Co teraz czytacie i co polecacie?

11213141517

Komentarz

  • zapoznałem się z trylogią kosmiczną Liu Cixina Wspomnienie o przeszłości Ziemi: Problem trzech ciał, Ciemny las, Koniec śmierci i jest to niezłe.Pisze to Chińczyk a wiadomo: Chińczyk ma obowiązki chińskie. https://www.salon24.pl/u/smocze-opary/1117029,trzy-ciala-i-potwory-spoiler
    2. W dziedzinie gier to Settlers 2
  • ms.wygnaniec napisal(a):
    Bo jak zrobisz błąd, to nie wygrasz choinki o zapachu kokosowym do malucha, prawda?
    Gry mają mnie relaksować albo pomagać w treningu czegoś, pomysł aby powodowały stres i napięcie jest dla mnie zdumiewający, bo mam tego towaru w życiu realnym wystarczająco.

    Wiesz o co tu chodzi ? O wgłębienie się w coś na maksa, rozkminienie w 100% i dojście do perfekcji. Bycie mistrzem. Praca im tego nie daje, więc mają takie hobby, które również daje możliwość rywalizacji. System nie potrafi ludzi wciągnąć w realne sprawy to sobie znajdują w wirtualu. Co ciekawe, gierki dają możliwość bycia kozakiem już w młodym wieku. Bo młodzi mają czas i otwarte czaszki. W realu musisz swoje odbębnić, a prawdopodobieństwo że trafisz na ścieżkę życiową która będzie ciebie prowadzić do mistrzostwa jest znikoma. A więc ucieczka w inny świat.

  • JORGE napisal(a):
    A więc ucieczka w inny świat.

    No czyli jaskinia platońska. Szkoda że harcerstwo nie cieszy się takim mirem jak drzewiey.

    A, jeszcze jedno. Zalecam ----> https://www.artofmanliness.com/articles/podcast-708-overcoming-the-comfort-crisis/

    Co prawda nie czytałem, ale słuchałem, ale polecam.
  • Wydaje misie, że te gry mają to do siebie, że nie można tego spróbować raz czy kilka razy i dać sobie spokój. Bo włącza się tryb: " co? Ja nie dam rady?", "ja ci pokażę!", "dam radę to wygrać", "następnym razem wygram" - i po dojściu do jakiejś wprawy sięga się po trudniejsze wyzwania. Jak z każdym uzależnieniem.
    Całe szczęście, że tego nie dotknęłam ;-)
  • edytowano May 2021
    Zasadniczo gry to strata czasu.

    Jednak można w nich znaleźć coś ciekawego co będzie człowieka wciągać.

    Pisanie hacków jest jednak większą rozrywką. A była to w gruncie rzeczy dla mnie pochodna grania. Więc same gry mają za to u mnie plusa ;-)
  • posix napisal(a):
    Zasadniczo gry to strata czasu.

    Jednak można w nich znaleźć coś ciekawego co będzie człowieka wciągać.
    Jeżeli tak podejdziemy do sprawy to szachy, brydż itp. są jeszcze większą stratą czasu. Bo gierki są dużo bliższe realu i rozwijają bardziej przydatne umiejętności, na większą skalę i w prostszy (skuteczniejszy) sposób.

    Problemem gier jest uzależnienie.
  • JORGE napisal(a):
    posix napisal(a):
    Zasadniczo gry to strata czasu.

    Jednak można w nich znaleźć coś ciekawego co będzie człowieka wciągać.
    Jeżeli tak podejdziemy do sprawy to szachy, brydż itp. są jeszcze większą stratą czasu. Bo gierki są dużo bliższe realu i rozwijają bardziej przydatne umiejętności, na większą skalę i w prostszy (skuteczniejszy) sposób.

    Problemem gier jest uzależnienie.
    A jednak to jest fizyczne spotkanie ludzi w duchu jakiejś rywalizacji. W grach komputerowych to by było lan party.

    Samych gier jest też multum rodzajów. Strzelanki przygodówki, cRPG, strategiczne etc.
    Większość będzie tylko rozrywką, niektóre będą stresować.
    Część opowie ciekawą historię a samo granie będzie tylko dojściem do jej końca.

    Faktycznie napisałem bardzo ogólnikowo. Bo sam mam sentyment do baldurs gate 2, diablo 2, dooma 1&2 i kilku innych tytułów. I nie cofnąłbym żadnej chwili poświęconej na te różne gierki. Obecnie wolę się czegoś jednak nauczyć. Pokatować książki, coś sobie zbudować, zrobić eksperymencik etc. Znajdzie się na to zawsze pare złotych więc siedzenie i napieprzanie w gry to by było nieporozumienie.

    Zgadza się "Problemem gier jest uzależnienie. "
    I to co wyżej Kolega napisał. Że można uciec w świat kompa i być tam mistrzem nie wstając z krzesła.
  • posix napisal(a):
    Zasadniczo gry to strata czasu.

    Jednak można w nich znaleźć coś ciekawego co będzie człowieka wciągać.

    Pisanie hacków jest jednak większą rozrywką. A była to w gruncie rzeczy dla mnie pochodna grania. Więc same gry mają za to u mnie plusa ;-)
    Ha, taka była i moja droga - od zachłyśnięcia otwartymi światami MMO z tysiącami graczy, przez grzebanie SQLem w bazach danych na pirackich serwerach WoW, aż do pisania w pracy skryptów sztucznej inteligencji która nie istnieje.

    Może warto podwuntex growy przenieść w osobne miejsce?

    A w czytelni dziś "Wiekuisty człowiek" Chestertona. No i coś jakoś (w przeciwieństwie do "Heretyków" i "Ortodoksji") początek nie zachwyca, za dużo ornamentów, genialne spostrzeżenia mogłyby zająć 5 razy mniej miejsca. Może w H i O było tak samo, ale czytane 10 lat temu robiły większe wrażenie - czy z przyrostem lat na karku zaczyna brakować cierpliwości?
  • edytowano May 2021
    Właśnie mniej więcej dziesięć lat temu powstały....smartfony, (Pierwszy androidowy HTC Dream to 2009, trochę wcześniej był np. Sybian) Brak u wielu ludzi (u mnie też) cierpliwości w przyswajaniu pewnych dłuższych treści to może być przede wszystkim skutek zmiany trybu życia w ciągu ostatnich lat i obecnego "przebodźcowania" informacyjnego: połączenia telefoniczne, SMS-y, powiadomienia, media społecznościowe itp. I to jest nie tylko dobrowolny wybór ale przede wszystkim konieczność wymuszana przez rzeczywistość zawodową.

    Proszę porównać polskie filmy z lat 70-tych i obecne ze względu nie tylko na montaż ale i zobrazowane tam tempo życia i ilość informacji jakie przyswaja bohater w ciągu dajmy na to godziny typowej egzystencji.
  • JORGE napisal(a):
    Wiesz o co tu chodzi ? O wgłębienie się w coś na maksa, rozkminienie w 100% i dojście do perfekcji. Bycie mistrzem. Praca im tego nie daje, więc mają takie hobby, które również daje możliwość rywalizacji.
    Moje wyzwania to:
    - Dlaczego algorytmy liniowej regresji dla wersji on-premise i Azure, dla tego samego modelu, dają inna predykcję.
    - Jak jest zwalniane miejsce w LOB allocation unit podczas update.
    i parę pochodnych. Mam wyzwania, rozkminienie na 100%, rywalizacja ze wszystkimi na świecie. Tak jak w grze, muszę zrozumieć, jak deweloper zakodował uniwersum.
    Ucieczka w inny świat, to zaprzeczenie 2Tm23. Gra ma pełnić pewną funkcję,a nie być osią.
    Ale oczywiście, że to rozumiem, aby nie było.
  • ms.wygnaniec napisal(a):
    Dlaczego algorytmy liniowej regresji dla wersji on-premise i Azure, dla tego samego modelu, dają inna predykcję?
    Nie wiem. Dlaczego?
  • Kuba_ napisal(a):
    A w czytelni dziś "Wiekuisty człowiek" Chestertona. No i coś jakoś (w przeciwieństwie do "Heretyków" i "Ortodoksji") początek nie zachwyca, za dużo ornamentów, genialne spostrzeżenia mogłyby zająć 5 razy mniej miejsca. Może w H i O było tak samo, ale czytane 10 lat temu robiły większe wrażenie - czy z przyrostem lat na karku zaczyna brakować cierpliwości?
    Bo ciężko się zaczyna. Ale wojna bogów i demonów to arcydzieło. Mrówy-mutanty w kaloszach z listopadowej kałuży łażą po plecach.

  • los napisal(a):
    ms.wygnaniec napisal(a):
    Dlaczego algorytmy liniowej regresji dla wersji on-premise i Azure, dla tego samego modelu, dają inna predykcję?
    Nie wiem. Dlaczego?
    Ja też nie wiem i z kumplami rozkminiamy, bo wendor odpowiedział, że algorytmy są te same ale inna implementacja powoduje zróżnicowanie wyników dla pewnych modeli.
    Dlatego napisałem, że to wyzwanie, a nie jakaś gierka (nawet bardzo fajna)

  • Czeba poklikać po opcjach. Pewnie w jednym macie domyślnie "średnia" a w drugim "średnia ważona."
  • los napisal(a):
    Czeba poklikać po opcjach. Pewnie w jednym macie domyślnie "średnia" a w drugim "średnia ważona."
    Panie psorze, buciki wiązać to jusz umiemy ;) więc ujednolicenie warunków brzegowych eksperymentu jest nam znane.

  • Nuale w modelu nie ma miejsca na różne parametry wewnętrzne.
  • los napisal(a):
    Nuale w modelu nie ma miejsca na różne parametry wewnętrzne.
    A wyniki różne! Dlatego ufamy, że Azure Machine Learning studio działa poprawnie ;)

  • Acha, to teraz regresja linowa występuje pod kryptonimem machine learning.
  • los napisal(a):
    Acha, to teraz regresja linowa występuje pod kryptonimem machine learning.
    Jak to mawiają amerykanie: machine learning is just if statements.
  • los napisal(a):
    Acha, to teraz regresja linowa występuje pod kryptonimem machine learning.
    No nie tylko, tam jest sporo klocków do zabawy:https://docs.microsoft.com/pl-pl/azure/machine-learning/overview-what-is-machine-learning-studio

  • ms.wygnaniec napisal(a):
    los napisal(a):
    Nuale w modelu nie ma miejsca na różne parametry wewnętrzne.
    A wyniki różne! Dlatego ufamy, że Azure Machine Learning studio działa poprawnie ;)

    No to klasyczne debugowanie trzeba zrobić. Ja bym zrobił tak, że najpierw zredukowanym problematycznego inputa tak, żeby był jak najmniejszy. Czyli wywaliłbym połowę rekordów i zobaczył, czy dalej jest różnica między Azurem a on-prem. Jeśli tak - wywalam połowę z tego, co zostało i tak dalej. Gdyby na końcu zostały 3 rekordy, to już da się oczami zauważyć co się dzieje.
  • ms.wygnaniec napisal(a):
    JORGE napisal(a):
    Wiesz o co tu chodzi ? O wgłębienie się w coś na maksa, rozkminienie w 100% i dojście do perfekcji. Bycie mistrzem. Praca im tego nie daje, więc mają takie hobby, które również daje możliwość rywalizacji.
    Moje wyzwania to:
    - Dlaczego algorytmy liniowej regresji dla wersji on-premise i Azure, dla tego samego modelu, dają inna predykcję.
    - Jak jest zwalniane miejsce w LOB allocation unit podczas update.
    i parę pochodnych. Mam wyzwania, rozkminienie na 100%, rywalizacja ze wszystkimi na świecie. Tak jak w grze, muszę zrozumieć, jak deweloper zakodował uniwersum.
    Ucieczka w inny świat, to zaprzeczenie 2Tm23. Gra ma pełnić pewną funkcję,a nie być osią.
    Ale oczywiście, że to rozumiem, aby nie było.
    No i co z tego ? Trafiłeś z pracą i to tylko tyle. Dla większości ludzi praca to tylko przykry obowiązek, kompletnie nie żyją nią. A myślisz, że by nie chcieli ? Ich wina ? Po części tak, ale głównie zadziałał tu patologiczny system, który nie potrafi skierować ludzi na swoje miejsca. Osobiście uważam, że głównym celem państwowego systemu edukacyjnego jest nakierunkowanie młodych ludzi na to do czego są stworzeni. Nie wiem do końca jak jest dziś, a latach '90 wszystko stało na głowie.
  • JORGE napisal(a):
    Nie wiem do końca jak jest dziś, a latach '90 wszystko stało na głowie.
    Prawdopodobnie na tym, co stoi na głowie narosła już wielka odwrócona piramida.

  • edytowano May 2021
    Exspectans napisal(a):
    JORGE napisal(a):
    Nie wiem do końca jak jest dziś, a latach '90 wszystko stało na głowie.
    Prawdopodobnie na tym, co stoi na głowie narosła już wielka odwrócona piramida.

    Trochę tak. Zabrali mi prawo jazdy na 3 miesiące i jeździłem wszędzie Boltem. Młodzi ludzie są w pewnych aspektach posrani, np. jechałem z kierowcą, który na tylnych siedzeniach wywiesił kartkę "Proszę nie zadawać pytań jaki dziś ruch, jaka pogoda, ile się na Bolcie da wyciągnąć itp. Proszę dbać o zdrowie psychiczne kierowcy, ta praca jest wystarczająco trudna." Piszę z pamięci, ale było ostrzej. Profilowanie klienta na maksa, a prawda jest taka, że gość się do tej pracy po prostu nie nadawał. Natomiast jest przekonanie, że wszystko można ułożyć pod siebie. I niech to inni się martwią.
  • A mógł napisać „Zamknąć dziób!"

    Do roboty we front ofisie też trzeba mieć predyspozycje.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    A mógł napisać „Zamknąć dziób!"

    Do roboty we front ofisie też trzeba mieć predyspozycje.
    W Boltach klient się nie liczy. Jest samochód, droga, apka która wskazuje gdzie jechać i towar na palecie z tyłu. Chcę słuchać głośno muzy to napierdala na maksa, chcę jeździć w koszulce zimą, to daje ogrzewana na maksa, towar gada i wkurwia to mu kartkę wywieszę. Brudno w tych samochodach.

    Mnie to tak rozbawiło, że postanowiłem jeździć i gadać z tymi ludźmi. Ojojoj, słabe to strasznie. Ale dało mi mnóstwo informacji co z nimi trzeba robić (jako pracodawca).
  • Jak czytam te historie z uberami, boltami i innymi alternatywnym środkami transportu to kocham mojego biedasuva bardziej.
  • Pani_Łyżeczka napisal(a):
    Jak czytam te historie z uberami, boltami i innymi alternatywnym środkami transportu to kocham mojego biedasuva bardziej.
    A mi to tak się spodobało (pomimo odpałów kierowców), że policzyłem ile by kosztowało mnie gdybym samochodu nie miał. Wychodzi ok, ale rynek nie jest jeszcze przygotowany na kursy podmiejskie. Powiem tak jestem pierwszy w kolejce który zrezygnuje z samochodu własnego, właściwie to od dawna korzystam z pociągów, samolotów, taksówek, najczęściej jak się da.
  • JORGE napisal(a):
    ms.wygnaniec napisal(a):
    JORGE napisal(a):
    Wiesz o co tu chodzi ? O wgłębienie się w coś na maksa, rozkminienie w 100% i dojście do perfekcji. Bycie mistrzem. Praca im tego nie daje, więc mają takie hobby, które również daje możliwość rywalizacji.
    Moje wyzwania to:
    - Dlaczego algorytmy liniowej regresji dla wersji on-premise i Azure, dla tego samego modelu, dają inna predykcję.
    - Jak jest zwalniane miejsce w LOB allocation unit podczas update.
    i parę pochodnych. Mam wyzwania, rozkminienie na 100%, rywalizacja ze wszystkimi na świecie. Tak jak w grze, muszę zrozumieć, jak deweloper zakodował uniwersum.
    Ucieczka w inny świat, to zaprzeczenie 2Tm23. Gra ma pełnić pewną funkcję,a nie być osią.
    Ale oczywiście, że to rozumiem, aby nie było.
    No i co z tego ? Trafiłeś z pracą i to tylko tyle. Dla większości ludzi praca to tylko przykry obowiązek, kompletnie nie żyją nią. A myślisz, że by nie chcieli ? Ich wina ? Po części tak, ale głównie zadziałał tu patologiczny system, który nie potrafi skierować ludzi na swoje miejsca. Osobiście uważam, że głównym celem państwowego systemu edukacyjnego jest nakierunkowanie młodych ludzi na to do czego są stworzeni. Nie wiem do końca jak jest dziś, a latach '90 wszystko stało na głowie.
    A propos tego i jednocześnie wątku obok, to wydaje się, że zastąpienie w szkole prześmiesznego przedmiotu nazwanego "podstawami przedsiębiorczości" solidnym doradztwem zawodowym mogłoby wiele zmienić na lepsze.
  • ms.wygnaniec napisal(a):
    los napisal(a):
    Nuale w modelu nie ma miejsca na różne parametry wewnętrzne.
    A wyniki różne! Dlatego ufamy, że Azure Machine Learning studio działa poprawnie ;)

    Zakładając że wszystkie parametry algorytmu są takie same, może chodzić o generator liczb pseudolosowych. Jeśli random_state/seed nie są ustawiane przez użytkownika, Azure bierze wartość z zegara systemowego, rozwiązanie on premise (scikit?) może mieć inne pomysły.
  • Nuale regresja liniowa to deterministyczny algorytm.
  • A ja bym się nie zdziwił, jeśliby się wywalało z powodu różnych sposobów przechowywania liczb zmiennoprzecinkowych.
  • los napisal(a):
    Nuale regresja liniowa to deterministyczny algorytm.
    To jest machine learning. Tu nawet przy dodawaniu 2+2 stosuje się prawdopodobieństwo i jakieś tam poziomy ufności ;-)
    Kilkanaście lat temu na podstawach algorytmów na studiach liczyliśmy miejsca zerowe funkcji kwadratowej też w sposób przybliżony :-)
  • los napisal(a):
    Nuale regresja liniowa to deterministyczny algorytm.
    Jeśli ms używa jakiejś metryki weryfikującej predykcje na danych nieznanych modelowi, to gdzieś powinien być podział danych, np. przez scikitowy train_test_split, czy kroswalidację - tu jest losowanie.
  • JORGE napisal(a):
    posix napisal(a):
    Zasadniczo gry to strata czasu.

    Jednak można w nich znaleźć coś ciekawego co będzie człowieka wciągać.
    Jeżeli tak podejdziemy do sprawy to szachy, brydż itp. są jeszcze większą stratą czasu. Bo gierki są dużo bliższe realu i rozwijają bardziej przydatne umiejętności, na większą skalę i w prostszy (skuteczniejszy) sposób.

    Problemem gier jest uzależnienie.
    Apropos "czegoś wciągającego" i specyfiki przyklejenia do rzeczywistości: nie padł jeszcze przykład Football Managera. Niejeden miłośnik futbolu przepalił na tej grze wielkie ilości godzin (o czym nieubłaganie informowała wstawiona przez twórców funkcjonalność sumująca poświęcony czas) mimo braku bodźców graficznych, muzycznych i społęcznych (w grze sieciowej). Wymiar patologiczny został opisany w książeczce pod wszystkomówiącym tytułem:
    "Football Manager Stole My Life: 20 Years of Beautiful Obsession"

    Ale sama gra przykleiła się do rzeczywistości niejako od drugiej strony, stając się dzięki społeczności twórców narzędziem analitycznym i bazą danych dla poszukiwaczy talentów zatrudnionych w klubach.
  • edytowano May 2021
    MarianoX napisal(a):
    Właśnie mniej więcej dziesięć lat temu powstały....smartfony, (Pierwszy androidowy HTC Dream to 2009, trochę wcześniej był np. Sybian) Brak u wielu ludzi (u mnie też) cierpliwości w przyswajaniu pewnych dłuższych treści to może być przede wszystkim skutek zmiany trybu życia w ciągu ostatnich lat i obecnego "przebodźcowania" informacyjnego: połączenia telefoniczne, SMS-y, powiadomienia, media społecznościowe itp. I to jest nie tylko dobrowolny wybór ale przede wszystkim konieczność wymuszana przez rzeczywistość zawodową.

    Proszę porównać polskie filmy z lat 70-tych i obecne ze względu nie tylko na montaż ale i zobrazowane tam tempo życia i ilość informacji jakie przyswaja bohater w ciągu dajmy na to godziny typowej egzystencji.
    Średni wynik licealistów na maturze z historii w latach 2005-2014 to 48.4%. W latach 2015-2019 to 32%.
    Z tego co wiem w innych przedmiotach podobnie ,czy we wszystkich nie wiem.

    Czy ma to związek ? Zapewne jakiś tak.

    Więcej o maturach na przestrzeni lat
    https://historia.org.pl/2020/08/22/matura-z-historii-malo-chetnych-i-slabe-wyniki-co-zrobic-by-bylo-lepiej-raport-2005-2020/?fbclid=IwAR3ZW866ti_QcCUO-hplkKYVRCkDuFqU6CQFsjIus9UYyPOy9dM3AsOATCE
  • Przeczytałem OUTPOST, taka ruska postapokaliptyczna SF. Pomysł na zakończenie, gdyby go brać literalnie, słaby i wtórny, natomiast interpretowany alegorycznie dość ciekawy.
    Generalnie książka toksyczna, choć dobrze napisana.
  • Przeczytałem "Ostatnie lata Polskich Kresów" Kopera i Stańczyka.
  • edytowano June 2021
    A ja przeczytałem książkę "Masia" Eugenii Kobylińskiej-Masiejewskiej.

    Piękna biografia, którą córka napisała o matce własnej. Masia urodziła się w Wilnie, w skromnej rodzinie. Od 13 roku życia pracowała w branży krawieckiej. Wyszła za mąż jakoś tak szczęśliwie-nieszczęśliwie.

    Co w książce jest najbardziej niesamowite, to opis życia niższej (?) klasy średniej w Wilnie. Bardzo skromne życie, pełne pracy i wyrzeczeń. Nie chcę za bardzo spojlerować, bo dzieją się rzeczy ciekawe, ale największe wrażenie zrobiło na mnie to, jak ta kobieta ściśle mówiąc wyrzekała się siebie, żeby nieść swój krzyż, Nigdzie tam nie pada to sformułowanie, ale daje się to wyczytać z całości.

    Ciekawe jest, że przyjacielem rodziny jest wielki wileński fotografik Jan Bułhak, który jednak kręci sie w tle jakby bez sensu. Pojawia się też gen. Emil Fieldorf, który ma zaszczyt zostać zięciem tytułowej bohaterki.

    Autorka gdzieś tam pisze, że nie ma głowy do opisów przyrody, za co przeprasza. Paradoksalnie, przyroda jest jednak jako-tako opisana, natomiast zupełnie brakuje mi Wilna, w którym akcja niby to się dzieje, ale w sumie nic w tej książce wileńskiego. Jakiż kontrast z lwowskimi wspomnieniami Witolda Szolgini "Dom pod żelaznym lwem" (poleca się takoż), po którego lekturze stanowczo zapragnąłem obejrzeć tamt. kościół bernardynów przy pierwszej nadarzającej się okazji.

    Wrażenie robi koniec książki, który jest niejako dyalogiem pomiędzy matką -- twardą chrześcijanką, która wierzy wbrew nadziei, a córką, która zamiast poważnymi rzeczami zajmuje się jakimiś politycznymi posiadówkami i generalnie jest wolnomyślicielką.

    Interesująca byłaby lektura tej książki pod kątem dyskursu feministycznego i w ogóle rozważań nt. modelu rodziny dziś i w ów czas. Gdyby komu brakowało weny, służę pomocą naukową: https://www.theatlantic.com/magazine/archive/2020/03/the-nuclear-family-was-a-mistake/605536/

    Na moje oko, Masia Kobylińska dość ściśle wypełnia przesłanki "heroiczności cnót", mówiąc w skrócie, jest taką świecką świętą, o której nikt by się nie dowiedział, gdyby nie ta córka co o niej książkę napisała i jej prawnuk, kol. Brzost, który kazał mi ją przeczytać podczas ostatniej popijawy.

    W sekrecie, ale tak tylko między nami, zdradzę, że jak zamknąłem książkę, to dyskretnie uroniłem łezkę.

    image
  • brzost karmi dobrym słowem pisanym, fakt
  • edytowano June 2021
    @Szturmowiec.Rzplitej - dzięki za recenzję!

    Istotnie - książka jest raczej o ludziach niż o mieście. Niemniej, chyba nie jest ono tak całkiem nieobecne. Nie mam w tej chwili pod ręką egzemplarza (chyba komuś pożyczyłem?) ale pamiętam że gdy przed 20 laty pierwszy raz odwiedzałem wraz z Małżonką Wilno, to chodziliśmy po nim z "Masią" w bocznej kieszeni, odnajdując kolejne ulice na których zamieszkiwała główna bohaterka i jej usamodzielniające się dzieci. Pamiętam też scenę, gdy młody Jan Kobyliński spacerował z narzeczoną po Antokolu i razem odczytywali napis nad wejściem do kościoła św. Piotra i Pawła "REGINA PACIS FUNDA NOS IN PACE".

    Heroiczność cnót - tak, dokładnie pokrywa się to z moim wrażeniem. Ale że jako prawnuk mogę być nieobiektywny, cieszę się że niezależny czytelnik to wrażenie potwierdza :-)
    Skądinąd wiem, że w latach 70. i 80. "Masia" była polecana jako lektura przez kierowników duchowych w seminariach.
    Nawiasem mówiąc, dopiero kilka lat temu dowiedziałem się o świadectwie mocy modlitwy Masi (za Jej życia) w bardzo ważnej i trudnej sprawie, która skutkowała zdarzeniem mającym znamiona cudu. Ale to już bardziej na priv.

    Swoją drogą, ciekawą lekturą uzupełniającą były dla mnie wspomnienia Cioci Janki (czyli młodszej siostry Eugenii), wydane już współcześnie:
    https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4858114/los-juz-mna-zawladnal-wspomnienia
    gdyż pokazują, jak różny może być odbiór tego samego dzieciństwa przez różnych przedstawicieli tego samego rodzeństwa. Wg Eugenii - surowy ojciec, z dyscypliną w ręku, wg Janiny - łagodny ojciec, "który chyba nigdy nas nie uderzył". Z kolei Janek junior był ulubionym (młodszym) bratem Eugenii, wrażliwym i ambitnym (oboje łączyły tendencje "wolnomyślicielskie"), a wg Janiny, starszy, agresywny i złośliwy, z którym całe dzieciństwo darła koty.
  • Kol. los zawładnął Ciocią Janką? Hospody pomyłyuj!
  • edytowano June 2021
    Brzost napisal(a):
    Pamiętam też scenę, gdy młody Jan Kobyliński spacerował z narzeczoną po Antokolu i razem odczytywali napis nad wejściem do kościoła św. Piotra i Pawła "REGINA PACIS FUNDA NOS IN PACE".
    No zgoda, ale poza tą tablicą kościół w ogóle nie istnieje. Nic z Pacowskiego szaleństwa białego wileńskiego baroku, nie mówiąc już o tablicy "Pac Peccator" i tego, że sam główny napis jest jajcarskim kalamburem.

    Ale OK, w końcu to biografia, a nie przewodnik turystyczny, natomiast sam bios został opisany duszoszczypatielnie, mam też wrażenie że rzetelnie.

    Ja to zawsze zazdraszczam ałtorom zdolności zmyślania dyalogów, które bohater dyalogował w wieku lat 13, kedy to ałtorka przebywała jeszcze w myśli Pana Boga.

  • Nocusz, to była pisarka :-) Coś tam usłyszała od Rodziców i pięknie to zbeletryzowała.
  • Tam jeszcze po drodze były pamiętniki samej Masi, więc było z czego zgapiać.
  • BTW, ostatnim odkryciem są listy Masi do narzeczonego Jana i wzajemnie. Mama to wyciągnęła z rodzinnych szpargałów i przepisała na komputer.
    W uzupełnieniu do jednego ze zdań recenzji - nie było to łatwe małżeństwo, ale na pewno nie można go nazwać nieszczęśliwym. Najbardziej nieszczęśliwa rzecz w tym wszystkim to śmierć Jana, w sile wieku. No i oczywiście umierające w wieku niemowlęcym dzieci (czworo spośród dwanaściorga). Ale w tamtych czasach nie było to rzadkością.
  • A ja se czytam ramotę absolutną - i mam kupę frajdy. "Czary" Franciszka Bohomolca. I wiersze Rilkego, bo ogólnie lubię poezję. Zaś dla dzikiej przyjemności poezje Karola Wojtyły. Niektóre piękne. Np.
    "Zabierz mnie Mistrzu do Efrem
    i pozwól mi z tobą pozostać
    gdzie ciszy dalekiej wybrzeża
    opadają na skrzydłach ptaków..." itd.
  • Brzost napisal(a):
    BTW, ostatnim odkryciem są listy Masi do narzeczonego Jana i wzajemnie. Mama to wyciągnęła z rodzinnych szpargałów i przepisała na komputer.
    W uzupełnieniu do jednego ze zdań recenzji - nie było to łatwe małżeństwo, ale na pewno nie można go nazwać nieszczęśliwym. Najbardziej nieszczęśliwa rzecz w tym wszystkim to śmierć Jana, w sile wieku. No i oczywiście umierające w wieku niemowlęcym dzieci (czworo spośród dwanaściorga). Ale w tamtych czasach nie było to rzadkością.
    Ech no chciałem rozjątrzyć ciekawość czytelnika, a Kolega tak ot se zaspojlerował. Skaranje.
  • Najnowszy numer Nowego Obywatela, w którym są teksty Jana Zeliga i Adama Wodehama o kaczyzmie. Poza tym to pismo afektywnie dwubiegunowe. Czytasz i myślisz sobie: o jest super, tu mamy pewne problemy ale damy radę, tu jest rzeczywiście gorzej i nie wiadomo co zrobić, tu było bardzo źle ale jest o wiele lepiej, a na końcu i tak wszyscy zginiemy, bo zabraknie wody przez zmiany klimatu.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.