Polska inteligencja w takim sensie, jaki kiedyś przyjęto, już nie istnieje
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
- siły fizycznej,
- umiejętności (połączenie wiedzy z koniecznością wykonywania pewnej pracy fizycznej),
- wiedzy,
Inteligencja* uważa, że jest pracownikiem wiedzy, a jest zwykle pracownikiem umiejętności, tak jak wzmiankowany hydraulik.
Osobnym podziałem, jest podział z uwagi na sposób pozyskiwania środków do życia, gdzie możemy wydzielić:
- rentierów,
- właścicieli,
- kontraktorów,
- najemników,
Przy czym, kontraktor zarabia poprzez sprzedawanie umiejętności, a najemnik jest wynajmowany do wykonania pewnych, dość stereotypowych czynności. I tu, inteligencja* obecnie, jest najczęściej w tej ostatniej grupie.
Co więcej, na co zwracał uwagę prof Legutko, w czasie PRL inteligencja* masowo współpracowała z PRLem, a Stefan Żeromski, w Syzyfowych Pracach, nakreślił obraz kolaboracji z caratem.
Czyli całość narracji o inteligencji*, to zbiór urojeń i uzurpacji okraszonych zasługami nielicznych, zaliczonych w poczet inteligencji.
Jeżeli więc, inteligencja* (ale te realna, a nie mityczna) nie istnieje, to można tylko odetchnąć: wreszcie.
No niestety ja w to mocno powątpiewam.
*znaczenie zaczerpnięte od prof Legutko
Tak więc intligencja gumanistyczna potrzebna jest wyłącznie Polakom, którzy mają obowiązki polskie, a nayprzednieyszym z nich jest wspieranie funkcjonowania Państwa Polskiego.
Jezdo, podkreślę, sprawa czysto partykularna y dotycząca wyłącznie Polaków. Zgodzę się z tezą, że upadek Państwa Polskiego może podnieść uogólniony stopień zadowolenia wszechświata, bo przynajmniej nie będzie już tych rozrabiaków. Tak więc z perspektywy utylitarystycznej jest to postulat uzasadniony.
Oczywiście, należy pamiętać o tym, żeby w cześniej Polaków zdemoralizować i spacyfikować, bo inaczej będzie jak w XIX w., cięgiem tylko "sprawa polska", "sprawa polska", która dla ówczesnych Europejczyków była już tak nużąca, że jeden ukłuł nawet bonmot "Słoń a sprawa polska".
Po wojnie komuchy weszły a te inteligenckie buty. "Ja też czytam książki" powiedział mi na werbunkowej nieudanej rozmowie esbek. Dzisiaj jego odpowiednik już by nie powiedział, bo czytanie polskiej literatury nie nobilituje, chyba generalnie czytanie nie nobilituje. "Menele dużo czytają" przeczytałam kiedyś na fb, "nie mają dostępu do telewizji i netu, więc czytają".
Legutko ma rację - ten system identyfikacji zanikł. Polonistka w szkole uchodzącej za prawicową (!) zaczyna bezwstydnie lekcję od zdystansowania się od polskiej literatury (co innego Dostojewski).
Dzisiaj mamy państwo, jak przed Rozbiorami. Może to wystarczy by się identyfikować? Karta Polaka - genialne posunięcie, widzę, że przyjęta niemal jednogłośnie. https://orka.sejm.gov.pl/proc5.nsf/opisy/1957.htm
Jestem ciekawa, jak się to rozwinie. Jakaś część mnie mówi, że to koniec. Inna - że nowe czasy znajdą nowe rozwiązania.
Składają mi się te puzle w czytelny obrazek o paskudnym przekazie.
Najzabawniej było po roku 1945, kiedy ziemianie stracili znaczenie i "inteligencja" zaczęło znaczyć to samo co Żydzi a nawet "żydokomuna." Michnik, Holland, Smolar, Blumsztajn - przecież gołym okiem widać, że czują się oni nową szlachtą, że czują się z niejasnych powodów wyniesieni nad pospólstwo. A jeśli kto im stawia opór, obdarzają go nienawiścią i traktują z wyjątkowo bezwzględnym okrucieństwem.
Po 1945 roku, to już była kompletna podmiana etykiety z zawartością.
https://en.wikipedia.org/wiki/Intelligentsia
Czyli nie mieli nawet własnego słowa, a cały artykuł jest o inteligencji polskiej i rosyjskiej, a sumie to radzieckiej. Nie o amerykańskiej, brytyjskiej czy zachodniej Europy kontynentalnej.
I co, żyją jakoś? Żyją, nawet tak oceniam zachód działał lepiej niż PRL i ZSRS.
Teraz elity. Owszem, są jakieś elity. Teraz tak, wykształcenie przestało być w Polsce elitarne, to już nie te czasy, że kilka procent miało studia i samo to czyniło je elitą. A kasa? No owszem, ale coś obawiam się ilość majątku niekoniecznie jest skorelowana z wykształceniem.
I wreszcie nauki humanistyczne vs. ścisłe. Zacznę od tego, co powtarzam za każdym razem - humanistyka to wiedza, ale nie jest nauką, bo nie da się tego empirycznie sprawdzić. W fizyce mamy teorię grawitacji i na tej podstawie możemy stweirdzić nie tylko, że jabłko spadło z drzewa, ale też podać warunki w jakich spadnie z odpowiednim prawdopodobieństwem i sprawdzić czy tak faktycznie jest. W humanistyce nie, nie ma takich metod. Możemy napisać co było gdzie i kiedy, więc jest to jakaś wiedza.
To z kolei powoduje, że w "naukach" humanistycznych nietrzymanie się twardej logiki nie powoduje rozsypania reszty. Bo papier przyjmie wszystko, a grawitacja już nie.
Dalej, nauki ścisłe są użyteczne w bezpośredni sposób, do techniki, medycyny itd. A wiedza humanistyczna nie.
Nie znaczy to, że w ogóle nie należy kształcić ludzi w kierunkach humanistycznych. Należy, ale nie tyle, wystarczyłoby wiele, wiele mniej.
Przydałoby sie zresztą jakieś Robotnicze lub nawet Ludowe Centrum Badań nad Inteligencją albo Elitami. Albo Komitet Obrony Inteligencji. Może trzeba by teraz zacząć ich kraść?
2. Jasne. Ale to też jest problem części "nauk" humanistycznych, że one w założeniu części "naukowców" mają ową religię zastąpić
A wśród establishmentu jakiś czas temu wymieniłbyś np. Wałęsę czy Leppera, do żadnej, nawet najszerszej klasy inteligencji w polsko-rosyjskim rozumieniu też ich nie zaliczysz.
Kolega Los proponuje egalitarne podejście do społeczeństwa, sugerując, że są tylko talenty dane przez Boga. No w praktyce jednak jakieś hierarchie i podziały nie tylko na tym oparte zawsze się jednak tworzyły, tworzą i będą tworzyć. Wbrew pozorom w artykule profesora Legutki jest coś, co odnosi się do tego, o czym pisał Los, to jest do talentów danych przez Boga. Jak mówi Pismo Święte: "Komu więcej dano, od tego więcej wymagać będą". W tekście Legutki odnajduje żal, że ma miejsce swoista "duchowa dezercja". No bo przecież - jak pisze Los - Bóg daje ludziom talenty, ale może być tak, że ludzie odrzucają to, odrzucają powołania, zakopują talenty. Jest o tym w Starym Testamencie w Księdze Jonasza, której bohater dostaje misje od Boga, ale zamiast tego daje drapaka. Z kolei w nowotestamentowej przypowieści o talentach obok dobrych sług jest zły sługa, który zakopuje swój talent. No i żale zawarte w artykule dotyczą właśnie zakopywania talentów. Los pisał, że w społeczeństwie stanowym talenty się marnują. Legutko też pisze o marnowaniu się talentów, tylko nie przez społeczeństwo stanowe, tylko przez samych obdarowanych,