CKM popierać związki partnerskie?
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
Ja odpowiadam - nie powinno.
Zgodnie z polskim prawem w momencie jak to piszę nie ma żadnych przeszkód, żeby dwóch facetów wzięło wspólny kredyt.
A więcej nawet powiem - małżonkowie wcale nie mogą wziąć "bardziej wspólnego" kredytu niż nie-małżonkowie. Bo kredyt to zobowiązanie wobec banku, a nie majątek, więc do "wspólności ustawowej" kredyt nie wejdzie. Dlatego potem przy podziałach majątku najbardziej problematyczną kwestią często jest kredyt, bo jego podzielić już - bez zgody banku - nie można. A jaki bank zgodzi się mieć jednego dłużnika zamiast dwóch, a?
Więc wprowadzenie czy to związków partnerskich, czy małżeństw w innej konfiguracji niż kobieta-mężczyzna nic by nie zmieniło dla dwóch panów chcących wziąć wspólny kredyt.
Proszę następny "problem", może się okaże, że wszystkie już rozwiązane?
Dwie osoby, które mają prawnie sformalizowany związek, łatwiej dostaną kredyt. Ale nie będę się przy tej argumentacji upierał, bo to Kolega stwierdził, że państwo musi mieć korzyść.
Jakimś przywilejem dostępnym tylko dla małżeństw jest chyba tylko możliwość stosowania wspólnych rozliczeń PIT.
Serio?
Jak pracowałem w księgach wieczystych, to mimo, że to było tylko 2,5 miesiąca, to wpisałem wiele hipotek zabezpieczających wspólny kredyt dwojga osób przeciwnej płci w młodym wieku na małe mieszkanko.
Dowodu że byli parą oczywiście teoretycznie nie ma, co do niepozostawania w związku małżeńskim było oświadczenie w akcie notarialnym.
Więc da się dostać taki kredyt, bez przesady.
Serio?
Jak pracowałem w księgach wieczystych, to mimo, że to było tylko 2,5 miesiąca, to wpisałem wiele hipotek zabezpieczających wspólny kredyt dwojga osób przeciwnej płci w młodym wieku na małe mieszkanko.
Dowodu że byli parą oczywiście teoretycznie nie ma, co do niepozostawania w związku małżeńskim było oświadczenie w akcie notarialnym.
Więc da się dostać taki kredyt, bez przesady.
Tak słyszałem. Natomiast dziękuję za odniesienie się do wpisów.
Troska o komfort bliźniego to zwykle nic więcej niż konformizm.
Taka herstoria - około 10 lat temu chodziłem na treningi do pewnego klubu sportowego. Jego właściciel, a zarazem naprawdę dobry trener, gdy coś mu nie podobało, często określał to pogardliwie jako "gejowskie", a jako że był dość krewkiej natury to w polemikach internetowych zdarzało mu się kontrować agresywnych adwersarzy przypisując im odmienną orientację.
Niedawno zajrzałem na stronę klubu, bo chcę gdzieś syna zapisać - właściciel ten sam, a w samym klubowym logo pojawiła się....tęcza, bynajmniej nie chrześcijańska oraz we wpisach stosowne wyrazy poparcia dla elgiebetu.
Takwięc tego...
a można równie grzecznie nazywac pederastię pederastią
Pedały są gorszymi pracownikami, bo jako single są mniej lojalni, więc nie opłaca się w takich inwestować. To idealni pracownicy w modelach kolonialnych. Mniejsza lojalność wynika z mniejszych potrzeb bytowych.
Tak samo pedały są gorszymi konsumentami, bo kierują się zewnątrzsterowalnymi impulsami. To znowu model kolonialny gospodarki.
Obalę kolejny mit, ilość pedałów jest pewnym wyznacznikiem zamożności, ale to rodzaj miernika, a nie siły sprawczej, tz większa ilość pedałów nie wspiera szybszego czy efektywniejszego rozwoju.
Co do meritum:
- katolik jest zobowiązany do bycia przeciwko jakimkolwiek związkom partnerskim i ułatwieniom dla nich z powodów fundamentalnych, nie widzę powodu aby wspierać ludzi, którzy z jakiś powodów postępują mało rozsądnie (co do metazasad, a nie konkretnych rozwiązań prawnych)
Często, zbyt często o nim zapominamy.
W najbliższą niedzielę będziemy słuchać właśnie o takiej, do bólu ludzkiej, normalnej reakcji Piotra i wyjątkowo, wręcz szokująco ostrej odpowiedzi Jezusa.
A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: «Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie». Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: «Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku».
A następnie:
Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje.
Nikt nie twierdzi, że to łatwe - truizm.
Ja się kilka razy złapałam na niby łagodnym zapewnianiu, że nie interesuje mnie, co dwoje ludzi (w oczywistym domyśle - dowolnej płci) robi w łóżku, ale stanowczo protestuję, żeby sfera życia intymnego była sferą publiczną.
Niby nic takiego, ale jednak było w tym już przyzwolenie na grzech. Teraz się pilnuję i tego "niewinnego" zdanka nie wypowiadam.
Podsumowując i wracając do wpisu początkowego - zero pobłażliwości i dodatkowych ułatwień.
Zatem - NIE, katolik nie może popierać związków partnerskich.
W codziennej modlitwie najtrudniejszy fragment to "Bądź wola Twoja."
Przynajmniej dla mnie.
Po wieloletnim klepaniu pacierza w końcu to odczułam, dosyć boleśnie.
Niektórzy nie są w stanie się z tym pogodzić. Odchodzą od Pana Boga, zwłaszcza w momentach wielkich cierpień.
Jak tę wolę Boga pogodzić z homoseksualnością?
Bardzo trudno, ale cóż - coś trzeba wybrać. Naprawdę, można żyć w czystości i być bez grzechu. I na dodatek nie odgrywać przed ludźmi z tego powodu ani ofiary, ani herosa.
- Nie jestem pewien, czy posłuży to twojemu zbawieniu, więc może lepiej nie.
O ile wiem - zgodnie z naszym regulaminem.
- Przyjacielu zamknij proszę drzwi do sypialni bo chciałbym zaprezentować twemu nastolatkowi rozkosze męskich stosunków analnych, albo innym razem twojej nastolatce piękno miłości lesbijskiej z psychiczną kobieta cierpiąca z powodu wyposażenia w penisa, zarost na twarzy i niski głos.
- Ach wybacz nie bo to nie posłuży twemu zbawieniu.
Kolega krytykuje taką odpowiedź jako zbyt agresywną pełną uprzedzeń czy jak? Prawidłowa odpowiedź to przecież " Spierdalaj" poparta kopem w dupe lub strzałem z lebka w twarz.
Np. dobrotliwość jest grzechem z samego dna Piekła, który udaje cnotę.