Skip to content

Polscy święci i błogosławieni

167891012»

Komentarz

  • edytowano June 2025

    Wczoraj w Braniewie zostały beatyfikowane: Krzysztofa Klomfass oraz czternaście współsióstr ze Zgromadzenia św. Katarzyny Dziewicy i Męczennicy, zamordowane w 1945 r. przez żołnierzy Armii Czerwonej na terytoriach dzisiejszej Polski. Pomimo atmosfery nienawiści i terroru wobec wiary katolickiej, nie zaprzestały one posługiwania chorym i sierotom. Wstawiennictwu nowych Błogosławionych Męczennic powierzamy wszystkie siostry zakonne, które na całym świecie hojnie poświęcają się dla Królestwa Bożego.

  • Błogosławiona Zofia Czeska

    Zofia z Maciejowskich urodziła się w roku 1584. Jej rodzice: Mateusz Maciejowski i Katarzyna z domu Lubowiecka należeli do średniozamożnej szlachty małopolskiej. Posiadali dobra w okolicach Krakowa. Posiadali także dwie kamienice przy ul. Szpitalnej w Krakowie. Doczekali się licznego potomstwa: pięciu synów i czterech córek. Wychowali swoje dzieci w atmosferze religijnej. Zofia była trzecim w kolejności dzieckiem.
    W 16. roku życia została wydana za mąż za Jana Czeskiego, dziedzica miejscowości Czechy koło Słomnik. Po sześciu latach małżeństwa została bezdzietną wdową. Pomimo młodego wieku, urody, zamożności oraz starań o jej rękę, nie wyszła po raz drugi za mąż. Dalsze życie poświęciła pełnieniu dzieł miłosierdzia, świadomie włączając się po Soborze Trydenckim w nurt odnowy życia religijnego w Polsce poprzez dzieło kształcenia i wychowywania młodych pokoleń.

    Był to okres wojen, epidemii, powodzi, nieurodzajów, głodu, a tym samym dużej śmiertelności ludzi. Pozostawały osierocone dzieci, często bez opieki i środków do życia. Zofia Czeska postanowiła zająć się dziewczętami, zwłaszcza osieroconymi i pochodzącymi z ubogich rodzin. Otworzyła dla nich swój dom przy ul. Szpitalnej w Krakowie, w którym mogły nie tylko zamieszkać i otrzymać opiekę, ale także uczyć się. W budynku tym zorganizowała w latach 1621-1627 szkołę wraz z internatem i nazwała to miejsce Domem Panieńskim Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny. Była to pierwsza w Polsce formalnie zorganizowana szkoła dla dziewcząt, posiadająca odpowiednie struktury organizacyjne, gdyż w tych czasach do szkół uczęszczali tylko chłopcy. Natomiast istniejące przy niektórych klasztorach żeńskich wychowanie i nauczanie dziewcząt miało charakter niewielkich prywatnych pensji dostępnych dla zamożniejszych rodzin. Zorganizowany przez Zofię Czeską Instytut zatwierdził biskup krakowski Marcin Szyszkowski 31 maja 1627 r., a następnie potwierdził go w imieniu Stolicy Apostolskiej nuncjusz Honorat Visconti 24 maja 1633 r. Instytut zyskał aprobatę także króla Władysława IV dnia 30 czerwca 1633 r.

    Chcąc zapewnić trwałość swemu dziełu, Zofia założyła nowe zgromadzenie zakonne na ziemiach polskich: Sióstr Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny, popularnie zwane prezentkami, od łacińskiego słowa praesentatio - ofiarowanie. Matka Zofia wybrała Maryję w tajemnicy Ofiarowania za Patronkę swego dzieła oraz wzór najdoskonalszego oddania się Bogu.

    Zofia Czeska zmarła w opinii świętości w wieku 66 lat dnia 1 kwietnia 1650 r. Została pochowana w kościele Mariackim w Krakowie, gdzie do dziś spoczywają jej doczesne szczątki. Natomiast jej czaszka przechowywana jest w bocznej kaplicy kościoła św. Jana w Krakowie.
    Dzieło Matki Zofii Czeskiej trwa do dziś. Kontynuują je siostry prezentki - jej duchowe córki. Prowadzą dwa gimnazja, dwa licea i dwa internaty w Krakowie i Rzeszowie, a także 4 przedszkola, dom dziecka, zajmują się dziećmi specjalnej troski. W kilkunastu miejscowościach w Polsce prowadzą w szkołach katechizację, są także zaangażowane w prace parafii, głównie jako zakrystianki.

    Uroczystość beatyfikacyjna odbyła się 9 czerwca 2013 w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach. Beatyfikacji w imieniu papieża Franciszka dokonał kard. Angelo Amato.

  • Święty Zygmunt Szczęsny Feliński

    Zygmunt Szczęsny urodził się w 1822 r. w Wojutynie na Wołyniu. Wychowany został w atmosferze religijnej i patriotycznej, od najmłodszych lat był czcicielem Matki Bożej. Skończył studia w Moskwie i Paryżu. Wstąpił do seminarium duchownego i w 1855 r. otrzymał święcenia kapłańskie w Petersburgu. Został ojcem duchownym w tamtejszym seminarium. Uważnie przyglądał się sytuacji w Rosji i losom Polaków, zwłaszcza opuszczonych dzieci i starców. Bolał nad zamknięciem nowicjatów zakonnych, co było jedną z form carskich represji wobec Kościoła katolickiego.

    W 1857 r. założył Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi, któremu zlecił opiekę nad dziećmi oraz ludźmi chorymi i starymi. Jednym z zadań zgromadzenia było organizowanie szkół dla wiejskich dzieci.

    W 1862 r. papież bł. Pius IX mianował Zygmunta Szczęsnego arcybiskupem metropolitą warszawskim. Piastując ten urząd, Zygmunt przyczynił się do wyraźnego odrodzenia duchowego dawnej stolicy Polski. Zreformował seminarium i Akademię Duchowną w Warszawie, założył schronisko dla biednych dzieci i upowszechnił nabożeństwo majowe ku czci Najświętszej Maryi Panny. W 1864 r., po niespełna półtorarocznej posłudze arcybiskupiej, został przez władze carskie skazany na wygnanie w głąb Rosji za to, że w marcu 1863 r. napisał list do cara Aleksandra II w obronie Kościoła i narodu. Również na wygnaniu, w Jarosławiu nad Wołgą, dawał przykład głębokiej wiary. Po 20 latach zwolniono go, jednakże otrzymał zakaz powrotu na teren swojej archidiecezji. Zamieszkał w Dźwiniaczce (wówczas województwo tarnopolskie, obecnie Ukraina), gdzie mimo podeszłego wieku i wyczerpania wygnaniem podjął pracę wśród ludzi.

    Zmarł w pałacu arcybiskupim w Krakowie 17 września 1895 r. Jego pogrzeb na Wawelu stał się okazją do manifestacji patriotycznych.

    Proces informacyjny przed beatyfikacją abp. Felińskiego otworzył kard. Stefan Wyszyński w 1965 r., zaś jego zamknięcia dokonał w 1984 r. kard. Józef Glemp. W 1988 roku Kongregacja ds. Kanonizacji ogłosiła ważność procesu. Arcybiskup Zygmunt Szczęsny Feliński został beatyfikowany 18 sierpnia 2002 r. przez św. Jana Pawła II podczas odprawianej przez niego Mszy świętej na krakowskich Błoniach. Ojciec Święty powiedział wówczas o nim m.in.:

    Błogosławiony Zygmunt Szczęsny Feliński, arcybiskup Warszawy w trudnym czasie niewoli narodowej, wytrwale wzywał do ofiarności na rzecz ubogich, do otwierania instytucji wychowawczych i zakładów dobroczynnych. Sam założył sierociniec i szkołę i sprowadził do stolicy Siostry Matki Bożej Miłosierdzia. Po upadku powstania styczniowego, wiedziony miłosierdziem wobec braci, otwarcie wystąpił w obronie prześladowanych. Ceną za tę wierność miłości było zesłanie w głąb Rosji, które trwało dwadzieścia lat. Również tam pamiętał o ludziach biednych i zagubionych, okazując im wielką miłość, cierpliwość i wyrozumiałość. Napisano o nim, że "w czasie swego wygnania, w ucisku wszechstronnym, w ubóstwie modlitwy, trzymał się tylko ciągle u stóp krzyża i oddawał się miłosierdziu Bożemu".

    Kanonizacji Zygmunta Szczęsnego Felińskiego w październiku 2009 r. dokonał papież Benedykt XVI. Ciało Świętego spoczywa w archikatedrze św. Jana Chrzciciela w Warszawie.

  • Święty Zygmunt Gorazdowski.

    Zygmunt Karol Gorazdowski z Gorazdowa, herbu Prawdzic, urodził się w Sanoku 1 listopada 1845 r. Był drugim z siedmiorga dzieci Feliksa i Aleksandry z Łazowskich h. Łada. Pierwsze miesiące życia spędził w majątku swojej babki, cudem unikając śmierci w czasie rzezi galicyjskiej (powstanie chłopów zachodniej Galicji w lutym i marcu 1846 r. przeciwko ziemianom, sterowane przez austriackiego zaborcę). Przebywając w ukryciu, zachorował na gruźlicę, która towarzyszyła mu przez całe późniejsze życie. Szkołę elementarną i gimnazjum ukończył w Przemyślu, dokąd przeniosła się jego rodzina. W 1863 r. uciekł z gimnazjum, by wziąć udział w powstaniu styczniowym. Po jego klęsce wrócił do rodzinnego domu, by kontynuować naukę. Po ukończeniu gimnazjum podjął studia prawnicze na Uniwersytecie im. Jana Kazimierza we Lwowie.

    W 1865 r. postanowił zostać kapłanem. Przerwał studia na drugim roku i wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego we Lwowie. Po jego ukończeniu przez dwa lata leczył nawrót gruźlicy. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1871 r. w katedrze lwowskiej. Pracował jako wikariusz m.in. w Tartakowie, Wojniłowie, Bukaczowce, Gródku Jagiellońskim i Żydaczowie. W tym czasie dał się poznać jako autor pism i opracowań religijno-katechetycznych, adresowanych głównie do dzieci i młodzieży. Były one wysoko cenione przez przełożonych, a jego Katechizm dla szkół ludowych był zalecany w diecezji przemyskiej jako "najodpowiedniejszy podręcznik przy nauce religii". Młody kapłan ujmował wszystkich otwartością i wrażliwością na potrzeby człowieka.

    W 1877 r. ks. Gorazdowski został przeniesiony do Lwowa, gdzie pracował w kilku parafiach i prowadził działalność charytatywną. Zakładał liczne towarzystwa miłosierdzia, a w 1882 r. sprowadził z Tarnopola Siostrzyczki Ubogich, które podjęły się prowadzenia "taniej kuchni ludowej". Dały one początek założonemu w 1884 r. Zgromadzeniu Sióstr Miłosierdzia św. Józefa, zwanemu popularnie józefitkami, prowadzącemu kolejne dzieła dobroczynne. Oprócz Domu Pracy i Zakładu dla Nieuleczalnie Chorych i Rekonwalescentów ks. Gorazdowski założył także internat dla studentów Seminarium Nauczycielskiego i Zakład Dzieciątka Jezus, w którym, jako pierwszym w kraju, opiekę znajdowały porzucone niemowlęta (do końca życia założyciela znalazło tam opiekę około 3 tysięcy dzieci).

    Stworzył również Towarzystwo Opieki nad Niemowlętami, które objęło opieką ubogie matki wychodzące z lwowskiego zakładu położniczego i ich dzieci. W Zakładzie Dzieciątka Jezus bezpłatny dach nad głową, wyżywienie oraz opiekę duchową, a czasem i pomoc w resocjalizacji znajdowały także kobiety z małymi dziećmi. Niemowlęta porzucone, po ukończeniu pierwszego roku życia były odsyłane na koszt zakładu do rodzin zastępczych mieszkających na wsi. Przebywały tam do szóstego roku życia, a jeśli było to możliwe, mogły pozostać w takiej rodzinie na stałe. W przeciwnym razie o ich dalszy los troszczyły się siostry, umieszczając je w zakładach wychowawczych. System ten mógł funkcjonować wyłącznie dzięki ks. Gorazdowskiemu, który nie ustawał w zjednywaniu dobroczyńców i zdobywaniu niezbędnych środków.

    Z jego inicjatywy powstał we Lwowie Związek Katolickich Towarzystw Dobroczynnych, którego został wiceprezesem. W miarę rozwoju zgromadzenia zakonnego ks. Gorazdowski uruchamiał kolejne jego placówki w różnych miastach Galicji, m.in. w Sokalu, Krośnie, Kaliszu, Czortkowie, Dolinie i Tarnowie. Jako proboszcz parafii św. Mikołaja we Lwowie prowadził też działalność charytatywną na własną rękę. Jego plebania zawsze była otwarta dla lwowskiej biedoty. Żebracy ściągali tu z całego miasta, bo wiedzieli, że "ksiądz dziadów", jak go powszechnie nazywano, nie przegoni ich, mimo że sam żył ubogo. Jadał niezwykle skromnie. Chodził w starej, zniszczonej bieliźnie, sutannie i płaszczu. Józefitki starały się dbać o swojego założyciela, ale otrzymane od nich odzienie rozdawał ubogim.

    Jego konfesjonał był zawsze oblężony. Penitenci mogli się do niego zgłaszać o każdej porze, a i on odwiedzał w domach najbardziej zatwardziałych grzeszników, zachęcając ich do skorzystania z sakramentu pojednania. Ks. Gorazdowski założył także katolicką szkołę polsko-niemiecką i sprowadził do pracy w niej Braci Szkół Chrześcijańskich. Odpowiadając na wezwanie Ojca Świętego, by wydawać tanie dzienniki i pisma dla ludu, założył "Gazetę Codzienną". Za obie te inicjatywy wiele wycierpiał od tych, którzy sprzeciwiali się takiej aktywności duchownych. Na szczęście miał wsparcie ze strony arcybiskupa lwowskiego, Józefa Bilczewskiego (który w przyszłości zostanie jednocześnie z ks. Gorazdowskim beatyfikowany i kanonizowany).

    Pod koniec życia ks. Gorazdowski cierpiał na niebezpieczną chorobę oczu, grożącą całkowitą utratą wzroku.

    Ks. Zygmunt Gorazdowski zmarł 1 stycznia 1920 r. we Lwowie, w domu generalnym zgromadzenia i został pochowany na Cmentarzu Łyczakowskim. Jego proces beatyfikacyjny rozpoczął się w archidiecezji lwowskiej 29 czerwca 1989 r. 26 czerwca 2001 r. św. Jan Paweł II dokonał we Lwowie jego beatyfikacji. Dlatego w Polsce jego wspomnienie obchodzi się właśnie 26 czerwca (w innych krajach 1 stycznia, w rocznicę śmierci). 23 października 2005 r. świętym ogłosił go papież Benedykt XVI. Kanonizacja ta odbyła się na zakończenie XI Zwyczajnego Zgromadzenia Biskupów, obradującego w Watykanie z woli św. Jana Pawła II w dniach 2-23 października 2005 r., jako zwieńczenie Roku Eucharystii.

  • Wkleiłem już notki biograficzne wszystkich "polskich" świętych i błogosławionych z wikipedyjnej listy. Jeśli ktoś zna jeszcze jakichś, niech wkleja. To samo dotyczy sług bożych i czcigodnych sług bożych.

    Dla mnie osobiście była to inspirująca lektura.

  • @trep powiedział(a):
    Św. Maksymilian

    Beatyfikowany przez papieża Pawła VI w dniu 17 października 1971 r.

    Kanonizowany przez papieża Jana Pawła II w dniu 10 października 1982 r.

    Artykuł na Vatican News o śladach Świętego w Rzymie:

    https://www.vaticannews.va/pl/kosciol/news/2025-08/polskie-slady-sw-maksymiliana-kolbego-w-rzymie.html

  • ♰♰♰
    Ten wywłątek beł \jest\ ekstra.

    Dzięki trepie!

    👣

    🐾
    🐾

  • edytowano October 2025

    Jest.

    Wkrótce dziewięciu nowych polskich błogosławionych - ofiar niemieckiego terroru.

    Męczennicy w niemieckich obozach koncentracyjnych
    Salezjanie Jan Świerc, Ignacy Antonowicz, Ignacy Dobiasz, Karol Golda, Franciszek Harazim, Ludwik Mroczek, Włodzimierz Szembek, Kazimierz Wojciechowski i Franciszek Miśka, zaangażowani w działalność duszpasterską i edukacyjną, padli ofiarą niemieckich prześladowań po zajęciu Polski przez niemców 1 września 1939 roku. W ramach tych represji Kościół katolicki był szczególnie atakowany, a duchowni aresztowani wyłącznie za pełnienie swojej posługi.
    Niezaangażowani w ówczesne konflikty polityczne, zostali aresztowani wyłącznie z powodu bycia księżmi katolickimi. Ich los odzwierciedla szczególną wrogość okazywaną polskiemu duchowieństwu, prześladowanemu i poniżanemu. W obozach koncentracyjnych duchowni nieśli duchowe wsparcie współwięźniom, a mimo upokorzeń i tortur nie przestawali wyrażać swojej wiary.
    Znieważani i wyśmiewani z powodu swego kapłaństwa, byli torturowani i zabijani lub umierali wskutek nieludzkich warunków obozowych. Świadomi, że ich posługa duszpasterska była postrzegana jako forma oporu wobec reżimu przez niemców niemieckich, kontynuowali apostolską pracę, pozostając wierni powołaniu i przyjmując z pokorą ryzyko aresztowania, deportacji i śmierci.

    https://www.vaticannews.va/pl/watykan/news/2025-10/wkrotce-beatyfikacja-jedenastu-kaplanow-meczennikow-nazizmu-i.html

  • Jednym z pierwszych w tym wątku wymienionych jest o. Alfons Mazurek. Świadkiem jego śmierci był Sługa Boży ojciec Rudolf Warzecha. Gdyby ktoś chciał się pomodlić o jego beatyfikację a jednocześnie poprosić go o wstawiennictwo w jakiejś sprawie (a potem, po wysłuchaniu, zrelacjonować tę sprawę komu trzeba), niech odmówi nowennę do o. Rudolfa. W trakcie jej odmawiania nadejdzie dzień będący rocznicą jego śmierci.

  • niemcy - największy "producent" polskich świętych i błogosławionych.

    Dziewięciu salezjanów zamordowanych przez niemieckich niemców podczas II wojny światowej zostanie 6 czerwca beatyfikowanych w krakowskim Sanktuarium św. Jana Pawła II. Miejsce uroczystości nie jest przypadkowe – młody Karol Wojtyła był świadkiem aresztowania części przyszłych męczenników, a ich świadectwo wiary i kapłańskiej wierności mogło odegrać ważną rolę w dojrzewaniu jego własnego powołania.

    Przyszli błogosławieni byli zaangażowani w działalność duszpasterską i wychowawczą. Po wybuchu II wojny światowej zostali aresztowani wyłącznie dlatego, że byli kapłanami katolickimi. Nie uczestniczyli w działalności politycznej ani wojskowej. Niemiecki reżim uznał jednak ich posługę za zagrożenie.
    W obozach koncentracyjnych pozostali wierni swojemu powołaniu. Mimo głodu, upokorzeń i tortur nie przestawali wspierać współwięźniów, modlić się i dawać świadectwo wiary. Ich męczeństwo zostało uznane przez Kościół za śmierć in odium fidei – z nienawiści do wiary.
    „Beatyfikacja ta jest publicznym uznaniem ich oddania Bogu, które okazało się silniejsze niż przemoc, strach i śmierć. W realiach totalitarnej nienawiści pozostali wierni Chrystusowi, Kościołowi i swojemu salezjańskiemu powołaniu aż do końca”

    Młody Karol Wojtyła, mieszkający podczas wojny na krakowskich Dębnikach, był świadkiem aresztowania sześciu spośród dziewięciu salezjanów. niemcy wywieźli ich następnie do obozu koncentracyjnego w Dachau. To doświadczenie odcisnęło ślad w życiu przyszłego papieża i stało się jednym z wydarzeń, które wpłynęły na dojrzewanie jego kapłańskiego powołania.

    Ks. Jan Świerc,
    ks. Ignacy Antonowicz,
    ks. Karol Golda,
    ks. Włodzimierz Szembek,
    ks. Franciszek Harazim,
    ks. Ludwik Mroczek,
    ks. Ignacy Dobiasz,
    ks. Kazimierz Wojciechowski
    i ks. Franciszek Miśka
    ponieśli śmierć męczeńską w niemieckich niemieckich obozach koncentracyjnych Auschwitz i Dachau w latach 1941-1942. Papież Leon XIV zatwierdził dekret o ich męczeństwie 24 października 2025 roku.

    Beatyfikacja dziewięciu salezjanów będzie nie tylko hołdem dla męczenników niemieckich zbrodni, ale także przypomnieniem, że świadectwo wiary i wierności powołaniu pozostaje źródłem nadziei dla kolejnych pokoleń chrześcijan.

    https://www.vaticannews.va/pl/kosciol/news/2026-06/beatyfikacja-salezjanow-ktorych-znal-mlody-wojtyla.html

  • edytowano 4 June

    Ks. Jan Świerc, męczennik.

    Ksiądz Jan Świerc (1877-1941), syn Mateusza i Franciszki z domu Rether, urodził się w Królewskiej Hucie (Śląsk) 29 kwietnia 1877 roku. Należał do tych salezjanów, którzy z końcem XIX wieku spieszyli do Turynu, by tu zdobyć wykształcenie, do jakiego pod zaborem pruskim, czy rosyjskim nie mieli dostępu. Przybył do Turynu na Valsalice w 1894 roku. Skończywszy tu nauki gimnazjalne wstępuje do Zgromadzenia Salezjańskiego – do nowicjatu w Ivrei w 1897 roku, który kończy pierwsza profesją zakonną złożona w dniu 3 października 1899 roku. Następnie studiuje filozofie i teologię w Turynie, jest sekretarzem Przełożonego Generalnego ks. Michała Rua i pomaga ks. Wiktorowi Grabelskiemu w redagowaniu „Wiadomości Salezjańskich”. Dnia 6 czerwca 1903 roku w katedrze turyńskiej otrzymuje święcenia kapłańskie z rąk kardynała Augustyna Rychelmy.

    Działalność po powrocie do Polski

    Wraca do Polski i zaraz powierzono mu przygoto wanie nowicjatu w nowo otwartym domu salezjańskim w Daszawie (1904). Po jego uruchomieniu jest kapelanem w Krakowie w zakładzie im. Lubomirskich. W 1905/1906 roku zostaje dyrektorem zakładu w Oświęcimiu, obej mując ten urząd po księdzu Manassero jako pierwszy dyrektor – Polak. Jego zabiegom i księdza Manassero zakład oświęcimski zawdzięcza obraz Wspomożycielki w Jej świątyni, to wyraz ich oczekiwania czym będzie dla Polski to nabożeństwo tak właściwe duchowi salezjań skiemu. W 1911 roku przejmuje kierownictwo powierzo nego nam Zakładu im. Lubomirskich w Krakowie przy ul. Rakowickiej. W roku 1914 opiekuje się rannymi żołnie rzami w tymże Zakładzie, by w 1915 roku objąć w Oświęcimiu na Zasolu opiekę nad uciekinierami wojen nymi z terenów Galicji Wschodniej, tu w 25 lat później zginie jako ofiara bestialstwa hitlerowskiego.

    Przy samym już końcu pierwszej wojny światowej otwiera pierwszy Zakład na terenie zaboru rosyjskiego w Kielcach – w 1918 roku, gdzie jest pierwszym dyrektorem i proboszczem. Stad wraca w 1923 roku do Oświęcimia i organizuje 25-lecie działalności salezjańskiej w Polsce, oraz pierwszą pielgrzymkę Współpracowników Salezjań skich do Rzymu.

    Jako dyrektor i proboszcz w Przemyślu na Zasaniu 1925-1934 kończy budowę kościoła świętego Józefa i jest najbliższym doradcą biskupa Anatola Nowaka. W roku 1934 otwiera nową placówkę we Lwowie przy kościele Matki Boskiej Ostrobramskiej.

    Poważna choroba przerwała tam jego działalność, ale już w roku 1938 może nowo podjąć działalność dusz pasterską jako proboszcz parafii świętego Stanisława Kostki w Krakowie i dyrektor tutejszej salezjańskiej wspól noty. Tu wpadnie w ręce gestapo 23 maja 1941 roku.

    Aresztowanie i obóz zagłady w Oświęcimiu

    W Wigilię patronalnego święta Zgromadzenia Salezjańskiego, w przeddzień uroczystości Wspomoży cielki Wiernych wraz z innymi Współbraćmi zostaje ksiądz Jan Świerc aresztowany – jest wieczór 23 maja 1941 roku. Z Konfederackiej przewiezieni zostali do krakowskiego więzienia Montelupich. Tu przesłuchania, bicie, szczucie psami i wreszcie zaimprowizowany sąd i wyrok – obóz koncentracyjny w Oświęcimiu. Wizja tych potwornych obozów szarzeje i powoli przechodzi w zapomnienie. Zacierają się w umyśle kontury przeżytych cierpień, widzianych mąk i katusz. Tylko obrazy krwią ludzką znaczone wryły się w pamięć, jak twarz Chrystusa w chustę Weroniki. Do takich obrazów należy męczeń stwo księży salezjanów w Oświęcimiu, pamiętnego dnia 27 czerwca 1941 roku.

    Przywieziono ich skutych kajdanami po dwóch z więzienia Montelupich w Krakowie z transportem inteligencji krakowskiej i żydów, 26 czerwca 1941 roku. Było ich dwunastu (11 księży i 1 koadiutor). Na placu apelowym zdjęto im kajdanki i po „krwawym chrzcie” przeznaczono do karnej kompanii na bloku śmierci w Oświęcimiu. Dowódca karniaka – SS-man o szczurzym wyrazie twarzy i czarnych krogulczych oczach – każdego nowo przybyłego pyta o zawód – „Ksiądz katolicki” – pada odpowiedź. Wścieka się ze złości, kopie butem w brzuch, bije batogiem po twarzy, po głowie, aż krew rudymi strużkami spływa na szyję i plecy. Jak z rogu obfitości sypią się brzydkie obelgi i przekleństwa.

    Tyś ksiądz? Tyś Pfaffe, złodziej, obłudnik – następnie wygłasza przemówienie powitalne – które kończy się apostrofą – Zdechniecie tu wszyscy świńskie psy! Jedyna nadzieja dla was to krematorium.

    Następnego dnia obóz wyrusza do pracy. Z kotłowiska ludzi na placu formują się oddziały i maszerują przez bramę, idą niewyspani, głodni – jakby zaczadzeni oparami krwi i trupich dymów, które wydobywają się ognistymi pióropuszami z kominów krematoryjnych. Kompania karna pracuje w dołach żwirowych. Księży i żydów odłączono i oddano pod szczególniejszą opiekę SS.manów i Kapy-sadysty. Każdy otrzymuje żelazne taczki, łopatę i kilof. Praca polegała na tym, by rozbijać kilofem kamienie i żwir, ładować na taczki i wozić do dołu osiem metrów głębokiego. Prace musiano wykonywać „biegiem”, czego pilnowali uzbrojeni w styliska specjalni przodownicy pracy. Bili oni bez litości – a szczególniej znęcali się nad księżmi. Po krótkim czasie krwawymi odciskami pokrywały się dłonie i zmęczenie zaczęło ogarniać obolałe kości.

    Pierwszy upadł ksiądz Jan Świerc, dyrektor i proboszcz domu i parafii salezjańskiej w Krakowie na Dębnikach.

    Robić ci się nie chce! – odzywa się okrutny kapo – Zaraz ci pomogą – i grubym styliskiem uderza po głowie, po plecach. Ksiądz Jan chwyta naładowaną ciężkimi kamieniami taczkę i zwolna posuwa się ku dołowi. za nim kroczy zwyrodniały kapo, napędza do pośpiechu, okłada strasznymi razami. Kopie w brzuch. Ilekroć nieszczę śliwiec upadł na ziemię, kopniakami zmuszał do powstania. Ksiądz Jan czuje, że zbliżają się ostatnie chwile jego życia. Żegna się ze światem, ku niebu myśl kieruje.

    O Jezu, Jezu – wzdycha za każdym uderzeniem. To doprowadza kapo do szału. Błyskawice zapaliły się w jego oczach.

    Ja ci pokażę Jezusa! – krzyczy rozwścieczony – Tu nie ma Boga! On cię z rąk moich nie wyrwie! – po czym jął miotać straszne bluźnierstwa. W pewnym momencie twardym batogiem uderzył z całej siły w twarz tak fatalnie, że oko wypłynęło na wierzch. Na jednym ścięgnie kołysało się na policzku, a z czarnej jamy ocznej sączyła się ciemną struga krew. Twarz zmasakrowana – pokryła się zakrzepłą krwią, przedstawiała straszny widok. Ksiądz Jan żył jeszcze, modlił się. Dochodziły nas przytłumione jęki: O Jezu, zmiłuj się nade mną!… Po raz ostatni odwraca ku nam twarz i żegna nas niemym spojrzeniem. Krwawy kapo postanawia zadać swej ofierze cios śmiertelny. Podniósł go z ziemi. Całą siłą pchnął na taczkę z kamieniami, tak iż złamał mu krzyż, zwisającą głowę zmiażdżył kamieniem.

    „Po mistrzowsku to zrobiłeś” – rozległ się okrzyk i chichot stojących SS-manów. Ksiądz Jan nie żył. Ciało jego jeszcze ciepłe – zawieziono na taczce do krematorium, a dusza kapłana – męczennika poszła po palmę zwycięstwa do Tego, za Którego on krew swą przelał.

    Ksiądz Jan Świerc pierwsza ofiara tego pamiętnego dnia 27 czerwca 1941 roku zginął na słynnym żwirowisku. Odszedł do Pana po nagrodę za wierność powołaniu salezjańskiemu i kapłańskiemu. Módlmy się o zaliczenie go do grona błogosławionych męczenników drugiej wojny światowej.

    (modły zostały wysłuchane)

    Zginął w 64-tym roku życia, 42 ślubów zakonnych i 38 kapłaństwa.

    Numer obozowy 17352.

  • +

  • Ks. Ignacy Antonowicz (1890 – 1941). Urodzony 14 lipca 1890 roku we Więcławicach, syn Jakuba i Jadwigi Valerius. Należy do pierwszych wychowanków oświęcimskich (1901-1905) i do drugiego rocznika nowicjuszów daszawskich z czasów księdza magistra Piotra Tirone. Studia filozoficzne odbył w Rzymie, gdzie również doktoryzował się później z teologii na Uniwersytecie Gregoriańskim w latach 1912-1916. Na praktyce asystenckiej był w naszym Studentacie Filozoficznym w Radnej i dwa lata w Lublianie. Wyświęcony na kapłana 23 kwietnia 1916 roku w Rzymie przez biskupa Capotosti. Po święceniach prowadził wykłady w Studentatach we Włoszech, w 1917 w Foglizzo z dogmatyki, a w roku 1918 w Cavaglia, do których uczęszczali także Polacy przebywający w Italii. Od 1919 roku pełnił obowiązki kapelana armii Hallera we Włoszech, Francji i w Polsce. W 1920, zostaje profesorem w Studentacie Filozoficznym w Krakowie, a potem znowu kapelanem wojsk polskich do roku 1921, kiedy to otrzymuje odznaczenie i krzyż walecznych. W 1922 roku widzimy go w Studentacie Filozoficznym jako profesora, a w latach 1923-1924 jako profesora teologii i redaktora „Pokłosia Salezjańskiego” w Oświęcimiu.

    W latach 1925-1926 jest katechetą zakładu Oświęcimskiego, a od roku 1927-1930 dyrektorem zakładu i gimnazjum salezjańskiego w Aleksandrowie. Następnie w Różanymstoku sprawuje urząd dyrektora w latach 1931-1934. Od roku 1934 pełni funkcję dyrektora Salezjańskiego Instytutu Teologicznego w Krakowie aż do uwięzienia 23 maja 1941 roku i tragicznej śmierci w obozie oświęcimskim w dniu 21 lipca 1941 roku.

    Wzorowy w życiu zakonnym pod każdym względem, taktyczny pedagog, poszukiwany jako kierownik dusz w konfesjonale, wybitny jako profesor. Cieszył się ogólnym uznaniem. Uwięziony został właśnie, gdy wracał z posługi duchowej jako spowiednik zakonnic w mieście.

    Opatrznościowy wybór

    Chłopięce lata księdza Ignacego charakteryzuje pewien ciekawy wypadek, jaki zdarzył się w oświęcimskim zakładzie salezjańskim, gdzie przebywał przez cztery lata (1901-1905). Pracując w tym zakładzie salezjanie, przygotowali z ogromnym wysiłkiem i poświęceniem wielką loterie fantową, której celem było zdobycie środków materialnych na potężnie zakrojone dzieło wychowawcze. Loteria ta objęła swoim zasięgiem kilka państw. Mimo niezwykłego zainteresowania społeczeństwa loterią i wielkiej ilości fantów, przedsięwzięciu groziło całkowite fiasko. Młodzież modliła się gorąco, polecając całą sprawę świętemu Józefowi. Po modlitwie chłopcy zbierają się do wyboru jednego spośród siebie, który będzie przeznaczony do dziwnej funkcji. W wyniku powszechnego głosowania, wybór padł na małego chłopca, najlepszego z kolegów. Tak wybranego prowadzą do puszki z losami i polecają dokonać ciągnienia. Numer wyciągnięty pada na największą wygraną, która pozostała własnością Zakładu. Niepowodzenie loterii zostało zażegnane, pierwsza salezjańska placówka uratowana. Szczęśliwym owym chłopcem posłanym przez świętego Józefa był właśnie mały Ignaś Antonowicz.

    Wielkie dary Boga

    Wyjątkowymi zdolnościami obdarowała Opatrzność tragicznie zmarłego współbrata. Studia tak filozoficzne jak i teologiczne odbył na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie uzyskuje pierwszy doktorat z filozofii. Nauki teologiczne wieńczy również na tym samym Uniwersytecie stopniem doktorskim. Przed młodym, utalentowanym tak hojni i dobrze przygotowanym kapłanem otwierają się szerokie pola pracy w Zgromadzeniu. Przeszedł prawie wszystkie rodzaje zajęć, jakie zdolny i gorliwy kapłan znajduje w Zgromadzeniu Salezjańskim. Jest asystentem, nauczycielem, profesorem filozofii, teologii, prowadzi jedno z najlepszych w Polsce gimnazjum, zostaje w końcu dyrektorem Instytutu Teologicznego i przy tym Radcą Inspektorialnym.

    Na tylu różnych stanowiskach ksiądz Antonowicz dał się poznać, jako zrównoważony i opanowany wychowawca, jako znakomity profesor i wytrawny kierownik dusz. Przysłowiowy spokój malujący się na jego twarzy, odzwierciedlał jego wnętrze i był wszystkim znany. Ten sam spokój cechował go na wszystkich wykładach, do których sumiennie się przygotowywał. A może i nie potrzebował długich przygotowywać, bo posiadał pamięć fenomenalną. Młodzi salezjanie mieli w nim doskonały wzór prawdziwego syna świętego Jana Bosko. Swojemu powołaniu kapłańskiemu i zakonnemu pozostał wierny „usque ad finem”.

    Męczeństwo

    W tragicznym dniu 23 maja 1941 roku, w samą wigilię uroczystości ku czci Wspomożycielki Wiernych, podziela los kilkunastu salezjanów krakowskich. Jako przełożony domu przy ul. Tynieckiej 39, dyrektor, zostaje aresztowany i osadzony następnie razem z innymi w więzieniu Montelupich w Krakowie. Tutaj błazeńskie procesy, ohydne bluźnierstwa i bestialskie pastwienie się nad zupełnie bezbronnymi i niewinnymi salezjanami wyczerpały i księdza Antonowicza, bo przecież do starszych należał.

    Po krótkim pobycie w więzieniu w Krakowie, przewieziono go razem z innymi do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Do tego samego miasta, w którym czterdzieści lat temu po raz pierwszy przekroczył próg salezjańskiego Zakładu. Wtedy jako małe chłopię, dziś, jako mąż w sile wieku i pełni sił duchowych, jako dzielny syn księdza Bosko.

    W obozie oświęcimskim przechodził te same katusze i męczarnie, jak inni salezjanie. Nie załamywał się jednak. Dzień 27 czerwca 1941 roku – zaczyna się dla kilku Golgotą – kopanie, przynaglanie do pośpiechu, bicie. Upał tego dnia był straszny, to jeszcze więcej odbierało siły, wyczerpywało. Następują dalsze tor tury. Już czterech zostało zamordowanych – księża: Jan Świerc, Ignacy Dobiasz, Franciszek Harazim, Kazimierz Wojciechowski. Zdawałoby się, że krwiożerczy Franz da spokój innym ofiarom. Ale myliłby się ten, kto by tak sądził. Przyszła kolej na księdza Dyrektora Ignacego Antonowicza. Doznał on licznych obrażeń po całym ciele. Twarz miał spuchniętą i posiniaczona od bicia – wprost nie do poznania. Długo trwały jego męczarnie. Nie zakończyły się jednak jego śmiercią, bo około godziny 16.00 zjawił się w pobliżu obozu komendant obozu, coś powie dział esesmanom i kapo odjechał. Coś zaszło niespodziewanego. Po tej wizycie już tak nie bito, nie kopano, nie napędzano do pośpiechu, a nawet rozeszła się wiadomość, że księża pozostali przy życiu maja być zwolnieni z karnej kompanii. Praca tego dnia dobiegła końca. Powrót do obozu – znowu straszny apel… ksiądz Konieczny uderzony traci przytomność, a tymczasem dowódca karnej kompanii wywołuje księdza Antonowicza, wyczerpanego zupełnie przed szeregi, każe padać na ziemię i powstawać bez końca. Wreszcie szczuje psem, który zrywa z nieszczęśliwca płaty skóry i kawałki ciała. Nieprzytomnego księdza Ignacego odniesiono na „rewir” gdzie 21 lipca 1941 roku zmarł.

    To piąta ofiara pamiętnego dnia 37 czerwca 1941 roku. Tak skończył swój ziemski żywot ksiądz Ignacy Antonowicz. Czterdzieści lat temu, zaczął poznawać życie salezjańskie… a teraz, jako dojrzały, w pełni sił fizycznych i duchowych konał jako prawdziwy męczennik w tym samym „salezjańskim mieście” Oświęcimiu! Prawdziwy męczennik za wiarę i za to, że był księdzem katolickim.

    Można powiedzieć, ze ksiądz Ignacy przeczuwał swoją śmierć męczeńską. Kiedy został dyrektorem Salezjańskiego Instytutu Teologicznego w Krakowie, powiedział dosłownie:

    „Odtąd będę obchodził imieniny nie w dniu świętego Ignacego Loyoli – wyznawcy, ale w dniu świętego Ignacego Antiocheńskiego – męczennika”.
    W dniu swego aresztowania powiedział do jednego ze Współbraci:

    „Wszystko jest przygotowane na wypadek gdybym nie wrócił. Pamiętajcie jeszcze zapewnić siostrom W… Mszę świętą, ewentualnie postarajcie się dla nich o kapelana”.
    Mamy nadzieję, że tak tragicznie zmarły – zamordowany przez oprawców w obozie śmierci cieszy się wiekuistym szczęściem i że powiększył szeregi owych prawdziwych bohaterów, salezjanów – męczenników.

    Zginął w 51 roku życia, 34 ślubów zakonnych i 25 kapłaństwa.

    Numer obozowy 17371.

  • Ksiądz Karol Golda - męczennik.

    14 maja 1942 roku zginął w obozie koncen tracyjnym w Oświęcimiu ks. Karol Golda, młody, bo zaledwie 28 lat liczący salezjanin. Męczeńska i bezlitosna śmierć wyrwała z szeregów salezjańskich pełnego energii kapłana, wzorowego zakonnika i utalentowanego wychowawcę.

    Ksiądz Karol Golda (1914 – 1942) urodził się w Tychach na Śląsku 23 grudnia 1914 roku, syn Ludwika i Anny zd. Świerczyk. Pierwsze lata szkolne spędza w miejsco wości rodzinnej, następnie uczęszcza do gimnazjum w Pszczynie Z najmłodszych lat zachowało się jedno charakterystyczne powiedzenie. Lubił przebywać na miejscach wzniesionych. Zapytany, co go tam ciągnie, odpowiedział:

    „Ja muszę zdążać w górę”.
    Odznaczał się budującą pobożnością. Często przystę pował do Komunii świętej, z przyjemnością adorował Najświętszy Sakrament.

    Pewnego razu zetknął się z wychowankami salezjańskimi z Oświęcimia. Ich opowiadania o wspólnym życiu zakładowym urzekły go. Miał wtedy 13 lat. Postanawia dostać się do Oświęcimia za wszelką cenę. Kierownictwo Zakładu odrzuciło ego prośbę. Śpieszy osobiście do księdza Dyrektora. Zostaje wprawdzie przyjęty, ale warunkowo. To mu wystarcza. Rodzice tłumaczą mu, że życie zakładowe może być dla niego nieodpowiednie, za ciężkie. Roztaczają przed jego oczyma widoki wygodnej przyszłości w świecie. Czują już jednak, że w duszy i sercu ich syna narodziło się pragnienie poświęcenia się Bogu na całe życie. Wtedy młodziutki Karol powtarza im słowa śwętego Stanisława Kostki:

    „Zdaje mi się, że do wyższych rzeczy jestem stworzony”.
    Od tej chwili poprowadzi go Bóg drogą nie zawsze wygodną, ale za to pewną. Drogą prawdy i zbawienia.

    Lata zakładowe, aż do szóstej klasy włącznie upływają Karolowi na pilnym poznawaniu nauki i ciągłym postępie moralnym. . Cechują go w tym okresie: sumien ność w spełnianiu swoich obowiązków oraz serdeczny stosunek do przełożonych i kolegów. Jest także dobrym sportowcem, okazując przy tym wielka zręczność, sił i wdzięk.

    Mając zaledwie 16 lat, dostaje się do nowicjatu Zgromadzenia Salezjańskiego w Czerwińsku. Jeden z jego kolegów pisze o nim:

    „Mimo swego młodziutkiego wieku dowiódł, iż sprawę kształtowania swego ducha pojmował zupełnie na serio”.
    W dniu 23 lipca 1932 roku składa śluby czasowe kończąc nowicjat. Dalszą formację uzupełnia w Marszałkach. Kończy tutaj także ostatnie dwie klasy gimnazjalne. Gruntownie studiuje filozofię i przedmioty ścisłe. W stosunku do kolegów jest nadzwyczaj uczyn nym. Pomaga słabszym nie tylko w nauce, ale nawet w ubocznych zajęciach.. Nic tez dziwnego, że otrzymuje od przełożonych bardzo pochlebne świadectwo:

    „Kleryk Karol Golda – odznacza się dobrym duchem, bardzo uzdolniony, lubi matematykę i filozofię, gotów jest do każdej pracy”.
    Ta opinia umożliwia mu w przyszłości wyjazd do Rzymu na studia na Uniwersytecie Gregorian skim.

    Po maturze wysyłają go przełożeni na asystencję do Daszawy do pracy wśród chłopców. Dopiero teraz ma okazję pokazania swoich zdolności wychowawczych. Wszystkie dotychczas zdobyte wiado mości pedago giczne wykorzystuje w całej pełni. Jego zamiłowanie do sportu gromadzi wokół niego dziesiątki chłopców. Potrafi ich zorganizować, rozruszać najbardziej powolnych i ociężałych. Wszędzie jest obecny, nad wszystkim czuwa, ospałych zachęca, co gorętszych uspokaja, a wszystko to czyni z taka dobrocią i sprawiedliwością w czynie, że nikt nie protestuje, nie gniewa się, nie krzywi, ale każdy przyjmuje uwagi z życzliwością.

    Zrozumiałym się staje, że przy tak wybitnych uzdolnieniach skracają mu przełożeni praktyczną próbę pedagogiczną, wysyłając jednocześnie kleryka Karola w roku 1935 na studia teologiczne do Rzymu.

    Tutaj zgłębianie wiedzy teologicznej jest jego głów nym zajęciem. Nie rozprasza umysłu swego ubocznymi zainteresowaniami. To mu pozwala na zrozumienie wielu zawiłych kwestii. Ulubionymi jego przedmiotami to dogma tyka i Pismo święte.

    18 grudnia 1938 roku otrzymał święcenia kapłań skie z rąk biskupa Rotolo w naszej bazylice Sacro Cuore w Rzymie. Odprawił nazajutrz Mszę św. w Katakumbach św. Kaliksta. Uzyskawszy licencjat fakultetu teologicz nego wraca do kraju w lipcu 1939.

    Wybuch wojny zastaje go w Poznaniu. Wraz z innymi udaje się do zakładu salezjańskiego w Lądzie. Podczas działań wojennych zachowuje zadziwiający spokój, czyniąc dobrze wszystkim wokoło. W październiku powra ca do Poznania i tu pomaga w pracy duszpasterskiej w kościele salezjańskim przy ul. Wronieckiej.

    Pragnie wyjechać na dalsze studia biblijne, jednakże nie otrzymuje od władz niemieckich pozwolenia. Wtedy to przełożeni mianują go radcą (kierownik studiów) dla grupy teologów w Oświęcimiu. Ksiądz Karol z właściwą sobie powagą pojął i wykonywał swój obowiązek. Poza tym ochotnie udzielał się wszelkiej posłudze kapłańskiej. Przez pewien czas obsługiwał parafie mysłowicką. Pobożność swoją pogłębiał coraz bardziej. Całym sercem ukochał wspólne życie zakonne. W nim doznawał ciepła i atmosfery rodzinnej, którego jest spragnione serce każdego człowieka.

    Ofiara sakramentu spowiedzi

    31 grudnia 1941 roku zostaje aresztowany przez gestapo i osadzony w pobliskim obozie śmierci.

    Powód aresztowania był szczególny. Ksiądz Karol gorliwie przesiadywał w konfesjonale, jednając dusze z Bogiem. Udzielając się wszystkim nie wyłączając osób mówiących językiem niemieckim. I oto od pewnego czasu począł dość często spowiadać się u niego jeden z żołnierzy niemieckich. Był to szczery katolik, wcielony do armii niemieckiej. Wiadomo zaś o tym było, że regulamin wojskowy z czasów Hitlera zabraniał żołnierzom przystę pować prywatnie do sakramentów świętych. Prócz tego księżom polskim nie wolno było udzielać posług kapłań skich Niemcom. Ksiądz Karol zdawał sobie sprawę z przykrych następstw, które go czekały z tego powodu. Bystre oko gestapo wyśledziło wnet przestępstwo polskie go księdza.

    Ksiądz Karol został aresztowany i poprowadzony do obozu koncentracyjnego, penitenta zaś wysłano na wschodni front.

    Ksiądz Karol przeszedł pięć miesięcy prawdzi wego męczeństwa., w czasie którego nie oszczędzono mu bunkra głodowego, został zamordowany 14 maja 1942 roku.

    Wśród samych SS-manów miejscowych panowała opinia, że ksiądz Golda zginął jako ofiara tajemnicy spowiedzi.

    Jeden ze współbraci tak pisze o nim:

    „Padł na posterunku kapłańskim. Nadprzyrodzona miłość kazała mu go objąć. Jeśli całe jego życie było panowaniem woli nad drażniąca sytuacją i nerwami, to w ten sposób heroiczny dokazał tego w ostatnich obozowych przeży ciach. Hołd jego świętej, niezłomnej kapłańskiej woli oddać musieli nawet złowrogo nastawieni względem niego ludzie”.
    Zginął w 28 roku życia, 9 profesji zakonnej i w 3 kapłaństwa.

    Numer obozowy 18160.

Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.