Już dawno na to zwróciłam uwagę. Kiedyś do liceum szli najzdolniejsi i ci, którym chciało się uczyć. I wcale nie było to złe, że były egzaminy do szkoły średniej, bo na tym poziomie był już pierwszy przesiew. Ale jest chyba jeszcze inny problem, że jest coraz mniej dzieci. Dlatego szkoły średnie przyjmują każdego, kto chce tam przyjść.
@Cyrylica powiedział(a):
Już dawno na to zwróciłam uwagę. Kiedyś do liceum szli najzdolniejsi i ci, którym chciało się uczyć. I wcale nie było to złe, że były egzaminy do szkoły średniej, bo na tym poziomie był już pierwszy przesiew. Ale jest chyba jeszcze inny problem, że jest coraz mniej dzieci. Dlatego szkoły średnie przyjmują każdego, kto chce tam przyjść.
No właśnie, trzeba wrócić do mechanizmu wywalania ze szkół uczniów zbyt słabych.
W Polsce nauka obowiązuje do ukończenia 18 lat.
Technika nie zostały zlikwidowane, jest ich po prostu mniej.
Zawodówka, moim zdaniem, to w obecnych czasach przeżytek.
Problem, który opisał cytowany przez Przemka pan X, w takim samym stopniu dotyczy nauczania w podstawówkach.
Wybór rodzaju (i generalnie chęć) dalszego kształcenia przeniósł się wyżej - przy decyzji dot. studiowania (bądź nie) na uczelni wyższej. I jeszcze dalej - po licencjacie.
Nie napiszę jakiej szkoły bym chciała, bo to już nie mój (na szczęście!!!) problem. W obecnej szkole z całą pewnością bym się nie odnalazła.
@Maria powiedział(a):
W Polsce nauka obowiązuje do ukończenia 18 lat.
Technika nie zostały zlikwidowane, jest ich po prostu mniej.
Zawodówka, moim zdaniem, to w obecnych czasach przeżytek.
Kładzenie płytek albo murowanie ścian z cegieł nie wymaga technikum, niby można na jutubie się tego nauczyć, zgoda.
@Maria powiedział(a):
W Polsce nauka obowiązuje do ukończenia 18 lat.
Technika nie zostały zlikwidowane, jest ich po prostu mniej.
Zawodówka, moim zdaniem, to w obecnych czasach przeżytek.
Kładzenie płytek albo murowanie ścian z cegieł nie wymaga technikum, niby można na jutubie się tego nauczyć, zgoda.
Nie, brak zgody!
Z tym samym pracownikiem powinieneś móc porozmawiać na tematy różne. Mnie się to zdarza.
Nie bez powodu "lepiej z mądrym zgubić niż z głupim zgubić".
A ograniczanie się do prymitywnej nauki kładzenia płytek itp. to produkowanie roboli, którymi łatwo manipulować. Zatem technika tak, a zawodówki nie.
3 spiżowe zasady wg Edena w celu odratowania bugodrzanskiej szkoły, również tej wyższej:
1. przywrócenie egzaminów wstępnych do liceów i techników oraz na studia wyższe
2. wyrzucenie oceny dopuszczającej umożliwiającej zaliczenie sprawdzianu przy 40% poprawnych odpowiedzi oraz uzyskanie promocji do wyższej klasy. System oceniania taki jaki był przed pierwszą falą eksperymentów oświatowych reformatołków z początku lat 90 i wprowadzenia wówczas oceny miernej. A więc jest ndst, a później dst i żeby otrzymać tę ocenę trzeba uzyskać 50% poprawnych odpowiedzi. I tylko uzyskanie oceny dst umożliwia promocję do wyższej klasy
3. wprowadzenie prawa, że kiedy tłuczeń ma jakiekolwiek dostosowania programowe załatwione przez maDkę w Poradnii Psychologiczno-Pedagogicznej, to z automatu taka informacja pojawia się na świadectwie ukończenia danej klasy (obecnie nie ma takiej informacji). Gwarantuję, że natychmiast ilość załatwianych w Poradniach dostosowań spadła by o 90% albo i więcej
Jaką ogładę zdobywali poza szkołą absolwenci zawodówek miałam bardzo wątpliwą przyjemność śledzić przez prawie 30 lat. Nadal można efekty tej "szkoły" oglądać na każdym niemal kroku.
I żeby nie było - nie obwiniam o całe zło akurat zawodówek. To bez porównania bardziej złożony problem. Spuścizna po PRL-u...
@Maria powiedział(a):
W Polsce nauka obowiązuje do ukończenia 18 lat.
Technika nie zostały zlikwidowane, jest ich po prostu mniej.
Zawodówka, moim zdaniem, to w obecnych czasach przeżytek.
Kładzenie płytek albo murowanie ścian z cegieł nie wymaga technikum, niby można na jutubie się tego nauczyć, zgoda.
Nie, brak zgody!
Z tym samym pracownikiem powinieneś móc porozmawiać na tematy różne. Mnie się to zdarza.
Nie bez powodu "lepiej z mądrym zgubić niż z głupim zgubić".
A ograniczanie się do prymitywnej nauki kładzenia płytek itp. to produkowanie roboli, którymi łatwo manipulować. Zatem technika tak, a zawodówki nie.
Zawodówka jest dla tych którzy nie chcą się za dużo uczyć, o tym był cytowany wpis.
@Maria powiedział(a):
W Polsce nauka obowiązuje do ukończenia 18 lat.
Technika nie zostały zlikwidowane, jest ich po prostu mniej.
Zawodówka, moim zdaniem, to w obecnych czasach przeżytek.
Kładzenie płytek albo murowanie ścian z cegieł nie wymaga technikum, niby można na jutubie się tego nauczyć, zgoda.
Nie, brak zgody!
Z tym samym pracownikiem powinieneś móc porozmawiać na tematy różne. Mnie się to zdarza.
Nie bez powodu "lepiej z mądrym zgubić niż z głupim zgubić".
A ograniczanie się do prymitywnej nauki kładzenia płytek itp. to produkowanie roboli, którymi łatwo manipulować. Zatem technika tak, a zawodówki nie.
Nie prowadzę badań naukowych ale obserwuję. Moje spostrzeżenia są takie, że większy odsetek zmanipulowanych jest wśród tych wykształconych (nie traktujcie tego jako głosia w dyskusji).
Bo wykształceni są głupsi. Jak człowiek tzw. prosty zrobi coś głupiego, to sięza wstydzi i następnym razem się poprawi. A jak wykształcony zrobi coś głupiego, to będzie umiał wytłumaczyć sobie, jakie to było mądre.
@Maria powiedział(a):
Jaką ogładę zdobywali poza szkołą absolwenci zawodówek miałam bardzo wątpliwą przyjemność śledzić przez prawie 30 lat. Nadal można efekty tej "szkoły" oglądać na każdym niemal kroku.
I żeby nie było - nie obwiniam o całe zło akurat zawodówek. To bez porównania bardziej złożony problem. Spuścizna po PRL-u...
Mam odwrotne obserwacje. Dawniej, za komuny, młodzież "zawodówkowa" pozostawała w swych środowiskach i miała jednak pewne uzasadnione kompleksy cywilizacyjne. Dziś nawet robotnicy budowlani uczestniczą w popkulturze, jeżdżą za granicę, nieźle się ubierają, zamawiają jedzenie z dostawą. To spory postęp jak na jedno pokolenie. Chętnie bym zobaczył statystyki co do związku przestępczośći z poziomem formalnego wykształcenia, - sądzę, że osłabł przez ostatnie lata.
@Eden powiedział(a):
3 spiżowe zasady wg Edena w celu odratowania bugodrzanskiej szkoły, również tej wyższej:
1. przywrócenie egzaminów wstępnych do liceów i techników oraz na studia wyższe
2. wyrzucenie oceny dopuszczającej umożliwiającej zaliczenie sprawdzianu przy 40% poprawnych odpowiedzi oraz uzyskanie promocji do wyższej klasy. System oceniania taki jaki był przed pierwszą falą eksperymentów oświatowych reformatołków z początku lat 90 i wprowadzenia wówczas oceny miernej. A więc jest ndst, a później dst i żeby otrzymać tę ocenę trzeba uzyskać 50% poprawnych odpowiedzi. I tylko uzyskanie oceny dst umożliwia promocję do wyższej klasy
3. wprowadzenie prawa, że kiedy tłuczeń ma jakiekolwiek dostosowania programowe załatwione przez maDkę w Poradnii Psychologiczno-Pedagogicznej, to z automatu taka informacja pojawia się na świadectwie ukończenia danej klasy (obecnie nie ma takiej informacji). Gwarantuję, że natychmiast ilość załatwianych w Poradniach dostosowań spadła by o 90% albo i więcej
Zgadzam się z tym, ale wprowadzenie tych zasad w życie jest dziś nierealne i spowodowałoby, że sporo uczniów nie otrzymałoby promocji do następnej klasy. Chyba że jeszcze bardziej obniżą wymagania, co by mnie wcale nie zdziwiło. Poziom nauczania spadł na pysk, a zaczął spadać, kiedy wprowadzili gimnazja. Dobre ministerstwo każdego roku obniżało wymagania, tak że obecnie są już chyba na poziomie "pokoloruj drwala". A uczeń się nie będzie wysilał, jak nie musi. W dodatku nie muszą odrabiać zadań domowych. To jakaś masakra, świadome niszczenie polskiej edukacji. Dobrze, jeśli dziecko ma mądrych rodziców, którzy starają się mieć jakąś kontrolę, bo myślą o jego przyszłości.
Komentarz
Już dawno na to zwróciłam uwagę. Kiedyś do liceum szli najzdolniejsi i ci, którym chciało się uczyć. I wcale nie było to złe, że były egzaminy do szkoły średniej, bo na tym poziomie był już pierwszy przesiew. Ale jest chyba jeszcze inny problem, że jest coraz mniej dzieci. Dlatego szkoły średnie przyjmują każdego, kto chce tam przyjść.
No właśnie, trzeba wrócić do mechanizmu wywalania ze szkół uczniów zbyt słabych.
Naturalny podział to 70/20/10 - zawodówka/technikum /liceum.
No ale jak w tym układzie rozdać wszystkim dyplomy szkół wyższych?
W Polsce nauka obowiązuje do ukończenia 18 lat.
Technika nie zostały zlikwidowane, jest ich po prostu mniej.
Zawodówka, moim zdaniem, to w obecnych czasach przeżytek.
Problem, który opisał cytowany przez Przemka pan X, w takim samym stopniu dotyczy nauczania w podstawówkach.
Wybór rodzaju (i generalnie chęć) dalszego kształcenia przeniósł się wyżej - przy decyzji dot. studiowania (bądź nie) na uczelni wyższej. I jeszcze dalej - po licencjacie.
Nie napiszę jakiej szkoły bym chciała, bo to już nie mój (na szczęście!!!) problem. W obecnej szkole z całą pewnością bym się nie odnalazła.
Kładzenie płytek albo murowanie ścian z cegieł nie wymaga technikum, niby można na jutubie się tego nauczyć, zgoda.
Nie, brak zgody!
Z tym samym pracownikiem powinieneś móc porozmawiać na tematy różne. Mnie się to zdarza.
Nie bez powodu "lepiej z mądrym zgubić niż z głupim zgubić".
A ograniczanie się do prymitywnej nauki kładzenia płytek itp. to produkowanie roboli, którymi łatwo manipulować. Zatem technika tak, a zawodówki nie.
Jednak zawodówka powinna być opcją. Dziś ogłady nabiera się także poza szkołą.
3 spiżowe zasady wg Edena w celu odratowania bugodrzanskiej szkoły, również tej wyższej:
1. przywrócenie egzaminów wstępnych do liceów i techników oraz na studia wyższe
2. wyrzucenie oceny dopuszczającej umożliwiającej zaliczenie sprawdzianu przy 40% poprawnych odpowiedzi oraz uzyskanie promocji do wyższej klasy. System oceniania taki jaki był przed pierwszą falą eksperymentów oświatowych reformatołków z początku lat 90 i wprowadzenia wówczas oceny miernej. A więc jest ndst, a później dst i żeby otrzymać tę ocenę trzeba uzyskać 50% poprawnych odpowiedzi. I tylko uzyskanie oceny dst umożliwia promocję do wyższej klasy
3. wprowadzenie prawa, że kiedy tłuczeń ma jakiekolwiek dostosowania programowe załatwione przez maDkę w Poradnii Psychologiczno-Pedagogicznej, to z automatu taka informacja pojawia się na świadectwie ukończenia danej klasy (obecnie nie ma takiej informacji). Gwarantuję, że natychmiast ilość załatwianych w Poradniach dostosowań spadła by o 90% albo i więcej
Jaką ogładę zdobywali poza szkołą absolwenci zawodówek miałam bardzo wątpliwą przyjemność śledzić przez prawie 30 lat. Nadal można efekty tej "szkoły" oglądać na każdym niemal kroku.
I żeby nie było - nie obwiniam o całe zło akurat zawodówek. To bez porównania bardziej złożony problem. Spuścizna po PRL-u...
Zawodówka jest dla tych którzy nie chcą się za dużo uczyć, o tym był cytowany wpis.
Nie prowadzę badań naukowych ale obserwuję. Moje spostrzeżenia są takie, że większy odsetek zmanipulowanych jest wśród tych wykształconych (nie traktujcie tego jako głosia w dyskusji).
Bo wykształceni są głupsi. Jak człowiek tzw. prosty zrobi coś głupiego, to sięza wstydzi i następnym razem się poprawi. A jak wykształcony zrobi coś głupiego, to będzie umiał wytłumaczyć sobie, jakie to było mądre.
Mam odwrotne obserwacje. Dawniej, za komuny, młodzież "zawodówkowa" pozostawała w swych środowiskach i miała jednak pewne uzasadnione kompleksy cywilizacyjne. Dziś nawet robotnicy budowlani uczestniczą w popkulturze, jeżdżą za granicę, nieźle się ubierają, zamawiają jedzenie z dostawą. To spory postęp jak na jedno pokolenie. Chętnie bym zobaczył statystyki co do związku przestępczośći z poziomem formalnego wykształcenia, - sądzę, że osłabł przez ostatnie lata.
Wnioski?
Z waszych wypowiedzi wg mnie - żenujące, sorry.
I co znaczy "człowiek prosty"?
Człowiek niewykształcony jeśli wolisz. Tak się zwykło mówić.
Tak, jak się teraz zastanawiam, to ta korelacja jest bardzo silna. Bardzo.
Zgadzam się z tym, ale wprowadzenie tych zasad w życie jest dziś nierealne i spowodowałoby, że sporo uczniów nie otrzymałoby promocji do następnej klasy. Chyba że jeszcze bardziej obniżą wymagania, co by mnie wcale nie zdziwiło. Poziom nauczania spadł na pysk, a zaczął spadać, kiedy wprowadzili gimnazja. Dobre ministerstwo każdego roku obniżało wymagania, tak że obecnie są już chyba na poziomie "pokoloruj drwala". A uczeń się nie będzie wysilał, jak nie musi. W dodatku nie muszą odrabiać zadań domowych. To jakaś masakra, świadome niszczenie polskiej edukacji. Dobrze, jeśli dziecko ma mądrych rodziców, którzy starają się mieć jakąś kontrolę, bo myślą o jego przyszłości.
EOT