Aktualności, newsy, krótkie wiadomości tekstowe
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
Jeżdżąc na rowerze mam nieprzyjemność takich sytuacji, że np. autobus wpuszcza mnie jak mam czerwone światło. Bo się boi, że mu wjadę pod koła. Jest takie newraligiczne miejsce w Warszawie ( nowoursynowska ) gdzie masa ludzi na rowerze sobie jakgdyby nigdy nic kosi na czerwonym. Powinna tam stanć policja i tych ch** kasować. Wielokrotnie widziałem jak ktoś pakował się pod koła.
Poruszam się samochodem, jestem pieszym i jeżdżę na rowerze. Najbardziej racjonalnie zachowują się dla mnie samochody. Piesi też raczej spoko. Ale... Rowerzyści.
Rowerzyści łamią najwięcej przepisów. To jest po prostu masakra co robią ludzie na rowerach. 50% powinna odbywać jakieś prace społeczne - permanentnie, Bezmózgowie do kwadratu. Mógłbym pewnie jakbym się uparł machnąć kilka ścian tekstu o wyczynach jakie widuję. Czego z trudnością dałoby się odszukać wśród kierowców i pieszych.
____
Ja np. jak stoję na przejściu to zawsze daleko od pasów aby przez głowę nie przesżło komuś, jak się ruszę - że pakuję się na jezdnię. Kol. Jorge ma rację pchanie się pod koła bo mam pierwszeństwo to jest sk**.
Raz widziałem kogoś kto sobie podejrzewam wymontował ogranicznik prędkości. Bo gnał z 60 km/h po ścieżce rowerowej. Wyglądało to mało bezpiecznie.
Większość Polaków wie jak powinno się jeździć, po prostu wkruwia ich że innym wolno (na razie) więcej, nic nowego.
Mechanizm jest znany, trzeba przejść przez pewne kroki i będzie dobrze.
zaprzeczenie
gniew
targowanie się (negocjacja)
depresja
akceptacja
I kilka fajnych przykładów z tubki:
Przejazd przez przejście to to samo co przejazd po drodze dla pieszych, czyli po chodniku.
Niestety dla pieszego W POLSCE - i tylko w Polsce - wejście na pasy przejścia dla pieszych oznacza wkroczenie do strefy śmierci, w której panuje reguła:
Mam samochód, a ty śmieciu nie masz, więc uciekaj przede mną, bo cię zabiję.
Na filmie nr 1 albo był jakiś człowiek niezrównoważony psychicznie - albo to była inscenizacja. W normalnym świecie nie ma takich przypadków.
A ja lubię samochody, lubię jeździć, rajcują mnie stare auta. Nie przeszkadzają mi samochody w wąskich uliczkach, na rynkach. Raz mnie potrącił samochód w górach na oblodzonej drodze. Nie mam pretensji choć kierowca pozwał mnie o zwrot kosztów za rozbitą szybę którą wybiłem mu swoją głową. Sprawę przegrał bo jechał za szybko. Ale ja też nie zachowałem ostrożności. Mam nauczkę. Bardziej od kierowców boję się hulajnóg i rowerów. 2 razy uratowałem życie dzieciakowi, raz idiotka na rowerze mało mi dziecka nie zabiła, innym razem debil na hulajnodze.
Pod blokiem mam chodnik, najnormalniejszy w świecie, dla mieszkańców, nie że jakaś strefa zamieszkania czy coś, równolegle do mojego bloku inny blok, a za nim równoległa uliczka z zatokami do parkowania, ale też zastawiona autami w miejscach, gdzie zatok nie ma, więc ciasna. I chodnik pod moim blokiem, i ta uliczka, łącząc się z jednej strony, prowadzą do prostopadłej ulicy z drugiej, no a stamtąd to już w miasto się jedzie. Dopóki był stary chodnik, to wysoki krawężnik przy tej prostopadłej ulicy odstraszał, odnowili chodnik, spłaszczyli, i teraz niektóre dzbany, którym nie chce się przepychać autami po tej równoległej uliczce, zrobiły sobie z chodnika przed naszym blokiem... regularną jezdnię. To znaczy chodnikiem (w sumie ma 140 m, więc nawet nie chodzi o jakiś krótki odcineczek) wyjeżdżają na tę prostopadłą ulicę, czasami jadąc szybko (przed samymi wejściami do klatek schodowych). Było już zgłaszane w spółdzielni, żeby jakieś barierki może postawić (przed wielu laty były), ale rozkładają ręce, bo chodnik nie na ich terenie czy jakoś tak. Czekać tylko aż jakieś bydlę bez wyobraźni wyjdzie z klatki i wymusi pierwszeństwo na panu kierowcy.
Dzbanozę kierujących obserwuję non stop, powyższe to tylko przykład. A piesi? No jak w tej kreskówce o Goofym. Tu nawet nie ma co porównywać. Korbka się przekręca za kierownicą, nie na chodniku.
Dlatego oczywiście kierowców trzeba dojeżdżać brutalnie i bezlitośnie – w sensie na gruncie prawnym. Aż jazda samochodem stanie się taką samą konkurencją jak przejażdżka windą w wieżowcu bądź ruchomymi schodami w galerii handlowej.
---
No a rowerzyści to już osobna historia...
W zasadzie wszędzie, poza Rzymem, wzdychałam, czy kiedykolwiek doczekam czasów, gdy nasi kierowcy przynajmniej w części będą umieli jeździć z taką kulturą, opanowaniem, przestrzegając przepisów ruchu drogowego.
Jak na razie dużej zmiany nie widzę.
A wielokrotne doświadczenie z mojego podwórka - hamuję przed przejściem (nie gwałtownie, spokojnie), a chamidło jadące za mną naciska gaz i wyprzedza na pasach.
Już kilka razy waliłam w klakson i zamykałam z przerażeniem oczy. Na szczęście piesi zdołali się zatrzymać.
Przedstawiciele tych subkultur tak bardzo dają się we znaki miejscowym, że ci nieraz decydują się na poważne działania o charakterze partyzanckim.
Wygodnie jeździ się po Niemczech wg mnie, bo oni kiedy wszystko dobrze idzie są przewidywalni. Na autostradach cisną i powyżej 200 km/h, ale kiedy jest znak ograniczenia, wszyscy się stosują. Zwracam uwagę, że znaki ograniczeń prędkości są tam bardzo sensowne, jak jest 100 km/h to znaczy, że powyżej tej prędkości może być bieda. U nas nie było w tym logiki. Natomiast Niemcy głupieli (z tego co ja widziałem) kiedy zdarzały się sytuacje trudne, bardzo słabo, coś co poza procedurą powoduje kłopot. We wszystkich innych krajach (nie byłem w Skandynawii) jeżeli widziałem różnicę to na plus dla nas, ale generalnie poza krajami Pd, i niewygrzebanymi z syfu postkomuny, jest bardzo podobnie.
Albo wiedzieliście samochody we Włoszech ? Wszystkie podrapane, pogniecione, bo się rozpychają na parkingach, jak mało miejsca. Ogólnie dużo też jest stłuczek i nikt z tego powodu biedy nie robi. Samochód nie musi być wymuskany. Chociaż zadziwiło mnie kiedy w wypożyczalni w Mediolanie, jadąc w góry nie było opon zimowych (a to była zima). Nie widzieli co to, po co, jak już coś, jak już będzie ciężko to łańcuchy masz. Ale dasz radę !
Kurdę, mogę wymieniać mnóstwo specyficznych sytuacji, zasad i problemów w różnych krajach. Największy jednak hardcore przeżyłem kiedy pojechaliśmy na Krym przez Rumunię, a wracaliśmy już przez Ukrainę całą. Ale też szybko się przestawiłem, tam wtedy był lej po bombie, w każdym aspekcie. Dużo by pisać.
Jak przyjechał do mnie to niestety mogliśmy tylko z autobusów korzystać więc nie mogłem się odwdzięczyć. Za to nauczyłem go pić wódkę. Miło było patrzeć jak z chłopakami z osiedla mój Włoch walił żyto z gwinta, hłe hłe.
Bo to jest problem. Jazda samochodem jest najtrudniejszym aspektem obecnego życia ludzkiego, wymaga zanikających już predyspozycji, dla wielu jest to nie do nauczenia. Bo to nie jest tak, że jeżdżenie zgodne z przepisami = dobre jeżdżenie. Decyzyjność, przewidywanie, czas reakcji itp, plus doświadczenie, to są kluczowe aspekty. Jest z tym coraz słabiej dlatego max prędkość idzie regularnie do dołu. Wszystko rozumiem. Ale zwiększanie uprawnień pieszym, przy takiej wstecznej tendencji kierowców, to szaleństwo. To dodawanie kolejnej zmiennej, niepewności, sytuacji problemowych, zagrażających.
Generalnie uważam Włochów za ludzi, którzy w najmniejszym stopniu dali się zwariować i wiedzą co w życiu ważne. Lubię tam przebywać. Generalnie im na południe tym bardziej (wg mnie) normlanie, kierunek północny - to coraz większy poziom opętania.