Coś w tym jednak jest, że pracując głównie z dziećmi człowiek będzie miał jednak inny charakter i inne zachowania.
Oczywiście nauczyciel ma też kontakt z rodzicami i innymi nauczycielami.
Jak byłem zaraz po studiach to z charakteru byłem raczej spokojny i ugodowy. W mojej pierwszej pracy technologa na produkcji w metalu, nie było tygodnia bez gigantycznej awantury ( Nie zawsze mnie to dotyczyło, ale się tego słuchało ). Robotnicy uwielbiali przyłapać na błędzie bo wtedy mogli przyjść do biura i zrobić dym. Czasami też, zwalenie winy, czy też bronienie się przed trudnym do wykonania zleceniem. Po paru latach takiej pracy, zmieniłem się. Zaczęło mi to odpowiadać, chętnie uczestniczyłem. Nawet rodzina zwróciła uwagę, że się łatwo unoszę i wydzieram. Potem jak zmieniałem pracę to obserwowałem, że sporo ludzi nie lubi chodzić na halę/produkcję, bo ktoś coś powie, bo ma pretensje, bo chce coś zmienić. Mi to już nie przeszkadzało.
Praca w określonym środowisku kształtuje człowieka. Dzieci tworzą środowisko raczej specyficzne, żeby nie powiedzieć infantylne. Na ile zmieniają nauczyciela?
@posix powiedział(a):
Coś w tym jednak jest, że pracując głównie z dziećmi człowiek będzie miał jednak inny charakter i inne zachowania.
Oczywiście nauczyciel ma też kontakt z rodzicami i innymi nauczycielami.
Jak byłem zaraz po studiach to z charakteru byłem raczej spokojny i ugodowy. W mojej pierwszej pracy technologa na produkcji w metalu, nie było tygodnia bez gigantycznej awantury ( Nie zawsze mnie to dotyczyło, ale się tego słuchało ). Robotnicy uwielbiali przyłapać na błędzie bo wtedy mogli przyjść do biura i zrobić dym. Czasami też, zwalenie winy, czy też bronienie się przed trudnym do wykonania zleceniem. Po paru latach takiej pracy, zmieniłem się. Zaczęło mi to odpowiadać, chętnie uczestniczyłem. Nawet rodzina zwróciła uwagę, że się łatwo unoszę i wydzieram. Potem jak zmieniałem pracę to obserwowałem, że sporo ludzi nie lubi chodzić na halę/produkcję, bo ktoś coś powie, bo ma pretensje, bo chce coś zmienić. Mi to już nie przeszkadzało.
Praca w określonym środowisku kształtuje człowieka. Dzieci tworzą środowisko raczej specyficzne, żeby nie powiedzieć infantylne. Na ile zmieniają nauczyciela?
Heh, ciekawy problemat Kulega poruszył. Muszę przemyśleć i wieczorem napiszę dłuższy wywód tutej, czy to ja wpłynąłem na te legiony tłuczni, które wyszły spod mojego dziennika, tablicy i mapy, czy też une mnie zmieniły po 29 latach już tej udręki z nimi?
Myślę że z ogólnym zdaniem "praca też nas kształtuje" nikt by nie polemizował. Ale tekst @robert.gorgon zawierał tezy trochę inne.
A co jest nie tak z nauczycielami?
Dość trafnie wypunktował to Kolega @Eden. Otóż świetny jest ten przykład z byłą uczennicą Małgosią, sam nawet chciałem dać podobny. Kim jest Małgosia? Radcą prawnym. Celująca Małgosia z biologii jest zapewne lekarzem, a celujący Mariusz z matematyki czy fizyki inżynierem. Rzadko kiedy ktoś naprawdę zdolny zostaje nauczycielem, bo ten zawód co najmniej od początku III RP nie jest atrakcyjny, zwłaszcza finansowo. Dalsza kwestia to dawanie etatów po znajomości. Przy takiej "selekcji" czego się spodziewacie?
Natomiast @Eden ma też rację, że są, zdarzają się nauczyciele pasjonaci. Tyle że to mniejszość.
Komentarz
Coś w tym jednak jest, że pracując głównie z dziećmi człowiek będzie miał jednak inny charakter i inne zachowania.
Oczywiście nauczyciel ma też kontakt z rodzicami i innymi nauczycielami.
Jak byłem zaraz po studiach to z charakteru byłem raczej spokojny i ugodowy. W mojej pierwszej pracy technologa na produkcji w metalu, nie było tygodnia bez gigantycznej awantury ( Nie zawsze mnie to dotyczyło, ale się tego słuchało ). Robotnicy uwielbiali przyłapać na błędzie bo wtedy mogli przyjść do biura i zrobić dym. Czasami też, zwalenie winy, czy też bronienie się przed trudnym do wykonania zleceniem. Po paru latach takiej pracy, zmieniłem się. Zaczęło mi to odpowiadać, chętnie uczestniczyłem. Nawet rodzina zwróciła uwagę, że się łatwo unoszę i wydzieram. Potem jak zmieniałem pracę to obserwowałem, że sporo ludzi nie lubi chodzić na halę/produkcję, bo ktoś coś powie, bo ma pretensje, bo chce coś zmienić. Mi to już nie przeszkadzało.
Praca w określonym środowisku kształtuje człowieka. Dzieci tworzą środowisko raczej specyficzne, żeby nie powiedzieć infantylne. Na ile zmieniają nauczyciela?
Nie całkiem.
https://www.pap.pl/aktualnosci/news,1383647,znp-inwestowal-w-beczki-whisky-stracil-250-tys-zl.html
Heh, ciekawy problemat Kulega poruszył. Muszę przemyśleć i wieczorem napiszę dłuższy wywód tutej, czy to ja wpłynąłem na te legiony tłuczni, które wyszły spod mojego dziennika, tablicy i mapy, czy też une mnie zmieniły po 29 latach już tej udręki z nimi?
@posix
Myślę że z ogólnym zdaniem "praca też nas kształtuje" nikt by nie polemizował. Ale tekst @robert.gorgon zawierał tezy trochę inne.
A co jest nie tak z nauczycielami?
Dość trafnie wypunktował to Kolega @Eden. Otóż świetny jest ten przykład z byłą uczennicą Małgosią, sam nawet chciałem dać podobny. Kim jest Małgosia? Radcą prawnym. Celująca Małgosia z biologii jest zapewne lekarzem, a celujący Mariusz z matematyki czy fizyki inżynierem. Rzadko kiedy ktoś naprawdę zdolny zostaje nauczycielem, bo ten zawód co najmniej od początku III RP nie jest atrakcyjny, zwłaszcza finansowo. Dalsza kwestia to dawanie etatów po znajomości. Przy takiej "selekcji" czego się spodziewacie?
Natomiast @Eden ma też rację, że są, zdarzają się nauczyciele pasjonaci. Tyle że to mniejszość.