BTW lutefisk jest bardzo smaczny i ług sodowy nie wyżera jakoś specjalnie bebechów. Z kolei ten specyjał z Sardynii jest chyba formalnie zabroniony nawet na Sardynii i należy go spożywać w okularach ochronnych, gdyżalbowiem owe larwy (o ile pamiętam, jakiejś lokalnej muchy) lubią skakać prosto do oka konesera sardyńskiej kuchni.