Wybory samorządowe - 21.10.2018
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
Niestety.
Wszelako, nie mieszałbym jego osobistej popularności z poparciem ludu dla Solarnej Polski. Myślę, że Ziobro to po prostu popularny działacz PiS.
Natomiast jeszcze raz, wiem, że Kolega przyjmuje to bardzo opornie, ale jeśli się rządzi jakiś czas, to naturalny jest raczej spadek niż wzrost poparcia i nawet jego utrzymanie jest sukcesem. Orban, którego niedawno Kolega przywołał jako wzór stracił po pierwszej kadencji sukcesów ok. 15% własnych wyborców.
Owszem, zdarzają się sytuacje, że największa partia rządu rośnie w siłę. Bo zjada przystawki. Wyborcy mniejszych ugrupowań nie widzą sensu głosowania na LPR ('07), FDP ('13) czy wigów ('15), skoro ich działalność polega na popieraniu PiS, CDU czy torysów. Popierać można samemu, bez pośrednictwa. Ale globalnie większość (czyli suma partii tworzących rząd) raczej nie zyskuje.
Co do spadku popularności partii w miarę rządzenia to nie może to być powszechna reguła skoro zdarzają się partie wygrywające wybory przez wiele kadencji. Na przykład PO.
W 2007 r. dostała 41,51%
W 2011 r. dostała 39,18%.
W liczbach bezwzględnych było to zresztą ponad 2 miliony mniej głosów.
Ale co tam, "popularność im rosła w miarę rządzenia", fakty nie pasują pod tezę tym gorzej dla nich.
Czy jest sens dyskutować z kimś, kto uważa, że 39,18>41,51???
Zaczęło się od 43,9%, czyli no żaden nokaut, ale w JOW to dało większość. A potem? 42,4%, 42,2% i 41,9%. Nigdy nie było więcej z wyborów na wybory.
Z kolejnymi trzema kadencjami labourzystów było bardzo podobnie, startujemy od 43,2%, a potem stopniowy zjazd.
Nie znaczy to, że tak się nie może zdarzyć. Może. I jakby sprawdził kilkadziesiąt krajów z wyborami przez kilkadziesiąt lat to by coś znalazł. Ale regułą jest, że partii rządzącej (lub sumie partii tworzących koalicję) łatwiej jest wyborców stracić niż zyskać. A wygranie kolejnych wyborów najczęściej oznacza właśnie utrzymanie poparcia, które było na starcie.
https://wiadomosci.wp.pl/zla-wiadomosc-dla-hanny-zdanowskiej-sady-ostro-traktuja-samorzadowcow-po-wyrokach-6307302473524865a
No chyba że NSA uzna ten przypadek za wyjątkowy i wymyśli jakiś łamaniec dla Hanki.
No i pokazałem, ani Orbanowi, ani PO nie rosło. Fakty przeczą tezie? Tym gorzej dla faktów. I dalej jedziemy.
Jest między ogromna różnica, cywilizacyjna jeden z nas lubi fakty, a drugi nie-fakty. Jest to nie do zasypania. Nie widzę najmniejszego powodu odnosić się do jakichkolwiek tez człowieka, którego nie interesują fakty.
________________
No tak, jeśli wynik wyborów - w temacie o wyborach - to szczególik nie mający znaczenia, to cóż... jeśli to *naprawdę* ludzi przekonuje, to mam o tych ludziach, a ściślej ich zdolnościach poznawczych *naprawdę* bardzo złe zdanie.
Takie sprawdzanie twoich tez na razie daje wynik negatywny. Wyłącznie
Ale proszę bardzo - w jaki sposób można obiektywnie zweryfikować tezę, że Szydło była przez wszystkich albo zdecydowaną większość wielbiona? Napisać, że ktoś jest najfafniafniejszy to każdy potrafi, ale to jest właśnie to, co nazywam nie-faktem, coś czego nie można sprawdzić i zweryfikować.
Natomiast ze spokojem można napisać, że Matołuszek ucieleśnia wszystkie cechy typowego banxtera i korpo-szczura, nadto całe życie zajmował się wdrażaniem w Tymkraju poleceń z zagranicy. Wziął się znikąd i nie wiadomo po co. Mistrz Powerpointa i korporacyjnego bełkotu.
Natomiast Bełatka pociągnęła kampanię Dudy i PiS 2015, dociągnęła do sukcesu Dobrą Zmianę. Jest fajniejszą Mamusią Narodu niż Złota Pani Aniela, a do tego ma syna księdza. Jest też ładna, ale nie zastraszająco sexi, bo i tak za stara i za gruba.
Mówiąc w skrócie, Bełatka to Ciocia Samo Dobro, a Matołuszek to Wujek Samo Zło. Bełatka to kość z pisoskiej kości, a Matołuszek to przeszczep z ośmiorniczkarni, który przyszedł na gotowe i zasiada.
Bełatkę lubi typowy elektor PiS, a Matołuszka nie lubi nikt.
Stawianie tezy że PiS z Bełatką zyskałby 500%, a PiS z Matołuszkiem - 5% jest więc dla mnie jak najbardziej merytorycznie uzasadnione.
______________
1. Tak. Zap...ła na zapleczu. Seksizm czy nie, do tego się nadaje.
2. Był o tym temat i z rzeczy, które dają się zweryfikować wychodzi, że nie bardzo. Wyszło też - i to też dawało się zweryfikować - z aktualnych użytkowników tego forum praktycznie każdy spodziewał się lepszego, a często dużo lepszego wyniku PiS niż faktycznie był. Jeżeli były korekty, to w dół. Wynik był niższy niż suma partii tworzących koalicję z wyborów w 2014 r. (temat Benchmark - dziś podbity). W rzeczach dających się zweryfikować ja istotnej "wartości dodanej" nie widzę
...ale faktycznie jakoś
3. dociągnęła. Nie wiem, czy celowo użył Kolega słów o takim zabarwieniu, ale nader trafne.
Odpowiem; oczywiście że nie można. Dodam że te statystyki są interesujące i gdyby je przeanalizować rzetelnie i na dużej probie mogłyby dostarczyć ciekawych wniosków. Mnie interesują tylko wnioski praktyczne - co ma PiS robić aby wygrać i czego nie robić aby nie przegrać.
Chcecie się wymieniać takimi uwagami, to proszę bardzo. Mnie to nie interesuje.
Natomiast jak Koledze się nie chce sprawdzać, co z tym PiSem było "nie tak" w latach 2001-04 to w skrócie przypomnę. Głosowali na niego głównie warszawscy inteligenci, pewnie znaczna część Forumka, śp. Kaczyński to nawet wygrał prawie w I turze wybory na prezydenta Warszawy, a na wsiach poparcie mieli małe, często w okolicach progu. W skali kraju dawało to od 8 do 12%. Więc teza była taka - gdyby PiS nie szukał wyborców poza "żelaznym elektoratem" to dziś dalej byłby taką niszową partią, jakąś przystawką do nowych AWSów albo UW. I tyle w temacie "czy warto szukać nowego elektoratu czy może trzeba cackać swój dotychczasowy".