Co teraz czytacie i co polecacie?

11213141618

Komentarz

  • polmisiek napisal(a):
    Przemko napisal(a):
    los napisal(a):
    Grałem w zręcznościówki - Diggera (pamięta to kto? i Tetrisa. Grałem w prościutką grę kombinacyjną Chat noir. I to wszystko. Potem się znudziłem i przestałem. Gry strategiczne mnie przerażają. Sam świat jest dosyć nakomplikowany, mam jeszcze dodawać komplikacji wirtualnych?
    No właśnie te proste gierki z czasów 8-bitowych komputerów i jeszcze niektóre z czasu 16-bitowych Amig/Atari to chętnie, to były gry z innej epoki, tworzone z innym założeniem niż te współczesne, ale zapewne też i sentyment odgrywa tu jakąś rolę.
    Ale takie gry są cały czas robione, w sporej liczbie (wiem chociaż sam w nic nie gram)
    Tak też wiem, kolega siedzi w grach i demach na platformę Atari 2600, bardzo dużo się tego wydaje.
  • polmisiek napisal(a):
    Przemko napisal(a):
    los napisal(a):
    Grałem w zręcznościówki - Diggera (pamięta to kto? i Tetrisa. Grałem w prościutką grę kombinacyjną Chat noir. I to wszystko. Potem się znudziłem i przestałem. Gry strategiczne mnie przerażają. Sam świat jest dosyć nakomplikowany, mam jeszcze dodawać komplikacji wirtualnych?
    No właśnie te proste gierki z czasów 8-bitowych komputerów i jeszcze niektóre z czasu 16-bitowych Amig/Atari to chętnie, to były gry z innej epoki, tworzone z innym założeniem niż te współczesne, ale zapewne też i sentyment odgrywa tu jakąś rolę.
    Ale takie gry są cały czas robione, w sporej liczbie (wiem chociaż sam w nic nie gram)
    Ale są nowe czyli trzeba się ich nauczyć. Wiele tej nauki nie jest ale grosz do grosza... Mam sobie bzdurą zapychać mózg, kiedy połowy rzeczy koniecznych nie wiem?
  • Motes napisal(a):
    Mania napisal(a):
    Są gracze, których interesuje zabijanie nie tylko w alternatywnej rzeczywistości, pomysły z gier przenoszą do realu i traktują to jak kontynuację gry. O nich jest ta książka.
    To musi się koleżanka zdecydować, czy książka jest o zjawisku gier komputerowych i 200 milionach Amerykanów w nie grających, czy o promilu psychopatów. Może się okazać, że koleżanki wiedza w tomacie jest dalej równa zeru.

    Miły Kolega - jak się wydaje- pomylił mnie z Deaverem. To on jest autorem książki "Gra w nigdy", którą poleciłam. To on podjął decyzję, by z promila graczy wybrać psychopatę, który zainspirował się grą o survivalu i popełnił zbrodnię. Z powieści wynika, że taki przypadek miał miejsce w USA. Czy odosobniony? Tego nie wiem. Jeśli jest Miły Kolega tego ciekaw - proponuję przeprowadzić prywatne śledztwo, może coś się znajdzie w necie. A jeśli wiedza Miłego Kolegi jest już w tej chwili większa niż zero - proszę nam ujawnić jakieś statystyki. Prawem pisarza jest wybór tematu, postaci, bohatera, Deaver, autor powieści kryminalnych, zdecydował się opisać mechanizm działania psychopaty. Przedziwne, nie? ;-)
    Mania napisal(a):Japońce wymyślili też szlachetne odmiany gamingu - Nintendo
    A to nie przedsiębiorstwo z rynku gier komputerowych?
    Both. I firma i rodzaj gier.

    " Firma pod koniec XIX wieku produkowała karty do gry, a ostatecznie wprowadziła na rynek konsole - domową wersję automatów do gry. Ciekawa jest nazwa. Większość ludzi sądzi, że Nintendo oznacza "zdaj się na łaskę niebios" - w prawie dosłownym tłumaczeniu. Ale grałam z paroma Japończykami, od których dowiedziałam się, że nazwa ma głębsze znaczenie. NIN oznacza rycerskość, TEN odnosi się do Tengu, mitycznego ducha, który uczy sztuk walki tych, którzy coś stracili, a DO to sanktuarium. Czyli moim zdaniem Nintendo oznacza sanktuarium rycerskich istot, które bronią słabszych - ta wersja bardziej mi się podoba." - tłumaczy Maddie, jedna z postaci książki będąca zawodowym graczem.
  • Pani_Łyżeczka napisal(a):
    Tia, Zagram sobie w Call of Duty żeby zoptymalizować moje zachowania na wypadek wojny i zobaczyć sobie jak to jest jak sobie kogoś pociągne z karabinu maszynowego oraz zoptymalizuje kamizelkę kulooodporną i dokupię coś do mole.

    Jakby tak było to dany poziom Need for Speed i czy innym Colinie dawałby kwalifikcję do startu w rajdach samochodowych.

    Gry to rozrywka i jak każdej rozrwki nie należy jej przeceniać i uważać z dawkowaniem.
    Podziwiam stanowczość osądów, z ostatnim zdaniem się zgadzam, podtrzymuję że "symulacja" nie została zrozumiana.

    Zajmuję się między innymi przewidywaniem osobowości użytkownika na podstawie śladów które zostawia, np. w telefonie, mediach społecznościowych itd. Aktualnie w najprostszym modelu dla sprawdzenia czy ktoś jest sumienny, rzetelny, uporządkowany - wysoki odsetek gier w stosunku do innych aplikacji jest jednym z ważniejszych sygnałów przesuwających go w stronę niskiego poziomu cechy.

    W skrócie z działki Koleżanki - https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC6192093/ - autor nie musi namiętnie biegać (choć może to robi, nie wiem), żeby pomierzyć wyniki biegaczy. A ja nie muszę grać w CoD żeby brać z niego dane - https://documenter.getpostman.com/view/5519582/SzzgAefq
  • edytowano May 13
    Mnie gierki sformatowały. Jestem pierwszym pokoleniem, a może i rocznikiem, który od dzieciaka jest wychowany z komputerem (salony gier też były). Przeszedłem wszystko, każdy etap, różne komputery, rożne fascynacje, różne gry. Skończyło się gdzieś na początkach grania on-line, ale jeszcze trochę pograłem np. w Medal of Honor. A później już przestałem, kończył się studia, real był wystarczająco trudną gierką.

    Królem królów jest Heroes of Might&Magic III, gra strategiczna turowa. Ona chodzi do dziś, jest popularna, bo jest po prostu perfekcyjnym balansem wszystkiego co miodne w turówkach.
  • los napisal(a):Gry strategiczne mnie przerażają. Sam świat jest dosyć nakomplikowany, mam jeszcze dodawać komplikacji wirtualnych?
    Łojezu, mam to samo. Jak sobie pomyślę, że miałbym się uczyć jakichś skomplikowanych zależności, złożonych jak samo postępowanie cywilne, to już wolę się napić.
  • Ale pierwsze deluksy nie były take strasznie skąplikowane. Trzeba było się wybić jednym klikiem i wylądować drugim.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    los napisal(a):Gry strategiczne mnie przerażają. Sam świat jest dosyć nakomplikowany, mam jeszcze dodawać komplikacji wirtualnych?
    Łojezu, mam to samo. Jak sobie pomyślę, że miałbym się uczyć jakichś skomplikowanych zależności, złożonych jak samo postępowanie cywilne, to już wolę się napić.
    I tu idzie ci z pomocą World of Tanks i 'czołgi premium', czyli jesteś starym zgredem, którego młode charty łoją przeokrutnie, ale masz pieniądze, więc zmniejszymy twój poziom frustracji za odpowiednią ilość waluty.
    Co do czytania książek, to poza książkami rozwojowymi (bazy danych, techniki uczenia się, Big Data, eseje historyczne, eseje społeczne), to ostatnią książkę przeczytałem 3 lata temu Szewc z Lichtenrade.


  • .
    JORGE napisal(a):
    Królem królów jest Heroes of Might&Magic III, gra strategiczna turowa. Ona chodzi do dziś, jest popularna, bo jest po prostu perfekcyjnym balansem wszystkiego co miodne w turówkach.
    +1
    (+jakiś emot ze łzą w oku kręcącą)
  • JORGE napisal(a):
    Królem królów jest Heroes of Might&Magic III, gra strategiczna turowa. Ona chodzi do dziś, jest popularna, bo jest po prostu perfekcyjnym balansem wszystkiego co miodne w turówkach.
    Mnie trochę przeraża, na jakim poziomie ludzie grają w tę grę: obejrzałem kilka filmików i wychodzi na to, że są tacy, co znają praktycznie każdy bonus wynikający z postaci, terenu, typu wojska itd. Takiej wiedzy się nabywa przy graniu po kilka godzin dziennie przez wiele miesięcy.
  • A sam muszę przyznać, że wiele miejsc z różnych gier istnieje dla mnie gdzieś w połowie między światem wirtualnym a realnym.
    Obecnie odświeżam sobie (po wielu latach niegrania niemal w ogóle) Morrowinda i dalej jestem pod wrażeniem, bo w żadnej następnej części nie udało im się zrobić czegoś takiego jak tam.
  • JORGE napisal(a):
    Ona chodzi do dziś, jest popularna, bo jest po prostu perfekcyjnym balansem wszystkiego co miodne w turówkach.
    Najpierw pomyślałem, że koledze palec się omskł, te literki są obok siebie.
  • edytowano May 14
    Też pomysłem o surówkach np. wiosennych z rzodkiewką!
  • Heroesy bardzo fajne. Ja grałem po amatorsku na luzie :)
  • A wiecie, że syn2 (6 lat 2 m.) gra w:
    • politopię, często online z bratem! (21 lat)
    • robloxa
    • minecrafta, z tym że TYLKO "creative", czyli budowanie świata, często z bratem (ekran TV podzielony na dwa poziomo)
    (trochę i rzadko w inne głupotki typu slajmy czy wybuchanki-układanki)

    sam się uczy, sam wyszukuje samouczków!
    (kontrola rodzicielska jak najbardziej, co dobre, to m.in. przenosi te światy potem w klocki lego, czy walki na patyki na trawniku z bratem, poza tym brat uczy go czytać, pusać się stara od kwartału)

    choć raz w tygodniu zagramy w planszówkę...
  • fajny brat
  • edytowano May 14
    Exspectans napisal(a):
    JORGE napisal(a):
    Królem królów jest Heroes of Might&Magic III, gra strategiczna turowa. Ona chodzi do dziś, jest popularna, bo jest po prostu perfekcyjnym balansem wszystkiego co miodne w turówkach.
    Mnie trochę przeraża, na jakim poziomie ludzie grają w tę grę: obejrzałem kilka filmików i wychodzi na to, że są tacy, co znają praktycznie każdy bonus wynikający z postaci, terenu, typu wojska itd. Takiej wiedzy się nabywa przy graniu po kilka godzin dziennie przez wiele miesięcy.
    Hirki kompetytywne (pvp – player versus player) a hirki grane na singlu czy też z kolegami przy piwku to prawie że dwie różne gry. Gracz, który zaczyna grać przez sieć w H3, przekonany, że sobie jakoś poradzi, bo przecież tak fajnie grał z kolegami, może być w szoku, kiedy okazuje się, że to, na co on potrzebuje 30 tur, wyjadacz gry sieciowej robi w siedem tur. Bo H3 przez sieć to nie tyle gra strategiczna, jak pisał Jorge, ile logistyczno-taktyczna z zaledwie niewielkimi elementami strategii. Ruch (każdy bohater ma ograniczoną liczbę pkt ruchu na turę) jest tu jednym z najcenniejszych zasobów. Niedzielny gracz ot tak przesuwa konikiem bez składu po mapie, tzn. wyznacza sobie jakieś cele, ale nijak ma się to do gry ludzi z pvp. Niedzielny zrobi jedną walkę na turę, ci z pvp kilkanaście, odpowiednio przekazując armię z jednego bohatera do innego i poprawnie szacując ryzyko (który bohater może daną walkę wykonać, a który nie), a także decydując, który obiekt na mapie powinien mieć priorytet. Ruchy muszą być optymalne, wyliczone często wręcz co do kratki, tak żeby wyczyścić mapę jak najszybciej i zdobyć przewagę przed przeciwnikiem.

    Gra od paru lat przeżywa wielki renesans. W 2018, 2019 i 2020 były organizowane "mistrzostwa Polski" (do tej ostatniej edycji zapisało się tysiąc osób), teraz są eliminacje do "mistrzostw świata" - 500 osób z Polski, 200 z Rosji, 75 z Białorusi i Ukrainy, z reszty świata 90. To ciekawe, że gra wydana ponad dwie dekady temu przez Amerykanów nigdy nie zdobyła na Zachodzie większej popularności (chociaż przez parę lat to pewien Duńczyk dosłownie deklasował resztę towarzystwa w grze sieciowej, ostatnio wrócił po bodajże dwuletniej przerwie, ale odstaje już od czołówki), natomiast u nas i na wschodzie zyskała wręcz ogromną popularność. W Polsce po przestoju scenę pvp ożywiły "mistrzostwa Polski", przede wszystkim zaś wydany 10 lat temu przez ruskich fanów dodatek Horn of The Abyss. Właściwie wyciągnął z niebytu grę, na wielu poziomach ją udoskonalając (możliwość łączenia się bezpośrednio w grze z innymi w ramach lobby, symultaniczne tury, które skróciły rozgrywkę i pozwoliły grać na większych, ambitniejszych szablonach, dopracowany generator map, dzięki któremu są o wiele bardziej zbalansowane). Wszyscy przez sieć grają już dzisiaj z wykorzystaniem tego dodatku. Jego główny opiekun co prawda niestety zginął jakieś pół roku temu w wieku 27 czy 28 lat w wypadku samochodowym, ale reszta ekipy dalej pracuje nad kolejnym "patchami". "Populacja graczy Heroes 3 zwiększa się" - można powiedzieć.
  • Zdolni ludzie. A nie mogliby zagrać w życie?
  • christoph napisal(a):
    fajny brat
    Kochają się jak wariaci! (15 lat różnicy)
  • los napisal(a):
    Zdolni ludzie. A nie mogliby zagrać w życie?
    :D
  • los napisal(a):
    Zdolni ludzie. A nie mogliby zagrać w życie?
    A szachiści mogą w nie grać?
  • Wszystkim polecam.
  • romeck napisal(a):
    christoph napisal(a):
    fajny brat
    Kochają się jak wariaci! (15 lat różnicy)
    nie rywalizują
    poza tem fajie jest, jak coś pokazujesz, a to trafia na podatny grunt

    fajny brat jeden i drugi
  • @ Kuba

    Przemylawszy temat, uważam, że symulacja powinna służyć do nabywania umiejętności np symulator lotów, jak kolega wspomniał może słuzyć do przetestowania/profilowania człowieka ale to jest margines marginesu.

    Gry teraz to uzależnajaca rozrywka. Zabierająca czas i zagospodarowywująca i monetyzująca fascynacje ludzkie poprzez wykorzystanie mechanizmów lenistwa i oportunizmu.

    Niech miłośnicy strzelanek zagraja w WOT albo w najemnika.
    Simsów w rodzinę
    Need for Speed'ów a niechże się rajdną
    Roman Empire - niech Marka Aureliusza czy Cezara poczytają itp.itd

    Co do tematu wątka coś mie podkusiło by zacząć czytac książkę P. Bator "Gorzko Gorzko" trzymajta się ludziska z daleka. Wtórne, durne, przygnębiające i mizoandryczne.
  • los napisal(a):
    Wszystkim polecam.
    Jedno z drugim wykluczać się nie musi.

    Nie będę udawać, że nie wiem, co to jest granie w życie, i że granie w grę komputerową, choćby poruszającą szare komórki, graniem w życie nie jest*, niemniej odkąd człowiek en masse przestał robić w roli od brzasku do zmierzchu, ma czas wolny, który przeznacza na różne, powiedzmy, hobby, niezwiązane ściśle z graniem w życie, tj. na przykład wspomniane szachy, zbieranie znaczków pocztowych, hodowlę gołębi, alpinizm czy forumkowanie. Czy sugerowanie, że powinien cały czas grać w życie, nie zbliża nas do najbardziej cuchnącego z -izmów, czyli utylitaryzmu?

    * Nawiasem mówiąc, jako że wspomniana przeze mnie społeczność graczy jest dość hermetyczna, sporo osób poznało się już realnie i tam również spotyka. Ma to więc pewne przełożenie też na życie.
  • edytowano May 14
    Pani_Łyżeczka napisal(a):
    Niech miłośnicy strzelanek zagraja w WOT albo w najemnika.
    Simsów w rodzinę
    Need for Speed'ów a niechże się rajdną
    Roman Empire - niech Marka Aureliusza czy Cezara poczytają itp.itd
    Oczywiście, oczywiście, a miłośnicy szachów niech poczytają o królowej Bonie i Karolu Wielkim. Będą bliżej życia. No ziewanko, przepraszam.
  • Motes napisal(a):
    los napisal(a):
    Zdolni ludzie. A nie mogliby zagrać w życie?
    A szachiści mogą w nie grać?
    Gry w szachy uczyłem się od mojej Małżonki (jeszcze zanim nią została). A to osoba mocno osadzona w realiach :-)
  • Jeśli szachy powodowałby takie wyrzuty dopaminy jak gry komputerowe i tak uzalezniały to szachistów byłoby conajmniej tylu ilu graczy.

    Gry komputerowe porónywałabym raczej z cukrem niż szachami.
  • Gry komputerowe krzepią.
  • Pani_Łyżeczka napisal(a):
    Jeśli szachy powodowałby takie wyrzuty dopaminy jak gry komputerowe i tak uzalezniały to szachistów byłoby conajmniej tylu ilu graczy.

    Gry komputerowe porónywałabym raczej z cukrem niż szachami.
    Wyrzut dopaminy w trakcie grania bliższy jest narkotykom.
  • Pani_Łyżeczka napisal(a):
    Co do tematu wątka coś mie podkusiło by zacząć czytac książkę P. Bator "Gorzko Gorzko" trzymajta się ludziska z daleka. Wtórne, durne, przygnębiające i mizoandryczne.
    O, a to niech posłuży za podsumowanie. Innym cukru odmawia, a sama za arszenik się bierze.

    Ech, ludziska, no niereformowalni jesteście!
  • OK, Ludziska
    Motes napisal(a):
    Pani_Łyżeczka napisal(a):
    Co do tematu wątka coś mie podkusiło by zacząć czytac książkę P. Bator "Gorzko Gorzko" trzymajta się ludziska z daleka. Wtórne, durne, przygnębiające i mizoandryczne.
    O, a to niech posłuży za podsumowanie. Innym cukru odmawia, a sama za arszenik się bierze.

    Ech, ludziska, no niereformowalni jesteście!
    No to trzeba będzie czytelnictwo odstawić, nawet to nowoczesne na epapierze. No moze czasem audiobuczka przyćpam w ukryciu.
  • Ja lubię Bator, nikt lepiej nie obrazuje gazowej umysłowości.
  • edytowano May 14
    los napisal(a):
    Ja lubię Bator, nikt lepiej nie obrazuje gazowej umysłowości.
    No ale można obrazować w różych narracjach, konwencjach, fabułach a tu zwyktymizowane kobiety weWałbrzychu, któren jest straszną naruralistyczną prowincją, oddech i nowoczesna swiatłość jest we stolycy. Potem powrót na rozkmninianie traum mających silny podtekst pedofilski, nawet stosunkowo "lekkie pióro" nie pomaga.
  • Pani_Łyżeczka napisal(a):
    OK, Ludziska
    Motes napisal(a):
    Pani_Łyżeczka napisal(a):
    Co do tematu wątka coś mie podkusiło by zacząć czytac książkę P. Bator "Gorzko Gorzko" trzymajta się ludziska z daleka. Wtórne, durne, przygnębiające i mizoandryczne.
    O, a to niech posłuży za podsumowanie. Innym cukru odmawia, a sama za arszenik się bierze.

    Ech, ludziska, no niereformowalni jesteście!
    No to trzeba będzie czytelnictwo odstawić, nawet to nowoczesne na epapierze. No moze czasem audiobuczka przyćpam w ukryciu.
    Słusznie, słusznie, czytanie to bardzo niebezpieczna aktywność, bardziej od grania w gry. Powinniśmy być wszyscy śmiertelnie obrażeni na wynalazek Gutenberga, bo to on – bardziej niż granie w kości czy karty – doprowadził do punktu, w którym się znajdujemy.

    Dobra, już kończę.
  • Maszynka, która ze swej paszczy wyrzuciła przed aresztowaniem setki tysięcy różnych wydawnictw, która przez dłuższy czas stanowiła cel poszukiwań ogromnej zgrai szpiegów i żandarmów, której dłuższe istnienie było naigrawaniem się z potęgi rządu carskiego, - maszynka stała zupełnie odkryta na swej zwykłej podstawie, z pierwszą stronicą trzydziestego szóstego numeru w swej ramie, gdy w noc lutową wpadli do nas żandarmi. Oglądano ją z pewnym podziwem i szacunkiem. Szpicle z ciekawością dotykali się żelaza, dziwiąc się, że taka drobnostka tak duże znaczenie mieć może. Odbito na papierze stronicę, zabitą w ramy. Podpułkownik Gnoiński przeczytał półgłosem, dyktując protokół rewizji:

    - Trzydziesty szósty numer "Robotnika", data dwudziesty piąty luty. Artykuł wstępny "Tryumf swobody słowa".

    Orłów, szef żandarmów "żandarma Europy", Mikołaja I, odprowadzając razu pewnego swego znajomego, odjeżdżającego za granicę, prosił go o załatwienie tam małego interesu. Gdy będziesz pan w Norymberdze - mówił mu - zajdź pan pod pomnik Gutenberga, wynalazcy druku, i pluń mu pan ode mnie w oczy. Od niego całe zło na świecie pochodzi!

    - Wot wam i Gutienberg! - zwrócił się do mnie podpułkownik z sarkastycznym uśmiechem, wskazując na otaczających mnie i żonę policjantów. - Da, kak widitie, ot niewo wsio zło!


    Źródło - Józef Piłsudski - "Bibuła" :-)
  • Pani_Łyżeczka napisal(a):
    los napisal(a):
    Ja lubię Bator, nikt lepiej nie obrazuje gazowej umysłowości.
    No ale można obrazować w różych narracjach, konwencjach, fabułach a tu zwyktymizowane kobiety weWałbrzychu, któren jest straszną naruralistyczną prowincją, oddech i nowoczesna swiatłość jest we stolycy. Potem powrót na rozkmninianie traum mających silny podtekst pedofilski, nawet stosunkowo "lekkie pióro" nie pomaga.
    No waśnie, coś podobnego mógł napisać tylko platoński gazownik.
  • Przemko napisal(a):
    los napisal(a):
    Zdolni ludzie. A nie mogliby zagrać w życie?
    :D
    Zabawne. Pod koniec liceum koledzy zaprosili mnie na sesję RPG, gdzie byłem jakimś tam paladynem i wyobrażałem sobie przygody, które on fikcyjnie przeżywał.

    I trochę mnie zmroziło. Do tej zresztą pory mnie mrozi, gdy mnie synek zaciągnie na Stadion Narodowy na festiwal growy. Ileż tam energii się przepala, tak se pomyślałem.

    A w liceum pomyślałem se "A gdyby zamiast tego pojechać na prawdziwą wojnę?" I zostałem reporterem wojennym Gazety Polskiej. Były wtedy trzy znane wojny: w Ruandzie, w Czeczenii i w Bośni. Ruanda, wiadomo, daleko i drogo. Czeczenia -- groźnie, można tęgo w łeb dostać. Więc została mi Jugosławia, którą zjechałem w te i nazad i bardzo sobie chwalę.

    W sumie to polecam!
  • Natomiast wracając do tematu, chciałbym -- niejako zaliczkowo, bo bardziej kierując się znajomością autora i poprzednimi lekturami -- polecić książkę o ólóbionych bohaterach tut. forum, czyli powieść o sztyletnikach. Do nabycia za skromne fefdziesiąt złoty:

    image
    https://piw.pl/pl/krew-na-rekach-moich
  • edytowano May 14
    Nieźle! Czy też został kolega zwerbowany przez wszystkie możliwe wywiady jak RadSik?
  • Przemko napisal(a):
    Nieźle! Czy też został kolega zwerbowany przez wszystkie możliwe wywiady jak RadSik?
    Jeśli został zwerbowany, to raczej nam nie powie ;-)

    BTW, dzięki GaPol-owemu epizodowi w życiu Szturmowca, usłyszałem o jego istnieniu na długo przed FF.
  • Przemko napisal(a):
    Nieźle! Czy też został kolega zwerbowany przez wszystkie możliwe wywiady jak RadSik?
    Werbowała mnie tylko armia bośniacka, kusząc żołdem w kwocie 1000 marek za miesiąc. Ale minimalny turnus to było sześć czy dwanaście miesięcy, a ja już miałem inne plany.

    Lata później spotkałem na Florydzie pewnego Słowaka, który analogiczną ofertę -- bodaj od Chorwatów -- przyjął, i strasznie się skarżył na nierzetelność płatności.
  • Z Anglikami miałem zabawną przygodę. Chleję sobie spokojnie w Mostarze. Patrzę, przy stoliku obok jakieś żołnierzyki siedzą, więc kulturalnie zagaiłem.
    I tak mi mówią:
    -- Paczpan, jaka to jednak satyra. Mamy po 16 lat i w Jukeju nawet piwa spożywać nam nie wolno. A tu, Bośnia, wolny kraj! Panie kelner, jeszcze po jednym!
    -- Nu, a, hm, do woja was przyjęli?
    -- A co! W wojsku być możemy, tylko alko pożywać nie możemy.

    Gdzieś indziej zaoczyłem samochód z zagadkową winietą "Joint Commission Observers" i się pytam kulturalnie:
    -- Do you observe the commission smoke joints?
    -- No! We smoke joints observing the commission.
    Do tej pory nie wiem, co to za organizacja była.

    Ale na szczęście mam Google, więc już wiem: https://apps.dtic.mil/dtic/tr/fulltext/u2/a391195.pdf
  • Brzost napisal(a):
    Maszynka, która ze swej paszczy wyrzuciła przed aresztowaniem setki tysięcy różnych wydawnictw, która przez dłuższy czas stanowiła cel poszukiwań ogromnej zgrai szpiegów i żandarmów, której dłuższe istnienie było naigrawaniem się z potęgi rządu carskiego, - maszynka stała zupełnie odkryta na swej zwykłej podstawie, z pierwszą stronicą trzydziestego szóstego numeru w swej ramie, gdy w noc lutową wpadli do nas żandarmi. Oglądano ją z pewnym podziwem i szacunkiem. (...)
    A zdarzyło się to wszystko w tej łódzkiej kamienicy: https://pl.wikipedia.org/wiki/Robotnik_(czasopismo)#/media/Plik:Lodz_ul_Wschodnia_19.jpg

  • Ech, tak słabo znam to miasto, choć tak nieodległe. Może ze 3 razy byłem. A mój Tata spędził tam niemal całą młodość.
  • edytowano May 14
    Motes napisal(a):

    Hirki kompetytywne (pvp – player versus player) a hirki grane na singlu czy też z kolegami przy piwku to prawie że dwie różne gry. Gracz, który zaczyna grać przez sieć w H3, przekonany, że sobie jakoś poradzi, bo przecież tak fajnie grał z kolegami, może być w szoku, kiedy okazuje się, że to, na co on potrzebuje 30 tur, wyjadacz gry sieciowej robi w siedem tur. Bo H3 przez sieć to nie tyle gra strategiczna, jak pisał Jorge, ile logistyczno-taktyczna z zaledwie niewielkimi elementami strategii. Ruch (każdy bohater ma ograniczoną liczbę pkt ruchu na turę) jest tu jednym z najcenniejszych zasobów. Niedzielny gracz ot tak przesuwa konikiem bez składu po mapie, tzn. wyznacza sobie jakieś cele, ale nijak ma się to do gry ludzi z pvp. Niedzielny zrobi jedną walkę na turę, ci z pvp kilkanaście, odpowiednio przekazując armię z jednego bohatera do innego i poprawnie szacując ryzyko (który bohater może daną walkę wykonać, a który nie), a także decydując, który obiekt na mapie powinien mieć priorytet. Ruchy muszą być optymalne, wyliczone często wręcz co do kratki, tak żeby wyczyścić mapę jak najszybciej i zdobyć przewagę przed przeciwnikiem.
    Był taki okres, że raz w roku dzwonił kolega do mnie z propozycją zrobienia paru plansz, bo musi się zdystansować się. No i parę wieczorów ciupaliśmy. Ale w którymś roku dołączył jego szwagier. Szwagier nie tyle, że wygrał z nami, on nas zmiótł ! Wszystko mu zajmowało 3 razy mniej tur. Powiem tak, myślałem, że byłem dobry, za łebka rozwalałem wszystkich kolegów. A tu taka niespodzianka. No to przyjrzałem się sprawie, pogrzebałem po internetach, jutubach. Nowy styl rozgrywki wprowadzili Ruscy, co przełożyło się właściwie na to, że nawet te stare Hirosy stały się inną grą. Tworzenie łańcuchów mi chodziło po głowie już kiedyś, ale nie w pierwszym tygodniu ! Generalnie, gra z miłej zwiedzanki taktycznej z elementami strategii, stała się wyzwaniem wykraczającym poza skalę, przecież grając w nimi (tymi zawodowcami) nie można zrobić żadnego błędu !

    Jak tylko będę miał czas wrócę do Hirosów, do Horn of Abyss (tylko liznąłem - dobre), bo to jest gra naprawdę wymagająca dużo od czaszki, ale też i dająca klimat przygody. Właściwie to kiedyś na emeryturze był czas na brydża, dlaczego teraz nie na strategie ?

  • Exspectans napisal(a):
    A sam muszę przyznać, że wiele miejsc z różnych gier istnieje dla mnie gdzieś w połowie między światem wirtualnym a realnym.
    Obecnie odświeżam sobie (po wielu latach niegrania niemal w ogóle) Morrowinda i dalej jestem pod wrażeniem, bo w żadnej następnej części nie udało im się zrobić czegoś takiego jak tam.
    A ja chyba odpalę sobie odlskulowe zręcznościówki, bo mi refleks siada. Chyba czas pobudzać mózg, bo mogę się spóźnić. No, w każdym razie jest coś takiego jak MAME, symulator automatów do gier, takich znanych z salonów w latach '80 i do połowy '90. Wtedy te gierki były chyba najlepsze (typowe zręcznościówki). I one są cały czas grywalne.
  • JORGE napisal(a):
    Generalnie, gra z miłej zwiedzanki taktycznej z elementami strategii, stała się wyzwaniem wykraczającym poza skalę, przecież grając w nimi (tymi zawodowcami) nie można zrobić żadnego błędu !
    Bo jak zrobisz błąd, to nie wygrasz choinki o zapachu kokosowym do malucha, prawda?
    Gry mają mnie relaksować albo pomagać w treningu czegoś, pomysł aby powodowały stres i napięcie jest dla mnie zdumiewający, bo mam tego towaru w życiu realnym wystarczająco.

Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.