Skip to content

Karmel

1235»

Komentarz

  • Św. Terenia MOCNO o Bożym Miłosierdziu. POSŁUCHAJ JAK!

    https://voca.ro/1er7CBB6cOxh

  • Z kolei koncepcja "piekła na ziemi" zaowocowała przekonaniem że tego piekła nie ma albo jest puste....więc nie wiem....

  • edytowano 7 October

    Żaden ze mnie teolog, toteż nie można brać na poważnie tego, co napiszę, ale:

    https://pl.aleteia.org/2026/05/13/modlitwy-fatimskie-nie-tylko-o-moj-jezu/

    Dziś akurat przypada wspomnienie Matki Bożej Różańcowej. Gdy odmawiamy Różaniec Święty po każdej dziesiątce większość z nas dodaje:

    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia.

    Jest to modlitwa dana nam przez Matkę Boga w Fatimie i zatwierdzona przez Kościół. Nie mamy obowiązku wierzyć w objawienia prywatne, niemniej objawienia fatimskie są przez większość tutaj uznawane za prawdziwe. Skoro Matka Boga każe nam modlić się w ten sposób, każe nam mieć takie pragnienie, to być może jest ono możliwe do spełnienia.

    W gronie świętych byli i tacy, którzy głosili apokatastazę. Grok podaje św. Grzegorza z Nyssy, św. Izaaka z Niniwy. Orygenes.

    Wikipedia cytuje innego świętego.

    JP2 powiedział:

    Potępienie wieczne jest z pewnością zapowiedziane w Ewangelii. O ile jest ono jednak realizowane w życiu pozagrobowym? To ostatecznie wielka tajemnica. Nie da się jednak zapomnieć, że Bóg „pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy [1Tym 2:4]”

    W jednej z homilii nasz święty papież powiedział:

    Chrystus jest dobrym pasterzem, bo zna człowieka: każdego i wszystkich. Zna ich przez swoją jedyną wiedzę paschalną. Zna nas, ponieważ nas odkupił. Zna nas, ponieważ „zapłacił za nas”: jesteśmy zakupieni za ogromną cenę. Zna nas znajomością i wiedzą bardziej „wewnętrzną”, z tą samą wiedzą, którą on, Syn, zna i obejmuje Ojca i w Ojcu obejmuje nieskończoną prawdę i miłość. I przez udział w tej prawdzie i miłości, czyni nowych nas, w sobie takich samych, synów Jego przedwiecznego Ojca; uzyskuje raz na zawsze zbawienie człowieka: każdego człowieka i wszystkiego, tych, których nikt nie wyrwie z jego ręki. Rzeczywiście, kto mógłby mu ich odebrać? /.../ Kościół ogłasza nam dziś paschalną pewność odkupienia. Pewność zbawienia.

    W Pierwszym Liście do Koryntian św. Paweł pisze:

    21Skoro śmierć przyszła przez człowieka, to przez Człowieka przyjdzie także zmartwychwstanie.
    22Jak bowiem przez jedność z Adamem wszyscy umierają, tak też przez jedność z Chrystusem wszyscy będą przywróceni do życia.
    23Każdy we właściwej kolejności: najpierw Chrystus, potem ci, którzy będą należeć do Chrystusa, gdy On przyjdzie.
    24Na końcu, gdy zniszczy wszelkie zwierzchności i wszelką władzę, i moc, przekaże Królestwo Bogu i Ojcu.
    25Potrzeba, aby królował, aż położy wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy.
    26Ostatnim wrogiem, jaki zostanie pokonany, będzie śmierć,
    27wszystko bowiem rzucił pod Jego stopy. Kiedy mówi, że zostało poddane wszystko, to oczywiście, oprócz Tego, który Mu wszystko podporządkował.
    28Kiedy już wszystko zostanie Mu poddane, wówczas i Syn zostanie poddany Temu, który poddał Mu wszystko, aby Bóg był wszystkim we wszystkich.

    Aby pozostać w temacie wątku - Św. Teresa od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza (doktor Kościoła) pisała:

    Jeśli popełnię dziś wszystkie możliwe zbrodnie zachowam ufność mą, zwątpieniem niezachwianą, ponieważ dobrze wiem, że ten bezmiar przewinienia zaledwie kroplą jest w morzu Twojego miłosierdzia.

    https://voca.ro/1nOz7bWj3mgT

    No, do wątku pasuje też anegdota ze św. Proboszczem z Ars i samobójcą skaczącym z mostu.

    Mnie ta koncepcja się bardzo podoba, bo oznacza, że będę zbawiony. A jak będzie? Zobaczymy. Oby!

  • edytowano 8 October

    @trep powiedział(a):
    Żaden ze mnie teolog, toteż nie można brać na poważnie tego, co napiszę, ale:

    https://pl.aleteia.org/2026/05/13/modlitwy-fatimskie-nie-tylko-o-moj-jezu/

    Dziś akurat przypada wspomnienie Matki Bożej Różańcowej. Gdy odmawiamy Różaniec Święty po każdej dziesiątce większość z nas dodaje:

    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia.

    Jest to modlitwa dana nam przez Matkę Boga w Fatimie i zatwierdzona przez Kościół. Nie mamy obowiązku wierzyć w objawienia prywatne, niemniej objawienia fatimskie są przez większość tutaj uznawane za prawdziwe. Skoro Matka Boga każe nam modlić się w ten sposób, każe nam mieć takie pragnienie, to być może jest ono możliwe do spełnienia.

    W gronie świętych byli i tacy, którzy głosili apokatastazę. Grok podaje św. Grzegorza z Nyssy, św. Izaaka z Niniwy. Orygenes.

    Wikipedia cytuje innego świętego.

    JP2 powiedział:

    Potępienie wieczne jest z pewnością zapowiedziane w Ewangelii. O ile jest ono jednak realizowane w życiu pozagrobowym? To ostatecznie wielka tajemnica. Nie da się jednak zapomnieć, że Bóg „pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy [1Tym 2:4]”

    W jednej z homilii nasz święty papież powiedział:

    Chrystus jest dobrym pasterzem, bo zna człowieka: każdego i wszystkich. Zna ich przez swoją jedyną wiedzę paschalną. Zna nas, ponieważ nas odkupił. Zna nas, ponieważ „zapłacił za nas”: jesteśmy zakupieni za ogromną cenę. Zna nas znajomością i wiedzą bardziej „wewnętrzną”, z tą samą wiedzą, którą on, Syn, zna i obejmuje Ojca i w Ojcu obejmuje nieskończoną prawdę i miłość. I przez udział w tej prawdzie i miłości, czyni nowych nas, w sobie takich samych, synów Jego przedwiecznego Ojca; uzyskuje raz na zawsze zbawienie człowieka: każdego człowieka i wszystkiego, tych, których nikt nie wyrwie z jego ręki. Rzeczywiście, kto mógłby mu ich odebrać? /.../ Kościół ogłasza nam dziś paschalną pewność odkupienia. Pewność zbawienia.

    W Pierwszym Liście do Koryntian św. Paweł pisze:

    21Skoro śmierć przyszła przez człowieka, to przez Człowieka przyjdzie także zmartwychwstanie.
    22Jak bowiem przez jedność z Adamem wszyscy umierają, tak też przez jedność z Chrystusem wszyscy będą przywróceni do życia.
    23Każdy we właściwej kolejności: najpierw Chrystus, potem ci, którzy będą należeć do Chrystusa, gdy On przyjdzie.
    24Na końcu, gdy zniszczy wszelkie zwierzchności i wszelką władzę, i moc, przekaże Królestwo Bogu i Ojcu.
    25Potrzeba, aby królował, aż położy wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy.
    26Ostatnim wrogiem, jaki zostanie pokonany, będzie śmierć,
    27wszystko bowiem rzucił pod Jego stopy. Kiedy mówi, że zostało poddane wszystko, to oczywiście, oprócz Tego, który Mu wszystko podporządkował.
    28Kiedy już wszystko zostanie Mu poddane, wówczas i Syn zostanie poddany Temu, który poddał Mu wszystko, aby Bóg był wszystkim we wszystkich.

    Aby pozostać w temacie wątku - Św. Teresa od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza (doktor Kościoła) pisała:

    Jeśli popełnię dziś wszystkie możliwe zbrodnie zachowam ufność mą, zwątpieniem niezachwianą, ponieważ dobrze wiem, że ten bezmiar przewinienia zaledwie kroplą jest w morzu Twojego miłosierdzia.

    https://voca.ro/1nOz7bWj3mgT

    No, do wątku pasuje też anegdota ze św. Proboszczem z Ars i samobójcą skaczącym z mostu.

    Mnie ta koncepcja się bardzo podoba, bo oznacza, że będę zbawiony. A jak będzie? Zobaczymy. Oby!

    ... z tego co mi w głowie zostało wynika, że potępienie koncepcji apokatastazy nie jest równoznaczne z potępieniem idei powszechnego zbawienia, apokatastaza jest potępiona jako wizja zbawienia jako pewnego procesu kosmicznego, nieuchronnego w typie mechanistyczno-automatycznym w duchu "Bóg tak ma" - jakby był automatem a nie komunią Osób

    Mi bardzo odpowiada Juliana i wszystkim polecam. To coś zupełnie innego. Mistycy swoje wiedzą i to jest całkiem inna perspektywa.

    Jako pospolici zjadacze chleba i grzesznicy my tymczasem skupmy się na tym, co bez nie ulega wątpliwości:

    Kto człowiek sieje, to i żąć będzie. (Ga 6,8)
    Postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd (Hbr 9, 27)
    Kto sieje w ciele swoim, jako plon ciała zbierze zagładę. Kto sieje w duchu, jako plon ducha zbierze życie wieczne. (Ga 6,8)
    Kto będzie się starał zachować swoje życie, straci je; a kto je straci, zachowa je. (Łk 17,33)
    Dążność bowiem ciała prowadzi do śmierci. (Rz 8,6)
    Kto ma, temu będzie dodane, i nadmiar mieć będzie. Kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co mu się wydaje, że ma. (Mt 13,12; Mt 25,29; Łk 8,18; Łk 19,26; Mk 4,25)
    Zapytali ci, którzy to słyszeli: «Któż więc może być zbawiony?» Jezus odpowiedział: «Co niemożliwe jest u ludzi, możliwe jest u Boga». U ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe. (Mk 10,23; Łk 18,24; Mt 19,23; Łk 18,25-27; Mt 19,26)
    Ten, którego dzieło spłonie, poniesie szkodę: sam wprawdzie ocaleje, lecz tak jakby przez ogień. (1 Kor 3,15)

    Cóż ci mogę uczynić, Efraimie,
    co pocznę z tobą Judo?
    Miłość wasza podobna do chmur na świtaniu
    albo do rosy, która prędko znika
    .
    Dlatego ciosałem ich przez proroków,
    słowami ust mych zabijałem,
    a Prawo moje zabłysło jak światło.
    Miłości pragnę, nie krwawej ofiary,
    poznania Boga bardziej niż całopaleń. (Oz 6, 4-6)

    ...skoro słabo nam idzie miłowanie i żadni z nas mistycy, powinniśmy się skupić przynajmniej na tym, by nie płonąć, bo to nie jest przyjemny proces a nieuchronny, bez względu czy ma koniec czy nie

  • Chlubą matki są jej święte dzieci. Często właśnie dzięki wybitnym dzieciom zostawali wydobyci z ukrycia ich rodzice i przedstawiani w historii ludzkości jako ci, którzy dali początek takiej czy innej znanej powszechnie osobie. Jednym z wielu takich przykładów są błogosławieni Zelia i Ludwik Martin, których piękne życie i heroiczność poznano dzięki ich świętej córce – Teresie od Dzieciątka Jezus.
    „Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś” – zapewne i nasze matki chciałyby usłyszeć taką pochwałę. Dla uszu Jezusa jest to pieszczota szczególnie czuła, budząca tak pełne słodyczy i kojące wspomnienia Jego pierwszych chwil na ziemi jako Wcielonego Boga. Jednak, mimo Jego miłości i czci do Niepokalanej Matki, nie chce, by wielbiono Ją tylko z tego tytułu, że cieleśnie zrodziła i wykarmiła Zbawiciela. To jest zaledwie niewielka cząstka cudownej chwały; Jezus uzupełnia błogosławieństwo nieznanej kobiety: „również błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je”. Jakby chciał powiedzieć: wszyscy możecie być też błogosławieni, jak moja Matka. Nie możecie zrodzić cieleśnie Zbawiciela, ale możecie nosić z miłością w zasłuchanym sercu Boże Słowo, zachowywać je i wydawać jego owoce naśladując postawę Najświętszej Dziewicy, czuwającej, by nie uronić nic z tego, co pragnie powiedzieć Jej Bóg i by niczego Mu nie odmówić.

  • @trep powiedział(a):

    @trep powiedział(a):

    @Mania powiedział(a):
    @trep; gdybym dziękowała Panu Bogu z serca za trąby powietrzne zrywające dachy byłabym oszustką, Ducha Świętego kojarzę z powiewem wiatru, nawet z silniejszym wiatrem oczyszczającym atmosferę; to jest miłe i dobre, ale tsunami niszczące miasta i uśmiercające ludzi to dopust Boży. Jestem za małą mrówką, by być jak św. Paweł - najmądrzejszy z ludzi, mogę być jak Hiob i w obliczu dopustów mieć w sobie pokorę.

    https://excathedra.pl/discussion/comment/593426/#Comment_593426

    A św. Max (podczas wojny):

    Pamiętajmy, że Pan Bóg rządzi światem i nic się wydarzyć nie może czy to wielkiego, czy małego, jeżeli On tego nie dozwoli. On zaś tylko to dozwala, co jest dla większego dobra dusz, wiecznego, trwałego, prawdziwego dobra. - Więc spokoju, dużo pokoju i ufności potrzeba, by niepotrzebnie się nie martwić!

    O! Niedawno gdzieś słyszałem takie zdanie:

    Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne, abyśmy nieustannie wysławiali Ciebie, wszechmogący, wieczny Boże, i Tobie ZA WSZYSTKO składali dziękczynienie.

  • Trepie, co za zbieg okoliczności, bo u nasz jest dzisiej Thanksgiving Day a cheba nie wiedziałeś?

    👣

    🐾
    🐾

  • edytowano 12 October

    Jak widać - na górze strony jest data. Być może autor wiedział...

    A to jest taka książeczka do czytania jednej strony na dzień.

  • Dzisiaj mija 109 lat odkąd Niepokalana objawiła się w Fatimie w stroju karmelitańskim. Dlatego też najmłodsza z pastuszków - s. Łucja - wstąpiła do Karmelu. Modlimy się o jej beatyfikację.

  • Łucja była najstarsza.

    ♰♰♰

    👣

    🐾
    🐾

  • Dzisiaj wspomnienie liturgiczne świętej Naszej Matki Teresy od Jezusa (św. Teresy Wielkiej, św. Teresy z Avila).

    Z tej okazji o. Wojciech Ciak:

    Rozbudzać w sobie wielkie pragnienia

    Wprowadzenie

    W Kościele polskim staramy się szczególną pamięcią, refleksją i modlitwą nawiązywać do dziedzictwa JPII. Jest to również szczególną dla nas zachętą, abyśmy prócz refleksji i wspominaniem chwały przeszłości, która staje się dla nas coraz bardziej faktem, usiłowali się wsłuchać w orędzie papieskie, co więcej, abyśmy uczynili z naszego życia posłaniem tych wartości, które zajmowały tyle miejsca w duszy i życiu Papieża jako naszego Rodaka.
    Jednocześnie przeżywamy dziś w naszej Rodzinie Karmelitańskiej uroczystość św. Teresy od Jezusa, naszej Matki i Reformatorki i bliskiej tym wszystkim, którzy chcą żyć duchowością karmelitańską.
    Biorąc pod uwagę jednak tylko te dwie okoliczności – pragnę w tej swojej refleksji te dwa wątki: papieski i terezjański połączyć.

    1. Jan Paweł II a Święci Karmelu

    Może to jest zbyt schematyczne, gdyż pewnie wszyscy takich związków doszukują się z Papieżem. Niemniej mamy uroczą Jego wypowiedź na temat roli naszych Świętych w jego życiu. Podczas pobytu w Hiszpanii w 1982 roku, w czasie przemówienia wygłoszonego w Alba de Tormes uczynił następujące wyznanie: „Nie możecie sobie wyobrazić, z jakim podziwem i czułością podchodzę do aspektu ludzkiego, językowego, kulturalnego oraz religijnego życia i dzieła św. Teresy od Jezusa. Ona, wraz ze św. Janem od Krzyża, była dla mnie mistrzynią, natchnieniem i przewodniczką po drogach życia duchowego. U niej znajdowałem zawsze zachętę do umocnienia i zachowania mojej wolności wewnętrznej dla Boga i dla sprawy godności człowieka.”
    Czy idąc za myślą Jana Pawła II możemy znaleźć dla siebie coś u św. Teresy?

    2. Na nowo odkryć swoją tożsamość

    Z pewnością Jan Paweł II zachęciłby najpierw do odkrycia i podjęcia na nowo tego, co stanowi pewien genius loci tego miejsca: „być wiernym posłaniu tej ziemi i poprzednich pokoleń, czyli być wiernym cnotom właściwym mężczyznom i kobietom tej ziemi: prawości, pracowitości, powściągliwości, cenieniu człowieka bardziej za to, kim jest, niż za to, co posiada; znaczy także umacniać tradycyjne znaczenie rodziny, znaczy cenić Boga jako dobro najwyższe, a człowieka o ile jest otwarty na Boga”.
    Idąc dalej możemy powiedzieć za św. Teresą od Jezusa, że obecne czasy są ciężkie, trudne, „tiempos recios”. Ma to wyraz w sytuacji politycznej, a szczególnie moralnej, w tej ostatniej wartości, opinie, wzory z założenia przeciwne wierze chrześcijańskiej osłabiły u niektórych siłę wiary i moralności. W tej sytuacji chrześcijan żyjących tutaj, czyli nas w Polsce, Ojciec św. wezwałby do odważnego życia wiarą i do podjęcia starań, aby zintegrować opinie i wzory cywilizacji współczesnej z wiarą, moralnością i życiem chrześcijańskim. Wydaje się, że Polska ma potencjał, aby takiej syntezy dokonać, co wymaga odważnego wysiłku zarówno świeckich jak i duchownych.

    3. W jaki sposób podjąć te wszystkie wyzwania, do których przeżywany dzień papieski i uroczystość św. Teresy od Jezusa w sposób szczególny nas wzywa w tym miejscu, jakim jest Polska?

    Zdajemy sobie sprawę, że to nie jest łatwe. Dlatego przywołując świadectwo św. Teresy od Jezusa możemy zobaczyć, że tylko w doświadczeniu miłości Jezusa Chrystusa można znaleźć potrzebne do tego celu siły i wolność, ponieważ jak ona sama pisze: „niepodobna, by kto zdobył się na serce i odwagę do rzeczy wielkich, jeśli nie ma wewnętrznego przeświadczenia, że jest w łasce u Boga, że jest przez Niego miłowany w Jezusie (Ż 10,6). A z kolei takie przeświadczenie wiary o żywej miłości Jezusa do nas zdobywa się tylko dzięki wierności modlitwie myślnej i szukaniu poprzez nią osobistej relacji z Jezusem. A to z kolei wymaga, aby z jednej strony rozszerzać w sobie wielkie pragnienia i zarazem trwać niezachwianie na modlitwie.
    Przytoczę słowa Ojca Świętego wypowiedziane przy pewnej okazji i należy je potraktować jako skierowane do nas: „Proszę was, rozszerzajcie wasze serca, „nie zaniżajcie waszych pragnień”. Otwórzcie je na przyszłość. Bądźcie odważni jak Teresa od Jezusa. Nie mogę oprzeć się, by nie przytoczyć jej słów: „Sądzę, że wszystko… od tego zależy, by przystąpić do rzeczy z niezachwianym postanowieniem, że nie spoczną, póki nie staną (u źródeł życia). Niech przyjdzie, co chce, niech boli, jak chce, niech szemrze, kto chce, niech własna nieudolność stęka i mówi: nie dojdziesz, umrzesz w drodze, nie wytrzymasz tego wszystkiego, niech i cały świat się zawali z groźbami”.

    Zakończenie

    Czyli chcąc na nowo odkryć genius loci, tożsamość ludzi tej polskiej ziemi i podjąć dzieło syntezy życia chrześcijańskiego w tych „tiempos recios” (czasach trudnych) należy podjąć życie modlitwy, co jest związane z pielęgnowaniem w sobie wielkich pragnień i wytrwałości.

  • I jeszcze o. Wilfrid Stinissen:

  • Korzystam z X jako stronki do przechowywania zdjęć. Akurat mój wpis zobaczył nasz kolega Rydygier i popełnił ciekawy wpis. Wkleję go tutaj ku potomności:

    -- A jaka jest właściwa funkcja emocji? To ważne, bo spotyka się takie wyobrażenie Pana Jezusa, wedle którego przedstawianie Go w emocjach, zwłaszcza pozytywnych (gniew i smutek jeszcze OK), jest profanacją ważności Jego misji. Jakby radość kłóciła się z doniosłością a emocjonalność z panowaniem nad sobą. Religijne ponuractwo. "Pan Jezus się nie śmiał". No, skoro był podobny człowiekowi we wszystkim, prócz grzechu, to raczej się i śmiał. Pytanie o właściwą funkcję emocji i ich ekspresji. - pyta Rydygier.

    -- Dosyć przystępnie wyjaśnia to KKK. Jeśli sam nie znajdziesz, mogę ci poszukać. Chociaż to bardziej o uczuciach niż o emocjach. - to ja.

    -- Raczej znajdę, ale ilu nie dopyta o to widząc ów ciekawy fragment, w którym brakuje tej odpowiedzi? A zatem pro publico bono:

    "1762 Osoba ludzka dąży do szczęścia przez swoje świadome czyny; uczucia bądź doznania, jakich doświadcza, mogą ją do tego uzdalniać lub się do tego przyczyniać."

    To rozumiem tak, że uczucia mają funkcję przestrzeni i przewodnika szczęścia. Już to jest ciekawe, bo człek przyzwyczaja się myśleć o nich jak o czymś jednak podrzędnym, związanym w istocie z hormonalna gospodarką organizmu, tymczasem szczęście to nadrzędne dążenie człowieka, wedle św. Tomasza bodaj limitujące nawet wolną wolę.

    "1764 Uczucia są naturalnymi składnikami psychiki ludzkiej, stanowią obszar przejściowy i zapewniają więź między życiem zmysłowym a życiem ducha. Nasz Pan wskazuje na serce człowieka jako na źródło, z którego wypływają uczucia."

    (biblijne serce to umysł)

    Uczucia jako interfejs sprzęgający to, co zmysłowe z tym, co duchowe. Hm.

    "1766 "Kochać znaczy chcieć dla kogoś dobra" 43 . Wszystkie inne uczucia mają swoje źródło w tym pierwotnym poruszeniu serca człowieka ku dobru. Jedynie dobro jest miłowane. "Uczucia są złe, gdy miłość jest zła; dobre, gdy miłość jest dobra" ."

    Katechizm chcenie (więc postawę woli!) dobra dla kogoś, czyli miłość, naczelną cnotę teologalną, nazywa uczuciem. A zatem katechizmowa definicja uczuć/emocji nie może opierać się na gospodarce hormonalnej organizmu. Niejasność pojęciowa względem potocznego rozumienia, które z reguły redukuje miłość do poziomu biologii ciała.

    "Doskonałość dobra moralnego lub ludzkiego wymaga, by rozum kierował uczuciami" (1767)

    A zatem, rozum ma kierować miłością. A jednak:

    "Uczucia same w sobie nie są ani dobre, ani złe. Nabierają one wartości moralnej w takiej mierze, w jakiej faktycznie zależą od rozumu i od woli. Uczucia nazywane są dobrowolnymi "albo dlatego, że nakazuje je wola, albo dlatego, że ich nie zabrania"" (tamże)

    A zatem, istnieją uczucia niepodległe rozumowi i woli. Miłość, jako postawa woli, logicznie nie może się do nich zaliczać. Czyli niejednorodność pojęciowa.

    "Uczucia są moralnie dobre, gdy przyczyniają się do dobrego działania; w przeciwnym razie - są moralnie złe. Prawa wola podporządkowuje dobru i szczęściu poruszenia zmysłowe, które uznaje za swoje. Zła wola ulega nieuporządkowanym uczuciom i potęguje je. Emocje i doznania mogą być przekształcone w cnoty lub zniekształcone w wady." (1768)

    Dobry układ to taki, w którym wola panuje nad emocjami ku dobru i szczęściu. Ale jednocześnie to szczęście ukierunkowuje wolę wedle Akwinaty? Ponadto miłość to równocześnie postawa woli i uczucie tutaj, więc wynika, że wola panuje nad samą sobą? Coś nam się tu logika zapętla albo ja coś mieszam...

    "1770 Doskonałość moralna polega na tym, aby człowieka kierowała do dobra nie tylko wola, lecz także jego dążenie zmysłowe zgodnie ze słowami psalmu: "Moje serce i ciało radośnie wołają do Boga żywego" (Ps 84, 3)."

    A zatem doskonałość moralna jest wtedy, gdy jest radość z dobrze ukierunkowanej woli (nie udręczone wyrzeczenie). Fajne.

    "1771 Pojęcie "uczucia" oznacza odczucia lub doznania. Człowiek dzięki swoim emocjom przeczuwa dobro i przewiduje zło."

    A tu znów zgodniej z moją dawniejszą intuicja - sygnalizacyjna rola emocji.

    "1772 Podstawowymi uczuciami są miłość i nienawiść, pragnienie i obawa, radość, smutek i gniew."

    Miłość jako sygnalizator dobra? Tu mi się rozjeżdża sens.

    Tu Rydygier kończy a ja tylko powiem: jak ktoś chce to rozkmniniać, droga wolna. Ja jednak zastosuję się do zalecenia przekazanego mi przez pewną mądrą osobę - staram się je traktować jako drogowskaz:

    Mniej durnych rozważań a więcej rozwijania w sobie miłości :smile::heart:

  • Z pomocą kol. Rydygieru przyszedł

    Grokus Twiterus:

    W skrócie: Katechizm ma problem z klarowną komunikacją współczesnym, bo używa pojęć w znaczeniach innych, niż potoczne i tych samych słów w różnych znaczeniach obok siebie.

    "Potoczne rozumienie (emocje = głównie hormony; miłość = uczucie romantyczne/biologiczne) jest węższe i redukcyjne. KKK używa języka tradycji chrześcijańskiej i scholastycznej, w którym „serce” i „uczucia” mają bogatsze znaczenie (serce biblijne to ośrodek osoby — poznania, woli i afektów). Nie ma tu zapętlenia logicznego, lecz hierarchia i integracja poziomów ludzkiej natury.Tekst jest spójny w ramach swojej antropologii:Uczucia (w sensie namiętności) są naturalne, cielesno-psychiczne, moralnie neutralne same w sobie.
    Mają być kierowane przez rozum i wolę.
    Najpełniejsze dobro moralne obejmuje też ich uporządkowanie (serce + ciało radosne wobec Boga).
    Miłość jest analogiczna: korzeń poruszeń zmysłowych i akt woli/cnota."

    "Tak — to jest realny problem komunikacyjny (pedagogiczny), choć nie logiczna sprzeczność wewnątrz systemu. Katechizm w tych paragrafach używa słowa „miłość” analogicznie, zgodnie z tradycją scholastyczną, w której amor oznacza najpierw pierwotne poruszenie ku dobru (na poziomie wrażliwości), a jednocześnie może oznaczać akt woli („chcieć dobra dla kogoś”). W sąsiadujących zdaniach (zwłaszcza 1765–1766) te dwa użycia stoją blisko siebie bez wyraźnego, systematycznego rozróżnienia. Dla czytelnika wychowanego na potocznym, bardziej jednowymiarowym rozumieniu „miłości” (jako uczucia, emocji, stanu afektywnego) brzmi to niespójnie albo wręcz myląco."

    "W języku Tomasza i tradycji, która za nim idzie, miłość nie jest jednym, wąsko zdefiniowanym zjawiskiem. Jest raczej analogicznym określeniem różnego rodzaju dążeń ku dobru: od najbardziej cielesno-zmysłowego upodobania, przez pragnienie, aż po świadomy akt woli i cnotę teologalną. KKK zachowuje ten sposób mówienia, bo chce streścić klasyczną naukę, a nie tworzyć nowy, w pełni nowoczesny słownik.
    Dlatego w jednym miejscu „miłość” jest „najbardziej podstawowym uczuciem” (poruszeniem wrażliwości wywołanym upodobaniem dobra), a zaraz obok pada definicja, która opisuje ją jako akt woli. To nie jest pomyłka redakcyjna — to konsekwencja przyjętego aparatu pojęciowego. Ale Katechizm nie zawsze dostarcza czytelnikowi narzędzi, żeby to od razu zobaczyć."

    "Czy to osłabia tekst?W pewnym sensie tak — pod względem jasności dla współczesnego odbiorcy. Katechizm jest dokumentem, który ma służyć szerokiemu gronu (katecheza, formacja, duszpasterstwo), a nie tylko specjalistom od Tomasza. W miejscach, gdzie język tradycji i język potoczny mocno się rozjeżdżają (emocje, miłość, serce, szczęście), brak krótkiego, wyraźnego dopowiedzenia o analogii lub o dwóch poziomach apetytu utrudnia lekturę. Wielu ludzi, którzy czytają te paragrafy bez tła filozoficznego, albo redukuje całość do „uczuć hormonalnych”, albo odczuwa właśnie taką niejednorodność, o której piszesz.Jednocześnie tekst pozostaje wewnętrznie spójny, jeśli czyta się go w kluczu, w którym powstał: uczucia/namiętności to poruszenia wrażliwości, które mają być porządkowane przez rozum i wolę; miłość jako korzeń tych poruszeń jest czymś innym (choć powiązanym) niż miłość jako świadome chcenie dobra i cnota."

  • A czym się różnią uczucia od emocji?

    A miłość to nie uczucie, to postawa. Opisana zresztą tym zdaniem: kochać znaczy chcieć dla kogoś dobra. Gdzie tu uczucie?

  • Czyli jak w słynnym dialogu:

    15Gdy spożyli posiłek, Jezus zapytał Szymona Piotra: „Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie bardziej niż oni?”. Piotr odparł: „Tak, Panie! Ty wiesz, że Cię kocham”.

  • Katechizm ma problem z klarowną komunikacją współczesnym, bo używa pojęć w znaczeniach innych, niż potoczne i tych samych słów w różnych znaczeniach obok siebie.

    słaba taka katecheza

  • @trep powiedział(a):
    I jeszcze o. Wilfrid Stinissen:

    ...chodzi o pokój, który jest owocem miłości

  • @trep powiedział(a):
    A zatem doskonałość moralna jest wtedy, gdy jest radość z dobrze ukierunkowanej woli (nie udręczone wyrzeczenie). Fajne.

    ...tj. gdy jest miłość

    ...już zdaje się przytaczałem definicję miłości wg św. Maksyma Wyznawcy i to nie raz

    W tych wszystkich filozoficzno-teologicznych rozważaniach o uczuciach, emocjach, rozumie, woli - chodzi o integralność osoby, chodzi o to, by człowiek w działaniu swoim działał jak człowiek, tj. bez pominięcia żadnej ze swoich zdolności (władz duszy), czyli rozumnie i świadomie - na tyle na ile jest zdolny.

    Ale jeśli tak działa i działa dobrze to z pomocą Bożą na końcu się to wszystko redukuje do pragnienia, które samo w sobie daje radość, czyli do miłości.

    Ale może na człowieka spaść taka miłość niezależnie od siły owych zdolności i stopnia ich używania, różnych u różnych ludzi. Zakochać się zawsze można.

  • ...a propos - zainspirowany ogólnokrajową dyskusją przeczytałem po ponad 30 latach Lalkę, i znalazłem kapitalne opisy stanów psychicznych zakochanego mężczyzny

    Dodajmy i PODKREŚLMY - zakochanego "platonicznie" ("Czy myślisz — spytał Wokulski — że można… kochać kobietę w sposób idealny, nie pożądając jej?" - a Wokulski jak najbardziej pożądał, tyle że nie Łęckiej, a nawet w Paryżu "oddawał się rozpuście")

    Jest na Wolnych Lekturach, polecam

    Trzy przykłady:

    Zrobiła na nim szczególne wrażenie. Zdawało mu się, że już kiedyś ją widział i że ją dobrze zna. Wpatrzył się lepiej w jej rozmarzone oczy i nie wiadomo skąd przypomniał sobie niezmierny spokój syberyjskich pustyń, gdzie bywa niekiedy tak cicho, że prawie słychać szelest duchów wracających ku zachodowi. Dopiero później przyszło mu na myśl, że on nigdzie i nigdy jej nie widział, ale — że jest tak coś — jakby na nią od dawna czekał.

    i dalej

    "Patrząc na grę jej fizjognomii Wokulskiemu przypomniały się cudowne falowania zorzy północnej i owe dziwne melodie bez tonów i bez słów, które niekiedy odzywają się w ludzkiej duszy niby echa lepszego świata. Rozmarzony, przysłuchiwał się gorączkowemu tykotaniu stołowego zegara i biciu własnych pulsów i dziwił się, że te dwa tak szybkie zjawiska prawie wloką się w porównaniu z biegiem jego myśli.
    „Jeżeli jest jakie niebo — mówił sobie — błogosławieni nie doznają wyższego szczęścia aniżeli ja w tej chwili.”

    i jeszcze:

    opanowała go dziwna rzewność i współczucie. Zdawało mu się, że nie tylko nie umiałby nikomu zrobić przykrości, ale nawet sam nie umiałby się bronić przeciw krzywdom, byle te nie dotykały panny Izabeli. Natomiast czuł niepokonaną potrzebę robienia dobrze innym.

    Tak to jest. Zasada jest ta sama.

    Przemijające — odblaskiem pełni;
    niedosiężone — tutaj się spełni;
    niewysłowione — tutaj się głosi;
    wieczna kobiecość zbawia i wznosi.

  • ^ this

  • Ale jeśli tak działa i działa dobrze to z pomocą Bożą na końcu się to wszystko redukuje do pragnienia, które samo w sobie daje radość, czyli do miłości.

    Max wiele razy podkreślał, że wystarczy wola miłowania.

  • Ciało świętej (główna część, uznawana za nienaruszone/„inkorruptum”) spoczywa w klasztorze karmelitanek bosych. Od XVII wieku zastosowano tam system „ochrony dzielonej”, żeby uniemożliwić kradzież lub nieuprawnione otwarcie – relikwie były (i są) bardzo cenione, a fragmenty ciała rozdawano wcześniej jako relikwie po całej Europie.

    Jak to działa? Żeby dostać się do srebrnej trumny, potrzeba 10 kluczy:

    3 klucze – do zewnętrznej żelaznej kraty/bramy komory (camarín).
    3 klucze – do brązowej pokrywy marmurowego sarkofagu.
    4 klucze – do wewnętrznej srebrnej trumny (arki).

    Klucze są podzielone na zestawy (zazwyczaj po trzy, po jednym z każdej „warstwy”) i rozdzielone między różne osoby/instytucje:

    3 klucze – u przeoryszy karmelitanek bosych w Alba de Tormes (wspólnota lokalna).
    3 klucze – u księcia Alba (Casa de Alba; obecnie w pałacu Monterrey w Salamance).
    3 klucze – u generała zakonu karmelitów bosych w Rzymie.
    1 klucz (tzw. klucz królewski, do srebrnej arki) – należy do króla Hiszpanii (tradycja sięgająca monarchii; to raczej klucz honorowy, niekoniecznie decydujący o otwarciu).

    Nikt nie może otworzyć grobu samodzielnie – trzeba zebrać wszystkie (lub prawie wszystkie) klucze. System powstał właśnie po to, by zabezpieczyć relikwie przed grabieżą.

    Grób otwierano bardzo rzadko. Ostatni raz przed 2024 r. – w 1914 r. W sierpniu 2024 r. (po raz pierwszy od 110 lat) zebrano wszystkie klucze, otwarto sarkofag i przeprowadzono badania naukowe (radiologiczne, antropologiczne) za zgodą Watykanu. Potwierdzono, że ciało jest w tym samym stanie co w 1914 r. (zmumifikowane, ale dobrze zachowane – skóra, tkanki, nawet szczegóły twarzy i stopy). Osobno przechowywane są inne relikwie (serce, ramię, ręka, stopa itp. w różnych miejscach: Rzym, Lizbona, Málaga i in.), ale to właśnie główny grób ma ten spektakularny system 10 kluczy.

    A dzisiaj w łódzkim Karmelu będzie można ucałować te relikwie. O 18 Msza z udziałem biskupa.

Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.