Dziatki szkolne i widełokonferencje
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
Oczywiście, to dowód na to, ze nie tylko się nie uczą, ale nie potrafią korzystać z pomocy naukowych. Kiedy jeszcze pracowałam, często robiłam dyktanda ze słownikiem ortograficznym. Mogli korzystać do woli, a i tak były oceny niedostateczne.
Więc paradoksalnie to polonistkę lepiej dobrą znaleźć niż ścisłowca / językowca od obcych. A czemu?
Jest ktoś sobie dobry z polskiego, co może robić po maturze? Iść na polonistykę, coś pokrewnego. A co po tym może robić? Uczyć w szkole, chyba że na uczelni, a to też szkoła przecież, ale dla wszystkich i tak miejsc nie wystarczy. Oczywiście są edytorzy czy krytycy teatralni / literaccy, ale ilu w skali Polski? Dzisiaj zresztą wypierają ich blogerzy, którzy żadnych studiów mieć nie muszą, a widząc jak wydawane są książki, to zastanawiam się, czy w ogóle są jeszcze edytorzy czy już tylko edytory tekstu. Więc jakaś część zdolnych, pasjonatów itd. jednak do szkół trafi.
Jest teraz ktoś dobry z przedmiotów ścisłych. Co może robić po maturze? To już cała masa, wszystkie kierunki techniczne, informatyczne. I po tym cała masa pracy w IT, przemyśle itd. Ilu naprawdę zdolnych pasjonatów z powrotem trafi do szkół nauczać, jaka fajna jest fizyka? No właśnie...
Z ludźmi od języków obcych jest trochę inaczej, pewnie na chwilę trafią do szkół, ale tym najlepszym szybko lepiej zapłacą w tłumaczeniach / szkołach prywatnych.
A historycy to najczęściej frustraci, co nie dostali się na prawo. Może od pewnego czasu mniej, bo już np. UJ od 2005 r. nie robił egzaminu z historii i potem jej nie żądał na maturze. Pamiętam jak pojechaliśmy na finał olimpiady historycznej, w szóstkę. Czworo z nas jest prawnikami, jeden poszedł na archeologię, jeden na politologię, obaj pracują na uczelni. Historii w szkole nie uczy żadne z nas i paradoks taki, że pewnie właśnie dlatego, że byliśmy z niej za dobrzy, żeby to robić.
"Ja to bym chciał żyć w starożytnym Rzymie." - powiedział uczeń
"A dlaczego byś chciał?"
"Bo miałbym wtedy niewolnika. I mógłbym go codziennie chłostać batem!"
Pełna zgoda, że hobbystycznie można na wiele tematów coś liznąć przez internet. Natomiast należy pamiętać, że jest niestety spore niebezpieczeństwo przyswojenia jakichś półprawd. Chociaż te bazy darmowych ebooków które Kolega podrzucił mają potencjał i tu muszę oddać sprawiedliwość temu internetu.
Wiedza z neta wymaga poddaniu ostrzejszej weryfikacji.
Ja najwiecej ze świata weba szukałem wiedzy na temat programowania w C. Ale nawet tutaj w większości opierałem się na czytaniu manuali, standardu i po prostu pisaniu własnych programów.
Natomiast faktycznie internetowa pomoc w wielu sprawach była bardzo duża.
Co do weryfikacji, to niestety wiedza nie z neta też podlega weryfikacji. Ze 20 lat temu zdarzyło mi się pożyczyć z biblioteki muzycznej tę oto płytę:
https://www.discogs.com/Wolfgang-Amadeus-Mozart-His-Most-Beautiful-String-Quartets/release/8888481
Przegrałem sobie zawartość na kasetę, łącznie ze środkowym, najkrótszym kwartetem, który zresztą uznałem za najlepszy z całej trójki.
Kilkanaście lat potem dostałem w prezencie kompletne wydanie Mozarta na CD. Jednym z pierwszych utworów, który postanowiłem wyszukać był ów kwartet Es-dur Anh 213. W zbiorku go nie było. Sięgnąłem do publikacji, którą uznaję - ze znanych mi - za najbardziej kompetentną, jeśli chodzi o fakty dotyczące Mozarta (czyli monografię Paumgartnera, niestety chyba nie wyszła po polsku) i w przypisie odnalazłem informację, że utwór był przypisywany Mozartowi, ale okazało się, że jego autorem jest Joseph Schuster, mało znany kompozytor z epoki. I co więcej, biorąc pod uwagę daty śmierci Paumgartnera i wydania tej płyty, było oczywiste, że już jak ją wydawali, to było wiadome, że nie jest to utwór Mozarta.
Strata oczywiście żadna, a może i wręcz zysk, bo pewnie 20 lat temu nie sięgnąłbym po przypadkowego kompozytora z XVIII wieku, a utwór jest zacny i autorstwo niczego nie zmienia. Natomiast informacje wydane drukiem, przez wydawnictwo jak widać też nie muszą być prawdziwe i to nawet w dziedzinie, gdzie ma żadnej potrzeby kłamać z przyczyn ideologicznych czy politycznych.
W internecie oczywiście jest gorzej, bo wpisać cokolwiek może każdy. Ale też chyba szybsza jest weryfikacja, choćby taka najprostsza przez porównanie źródeł.
@adamstan @Przemko/
Wypada, że robiłem to w najmniej wydajnym momencie.
Oczywiście 8-16 to najlepszy czas pracy/nauki. Pełna zgoda.
Fforumowiczka, rebelyantka Bogna, tu tylko cytowana. °°°
półtorej strony, chyba zeskanuję
Byla prymuska w podobnym stanie, rodzice mówią, że nic się nie dzieje
Wrzućmy to do kapliczki