@Inż powiedział(a):
W mainstreamowych mediach pokazał się ciekawy i dość głęboki (jak na miejsce publikacji) artykuł na temat spowiedzi.
Ludzie przychodzą do konfesjonału nie dla spełnienia religijnego obowiązku, ale przychodzą po przebaczenie. Przychodzą do miłosiernego Boga, który się objawił w Chrystusie jako ten, który wyciąga człowieka z grzechu. To naprawdę piękna zmiana - zaznacza.
Cała książka abp. Fultona Sheena "Pokój duszy" traktuje o tym, że psychoterapia nie poradzi sobie z pacjentem, jeśli nie uwzględni wiary a w szczególności sakramentu pojednania. Spora część psychiatrii też polegnie. Nie potrafię zweryfikować jego wiedzy, ale książka sprawia wrażenie bardzo fachowej.
Niedawno trafiłem na taki cytat:
Carl Jung, założyciel psychologii analitycznej i ojciec psychologii głębi, powiedział, że katolicy nie potrzebują terapii, lecz spowiedzi i komunii.
Psycholog twierdził, że katolicy nie wymagają psychoterapii, ponieważ spowiedź sakramentalna i sakramenty Kościoła Katolickiego wypełniają tę funkcję.
W swojej pracy „Praktyka psychoterapii” Jung jasno stwierdził:
„W leczeniu katolików zawsze odsyłam ich do konfesjonału Kościoła i do jego środków łaski”.
Zauważył, że w ciągu ponad 40 lat praktyki zawodowej miał tylko około 6 praktykujących katolików jako pacjentów. Według Junga, wynikało to z tego, że spowiedź pozwalała na skuteczne uwolnienie od poczucia winy i wewnętrznych konfliktów, co w większości przypadków eliminowało potrzebę analizy.
Jung podkreślał również wartość psychologiczną Mszy i Eucharystii, opisując ją jako jedno z najbardziej kompletnych doświadczeń dla przemiany duszy.
Gdy leczył katolików z problemami emocjonalnymi, Jung uważał za swój obowiązek skierowanie ich z powrotem do praktyki spowiedzi i życia sakramentalnego Kościoła, zamiast utrzymywać ich w długotrwałym leczeniu.
@Szturmowiec.Rzplitej powiedział(a):
Dobrze, że w międzyczasie przerobili mszę tak, żeby zupełnie przestała te funkcje spełniać.
Skąd taka opinia?
Nowa forma Mszy, a przede wszystkim język narodowy, pozwala na jej bardziej świadome przeżycie. Dodatkowo ryt posoborowy zachęca do aktywnego uczestnictwa świeckich (np. Liturgia Słowa). To raczej zwiększa "kompletność doświadczeń dla przemiany duszy".
Nie zamierzając angażować się w neo-tradi wars podam swoje (viadomix, że nieprepretnatywne) świadectwo. Otóż, mnie niegdyś mikkiście podobały się wszelkie ruchy radykalne, a jak jeszcze były wbrew mainstreamowi, to już w ogóle. Poszłem więc na "pierwszą" Mszę trydencką w Łodzi do św. Józefa na Ogrodowej. Bardzo mi się tam "podobało", bo było inaczej. Nie wiedziałem tylko, o czym była Liturgia Słowa. Kazanie na szczęście było po polsku, ale w jaki sposób łączyło się z Ewangelią, z czytaniami, z psalmem, tego nie mogłem ocenić (oczywiście, mogłem przeczytać LS przed Mszą, ale wtedy jeszcze nie byłem na tym etapie). Pieśni też nie mogłem śpiewać, bo nie znałem melodyj a teksty były w nieznanym mi języku.
Na szczęście ta Msza dla prawdziwych katolików była o godzinie 15 a ja uznawałem, że prawdziwy katolik mniej więcej o 15 pożywa obiad z rodziną, albo odbywa poobiednią niedzielną drzemkę, więc jakoś mnie to wszystko nie wciągnęło.
Od tamtego czasu (słynne motu proprio B16), minęło czasu mało-wiela, jakiś tam rozwój duchowy był moim udziałem. W swojej nieobiektywnej ocenie jestem dzisiaj bliżej Pana Boga niż kiedykolwiek wcześniej za dorosłego życia. Wiedząc, jak tamta Msza wygląda, dzisiaj tej mojej na pewno bym na tamtą nie zamienił - tj. nie wybrałbym się na tamtą, musząc zrezygnować z tej, gdzie uczęszczam.
Spośród forumkowiczów @marniok uczestniczył tam, gdzie ja chodzę codziennie i może się wypowiedzieć, czy uznał ją za godną i w ogóle podzielić się wrażeniami.
Komentarz
Cała książka abp. Fultona Sheena "Pokój duszy" traktuje o tym, że psychoterapia nie poradzi sobie z pacjentem, jeśli nie uwzględni wiary a w szczególności sakramentu pojednania. Spora część psychiatrii też polegnie. Nie potrafię zweryfikować jego wiedzy, ale książka sprawia wrażenie bardzo fachowej.
Niedawno trafiłem na taki cytat:
Dobrze, że w międzyczasie przerobili mszę tak, żeby zupełnie przestała te funkcje spełniać.
Skąd taka opinia?
Nowa forma Mszy, a przede wszystkim język narodowy, pozwala na jej bardziej świadome przeżycie. Dodatkowo ryt posoborowy zachęca do aktywnego uczestnictwa świeckich (np. Liturgia Słowa). To raczej zwiększa "kompletność doświadczeń dla przemiany duszy".
Nie zamierzając angażować się w neo-tradi wars podam swoje (viadomix, że nieprepretnatywne) świadectwo. Otóż, mnie niegdyś mikkiście podobały się wszelkie ruchy radykalne, a jak jeszcze były wbrew mainstreamowi, to już w ogóle. Poszłem więc na "pierwszą" Mszę trydencką w Łodzi do św. Józefa na Ogrodowej. Bardzo mi się tam "podobało", bo było inaczej. Nie wiedziałem tylko, o czym była Liturgia Słowa. Kazanie na szczęście było po polsku, ale w jaki sposób łączyło się z Ewangelią, z czytaniami, z psalmem, tego nie mogłem ocenić (oczywiście, mogłem przeczytać LS przed Mszą, ale wtedy jeszcze nie byłem na tym etapie). Pieśni też nie mogłem śpiewać, bo nie znałem melodyj a teksty były w nieznanym mi języku.
Na szczęście ta Msza dla prawdziwych katolików była o godzinie 15 a ja uznawałem, że prawdziwy katolik mniej więcej o 15 pożywa obiad z rodziną, albo odbywa poobiednią niedzielną drzemkę, więc jakoś mnie to wszystko nie wciągnęło.
Od tamtego czasu (słynne motu proprio B16), minęło czasu mało-wiela, jakiś tam rozwój duchowy był moim udziałem. W swojej nieobiektywnej ocenie jestem dzisiaj bliżej Pana Boga niż kiedykolwiek wcześniej za dorosłego życia. Wiedząc, jak tamta Msza wygląda, dzisiaj tej mojej na pewno bym na tamtą nie zamienił - tj. nie wybrałbym się na tamtą, musząc zrezygnować z tej, gdzie uczęszczam.
Spośród forumkowiczów @marniok uczestniczył tam, gdzie ja chodzę codziennie i może się wypowiedzieć, czy uznał ją za godną i w ogóle podzielić się wrażeniami.