Jak rozumieć Papieża Franciszka?
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
Poza Autorami i czasem rzecz jasna - więc ja uważam, że coś jak jest odpowiednio ujęte (czyli bez kwantyfikatora "dziś", "teraz", "od jutra") można oceniać niezależnie od czasu, no i niezależnie od autora. Wiem, że część z Was uważa inaczej, bo już tu wyartykuowano, że prawda to tylko "tu i teraz". Na tym poziomie nikt nikogo nie przekona. Piszę to, żeby przeciąć zbędne poddyskusje w temacie.
Dlaczego? Abo wtedy się USA z ZSRR ścigały na liczbę głowic atomowych i nie tylko, a późniejsze porozumienia rozbrojeniowe były w istocie zrealizowaniem słów Papieża o rozbrojeniu. I faktycznie jakimś tam krokiem na rzecz pokoju.
Dziś mamy sytuację diametralnie inną - kacapów napadających na dużo słabszego sąsiada i radośnie rozbrojoną Europę zachodnią, która wręcz zaprasza do podobnego scenariusza na swoim terenie.
No więc tu chodzi o to mniej więcej:
"Wszyscy muszą zrozumieć, że nie da się ani powstrzymać wzrostu potencjału wojennego, ani zmniejszyć zapasów broni, ani - co jest najistotniejsze - całkowicie jej zlikwidować, jeśli tego rodzaju rozbrojenie nie będzie powszechne i całkowite".
Mądry Papież nie wymaga rozbrojenia, tudzież utrzymania słabości wojska od JEDNEJ ze stron.
- Meble panie celniku
- Alu tu są granaty...
- Jaki pokój - takie meble
A co się różni? M. zd. kontekst, w jakim tego słuchamy. Ta wojna jest tuż obok, a wojna w Rwandzie, Iraku, a nawet Bośni to były wojny w telewizji. Dla nas tamte były peryferyjne, dla Franciszka ta jest peryferyjna, jak cała Europa.
@Tecum, zresztą sam piszesz "abo wtedy", "dziś" itd., czyli wychodzimy spoza samej wypowiedzi w jej umiejscowienie w czasie. No i pytanie, czy chcemy mieć wypowiedzi nt. moralne dostosowane do "dziś" / "wtedy" czy uniwersalne.
Nie jest nas dużo. Na świecie jest jakiś miliard katolików, ale w Polsce ok. 3,7%. A na Ukrainie to już w ogóle.
Uznana od dawien dawna instytucja kapelana wojskowego przeczy antagonizmowi pomiędzy bronią a ewangelią
Wskazówka jest w Ewangelii św. Mateusza.
Natomiast dziwi mnie ten, kto twierdzi, iż postawa serc wynika z ilości uzbrojenia. Podobnie można twierdzić, iż leżenie w łóżku jest przyczyną choroby, więc należy z łóżka wstać i iść do pracy aby w ten sposób wyzdrowieć.
Tymczasem Kościół bardzo roztropnie naucza o obronie uprawnionej jako o poważnym obowiązku moralnym tego, kto odpowiada za życie drugiej osoby.
https://teologia.pl/m_k/kkk1p02.htm#8
Droga do powszechnego rozbrojenia wiedzie przez powszechne nawrócenie ludzi, rzecz jak najbardziej możliwą, nie zaś przez puste wołanie w eter o rozbrajanie się.
Jedno państwo przeznacza na zbrojenia ponad 4% swojego PKB, a Papież się martwi bo inne kraje w poczuciu zagrożenia przed nim podnoszą wydatki do 2% PKB?
To są jaja jakieś? Jakiś zbój lata z maczetą po osiedlu, a ja jestem niegrzeczny, bo wyjąłem ręce z kieszeni?
No cóż - nie jest dobrze kiedy dwóch chłopców się bije, to prawda uniwersalna. Lepiej byłoby gdyby usiedli i porozmawiali co ich różni, ustalili kompromis i się pogodzili. I to prawda zawsze aktualna.
Ale kiedy wypowiadamy ją w sytuacji gdy patus z ósmej klasy gnębi grzecznego pierwszoklasistę, bije, i zabiera mu kieszonkowe, to taka wypowiedź brzmi cokolwiek groteskowo.
Nie wspominając o tym jak ten kompromis, gdyby się wydarzył, by wyglądał.
Zaraz zaraz. Niechże Kolega najpierw odpowie na wcześniej postawione pytanie:
Gdyż albowiem zanim zaczniemy się bawić w dowody że alternatywa jest fałszywa, to może najpierw ustalmy skąd się w ogóle wzięła.
No, chyba że się na bajeczkę nabieramy:) Ale ja nie.
Ha! Mateusz 4,1–11
I czytam ten 5 rozdział i utwierdzam się, że mam doskonalić się w miłości a nie w zabijaniu.
A Ewangelię czytajmy w całości
To jest bałamutny argument, gdyż nie chodzi o to, co kto kłamliwie "uważa", lecz co czyni. Rosjanie nie bronią swojego domu tylko najeżdżają dom sąsiada, mordują jego żonę i dzieci. Wystarczyłoby, żeby dbali, by ich rakiety, nośniki bombki, latały tam gdzie mają latać i nikt by ich ojczyzny nie napadł.
Nie wiem, ocb Losowi w Mt1,1-11, ale już w rozdziale 5 czytamy:
"Szczęśliwi, którzy zabiegają o pokój, ponieważ oni zostaną nazwani synami Bożymi."
Można by zakładać, że skoro ktoś się zbroi, to dba o pokój (bo tak jest) i tym samym jest jednym z beneficjantów błogosławieństw, jednak komentarz sugeruje, że może chodzić o coś innego:
"Ci, którzy zabiegają o pokój (w. 9), będący wolą Bożą, pracują na rzecz szeroko pojętego ludzkiego dobra; kształtują ludzkie relacje w oparciu o miłość i są sługami Boga pokoju (np. Rz 15,33; 1Kor 14,33)."
A jednak fakt, że osoby odpowiadające za zbrojenia (w celach pokojowych) nie łapią się na ww. nagrodę, nie oznacza, że czynią źle. Podstawowy zdrowy rozsądek podpowiada, że jeśli mamy pod opieką matkę, żonę i kilkoro dzieci a za sąsiada mordercę, gwałciciela i pedofila, to roztropnie czynimy kupując lepszy zamek, monitoring, puszkę gazu. Gdyby mnie ktoś za to skrytykował - popukałbym się w głowę. A poziom wydatków byłby wprost proporcjonalny do stopnia poebania sąsiada i do siły mej miłości do członków rodziny (ładnie tu napisała Kania o gwałtach czynionych przez nachodźców).
Oczywiście powinienem również próbować zmienić sąsiada. Głównie, rzecz jasna, poprzez modlitwę. Winienem szukać z nim dobrego (i bezpiecznego, żeby rodzina nie została bez opieki) kontaktu, trafienia do jego sumienia.
Czynienie jednak z tych działań (zabezpieczania i próby naprawy sąsiada) alternatywy rozłącznej wydaje się szaleństwem tak wielkim, że aż nieprawdopodobne wydaje się, że może zostać wyartykułowane na szacownym forumnie.
Nie wiem, ocb Losowi w Mt1,1-11, ale już w rozdziale 5 czytamy:
"Szczęśliwi, którzy zabiegają o pokój, ponieważ oni zostaną nazwani synami Bożymi."
Można by zakładać, że skoro ktoś się zbroi, to dba o pokój (bo tak jest) i tym samym jest jednym z beneficjantów błogosławieństw, jednak komentarz sugeruje, że może chodzić o coś innego:
"Ci, którzy zabiegają o pokój (w. 9), będący wolą Bożą, pracują na rzecz szeroko pojętego ludzkiego dobra; kształtują ludzkie relacje w oparciu o miłość i są sługami Boga pokoju (np. Rz 15,33; 1Kor 14,33)."
A jednak fakt, że osoby odpowiadające za zbrojenia (w celach pokojowych) nie łapią się na ww. nagrodę, nie oznacza, że czynią źle. Podstawowy zdrowy rozsądek podpowiada, że jeśli mamy pod opieką matkę, żonę i kilkoro dzieci a za sąsiada mordercę, gwałciciela i pedofila, to roztropnie czynimy kupując lepszy zamek, monitoring, puszkę gazu. Gdyby mnie ktoś za to skrytykował - popukałbym się w głowę. A poziom wydatków byłby wprost proporcjonalny do stopnia poebania sąsiada i do siły mej miłości do członków rodziny (ładnie tu napisała Kania o gwałtach czynionych przez nachodźców).
Oczywiście powinienem również próbować zmienić sąsiada. Głównie, rzecz jasna, poprzez modlitwę. Winienem szukać z nim dobrego (i bezpiecznego, żeby rodzina nie została bez opieki) kontaktu, trafienia do jego sumienia.
Czynienie jednak z tych działań (zabezpieczania i próby naprawy sąsiada) alternatywy rozłącznej wydaje się szaleństwem tak wielkim, że aż nieprawdopodobne wydaje się, że może zostać wyartykułowane na szacownym forumnie.
Istnienie kilkunastu czy kilkudziesięciu głowic atomowych pozwala mi spać spokojnie?
Jeżeli podstawą do zbrojeń jest obawa przed sąsiadem to efektem będzie nieustanny wzrost strachu i zbrojeń. To obłędne koło.
Trzeba odebrać Rosjanom ideologiczne uzasadnienie wojny. Bez ich wybijania co do jednego