#228 A Co Jeśli Boga Nie Ma? Jak Wygląda Psychomanipulacja w Kościele? - ks. prof.Andrzej Kobyliński
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
No nie, czytasz, że tak o niej piszą w Łajce. To nie to samo.
Więc tak - ja uważam, że im bliżej Boga, tym lepiej. A im dalej - tym gorzej. Najlepiej być naprawdę blisko, w kapłaństwie, w zakonie - ale do tego nie każdy ma powołanie i siły. Jednak zwłaszcza w dawnych wiekach pokazywano to jako optymalne. Blisko - czyli aktywne życie sakramentalne. Mniej blisko - takie sobie życie sakramentalne (jakieś minimum, spowiedź raz w roku, Msza z przyzwyczajenia). Daleko - brak życia sakramentalnego, ale z formalną przynależnością. Normalne uczęszczanie na katolickie chrzty, pogrzeby, śluby, obchodzenie świąt itd.
Ale apostazja to już najdalej, że bardziej się nie da.
M. zd. moje "daleko" to i tak bliżej niż "najdalej", dla każdego, świeckiego czy księdza.
Natomiast jeśli faktycznie ksiądz utracił Wiarę (a nie zechciał zostać wojującym bezbożnikiem) to powinien poprosić o zwolnienie ze stanu kapłańskiego i zająć się czymś niezwiązanym z religią. Apostazja, zwłaszcza medialna, służy tylko wrogom Kościoła i Boga, trudno tego nie widzieć.
To wszystko powyżej, co napisałem nie ma w sumie sensu. Ma sens tylko pod jednym warunkiem, tj. jeśli wierzymy, że Łaska faktycznie działa przez Kościół, przez sakramenty. Z tego, co piszesz to nie wiem, czy ten ksiądz serio w to wierzy, czy dla niego Kościół to tylko taka instytucja do sprawnego zarządzania. Aż tak nie jestem tego ciekaw, żeby oglądać, zwłaszcza że i tak bym się pewnie wprost nie dowiedział.
Delsol to tradsiara jak Villarruel. Liberalizm to maska na odczyty.
Połowa się skończyła. Stay tuned.
Jeśli nie znajdziesz powyżej nic na ten temat, to znaczy, że w pierwszej połowie tego nie było.
Czytam, że w łajce piszą, że sama siebie tak określa.
Też nie zamierzam, chyba że naprawdę już nie będę miał co czytać.
Ale posłuchać polecam, Richard Strauss w najlepszym wydaniu

Wracając do Nietzschego, już była o tym kiedyś mowa, z niezrozumiałych dla mnie względów całkiem niegłupi apologeci jak dyskutują "przeciwko ateizmowi" to wybierają Nietzschego, a o Marksie z wyższością stwierdzają, że nie będą dyskutować z "ideologią, a nie filozofią", tak uczynił np. Gilson. Ks. Halik też się rozpisuje nie wiadomo po co o nim, to był człowiek z neurologicznymi zmianami w mózgu a bierze się go za jakiegoś mędrca. Ale ks. Halik rzucił jedną ciekawą myśl, że Nietzsche miał na myśli to, że Bóg umarł w umysłach Europejczyków. No i ok, jako socjologiczna diagnoza to mogło mieć sens, ale książka chyba nie była o tym.
Uj, jak mnie ruszyło, jak ten młody, zamiast normalnie: "Księże Dobrodzieju, Psoferorze umniowany", z prostem "pan" wyskoczył. Usz, aże mie z ust korali spłynęło to i owo, dobrze że akurat pacholąt nie było w okolicy.
Warto by jednak usłyszeć to od samej pani Delsol. Chyba nie jest specjalnie kłopotliwe.
Też mię to zafrappowao. Gdyż co innego pedzieć, że religijność w Tenkraju upada albo że młodzi nie zaszczycają wizytą swoją Pana. A co innego plumkać o demontażu. No bo, żeby był demontaż, to musi być ekipa rozbiórkowa, która w sposób zaplanowany i celowy dany demontage prowadzi, nieprawdaż, panie kochanku.
Kedy mówi się "demontaż" trzeba powiedzieć "masoni" albo przynajmniej "szataniści".
No jak to, przecie nawet był ten pan na naszem forumku, gdzieśmy go rzetelnie zbodiczkowali a skopali. Tagwięc nie jest tak, że nie byo debaty. Owsem, bya, i samem w niej paszczą kłapał, tak?
A jeszcze co do "wyprowadzenia katechezy ze szkół". A gdzie? No właśnie.
Otóż katecheza w kościołach / salkach już się przecież odbywa. Są spotkania przed pierwszą Komunią św., przed bierzmowaniem, są nauki przedślubne. Dla zainteresowanych są oazy, są marianki, są duszpasterstwa. No i są standardowe kazania. Więc "powrót do salek" sprowadzi się do faktycznej redukcji katechezy.
Ale tak naprawdę w tej sprawie nie chodzi o same lekcje, a o coś innego. Otóż katecheza w budynku szkolnym oznacza, że przestaje on być zupełnie świecki, że w murach szkół jest modlitwa, bardzo często wisi krzyż, przechadza się ksiądz. Tymczasem dla wielu środowisk religia ma nie występować w sferze publicznej. Dziwię się, że katolicy tak się cieszą na myśl o tym.
Ja to inny mam problemat z tymi apostejtami. A to taki mianowicie, że stosunkowo mao jest w tym procesie aktywnej roli bispuka miejsca.
Apostazja znaczenie zasadnicze ma w Rajchu, bo tam dopóki nie zapostazujesz się, to becalujesz niezerowy podatek na klechów. Musisz tegdy udać się do naczalnika urzędu skarbowego i tamże oświadczyć, że Jezus nie jest ani Panem ani Bogiem, za co dostajesz co miesiąc premię.
Natomiast w Tenkraju jest inny problemat, którego pan ksiądz nie odważył się wprost na stół położyć, tylko szyfrem muwił, że mianowicie u nasz naczalnik urzędu skarbowego do proboszcza przychodzi i jemu przywala domiar w zależności od liczby wiernych. Dopiero wtedy parochus wyciąga segregator "Anastazje" i pry: Ha ha, odwal się głombie, u mnie już połowa się zapostazjowała, więc cały hajs dla mnie, ha ha ha!
Ale jak już nadmieniałem, gdyby biskup miejsca miał taką fantazję, to by muk wezwać dosie danego Sierakowera i w tenże śpiew: "Te, Sławuś, weźno się przeżegnaj i wyznaj paszczowo, że Jezus jest Panem, tak?" A jeśli dany SS by marudził, to by mu biskup rzucił: "Masz fefnaście sekund, inaczej cię wyłączę ze społeczności wiernych!!!" Ale tego żaden z miejscowych hierarchów nie robi, nie wiem czemu.
Chyba nie o tym, skoro pan ksiądz profesor twierdził, że to był "najmocniejszy tekst NEGUJĄCY ISTNIENIE boga".
Nu, co robić. To że komuś mózg się rozkleił, nie oznacza że nie mógł wcześniej czegoś tam mądrego powiedzieć. Ja tam znawcą Nietzschego nie jestem, ale mądrzejsi ode mnie, jak właśnie ks. Halik, czy dr Pieterson, bałdzo się o nim pozytywnie wymądrzają, więc kto wie, mogą mieć rację.
Zwłaszcza doktór Pieterson nałcza, analogicznie jak to Kolega cytuje z Halika, że "Bóg umarł!!!" to nie był radosny okrzyk nastolatka po koncercie zespołu "Sodom", tylko taka trochę rozpaczliwa obserwacja, podivejte cały akapit:
Mam niejasne przeczucie, że księdzu profesorowi ten demontaż się podoba i generalnie odpowiada mu życie w czasach upadku.
Ciekawie o tem poruszał Unamuno, polecam:
Stworzył postać padre Manuela, niejako odwrotność proboszcza z Ars. Ostry intelektualnie jak żyleta, wspaniały mówca, ale totalny ateista -- natomiast z przekonaniem, że to jego prywatny problem, natomiast ma obowiązek wytężać się, żeby parafianie owszem wierzyli.
No ale ksiądz mówi, że jest katecheza i jest religia, religia powinna być w szkole, to kto będzie tego uczył - pozostanie po staremu, już widzę jak się nauczyciele dokształcają żeby prowadzić przedmiot "religia".
Wychodzi na to że to jeden z wielu mądrali.
Którego nikt nie słucha.