Kim był Jarosław Marek Rymkiewicz ?

Jakbyście mogli określić w paru słowach - kim był właściwie ten człowiek, z czego najbardziej go zapamiętamy, co wniósł ? No i co czytaliście z jego bogatej twórczości pisarskiej, co polecicie szczególnie.

A pytam bo czuję powagę i kaliber postaci, ale bardzo słabo znam.

Komentarz

  • Tetralogia polska: Wieszanie, Kinderszenen, Samuel Zborowski i Reytan. Kinderszenen można opuścić.
  • Szmuel Zborowski, wspaniała literatura. Najlepsza polska książka w III RP. Z naciskiem na polska. Bo mam wrażenie że imć Rymkiewicz nieco inaczej polskość rozumiał niż wielu z nasz. I nieco inaczej polską wolność, o której ona książka traktuje.
  • Ok, dzięki. A przeczytałem wywiad z 2015 roku, gdzie Rymkiewicz mówił o tym, że Polska w perspektywie nie da sama rady i że musi być Rzeczpospolita 5 Narodów ! Oho, pięciu ? Gdzieś to rozwija ?
  • A skąd wziąć te cztery narody?
  • Z Wołoch?
  • Kiedyś były czy, więc razem z Węgrami by się zgadzało, ale się zjednoczyli w jeden.
  • prof. Andrzej Nowak (wpis na fb, sob. 5.II.)

    Patrzą na nas otwarte wielkie oczy Boga
    Jest sen – i jeśli wejdziesz – to we śnie jest droga.

    Tak kończy się wiersz Jarosława Marka Rymkiewicza. Nosi tytuł "Ogród w Milanówku". Datowany 4 grudnia 1999 roku, opublikowany w dwumiesięczniku „Arcana”.
    3 lutego 2022 roku zmarł Autor tego wiersza. Jest w drodze. Odszedł ze swojego domu w Milanówku, spod troskliwej opieki żony, Ewy i syna – Wawrzka. Na drodze, którą przeszedł tutaj, zostawił tomy poezji, które poruszały dusze. Moją choćby: "Ulica Mandelsztama", "Znak niejasny baśń półżywa", "Zachód słońca w Milanówku", "Do widzenia gawrony", "Pastuszek Chełmońskiego", "Koniec lata w zdziczałym ogrodzie". Żyją te tomiki gdzieś obok wierszy Leśmiana i Słowackiego, ukochanych poetów Jarosława Marka.
    Jego dumne veto, na wspak położone współczesnemu światu, niezgoda na wyrok eutanazji wydany na polskość – ożywia ducha podobnego buntu w czytelnikach "Rozmów polskich latem 1983", "Wielkiego Księcia z dodaniem rozważań o istocie i przymiotach ducha polskiego", całego cyklu mickiewiczowskiego (od "Żmuta" począwszy), "Wieszania", "Kinderszenen", "Samuela Zborowskiego", "Reytana. Upadku Polski".
    Nie mogę pisać bez wzruszenia o Jarosławie Marku, bo tyle Mu zawdzięczam.
    W 1993 roku, kiedy miałem zaszczyt kierować redakcją „Arki”, nagrodę jej 10-lecia odbierał w Krakowie. Powiedział wtedy słowa, które warto przypomnieć: „Zbyt długo chichotaliśmy, mówiąc o naszym pisaniu. Zbyt długo chichotaliśmy, mówiąc o naszym istnieniu. Ten chichot z głębi nieistnienia – świadczący, że przestaliśmy szanować naszych bliźnich oraz siebie samych – to było coś, co w tutejszym peerelowskim życiu było może najbardziej upokarzające. I może nawet w tym, w tym chichocie, kryła się istota tutejszego peerelowskiego życia”.
    Powaga myślenia o Polsce, o życiu i o śmierci – przeciwko „kulturze” szyderstwa. Zmaganie z czasem, z nicością. Zmaganie o Polskę, o wolność, o sens. To pewnie najgłębszy sens tego, co tutaj Jarosław Marek przed nami odkrywał. Co zobaczymy, kiedy już dopłyniemy na drugi brzeg? Czy będzie to grymas księcia Psuja? „Czy dostrzeżemy światło rannej gwiazdy – i czy uznamy je za światło nieustającej opieki – to już tylko od nas zależy” (J. M. Rymkiewicz, Sługa Maryi Adam Mickiewicz, „Arka” nr 47, 5/1993, s. 16).
  • JORGE napisal(a):
    Ok, dzięki. A przeczytałem wywiad z 2015 roku, gdzie Rymkiewicz mówił o tym, że Polska w perspektywie nie da sama rady i że musi być Rzeczpospolita 5 Narodów ! Oho, pięciu ? Gdzieś to rozwija ?
    Może nr 5 to Łotwa.
  • loslos
    edytowano February 6
    Demony historii! Gdyby nie ich praca w Czeka, nieznani by byli najbardziej dociekliwym historykom i geografom. Ilu ich razem jest - milion? Więcej niż Indian Navajo. Ale nie bardzo.
  • Jeszcze się im Politechnika Ryska przytrafiła; wielka sprawa!
    Za cara była to jedyna politechnika w całym ZSRR, a dzięki wojskowym przywilejom dla studenciaków, była największą w Europie.

    Dla Polski znaczące źródło wykwalifikowanych techników, inżynierów i profesorów.
  • loslos
    edytowano February 6
    Bałtyccy Niemcy to nie byle co. Polacy też coś znaczyli, w porywach było ich do połowy studentów. Ale co do tego mają Łotysze? Tyle co Kaszubi do Politechniki Gdańskiej.
  • Spotykam sporo Polaków o łotewskich nazwiskach. Jeden jest szefem mojej Małżonki. Inny szwagrem wujka. Notabene, moja Babcia urodziła się w Libawie (obecnie Liepaja).
  • Z mapy przedrozbiorowej wynika, że to może chodzić o Łotyszy.

    Z tą dominacją Niemców w krajach bałtyckich trochę podobnie było jak na Helu do I wojny światowej. Wikipedia się, żali, że jak tak można - miasto w 97% niemieckie Traktat Wersalski przyznał Polsce. Na wczasach nad morzem doczytałem jak ta Niemieckość Helu naprawdę wyglądała. Możesz mieszkać na Helu pod warunkiem, że jesteś Niemcem, albo sam się zgermanizujesz.

    Odkąd zniesiono pańszczyznę i sztuczne ograniczenia stawiane m.in przez Niemców Nadbałtyckich - synowie łotewskich czy estońskich chłopów zaczęli studiować na masową skalę elity dość szybko się zmieniły. Podobnie sztucznie niemiecki Hel się naturalnie spolonizował po IWŚ.

    Na marginesie trochę szkoda że Inflanty Polskie (albo przynajmniej Dyneburg i okolice) oraz Lipawa nie weszła w skład Polski po 1918. Linia Romana i inne koncepcje granic obejmowały te tereny.
    Fajną mapkę przedstawił m.in. Romuald Szeremietiew. Oprócz terenów, które ostatecznie znalazły się w II RP Polska miała sięgać prawie od Słupska po Lipawę (mały okręg królewiecki miał też być związany z Polską) + Litwa
    + Dyneburg, Kamieniec Podolski, Spisz Orawa, Śląsk Cieszyński i w całości Górny. Razem ok 0,5 mln km kwadratowych z ludnością około 36 mln - co przy szybkim przyroście naturalnym podobnym do II RP dałoby około 48 mln ludności około 1939.
  • Andrzej Strug (za fb)

    Nie żyje Jarosław Marek Rymkiewicz /13 VII. 1935 - 3 II. 2022/, poeta, dramaturg, krytyk literacki. Wawrzyńcze - kondolencje.

    W ciągu dziesięciu dni polonistyka straciła dwóch przyjaciół i najważniejszych leśmianologów - Trznadla i Rymkiewicza właśnie.


    - - -
    JMR
    "Sentymentalny wierszyk października"

    Będziemy leżeć obok siebie
    Będziemy trzymać się za ręce
    Miło jest zasnąć po pogrzebie
    Szeleszczą szarfy gniją wieńce

    Korzonki bluszczu masz we włosach
    Jak głośno bije twoje serce
    To łzy czy rosa? Nocna rosa
    Zbieraj kropelkę po kropelce

    Miło jest zbudzić się we dwoje
    Łono otwiera się w pościeli
    Te blade kwiatki to powoje
    Trochę przeszkadza zgrzyt piszczeli

    Powoje albo wilcze łyko
    Miło jest kochać się w ciemności
    To już początek października
    A jeszcze ciepłe masz wnętrzności

    Twoje koronki przybrudzone
    W cmentarnych drzewach puszczyk woła
    To łzy czy rosa? Łzy bo słone
    Teraz pójdziemy do kościoła
  • "Łukasz Warzecha: PiS nie czytał Rymkiewicza

    Prawdziwy Jarosław Marek Rymkiewicz nie mógłby być sojusznikiem obecnie rządzących – pisze publicysta.

    Publikacja: 09.02.2022 18:34

    Czy Jarosława Marka Rymkiewicza zawłaszczyło środowisko uznające się za jedynego depozytariusza polskości i patriotyzmu? Nie byłoby to stwierdzenie trafne, bo nawet jeśli można było odnieść takie wrażenie, to stało się to nie tylko przy pełnej akceptacji zmarłego właśnie poety z Milanówka, ale wręcz przy jego aktywnej współpracy. Rymkiewicz chciał zostać zawłaszczony, jednocześnie zapewne znakomicie zdając sobie sprawę, jak powierzchowną naturę ma to zawłaszczenie. Powierzchowność – to słowo będzie się tu często pojawiać.

    Żubr ryknął i popędził
    Rymkiewicz – apologeta szaleństwa, nagiej siły, bezsensownej śmierci, czyli wszystkiego, co w jakiś sposób fatalnie naznaczyło polską historię i jest immanentną częścią polskiej natury – wymykał się swoim wielbicielom z kręgów obecnej władzy. Można było wręcz odnieść wrażenie, że wielu z nich nie czytało ani jego wierszy, ani jego ostatnich książek. Gdyby czytali, odnaleźliby w nich nietzscheańską w duchu pochwałę samospalenia narodowego, poprzedzonego buntem przeciwko najeźdźcy, okupantowi, porządkowi i nawet własnej władzy. Krótko mówiąc – Rymkiewicz prawdziwy nie mógłby być sojusznikiem obecnie rządzących.

    W symbolicznym pojedynku Jana Zamoyskiego z Samuelem Zborowskim pisarz bez wahania wziął stronę Zborowskiego – podobnie jak Słowacki w swoim dramacie z lat 40. XIX w. – tymczasem rząd PiS, szczególnie kierowany przez antycharyzmatycznego technokratę Morawieckiego, byłby dzisiaj zdecydowanie uosobieniem Zamoyskiego. Z zachowaniem, rzecz jasna, proporcji, bo porównując efekty i umiejętności kanclerza Rzeczypospolitej z osiągnięciami pana premiera, można srodze obrazić tego pierwszego.

    Tak się składa, że pisałem o Rymkiewiczu w „Rzeczpospolitej" już kilka razy – dawno temu, w latach 2011 i 2013. W obu przypadkach pretekstem była polityczna aktywność poety. Rymkiewicz bowiem postanowił przekuwać swoje idee na konkretny polityczny język, jednoznacznie obstawiając PiS i Jarosława Kaczyńskiego. Stąd słynne słowa, wypowiedziane zresztą w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej" właśnie, że prezes PiS ugryzł polskiego żubra w dupę i zmusił go do ruszenia się. Te słowa wypowiedział poeta w sierpniu 2007 r., niedługo przed sromotną przegraną PiS w przyspieszonych wyborach, której zresztą nie przewidywał.

    – Ale projekt IV RP oferowany przez Kaczyńskiego upada, on za chwilę będzie w opozycji – mówiła prowadząca wywiad Joanna Lichocka.

    – Jarosław Kaczyński wygra następne wybory – odpowiadał Rymkiewicz.

    – Dlaczego miałby wygrać?

    – Dlatego, że historia Polski nagle się poruszyła. Polacy się ruszają, rusza się im w głowach.

    „Żubr, ugryziony przez pana premiera, podniósł głowę, potrząsnął rogami, ryknął i popędził. Dokąd, tego nikt nie wie. Ale galopuje, pędzi ku swoim nieznanym, dzikim przeznaczeniom. Polska poruszyła się, została poruszona – jest coraz inna i będzie jeszcze inna. To już nie jest sen pod lipą, to już nie jest podobny śmierci sen stanu wojennego, to już nie jest omdlenie lat dziewięćdziesiątych. Właśnie dlatego wszystko, co zrobił i co robi Jarosław Kaczyński, jest dobre. Ugryzł żubra w dupę i to czyni go postacią historyczną" – mówił dalej Rymkiewicz. Właściwie miał rację, choć kierunek, w którym Polska pędzi od sześciu lat pod rządami PiS niekoniecznie jest tym, którego milanowski poeta oczekiwał. Ugryziony przez Kaczyńskiego żubr galopuje, tylko że po drodze może rozdeptać tego, kto go ugryzł. I coraz więcej na to wskazuje.

    Królestwo wolnych Polaków
    Rymkiewicz był poszukiwaczem istoty polskości. Ale odnajdywał ją w rejonach budzących przerażenie. Jego kibice, którzy tłumnie przychodzili na rozprawy w jego (przegranym ostatecznie przed Sądem Najwyższym) procesie z pozwu Agory, nie mieli tej świadomości. Ich rozumienie i znajomość Rymkiewicza kończyły się na wiedzy o tym, że piewcę PiS i Jarosława Kaczyńskiego pozwał koncern Adama Michnika. To im wystarczyło. Rymkiewicz te emocje świadomie podkręcał. Ba, można sobie nawet zadać pytanie, do jakiego stopnia świadomość otchłani, ziejącej z dzieł pisarza, mieli otaczający go bliscy PiS intelektualiści podczas różnych kongresów i uroczystości, gdzie Rymkiewicza fetowano. Jeśli nawet ją mieli, to taktownie ten kłopotliwy aspekt przemilczali.

    Rymkiewicz upatrywał istoty polskości – niebezpodstawnie – w przerażającym obrazie Samuela Zborowskiego, stojącego w dramacie Słowackiego z własną uciętą głową pod pachą naprzeciwko kanclerza Zamoyskiego podczas rozprawy w zaświatach, odbywającej się w Zaduszki. Zamoyski mówi u Słowackiego:

    Mości Panowie – to jest bardzo sroga

    Suplika na mnie – kto mię tu oskarża?

    Jakiś buntownik... któremu łeb zdjęto,

    A to was wszystkich, jak widzę, przeraża

    I czyni bladych. – Więc zaduszne święto

    Będą tryumfem mieli wichrzyciele?
    Gdyby spojrzeć na plon sześcioletnich rządów PiS, trudno mieć wątpliwości, kto tu jest Zamoyskim, a kto Zborowskim. Po stronie władzy – nieustanne ograniczanie wolności, generowanie absurdalnych, paranoicznych i coraz bardziej krępujących przepisów, co swoją kulminację miało podczas epidemii. Żeby było śmieszniej – najgorętsi, acz skrajnie powierzchowni czciciele Rymkiewicza, jak pani poseł Joanna Lichocka, okazali się też najzaciętszymi stronnikami Zamoyskiego w tej symbolicznej bitwie. Gdyby mogli znaleźć się w owej alegorycznej rzeczywistości, sami ochoczo zdjęliby łeb Zborowskiemu.

    Nawet jeśli sam Rymkiewicz nigdy tego nie przyznał, cała jego koncepcja utożsamienia PiS z niekontrolowaną, spontaniczną, szaleńczą i wolnościową istotą polskiej natury wzięła w łeb, gdy partia, którą wspierał, naprawdę dostała władzę. Kaczyński z Morawieckim okazali się Zamoyskim, tylko bez porównania gorszej jakości niż autentycznie wybitny kanclerz, założyciel Zamościa. W 2011 r. mówił Rymkiewicz, że dzięki PiS ma szansę w Polsce powstać królestwo wolnych Polaków. Ale mówił też uczciwie, że historia ruszyła i nie wiadomo, w którą stronę się ostatecznie potoczy. Królestwa wolnych Polaków nie dostaliśmy – wręcz przeciwnie. Dostaliśmy zdezorganizowane, sklerotyczne państwo, krępujące na każdym kroku obywatelską wolność i przegrywające praktycznie każdy duży pojedynek z rywalami.

    Nie dowiemy się już, co Rymkiewicz o tym sądził. Nikt nie zrobił z nim wywiadu, pytając, czy wolnych Polaków widzi po stronie policjantów pilnujących zamkniętych lasów czy może raczej po stronie buntowników otwierających swoje lokale mimo epidemicznego zakazu. Szkoda.
    Bez chrześcijaństwa i Kościoła

    Dzisiaj powierzchownych chwalców Rymkiewicza oburza, że pisze się o nim, iż dzielił Polaków. Ależ dzielił! I to z lubością oraz z premedytacją! To wynikało z jego widzenia polskości jako niekontrolowanego szaleństwa. To on stwierdził, że tę „drugą połowę" Polaków, którzy polskości – jego zdaniem – nie chcą, należy zostawić samych sobie. To on w „Wieszaniu" wyrażał lekko tylko maskowane historycznym sztafażem marzenie, że w którymś momencie mogłaby się odbyć bardziej kompleksowa egzekucja zdrajców niż ta niedokończona, częściowo in effigie, z 1794 roku. Polacy mieliby się realizować w zemście, egzekucjach, krwawej zatracie – to, zdaniem Rymkiewicza, świadczyło o naszej sile. To wewnętrzne polskie wariactwo, które kosztowało nas na ogół wiele, miało być naszą gwarancją wolności. Z apoteozą takiego podejścia można się nie zgadzać. Diagnoza mimo to może być słuszna. Znów – nie ma się to nijak do tego, co pokazał PiS przez ostatnie sześć lat.

    Tu uprzedzić trzeba zastrzeżenia, że nie sposób odnosić książkowych esejów Rymkiewicza do bieżącej polityki. Otóż – można to robić, bo przecież robił to sam Rymkiewicz i w swoich publicznych wypowiedziach w ogóle tego nie ukrywał. Od historycznej metafory i anegdoty przechodził gładko do aktualnej polityki. Gubił się tu oczywiście, bo stosował – podobnie jak w swoich książkach – nieakceptowalne uproszczenia, dychotomiczne podziały i manichejską kategoryzację. Realne życie po prostu tak nie wygląda. Wśród sygnatariuszy Targowicy byli uczestnicy konfederacji barskiej z 1768 r., a wśród generałów zamordowanych przez podchorążych w noc listopadową 1830 r. – wcześniejsi bohaterowie wojen napoleońskich i wojny polsko-rosyjskiej.

    O jeszcze jednej rzeczy powierzchowni wielbiciele Rymkiewicza politycznego nie chcą pamiętać: w jego obrazie świata nie było miejsca dla Boga ze wszystkim, co z tego wynika. Nie było tam miłosierdzia, wybaczenia, miejsca na zgodę. Była apologia gwałtu i mordu, trochę w stylu Ernsta Jüngera, ale chyba jeszcze bardziej. To powinien być gigantyczny problem dla tych, którzy całkiem trafnie, choć – znów – schematycznie i bezrefleksyjnie upatrywali w polskiej historii nieodmiennego splotu naszego trwania z chrześcijaństwem. Jednym z fundamentalnych mitów założycielskich naszego narodu jest historia św. Stanisława ze Szczepanowa, zamordowanego przez lub z polecenia Bolesława Śmiałego najpewniej u ołtarza za to, że sprzeciwił się nieludzkim represjom, które władca zarządził wobec wiarołomnych żon swoich rycerzy. Święty biskup, którego kult rozkwitł na krakowskiej Skałce, bronił poddanych przed złym władcą – to nawet mieści się w Rymkiewiczowym paradygmacie polskości – ale bronił ich przecież z powodów, których już Rymkiewicz nie uznawał: ze względu na zasady Kościoła, na miłosierdzie, na obowiązek ludzkiego traktowania nawet winnego zdrady czy wroga.

    Co zatem wobec tej sprzeczności z oficjalnie wyznawanym poglądem czynili płytcy wielbiciele autora „Wieszania"? Po prostu tego problemu nie zauważali. Pomijali go. On dla nich nie istniał. Postanowili nie widzieć faktu, że w wizji polskości uwielbianego przez nich (powierzchownie) pisarza nie ma kluczowego elementu polskiej tożsamości: chrześcijaństwa i Kościoła.

    Trochę Kaczyńskim manipulować
    Czy więc Rymkiewicz był czyjś? Z pewnością nie – był niczyj, a raczej: był jedynie swój. Nie opisywał polskości, a w każdym razie nie opisywał jej w całościowy sposób. Wyławiał trafnie niektóre nasze cechy, ale w takim samym stopniu starał się nas, Polaków, kreować.

    W wywiadzie dla „Newsweeka" w 2011 r. („Newsweek" był wtedy jeszcze całkiem innym pismem niż dzisiaj), mówił: „ja Kaczyńskiego traktuję nawet trochę instrumentalnie. Może nawet chciałbym trochę nim manipulować". Chwalebna szczerość. Rymkiewicz chciał trochę manipulować nie tylko Kaczyńskim, ale wszystkimi odbiorcami jego pomysłów na polskość jako całopalenie w samobójczym odruchu szaleństwa. Czy ta manipulacja mu się udała? Chyba w ograniczonym stopniu. I może dobrze się stało."
  • Straszny debil z tego Warząchwi.
  • los napisal(a):
    Straszny debil z tego Warząchwi.
    Ano. Nie da się ukryć.
  • jak na debila przystało nie widzi swojej głupoty
  • Jest na to za głupi.
  • Nie można więc wymazać nas z historii, bowiem wprzód trzeba zniszczyć Pana Tadeusza i Króla-Ducha, i pieśni Karłowicza, co oczywiście jest niewykonalne. Po trzecie, pan Mareczek wierzy głęboko, że istnieje coś takiego jak sprawiedliwość dziejowa, jak moralność w historii. Istnieje bowiem – choć tego pan Mareczek nie jest już taki pewien – Bóg. Albo przynajmniej Ktoś W Tym Rodzaju, jakiś Duch, który wszystko wie i wszystkim włada. Ten Duch nie może dać zginąć Polakom, nie da im zginąć, nie pozwoli ich wyeksterminować, ponieważ – jak dowodzi tego dotychczasowa historia ludzkości – są mu oni do czegoś niezbędnie potrzebni. Do czego? Nie jest to całkiem jasne, ale ogólnie rzecz biorąc, można powiedzieć, że Polacy są potrzebni, byli potrzebni, a zatem chyba i nadal będą potrzebni do walki z Diabłem.

    https://nowynapis.eu/tygodnik/nr-138/artykul/wyznania-okaleczonego
  • Jak mam wypowiedzieć to, co jest we mnie, co myślę i czuję, moją straszną pogardę i moją straszną nienawiść, ale i moją straszną litość dla tych, którzy okradli nas z wolności dla tych, którzy zabrali nam naszą miłość, naszą nadzieję. I jak mam wypowiedzieć to, co jest w nich, w tych, którzy zostali razem ze mną okradzeni, i to jest w tamtych, którzy nas okradli, jak mam wypowiedzieć to, co oni myślą i czują, ci jedni i ci drudzy, to, co oni przeżyli, ich cierpienia, ich wzajemną nienawiść, ich rozpacz, ich determinację. Ile ust chce się otworzyć, ile głosów chce mówić moimi ustami! Pomóż mi, Boże. Daj mi składnię, daj słowa, powiedz, jak mam pisać. Przecież nie potrafię, nie umiem, nie wiem jak. Od lat się męczę i ciągle nic z tego, ciągle nie tak mi to wychodzi, jak bym chciał
  • … bowiem z problematyki polskiej, ze sprawy polskiej, krótko mówiąc, z Polski wypisać się nie można, i Polak, który umiera, nie przemienia się przecież – o, to byłaby kara zbyt już okrutna, gorsza niż wszystkie czyśćce, wszystkie piekła – w truchło bez narodowości, w ducha bez ojczyzny, lecz pozostaje nadal Polakiem, duchem polskim, trupem polskim, i nadal zatem uczestniczy w polskich dziejach, jest obecny, jest świadkiem, poświadcza i działa nadal duchowo, a może, w tajemniczym jakimś sposobie, i fizycznie w sprawie polskiej, wspomaga Polskę, wzmaga polskość Polski…
  • Pięknie napisane. Aż się człowień zwrusza.
  • Obcowanie świętych jest faktem dogmatycznym, więc naród polski składa się nie tylko z żyjących.
  • Mi :-< :-<
  • Podobuje mnie sie toto!
  • edytowano February 14
    prassówka, DoRzeczy nr 07, pn. 14.02.2022, 4/4

    image

    image

    image

    image
  • Los gęsi w wiekach dawnych nie był zachęcający.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.