Polska inteligencja w takim sensie, jaki kiedyś przyjęto, już nie istnieje
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
BTW wielu tzw. prostych ludzi ma dużo lepiej poskładane do kupy, co jest czarne, a co białe, co dobre, a co złe, niż pewien procent tzw. elity zaczynającej w razie czego hamletyzować.
"Podziemie powojenne to jest chłopska irredenta, Wandea. Odsetek ziemian, zawodowych oficerów, ludzi wolnych zawodów jest niewielki. 90 proc. stanowią chłopi i szlachta zaściankowa".
Zresztą sam przekaz władz komunistycznych był inny, zafałszowany - bo na logikę być musiał, dla tzw. ogółu lepiej było stworzyć narrację że "polskie pany" chcą ludowi odebrać zdobycze socjalizmu i przywrócić dawny porządek, tworząc "zbrojne bandy".
Tak było. Kiedy Tusk odszedł z UW, założył PO i na dodatek partia Geremka przepadła w wyborach, stał się dla środowiska Wyborczej wrogiem numer 1. Poniekąd wydaje mi się, że do dziś Donald Tusk jest traktowany jako zło konieczne, oni nie zapomnieli. Tak jednak PiS im uwiera, tak nienawidzą tej całej polskiej szurii, że ta udawana miłość do Tuska wydaje się być autentyczna, szczera i bezgraniczna.
Mylisz talenty z tym co predysponuje do bycia elitą, a niekoniecznie jest talentem. To jest umiejętność rządzenia, podejmowania decyzji, głębszej świadomości. I to nabywa się pokoleniami. Do tego potrzebny jest odpowiedni status materialny, bezpieczeństwo, dar zarządzania własnym czasem i życiem. Nie da się zrobić tego drogą na skróty. Wymaga to czasu, a często wielu prób, dlatego to tyle trwa. W sumie normlane, nic kontrowersyjnego nie piszę.
Lebron James, obecnie najlepszy koszykarz na świecie, zaraz przekroczy 1 mld dolarów, które dzięki swojemu talentowi zarobi. Człowiek z patologicznej rodziny, z patologicznej dzielnicy. Wybił się dzięki talentowi sportowemu, pracy, konsekwencji i umiejętnościom zarządzania majątkiem. Jego koledzy, którzy również zarabiają gigantyczne pieniądze, w 5 lat po zakończeniu kariery 70% z nich bankrutuje. Z biedy wychodzą i do biedy wracają. Trudne dzieciństwo, braki w kluczowych dziedzinach (przez brak wiedzy, braki w wychowaniu) nie eliminują z dobrego, przyszłego życia, ale DRAMATYCZNIE je utrudniają, a nawet jeżeli zdarza się sukces, to za nim idzie zjazd.
Mnie nie interesuje egalitarne pierdolenie, mnie interesuje wykreowanie autentycznie wartościowych ludzi, którzy przejmą odpowiedzialność za państwo, naród i naszą przyszłość. W dużej skali, nie ma sensu koncentrować się na unikalnych historiach, wyjątkach od zasady. Dobrze sytuowana, niezależna finansowo rodzina, z odpowiednim wykształceniem rodziców, z czasem na poświęcenie go dzieciom, bez kompleksów, włożona w ramy moralne (najlepiej chrześcijańskie|) i obyta w kwestiach radzenia sobie z dostatkiem, bez odpałów na dorobienie się - to jest najlepszy gwarant na wychowanie ludzi wartościowych. Przecież to są oczywiste oczywistości, z czym my walczymy ?
A pan Bóg i talenty ? Pewnie rozdaje je po równo, ale możliwości na ich rozwinięcie nie są już równe, o co to nie ! Nie widzę w tym problemu, od każdego wymaga się na miarę jego możliwości i sytuacji w której się znalazł. Nie mam problemu zaakceptowaniem faktu, że świat nie jest sprawiedliwy tak jak byśmy chcieli, ba, uważam że to ma głęboki sens.
I ♥ FForum
Do tego wątku też to pasuje
Mrożek jaki był taki był, ale "Tango" mu wyszło.
Czego można się spodziewać po gostku, który napisał miłosny list do Kiszczaka?
Maska nie spadła, on taki był.
Dopiero teraz dotarła do mnie urocza konstrukcja tego zwrotu. Po pierwsze słowo: warstwa. Otóż - tak mi się wydaje, że to określenie w odniesieniu do ludzi skompromitowało się ostatecznie gdzieś 80 lat temu. Bracia Niemcy czasem zaliczani do narodu nazistów układali zwłoki pomordowanych przez siebie w warstwy i próbowali to jakoś utylizować. Brrr... Wydaje mi się, że od tego czasu użycie owego określenia znamionuje właśnie to, co prof. Legutkowi bardzo się nie podoba - brak kultury. I zwykłej ludzkiej przyzwoitości.
Ale jest jeszcze coś: mniej wykształceni. Nie wiem, czy do siewu, zbiorów, naprawy płotu, oprawienia wieprzka i konstrukcji więźby dachowej lub wozu drabiniastego potrzeba mniej wiedzy i przemyślności niż do greckiej gramatyki i historii starożytnej, wiem, że dziś zainstalowanie systemu alarmowego w domku jednorodzinnym to wyzwanie intelektualnie poważniejsze niż przeczytanie Wojny Peloponeskiej. Nawet w oryginale. Wiem też, że dużo powszechniejsza jest znajomość wojny peloponeskiej wśród ekspertów od systemów alarmowych niż odwrotnie. Istnieją powszechnie dostępne książki, niektóre całkiem dobre, panie profesorze, jest też telewizja i internet.
Uświadomiłem sobie, że wykształcenie w XIX wieku było czymś innym niż jest teraz. Wtedy był to rytuał inicjacyjny do klasy wyższej, dziś to po prostu nauka zawodu. Stąd frustracje Adasia Miauczyńskiego - wyszkolił się na nauczyciela polskiego a wydawało mu się, że został szlachcicem.