Fajny film dzisiaj widziaaaaa...

12930323435

Komentarz

  • Tomek napisal(a):
    Akurat tymi cyferkami bym się przejmował najmniej o ile w ogóle.
    To tak jak ja.
  • edytowano August 17
    trep napisal(a):
    Tkaniny produkowane przez tę spółkę były tanie i niskiej jakości, co stało się źródłem gwarowego określenia charakterystycznego dla Łodzi: „siajowe” tzn. niskiej jakości, kiepskie."

    Tak i dla mnie wszystkie te awenżesry daje się opisać tym jednym (regionalnym) przymiotnikiem.
    Trochę nietrafne porównanie. Tanio to w kinie robił Ed Wood. Te różne dzisiejsze blockbustery są natomiast tak drogie, że w Polsce nawet jakby się ktoś mocno uparł to by nawet ćwierci potrzebnej kasy nie zebrał.

    I wcale też nie są one niskiej jakości. Przy nich pracują rzemieślnicy najwyższej klasy: obraz, dźwięk, efekty... Aktorzy też bardzo dobrzy. One są tylko bezbrzeżnie głupie.

    Jak już się trzymać porównań tekstylnych to mnie się to kojarzy z niektórymi pokazami mody. Wychodzi modelka w kiecce. Kiecka znakomicie skrojona, pasuje na nią idealnie. Krawiec mistrz. Materiał też na pewno najwyższej jakości. Perfekcyjnie dobrane dodatki. Tylko że z tak ubraną kobietą wstydziłbym się gdzieś pokazać.
  • edytowano August 17
    Uczepiłem się tylko tej reguły (nie chce mi się sprawdzać, czy akurat takich dokładnie słów użyłeś), że aby film był "dobry" musi być "kasowy", gdyż wtedy obejrzy go określona liczba osób.
    Nie powiedziałem tak. Mówię, że film powinien być popularny, aby mógł być doniosły/ważny w sensie wpływu jego treści na ludzkość. Wedle prostej zasady: przekaz nieodebrany nie ma wpływu. Oczywiście to uproszczenie. Niszowy film może zainspirować kogoś, kto będzie następnie tworzył hiciory itp.
    Spytany przeze mnie o filmy, które uważasz za najbliższe "arcydziełu", wymieniłeś te naście filmów. Przyjąłem, że filmy najbliższe arcydziełu muszą być "dobre".
    A przeczytałeś wstęp do mojej listy? Zawiera ona moje subiektywne preferencje filmowe. A zatem nie jest to ani lista filmów moim zdaniem najlepszych, ani też najdonioślejszych. Zawiera ona listę filmów, które najbardziej mi się podobały wedle prostego klucza "chętnie bym znów obejrzał".

    Listy filmów najlepszych nie podjąłem się podać, zaś co do najdonioślejszych - to będą m. in. te, które podałem dziś.
    Tak i dla mnie wszystkie te awenżesry daje się opisać tym jednym (regionalnym) przymiotnikiem.
    Zatem nie zrozumiałeś mnie. Jaki film jest bardziej doniosły, czyli mający wielkie znaczenie i odgrywający istotną rolę dla ogółu ludzi? Film o głębokim, wartościowym przekazie, który obejrzała garstka osób czy film o przekazie miałkim, który obejrzały wielkie rzesze? Odpowiadam: ten, którego przekaz odcisnął bardziej znaczące piętno na ludzkości. Czyli zazwyczaj ten, który ze swoim przekazem dotarł do liczniejszej audiencji (ale patrz wyżej o uproszczeniu).

    To kryterium nie ma nic wspólnego z jakością przekazu/treści ani też z moimi preferencjami. Trzy odrębne kwestie, trzy odrębne listy filmów.

    Oczywiście, możemy też mówić o filmie dobrym w tym sensie, iż skutecznie dostarczył on dobry przekaz wielu ludziom. A zatem tak pojęty dobry film jest to hit o mądrym, dobrym przekazie. Oby takie powstawały, ale z jakiegoś względu walory czyniące z filmu hit rzadko idą w parze z walorami, które czynią jego przekaz dobrym.

  • Mam wrażenie, że w słowie „doniosły” kryje się jednak jakiś składnik znaczeniowy wykraczający poza zasięg i skuteczność oddziaływania, wzdragam się np. na myśl o powiedzeniu „doniosła rola porno”.

    Może chodzi o to, co się tam „donosi” – czy to coś jakościowego, czy coś oblepiającego, niebudującego, byle jakiego czy po prostu dla przyjemności.
    Tomek napisal(a):
    wcale też nie są one niskiej jakości. Przy nich pracują rzemieślnicy najwyższej klasy: obraz, dźwięk, efekty... Aktorzy też bardzo dobrzy. One są tylko bezbrzeżnie głupie.
    A to akurat nieprawda. Tandeta jest ponoć w tych produkcjach coraz większa, i nie chodzi tylko o zdanie osób nieoglądających tych filmów. Ta formuła się już wyczerpuje – mówię teraz konkretnie o szmirach Marvela.

    To gówienko niżej to, zdaje się, crème de la crème szmirowatości formalnej tych tworów (to chyba z jednego z ostatnich filmów tego „uniwersum”). To są już standardy nigeryjskiego kina akcji.


  • Mam wrażenie, że w słowie „doniosły” kryje się jednak jakiś składnik znaczeniowy wykraczający poza zasięg i skuteczność oddziaływania
    Słowa miewają wiele odcieni znaczeniowych. Moim zdaniem używam słowa "doniosły" w pełnej zgodzie z cytowaną definicją słownikową. Jeśli coś rzutuje na światopogląd wielu ludzi, to ma wielkie znaczenie i odgrywa istotną rolę, ergo jest doniosłe. I "donośne", ale to już zabawa słowami.
  • Motes napisal(a):
    Tomek napisal(a):
    wcale też nie są one niskiej jakości. Przy nich pracują rzemieślnicy najwyższej klasy: obraz, dźwięk, efekty... Aktorzy też bardzo dobrzy. One są tylko bezbrzeżnie głupie.
    A to akurat nieprawda. Tandeta jest ponoć w tych produkcjach coraz większa, i nie chodzi tylko o zdanie osób nieoglądających tych filmów. Ta formuła się już wyczerpuje – mówię teraz konkretnie o szmirach Marvela.

    To gówienko niżej to, zdaje się, crème de la crème szmirowatości formalnej tych tworów
    Na postawie wyciętych 12 sekund nie wnioskowałbym o jakości czegoś co ma tych sekund 500 razy tyle. Tu akurat poniżej poziomu, ale dla budżetu polskiego kina i tak chyba nieosiągalne.

    Tym bardziej nie wnioskowałbym o jakości całej tego typu produkcji. Nie śledzę co się dzieje w tym segmencie, ale już nawet w komentarzach może Kolega przeczytać, że to wyjątkowa wpadka i usprawiedliwiana zamieszaniem w produkcji spowodowanym przez COVID. Gdyby to była norma nikt by tych 12 sekund nie wycinał żeby sprowokować oburzanko.

    I w takim razie na co oni wydają za każdym razem jakieś 100 baniek albo więcej? Szwagier w kasie kradnie?
  • A czy ktoś z Koleżeństwa widział może "Miłość" Michaela Hanekego?
    Z genialną rolą Trintignana?

  • edytowano August 17
    To gówienko niżej to, zdaje się, crème de la crème szmirowatości formalnej tych tworów (to chyba z jednego z ostatnich filmów tego „uniwersum”). To są już standardy nigeryjskiego kina akcji.
    Zapewne rzemieślnik, nawet najlepszy, musi włożyć w pracę serce, by efekt był dobry. Może pieniądz nie wystarczy za motywację, może potrzebuje wewnętrznego przekonania, że jego praca jest wartościowa (ma sens). Jeśli tak, na dłuższą metę rzeczywiście nicość treści może pociągać erozję formy. A może to nadinterpretacja jakiejś wpadki o prozaicznych przyczynach. Chyba, że to upowszechniający się trend, a nie wyjątek.
  • Motes ma oczywiście rację. Nie możemy stawiać znaku równości pomiędzy "doniosły" a "kasowy".

    Słowo doniosły musi mieć inne znaczenie. Choćby to, które wkleiłem.

    A jaka jest lista (wystarczy 5 ale może być więcej) najlepszych wg ciebie filmów? Filmów o największej jakości (ignorujemy całkowicie kwestię wpływów).
  • Tomek napisal(a):
    trep napisal(a):
    Tkaniny produkowane przez tę spółkę były tanie i niskiej jakości, co stało się źródłem gwarowego określenia charakterystycznego dla Łodzi: „siajowe” tzn. niskiej jakości, kiepskie."

    Tak i dla mnie wszystkie te awenżesry daje się opisać tym jednym (regionalnym) przymiotnikiem.
    Trochę nietrafne porównanie. Tanio to w kinie robił Ed Wood. Te różne dzisiejsze blockbustery są natomiast tak drogie, że w Polsce nawet jakby się ktoś mocno uparł to by nawet ćwierci potrzebnej kasy nie zebrał.

    I wcale też nie są one niskiej jakości. Przy nich pracują rzemieślnicy najwyższej klasy: obraz, dźwięk, efekty... Aktorzy też bardzo dobrzy. One są tylko bezbrzeżnie głupie.

    Jak już się trzymać porównań tekstylnych to mnie się to kojarzy z niektórymi pokazami mody. Wychodzi modelka w kiecce. Kiecka znakomicie skrojona, pasuje na nią idealnie. Krawiec mistrz. Materiał też na pewno najwyższej jakości. Perfekcyjnie dobrane dodatki. Tylko że z tak ubraną kobietą wstydziłbym się gdzieś pokazać.
    Niech będzie. Niepotrzebnie podkreśliłem "tanie".
  • Tomek napisal(a):
    Motes napisal(a):
    Tomek napisal(a):
    wcale też nie są one niskiej jakości. Przy nich pracują rzemieślnicy najwyższej klasy: obraz, dźwięk, efekty... Aktorzy też bardzo dobrzy. One są tylko bezbrzeżnie głupie.
    A to akurat nieprawda. Tandeta jest ponoć w tych produkcjach coraz większa, i nie chodzi tylko o zdanie osób nieoglądających tych filmów. Ta formuła się już wyczerpuje – mówię teraz konkretnie o szmirach Marvela.

    To gówienko niżej to, zdaje się, crème de la crème szmirowatości formalnej tych tworów
    Na postawie wyciętych 12 sekund nie wnioskowałbym o jakości czegoś co ma tych sekund 500 razy tyle.
    E tam, wyśmienicie sobie kolega radził z wnioskowaniem o czymś, czego kolega nie widział, albo na podstawie trzyzdaniowego konspektu bądź tytułów prac, więc czemu tutaj nagle tak zasadniczo?
    Tomek napisal(a):
    Nie śledzę co się dzieje w tym segmencie, ale już nawet w komentarzach może Kolega przeczytać, że to wyjątkowa wpadka i usprawiedliwiana zamieszaniem w produkcji spowodowanym przez COVID. Gdyby to była norma nikt by tych 12 sekund nie wycinał żeby sprowokować oburzanko.
    Można prosić o przytoczenie tego komentarza? Bo w morzu, ekhm, niepochlebnych komentarzy o standardzie tych tworów istotnie znalazłem komentarz „covidowy”. Wnoszę, że to ten, bo jest z brzegu, a kolega na tyle szybko odpisał, że chyba nie zdążył chwycić się innego. Zacytuję:

    This film was delayed for an entire year and they didn't once think this scene should be polished (change the lighting, improving the effects themselves or just reshooting the scene outright)

    I understand why a lot of Marvel films have poor CGI since they hire CGI artists who aren't unionized and give them ridiculous deadlines

    But since this films release was pushed back because of COVID, this is absolutely inexcusable


    Jeśli istotnie to ten komentarz, rodzi się pytanie: czy to mój angielski jest słaby, czy kolegi? Ten komentarz nie tylko nie usprawiedliwia tego COVID-em, on właśnie wskazuje, że mimo obsuwy czasowej twórcy nie zadbali o poprawę tej sceny. Mało tego, on potwierdza, że jakość filmów Marvela jest generalnie coraz słabsza. Nie chodzi tylko o 12 sekund. W innych komentarzach też się na to zwraca uwagę. Bezsensowne dedlajny sprawiają, że powstaje chałtura.

    O, znalazłem kolejny: They delayed this movie for a year and between the original release date and the final release date, the filmmakers seriously had no time to fix this awful CGI scene which could've been done in a month???


    Cholera, chyba znowu nie ten.

    Zanim wyciągnę definitywne wnioski o kolegi podejściu do rozmówców tutaj, wolę jednak się upewnić. Może w morzu negatywnych komentarzy (w tym tych, które z uwagi na COVID są nawet bardziej krytyczne) jest ten, który kolegę tak zaintrygował.
  • Berek napisal(a):
    A czy ktoś z Koleżeństwa widział może "Miłość" Michaela Hanekego?
    Z genialną rolą Trintignana?

    Zacząłem oglądać, ale śmierdziało mi produkcyjniakiem (czyli filmem kręconym jako ambitny) i wyłączyłem. Film nie był autentyczny. Nie powstał z potrzeby serca.

  • A wiecie że Rio Bravo jest filmem o miłości?
  • Berek napisal(a):
    A czy ktoś z Koleżeństwa widział może "Miłość" Michaela Hanekego?
    Z genialną rolą Trintignana?

    A czy ta miłość to nie polega czasem na tym, że oni tam na koniec duszą się poduszkami?

    Tak słyszałem i trochę mnie to zniechęca do oglądania tego filmu.
  • Motes napisal(a):
    Berek napisal(a):
    A czy ktoś z Koleżeństwa widział może "Miłość" Michaela Hanekego?
    Z genialną rolą Trintignana?

    A czy ta miłość to nie polega czasem na tym, że oni tam na koniec duszą się poduszkami?

    Tak słyszałem i trochę mnie to zniechęca do oglądania tego filmu.
    Oj, to dobrze, że nie obejrzałem. Już mi wystarczy ten Clint z bokserką.
  • los napisal(a):
    A wiecie że Rio Bravo jest filmem o miłości?
    Z tytułu sądziłem, że o hydrologii.
  • Żadne zasoby wodne w dziele nie występują, ani płynące ani stojące. Bohaterowie nawet jeśli spożywają to whiskey (40%). Co prawda omal nie dochodzi do spożycia piwa (4%) ale bohater grany przez Deana Martina w alkoholowym amoku ciska butelką o ścianę.
  • Motes napisal(a):
    E tam, wyśmienicie sobie kolega radził z wnioskowaniem o czymś, czego kolega nie widział, albo na podstawie trzyzdaniowego konspektu bądź tytułów prac, więc czemu tutaj nagle tak zasadniczo?
    Kolega po raz kolejny mi wmawia, że moje PYTANIE o koszerność Malicka było wnioskowaniem czy nawet ocenianiem. Za każdym razem podkreślałem, że sam się nie znam na tej jego uduchowionej symbolice i proszę o opinie mądrzejszych.

    Jak chodzi o Marvela to ma Kolega rację, nie analizowałem dokładnie tych 12 sekund i komentarzy do nich, tylko tak przeleciałem jednym okiem, więc niech będzie, że Kolega ma rację. W komentarzach jadą po tych 12 sekundach. Ale dalej uważam, że jak ktoś musi wyciąć 12 sekund, żeby pokazać, że coś jest chłamem to bym się za bardzo na takim "materiale" nie opierał.
  • edytowano August 17
    Słowo doniosły musi mieć inne znaczenie. Choćby to, które wkleiłem.
    Prawdopodobnie utarło się kojarzyć słowo doniosłość z czymś pozytywnym, ze wzrostem i rozwojem, nie z degradacją. Ale nie ma takiej konotacji wedle podanej definicji słownikowej, ja też jej nie zakładam, bo istotna rola może być in minus. Również - doniosła rola filmu to nie to samo, co doniosły przekaz filmu.

    Może przejdźmy dalej po prostu, nie sterczmy za długo przy jednym eksponacie.
    A jaka jest lista (wystarczy 5 ale może być więcej) najlepszych wg ciebie filmów? Filmów o największej jakości (ignorujemy całkowicie kwestię wpływów).
    Zacytuję sam siebie:
    Zbyt mało w ostatnich latach widziałem nowych filmów, by rzetelnie próbować zestawić 5 moim zdaniem "ogólnoludzko" najlepszych.
    Ponadto:
    używam filmów do rozrywki typu wciągająca opowieść
    Stąd wynika, iż nieczęsto oglądam filmy o największej jakości (przekazu i walorów artystycznych, jak rozumiem), trudno więc o rzetelną listę pięciu "naj". Z tych, co widziałem? Z trudem uzbieram, nie mówiąc o wybieraniu najlepszych, proszę, nieposortowane:

    Pasja;
    Życie Jezusa (tytuł niepewny, jako wizualizacja Ewangelii wg św. Jana - tzn. zasadniczą wartość tutaj daje tekst Ewangelii po prostu, w sumie każdy film tego typu, jeśli nie przeinacza prawdy);
    Apocalypto;
    Misja;
    Siedmiu samurajów;
    Niebieski (Kieślowskiego, acz szczerze pamiętam tylko, że wartościowy, zero konkretów zostało, może to zmyłka w stylu deszcz na szybie, aktor mówi powoli = dobry film);
    Nosferatu (Herzoga, wyłącznie na odcinku skuteczności środków artystycznych, a horrorów, zwłaszcza udanych, jak ten, nie lubię);
    Requiem dla snu;
    Odyseja Kosmiczna (2001 i 2010 zbiorczo);
    Zły porucznik (chyba, jeśli dobrze kojarzę? Ten z 1992);
    Władca Pierścieni (trylogia);
    Łowca (z Dafoe, żeby coś z nowszych jednak było w zestawieniu).

    Najpewniej coś jeszcze z tej kategorii widziałem, ale nie pamiętam, bo takie rzeczy absorbowałem głównie w dawnych czasach i w większości tylko raz.
  • edytowano August 17
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    los napisal(a):
    A wiecie że Rio Bravo jest filmem o miłości?
    Z tytułu sądziłem, że o hydrologii.
    Czy wiecie, ze w wiekopomnyn dziele filmowym Luisa Bunuela "Pies Andaluzyjski" nie ma nic ani o psie, ani o Andaluzji?
  • Zacząłem oglądać, ale śmierdziało mi produkcyjniakiem (czyli filmem kręconym jako ambitny) i wyłączyłem. Film nie był autentyczny. Nie powstał z potrzeby serca.
    No i to pokazuje, jak bardzo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

    To bardzo ciężki, kameralny film - i w trakcie oglądania mnie mocno wkurzył - ale jak życie mnie postawiło w określonej sytuacji, z biegiem czasu coraz bardziej go cenię.

    BTW nie zapominam że Haneke jest autorem "Funny Games", przedziwnego filmu który zostawia widza z przekręconą wątrobą.
    A czy ta miłość to nie polega czasem na tym, że oni tam na koniec duszą się poduszkami?

    Tak słyszałem i trochę mnie to zniechęca do oglądania tego filmu.
    Pewnie, tak strywializować można w sumie wszystko.
    :(
    No, a "Przeminęło z wiatrem" jest filmem o niezachowywaniu przepisów przeciwpożarowych.
  • Zbrodnia i kara -- Student morduje lichwiarkę, ale wymięka w śledztwie i wpada.
  • Psychopatyczny zabójca zabija żonę i wszystkie, z wyj. jednego, dzieci głównego bohatera. Ocalały syn zostaje porwany. Bohater przy pomocy upośledzonej umysłowo, przygodnie poznanej, kobiety, próbuje go odnaleźć.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Zbrodnia i kara -- Student morduje lichwiarkę, ale wymięka w śledztwie i wpada.
    Pewien analityk napisał, ze wyjaśnienie "Zaginionej Autostrady" Davida Lyncha sprowadza się do impotencji głównego bohatera - saksofonisty jazzowego.
  • Zaginiona Autostrada dowiozła mnie do Rammstein. Więcej nie pamiętam. :)
  • Dopiero teraz robi się fascynujące.
  • edytowano August 17
    Pani_Łyżeczka napisal(a):
    Zaginiona Autostrada dowiozła mnie do Rammstein. Więcej nie pamiętam. :)
    Z kolei ultra-psychodeliczno-surrealistyczna "Głowa do wycierania" ma traktować o lęku przed podjęciem roli ojca
  • Pani_Łyżeczka napisal(a):
    Zaginiona Autostrada dowiozła mnie do Rammstein. Więcej nie pamiętam. :)
    mało dziwne - amerykanska eksklawa
  • edytowano August 17
    A! Jeszcze po drodze zbierałam Nine Inch Nalils.
  • edytowano August 17
    Tomek napisal(a):
    Motes napisal(a):
    E tam, wyśmienicie sobie kolega radził z wnioskowaniem o czymś, czego kolega nie widział, albo na podstawie trzyzdaniowego konspektu bądź tytułów prac, więc czemu tutaj nagle tak zasadniczo?
    Kolega po raz kolejny mi wmawia, że moje PYTANIE o koszerność Malicka było wnioskowaniem czy nawet ocenianiem. Za każdym razem podkreślałem, że sam się nie znam na tej jego uduchowionej symbolice i proszę o opinie mądrzejszych.
    To nie było pytanie, tylko wyraźna i uporczywie powtarzana sugestia. Nawiasem mówiąc, z tym samym uporem byłem włączany do grona urzeczonych katolickością Malicka albo „wpisujących Malicka w katolickość”, podczas gdy pisałem o jednym, konkretnym dziele.
    Tomek napisal(a):
    Jak chodzi o Marvela to ma Kolega rację, nie analizowałem dokładnie tych 12 sekund i komentarzy do nich, tylko tak przeleciałem jednym okiem, więc niech będzie, że Kolega ma rację. W komentarzach jadą po tych 12 sekundach. Ale dalej uważam, że jak ktoś musi wyciąć 12 sekund, żeby pokazać, że coś jest chłamem to bym się za bardzo na takim "materiale" nie opierał.
    Mam rację? Miałem się tutaj rozpisać, co myślę o koledze nastawieniu, ale zaraz będzie, że psychoanaliza, przedstawię to zatem w skondensowanej formie: jak widzi kolega, że jakiś forumkowicz zestawia obok siebie dwa słowa – Malick, katolicyzm – to pierwsze, co kolega robi dosłownie pięć sekund później, to wpisanie w wyszukiwarce następujących dwóch słów: Malick, satanizm.

    Tak, to hiperbola. Ale chyba wiadomo, o co biega.

    A bywa nawet gorzej, bo przecież jak trzeba, to kolega nawet nakłamie, że widział coś, czego w istocie nie ma. I to już, do licha, nie jest hiperbola. No można i tak. Tak czymać!

    A co do zalinkowanej scenki – skoro użyłem w odniesieniu do niej fhącuskiego sformułowania krem dela krem, to z bardzo wyraźnych powodów. Oprócz chęci pochwalenia się znajomością języka fhącuskiego oczywiście. Jak koledze tak wyśmienicie wychodzi wklepywanie fraz w wyszukiwarce, to niech sobie kolega wklepie frazy „bad CGI Marvel” czy coś. I będzie miał kolega multum dyskusji o tym, nie tylko o tej dwunastosekundowej wstawce. A i na TyTubce są o tym materiały i dłuższe sekwencje.
  • Berek napisal(a):
    A czy ta miłość to nie polega czasem na tym, że oni tam na koniec duszą się poduszkami?

    Tak słyszałem i trochę mnie to zniechęca do oglądania tego filmu.
    Pewnie, tak strywializować można w sumie wszystko.
    Jasne, można też subtelniej i kulturalniej, np. Chestertonem: Współczesny świat jest pełen dawnych chrześcijańskich cnót, które nagle oszalały. Oszalały dlatego, że zostały odseparowane od siebie i błąkają się po świecie samotnie
  • Motes napisal(a):
    Berek napisal(a):
    A czy ta miłość to nie polega czasem na tym, że oni tam na koniec duszą się poduszkami?

    Tak słyszałem i trochę mnie to zniechęca do oglądania tego filmu.
    Pewnie, tak strywializować można w sumie wszystko.
    Jasne, można też subtelniej i kulturalniej, np. Chestertonem: Współczesny świat jest pełen dawnych chrześcijańskich cnót, które nagle oszalały. Oszalały dlatego, że zostały odseparowane od siebie i błąkają się po świecie samotnie
    !
  • edytowano August 17
    Motes napisal(a):
    Tomek napisal(a):
    Motes napisal(a):
    E tam, wyśmienicie sobie kolega radził z wnioskowaniem o czymś, czego kolega nie widział, albo na podstawie trzyzdaniowego konspektu bądź tytułów prac, więc czemu tutaj nagle tak zasadniczo?
    Kolega po raz kolejny mi wmawia, że moje PYTANIE o koszerność Malicka było wnioskowaniem czy nawet ocenianiem. Za każdym razem podkreślałem, że sam się nie znam na tej jego uduchowionej symbolice i proszę o opinie mądrzejszych.
    To nie było pytanie, tylko wyraźna i uporczywie powtarzana sugestia. Nawiasem mówiąc, z tym samym uporem byłem włączany do grona urzeczonych katolickością Malicka albo „wpisujących Malicka w katolickość”, podczas gdy pisałem o jednym, konkretnym dziele.
    Tomek napisal(a):
    Jak chodzi o Marvela to ma Kolega rację, nie analizowałem dokładnie tych 12 sekund i komentarzy do nich, tylko tak przeleciałem jednym okiem, więc niech będzie, że Kolega ma rację. W komentarzach jadą po tych 12 sekundach. Ale dalej uważam, że jak ktoś musi wyciąć 12 sekund, żeby pokazać, że coś jest chłamem to bym się za bardzo na takim "materiale" nie opierał.
    Mam rację? Miałem się tutaj rozpisać, co myślę o koledze nastawieniu, ale zaraz będzie, że psychoanaliza, przedstawię to zatem w skondensowanej formie: jak widzi kolega, że jakiś forumkowicz zestawia obok siebie dwa słowa – Malick, katolicyzm – to pierwsze, co kolega robi dosłownie pięć sekund później, to wpisanie w wyszukiwarce następujących dwóch słów: Malick, satanizm.

    Tak, to hiperbola. Ale chyba wiadomo, o co biega.

    A bywa nawet gorzej, bo przecież jak trzeba, to kolega nawet nakłamie, że widział coś, czego w istocie nie ma. I to już, do licha, nie jest hiperbola. No można i tak. Tak czymać!

    A co do zalinkowanej scenki – skoro użyłem w odniesieniu do niej fhącuskiego sformułowania krem dela krem, to z bardzo wyraźnych powodów. Oprócz chęci pochwalenia się znajomością języka fhącuskiego oczywiście. Jak koledze tak wyśmienicie wychodzi wklepywanie fraz w wyszukiwarce, to niech sobie kolega wklepie frazy „bad CGI Marvel” czy coś. I będzie miał kolega multum dyskusji o tym, nie tylko o tej dwunastosekundowej wstawce. A i na TyTubce są o tym materiały i dłuższe sekwencje.
    Jakoś efektów specjalnych przy naprawdę dobrym filmie nie ma dla mnie znaczenia. Film, z którego pochodzi dany fragment, jest gunwem i byłby nim, gdyby dany efekt był zrobiony perfekcyjnie w 5K.
  • Motes napisal(a):
    A bywa nawet gorzej, bo przecież jak trzeba, to kolega nawet nakłamie, że widział coś, czego w istocie nie ma. I to już, do licha, nie jest hiperbola. No można i tak. Tak czymać!
    No dobrze, zgnoił mnie Kolega. Bardzo przepraszam, że tak okropnie nakłamałem. Wprawdzie nie miałem takiej intencji, było to raczej moje zaniedbanie, ale to też jest karygodne.

    Ale bardzo proszę mi jeszcze krótko objaśnić, gdzie rozchodzą się te dziesiątki albo setki baniek na produkcję tych gniotów. Przekręt? Pranie brudnych pieniędzy?

    I właściwie nie wiem, o co się spieramy, bo obaj uważamy, że to gnioty. Dziś obejrzę spokojnie "Ukryte życie" bo już mam na dysku i może jutro porozmawiamy o ważniejszych sprawach. A jeśli Kolega szczerze uważa mnie za krętacza z którym nie warto rozmawiać, to proszę może od razu to powiedzieć, to nie będę Koledze zawracał głowy.

  • Jasne, można też subtelniej i kulturalniej, np. Chestertonem: Współczesny świat jest pełen dawnych chrześcijańskich cnót, które nagle oszalały. Oszalały dlatego, że zostały odseparowane od siebie i błąkają się po świecie samotnie
    O rany, musimy włazić na wysokie C?

    Wystarczy poopiekować się ciężko chorą, bliską osobą przez parę lat, mając kontakt z uroczą służbą zdrowia i wysłuchując dobrych rad znajomych, a wesolutkie bon mociki o duszeniu się poduszkami (jakież to niekatolickie, byłoby koszer gdyby użyto cingulum, naturalnie) jakoś słabiej będą na myśl przychodzić. ;)

    Mamy w tym filmie warstwę, nazwijmy to, eschatologiczną - i tę całkiem przyziemną, którą chyba najlepiej symbolizuje scena z opiekunką szydzącą/znęcającą się nad podopieczną - i to, niestety, jest realistyczne do bólu.

  • Co by nie mówić zabójstwo (eutanazja) nie jest dozwolona w naszej lerigii. Może chodzić o to, że dłuższe życie to dłuższa szansa na nawrócenie się (czy bohaterowicze są wierzący? był ksiądz z namaszczeniem chorych?) a czasem jest to pokuta za grzechy skracająca męki czyśćcowe a może w ogóle umożliwiająca łaskę zbawienia?

    Rozumiem, że film mógł nie być kręcony z perspektywy katowickiej, ale mamy prawo go odpowiednio oceniać, jako promujący działania stojące w sprzeczności z Przykazaniami Bożymi.
  • No właśnie czy promujący, oto jest pytanie...

  • Nie do mnie.


  • będzie serial
  • Tematyka super. Obawiam się o jakość realizacji.
  • Za tydzień będzie rocznica, jak serial był omawiany na sąsiednim forumnie (w wątku o polskim BeeLeMie):
    https://www.tapatalk.com/groups/pismejker/viewtopic.php?p=203754#p203754
  • Obejrzałem "Ukryte życie" Malicka i to dwa razy. Raz tak po prostu i drugi raz z zatrzymywaniem na różnych scenach i cofaniem.

    Film trwa prawie trzy godziny. Są tam ujęcia wszystkich pór roku, rozmaitych krajobrazów, rozmaitych rodzajów pogody i chyba wszystkich rodzajów prac gospodarskich. Natomiast uderzyło mnie, że w tym filmie o temacie jakby nie było religijnym w zasadzie w ogóle nie ma Kościoła. Nikt tam też nie przystępuje do sakramentów. Bohater jedzie do wojska z zamiarem odmówienia przysięgi i świadomością, jaki go może czekać koniec, ale nie przychodzi mu do głowy, żeby przedtem pójść do spowiedzi. W kościele widać go tylko raz jak tam zamiata.

    W całym tym długim filmie są tylko cztery sceny z księżmi, to znaczy z miejscowym księdzem i biskupem, i są oni na jego drodze właściwie tylko zawadą. Biskup każe mu służyć ojczyźnie i być posłusznym władzy. Miejscowy ksiądz też go zniechęca, a w końcowej scenie w więzieniu już całkiem przechodzi na stronę adwokata Franza, który jest w tym filmie kimś w rodzaju postaci Kusiciela ("podpisz papier i jesteś wolny")

    Jest też taka znacząca scena z żoną Franza, która wchodzi do kościoła, ale tylko klęka na progu, a potem odwraca się i ucieka.

    Albo inna znacząca scena: już po uwięzieniu Franza procesja Bożego Ciała, a żona z dziećmi stoi z dala, poza rozśpiewaną wspólnotą Kościoła, która ją odrzuca. Ksiądz wprawdzie podchodzi z życzliwą miną i chyba chce to jakoś załagodzić, ale kończy się to jednak tym, że matka zabiera dzieci i pospiesznie odchodzi.

    A na samym początku, jeszcze zanim Franz się zdecydował, malarz odnawiający kościół mówi mu, że tutaj tworzy się czcicieli Chrystusa a nie naśladowców. Dlatego on maluje takiego Chrystusa dobrego do adoracji, ale może kiedyś jak będzie miał odwagę namaluje prawdziwego. No więc w Kościele prawdziwego Chrystusa nie ma.

    Jakbym miał teraz podsumować przekaz, jaki z tego filmu idzie progowo i podprogowo to byłoby to coś takiego: jak chcesz naśladować Chrystusa, to nie licz na Kościół. Popatrz na los Franza. Gdyby był posłusznym synem Kościoła, to by nigdy nie zaszedł tam gdzie zaszedł. Nie są też ci potrzebne sakramenty, wystarczy że wierzysz, że Bóg jest z tobą (żona nawet wypowiada takie zdanie: "Mamy Jego i to wystarczy").

    Malick potrzebował na ten przekaz trzech godzin. Ale ja to już słyszałem wcześniej w krótszej wersji: "Wierzę w Boga, a nie w Kościół" albo "Modlić można się wszędzie, na polu albo w lesie, więc nie potrzeba mi do tego kościoła". Szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy faktycznie z niektórymi pasterzami jest problem, jest to postawa bardzo popularna.

    Nie wykluczam, że jestem uprzedzony i coś do mnie nie dotarło, ale sam Malick się o to uprzedzenie postarał, gdy na samym początku, gdzieś tak po 20 minutach, dał bardzo długą jak na niego scenę gadaną, w której miejscowy wójt za całe zło świata obwinia obcych rasowo imigrantów, którzy się roją na ulicach i tylko patrzą co by tu zagrabić. Nie wiem, czy to miała być parodia jakichś tekstów Trumpa, ale o ile znam historię to jednak Austria a tym bardziej austriacka wieś nie miała w tamtym czasie problemu z napływającymi imigrantami, więc Malickowi chodziło chyba tylko o to, żeby w ten dość toporny sposób zaznaczyć, że kto nie lubi imigrantów jest faszystą i marzy o Hitlerze.
  • Tomek napisal(a):
    Nie wykluczam, że jestem uprzedzony i coś do mnie nie dotarło, ale sam Malick się o to uprzedzenie postarał, gdy na samym początku, gdzieś tak po 20 minutach, dał bardzo długą jak na niego scenę gadaną, w której miejscowy wójt za całe zło świata obwinia obcych rasowo imigrantów, którzy się roją na ulicach i tylko patrzą co by tu zagrabić. Nie wiem, czy to miała być parodia jakichś tekstów Trumpa, ale o ile znam historię to jednak Austria a tym bardziej austriacka wieś nie miała w tamtym czasie problemu z napływającymi imigrantami, więc Malickowi chodziło chyba tylko o to, żeby w ten dość toporny sposób zaznaczyć, że kto nie lubi imigrantów jest faszystą i marzy o Hitlerze.
    Żydzi
  • Tacy są Austriacy (Cyrus twierdzi, że gorsi od niemców). Wyjątek z wiki:

    The municipality of Sankt Radegund at first refused to put his name on the local war memorial and a pension for his widow was not approved until 1950.
  • los napisal(a):
    Tomek napisal(a):
    Nie wykluczam, że jestem uprzedzony i coś do mnie nie dotarło, ale sam Malick się o to uprzedzenie postarał, gdy na samym początku, gdzieś tak po 20 minutach, dał bardzo długą jak na niego scenę gadaną, w której miejscowy wójt za całe zło świata obwinia obcych rasowo imigrantów, którzy się roją na ulicach i tylko patrzą co by tu zagrabić. Nie wiem, czy to miała być parodia jakichś tekstów Trumpa, ale o ile znam historię to jednak Austria a tym bardziej austriacka wieś nie miała w tamtym czasie problemu z napływającymi imigrantami, więc Malickowi chodziło chyba tylko o to, żeby w ten dość toporny sposób zaznaczyć, że kto nie lubi imigrantów jest faszystą i marzy o Hitlerze.
    Żydzi
    Żydzi emigrowali do Austrii w 1941 roku? Bo ta scena wtedy się dzieje. A tak przy okazji to słowo "Żydzi" w tym filmie chyba w ogóle nie pada.
  • Jeszcze zdanie wcześniej:
    Jägerstätter was criticized by his countrymen, especially by those who had served in the military, for failing in his duty as a husband and father.
  • loslos
    edytowano August 20
    Nie wiem kiedy, pewnie niektórzy mieszkali tam od czasów rzymskich czyli wcześniej niż Niemcy, inni przybyli po rozbiorach Polski, niektórzy przybyli nawet z Hiszpanii po edykcie alhambryjskim. Traktowani byli jako obcy do tego stopnia, że kiedy premier Kazimierz Badeni nadał Żydom równe prawa, nastąpiły masowe zamieszki, które doprowadziły do upadku rządu.
  • edytowano August 19
    trep napisal(a):
    Tacy są Austriacy
    Z filmu nikt się tego nie dowie. Jest odwrotna sugestia. Że żyliśmy tu szczęśliwie wśród pięknej przyrody, a zło do naszej doliny przyszło z zewnątrz. No i wiadomo (sceny z kronik na początku), że to chodzi o to, że przywiózł je Adolf.

  • Po recenzji Tomka dam sobie spokój z filmami tego Malickiego.
  • Kolega Tomek chyba nadal nie odkrył prawdy, że Franciszek Jägerstätter rzeczywiście wyszedł przed szereg, rzeczywiście znalazł się z rodziną poza wspólnotą, a w każdym razie na jej marginesie, i że rzeczywiście właśnie z takimi reakcjami hierarchii kościelnej się spotkał. Ale przecież nie było znowuż tak, jak kolega Tomek sobie tutaj to dopowiada, że biskup czy ksiądz stali się jakąś zawadą, tak że – można by pomyśleć – byli niemalże głosem Furhera w austriackim domu. Kolega Tomek dokonał pięknej egzegezy sceny z malarzem, ale już nie zająknął się, że scena z biskupem została tak nakręcona, żeby widz wiedział, że biskup wie, ale nie za bardzo może. Więc tak, owszem, św. Paweł i posłuszeństwo władzy, ale zaraz dodaje gorzko a wymownie, że dzwony na kule przetapiają, i ręką się zakrywa, i sroma się wielce. Na forumku biskupi nie mają najlepszej prasy, a nawet znani są pod mało chwalebnym mianem tłustych panów w kolorowych sukienkach, chociaż ich tchórzostwo nie jest wystawiane na konfrontację z esesmanami, a w przypadku filmowego purpurata (i tego realnego) – owszem. Z czego Malick zresztą zdaje sobie sprawę. Jeszcze Franz nie zdążył wyjść z biskupiej bramy, a już tłumaczy postawę biskupa, a zaraz potem sąsiad (kościelny? już nie pamiętam) wyłuszcza Franzowi, dlaczego biskup taki wstrzemięźliwy – że to ze względu na dobro Kościoła, który i bez tego jest atakowany, księża trafiają do obozów, procesje są przerywane. No ale o tym kol. Tomek nic nie napisał.

    Film nie daje podstaw do tego by sądzić, że główny bohater jest poza Kościołem czy w kontrze do niego, ale jak niejeden święty czy błogosławiony Franz wychodzi przed szereg w cnotach i heroizmie – w tym sensie istotnie bardziej stając się naśladowcą Chrystusa niż tylko wyznawcą. A bo to takich połajanek nie było w historii Kościoła; że wokół, w samym Kościele, prawie same groby pobielane, faryzeusze czy właśnie wyznawcy, a naśladowcy i sprawiedliwi nieliczni? I żeby to jeszcze była jakaś kłamliwa, artystowska hiperbola, tymczasem istotnie tak w tym wypadku było – cała katolicka wioska heil Hitler, tylko Jägerstätter się znarowił.

    Scena z procesją jest już przecież po wspólnotowym wykluczeniu. Dzieci Jägerstätterów podchodzą z matką do innych, reszta się krzywi i pod nosem sroży, no to matka je w końcu zabiera. Nieprawdopodobne.

    Kolega Tomek ma jakieś kliniczne czy też talmudyczne wyobrażenie filmu religijnego i mam wrażenie, że widząc dwa słowa obok siebie (Malick, katolicyzm) optymistycznie założył, że „Ukryte życie” nakręcone zostało według godzin liturgicznych czy z brewiarzem w ręku. Przy takim maksymalizmie oczekiwań istotnie można się rozczarować. Jeszcze niby nie satanizm, ale już "pomodlę się w gaiku, Kościół niepotrzebny". Ale ten kościół (i Kościół) tam jest i widać, że ma swoje miejsce w życiu tej społeczności, a że główną i chwalebną rolę odegrał w tej historii Jägerstätter, a nie katolicka wspólnota czy Kościół instytucjonalny, no to cóż. Tak było.

    Kolega Tomek zadał sobie pracę domową i ją wykonał. Brawo. Nie powiem, żebym był przesadnie zaskoczony.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.