Skip to content

Jakiej szkoły chcemy

13»

Komentarz

  • Ruscy u siebie tez mają podobny problem i kilkanascie lat temu mieli plan, by rozwijać tylko aglomeracje miejskie a zaniechać rozwoju prowincji. Z tym, że u nich skala problemu jest większa ze względu na odległości.

  • @Przemko powiedział(a):

    @Filioquist powiedział(a):

    Nie za bardzo wierzę w to, żeby na peryferyjnych obszarach, gdzie w promieniu 20 km edukację będzie zapewniać jedna szkoła podstawowa, udało się zbudować efektywny system dowozu dzieci do szkoły. 

    Jesteśmy upośledzeni?

    Większość dzieci będzie dowożona autami przez rodziców, dla reszty trudno będzie wygospodarować w budżecie gminy dość duży koszt ogarnięcia tego.

    Trochę ten temat konsekwencji kurczącej się demografii próbował poruszyć PiS ale nie udało się, nikt nie będzie przecież dyktował Polakom gdzie mają budować domy.

    ...to trzeba do budżetu gminy w tym zakresie dosypać, to ważniejsze niż centralne inwestycje

  • @los powiedział(a):
    Polska wieś to ulicówka.

    ...to chyba korzystne w kontekście dowożenia dzieci do szkoły?

  • Też tak mi się wydawało.

  • Wsie ulicówki to już przeszłość, od 25 lat dominuje zabudowa łanowa, buduje się domy byle gdzie, bez ładu i składu, zresztą w artykule z Głosu też jest o tym, że się ludzie pobudowali a teraz domagają nowej szkoły.

  • @los powiedział(a):

    Jest mnóstwo domów wybudowanych tam, gdzie akurat udalo się kupić działkę. No i są rozmaite kolonie, szeregowce deweloperskie w szczerym polu itd. Ogólnie nieoptymalna sytuacja, jesli chodzi o obsługę.

  • edytowano 31 January

    @Przemko powiedział(a):
    Wsie ulicówki to już przeszłość, od 25 lat dominuje zabudowa łanowa, buduje się domy byle gdzie, bez ładu i składu, zresztą w artykule z Głosu też jest o tym, że się ludzie pobudowali a teraz domagają nowej szkoły.

    Gdzie jest Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego? Gdzie (bez)radni gminni? Ja wam wójta nie wybierałem do jasnej cholery!

  • @Wielen powiedział(a):
    Kiedy leci się samolotem nad RFNem, widać organizację zabudowy - wsie są dość zwarte , równomiernie rozmieszczone i połączone siecią drog ze soba i z miastami. U nas zabudowa jest rozproszona, co podnosi koszt infrastruktury i uslug publicznych, typu dowóz dzieci czy dojazd pogotowia albo odbiór ścieków i śmieci.

    bo RFN wypracował sobie taką organizację - w pewnym momencie zakazano budowania poza obrębami wsi z wyłączeniem istniejących budynków. Zaowocowało to ciekawym zjawiskiem, gdzie każda szopka albo stodułka postawiona gdzieś na polu była przebudowywane na dom.

    Widzę, że u nas znowu ma być jak w całej Rzeszy.

    Czy tak jest lepiej? Dla urzędnika tak, z powodów przytoczonych. Generalnie - jeśli państwo ma karmić, leczyć i nauczać, to najlepiej z punktu widzenia urzędników będzie skoszarować ludzi. No a skoszarowani ludzie nie chcą się mnożyć, bo jedynym sposobem na polepszenie swojego losu widzą w minimalizacji gąb na przysługującą pajkę. Tendencja ta jest mile widziana przez urzędników od aprowizacji, bo problem się zmniejsza. Niestety urzędnicy od produkcji zaczynają narzekać.

    Ale jeśli państwem nie rządzą urzędnicy, i nie ma większego zagrożenia z zewnątrz, ludzie wolą mieszkać w większej od siebie odległości. Widać to było w IRP, gdzie dumni mieszczanie po wzbogaceniu się zamieszkiwali nie w swoich kamienicach (tu prowadzili interesy), tylko w dworkach na swoich kawałkach ziemi.

  • @Przemko powiedział(a):
    Wsie ulicówki to już przeszłość, od 25 lat dominuje zabudowa łanowa, buduje się domy byle gdzie, bez ładu i składu, zresztą w artykule z Głosu też jest o tym, że się ludzie pobudowali a teraz domagają nowej szkoły.

    A ile z takiego skrajnego domu jest do drogi? Chyba nie zakładamy, że trzeba każdego ucznia spod furtki odebrać?

  • @KazioToJa powiedział(a):

    @Wielen powiedział(a):
    Kiedy leci się samolotem nad RFNem, widać organizację zabudowy - wsie są dość zwarte , równomiernie rozmieszczone i połączone siecią drog ze soba i z miastami. U nas zabudowa jest rozproszona, co podnosi koszt infrastruktury i uslug publicznych, typu dowóz dzieci czy dojazd pogotowia albo odbiór ścieków i śmieci.

    bo RFN wypracował sobie taką organizację - w pewnym momencie zakazano budowania poza obrębami wsi z wyłączeniem istniejących budynków. Zaowocowało to ciekawym zjawiskiem, gdzie każda szopka albo stodułka postawiona gdzieś na polu była przebudowywane na dom.

    Widzę, że u nas znowu ma być jak w całej Rzeszy.

    Czy tak jest lepiej? Dla urzędnika tak, z powodów przytoczonych. Generalnie - jeśli państwo ma karmić, leczyć i nauczać, to najlepiej z punktu widzenia urzędników będzie skoszarować ludzi. No a skoszarowani ludzie nie chcą się mnożyć, bo jedynym sposobem na polepszenie swojego losu widzą w minimalizacji gąb na przysługującą pajkę. Tendencja ta jest mile widziana przez urzędników od aprowizacji, bo problem się zmniejsza. Niestety urzędnicy od produkcji zaczynają narzekać.

    Ale jeśli państwem nie rządzą urzędnicy, i nie ma większego zagrożenia z zewnątrz, ludzie wolą mieszkać w większej od siebie odległości. Widać to było w IRP, gdzie dumni mieszczanie po wzbogaceniu się zamieszkiwali nie w swoich kamienicach (tu prowadzili interesy), tylko w dworkach na swoich kawałkach ziemi.

    Nie mówię jak ma być, tylko wskazuję na uboczne koszty rozproszonej zabudowy.

  • @Maria powiedział(a):

    Jaką ogładę zdobywali poza szkołą absolwenci zawodówek miałam bardzo wątpliwą przyjemność śledzić przez prawie 30 lat. Nadal można efekty tej "szkoły" oglądać na każdym niemal kroku.

    I żeby nie było - nie obwiniam o całe zło akurat zawodówek. To bez porównania bardziej złożony problem. Spuścizna po PRL-u...

    Mario, ja rozumiem, o czym piszesz. Też uważam, że lepiej wiedzieć więcej niż mniej, niezależnie od wykonywanej pracy. Ale: tej chęci zdobywania wiedzy wielu ludzi nie ma, dotyczy to też młodzieży. I teraz powstaje pytanie: czy tę chęć da się wzbudzić -- np. tak jak tego szkoła obecnie próbuje, przez zmianę programu, metod nauczania itd. Czy to bezcelowe, a zatem kierując wszystkich do liceów i techników marnujemy młodym ludziom czas, a przy okazji obniżamy poziom. Wydaje się, że myślenie o edukacji powinno się zacząć od poszukania odpowiedzi na to pytanie.

  • edytowano 31 January

    @yusek powiedział(a):
    No dobra . A co z wsiami dookoła dawnych folwarków? na Ziemiach Wyzyskanych mnóstwo takich. 30 - 50 numerów, 15-20 dzieci w różnym wieku ? Do normalnej szkoły ca 15 km.
    A co do zawodówek. Mam mnóstwo ogarniętych znajomych po zawodówkach. Prowadzą własne firmy, zatrudniają ludzi, da się z nimi rozmawiać.
    I cały czas kołacze mi się po głowie zdanie starego belfra_ grunt to solidna podstawówka.
    I z perspektywy przeżytych już lat, wykonywanych zawodów, i i nabytych jeszcze w podstawówce umiejętności-przyznaję mu rację.

    Grunt to solidna podstawówka. I tu chyba jest pies pogrzebany. Jestem na emeryturze. Mieszkam naprzeciwko szkoły, a w zasadzie sali gimnastycznej. Ciągle są jakieś imprezy, wycieczki, chyba niewiele czasu zostaje na naukę. Nie taką szkołę pamiętam. Fajnie, że dzieciom organizuje się rozrywki, ale nie one są podstawą nauczania. Nauczycielom się chyba nie chce.
    Moja córka uczy w liceum fizyki. Mówi, że przychodzą dzieci, które nie znają tabliczki mnożenia i nie umieją czytać. Jestem szczęśliwa, że już nie pracuję w takiej szkole.

  • @Cyrylica powiedział(a):

    @yusek powiedział(a):
    No dobra . A co z wsiami dookoła dawnych folwarków? na Ziemiach Wyzyskanych mnóstwo takich. 30 - 50 numerów, 15-20 dzieci w różnym wieku ? Do normalnej szkoły ca 15 km.
    A co do zawodówek. Mam mnóstwo ogarniętych znajomych po zawodówkach. Prowadzą własne firmy, zatrudniają ludzi, da się z nimi rozmawiać.
    I cały czas kołacze mi się po głowie zdanie starego belfra_ grunt to solidna podstawówka.
    I z perspektywy przeżytych już lat, wykonywanych zawodów, i i nabytych jeszcze w podstawówce umiejętności-przyznaję mu rację.

    Grunt to solidna podstawówka. I tu chyba jest pies pogrzebany. Jestem na emeryturze. Mieszkam na przeciwko szkoły, a w zasadzie sali gimnastycznej. Ciągle są jakieś imprezy, wycieczki, chyba niewiele czasu zostaje na naukę. Nie taką szkołę pamiętam. Fajnie, że dzieciom organizuje się rozrywki, ale nie one są podstawą nauczania. Nauczycielom się chyba nie chce.
    Moja córka uczy w liceum fizyki. Mówi, że przychodzą dzieci, które nie znają tabliczki mnożenia i nie umieją czytać. Jestem szczęśliwa, że już nie pracuję w takiej szkole.

    Chce się nam, jeszcze chce. Uwierz Koleżanko. System nas dobija jednak skutecznie, dzień po dniu. A trwa to już od końca ubiegłego wieku i deformy z gimbazą. I niestety, ale PiS nic właściwie z tym nie zrobił poza likwidacją tej gimbazy (Restrukturyzacja szkolnictwa, to nie jej reforma! A tym bardziej nie jej renowacja!)

Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.