Skip to content

To nie bug, to feature

1565758596062»

Komentarz

  • @KazioToJa powiedział(a):
    przecież wiadomo, że w Chinach

    Sklepów za żółtymi firankami nie było, stadion Skry służył tylko sportowi, a w pewnych aptekach po podaniu stosownej recepty nie pojawiały się niedostępne leki.
    JA realnie żyłem w PRL.

  • edytowano 30 April

    @MarianoX powiedział(a):

    @ms.wygnaniec powiedział(a):

    Zapomnieliśmy, że kiedyś siłą rodziny było zrozumienie, że to rodzaj mikroprzedsiębiorstwa, gdzie celem był wspólny sukces, a nie 'samorealizacja'.

    @janosik powiedział(a):
    W świecie gdzie "ja" a nie "my" jest na pierwszym miejscu to walka płci jest tylko konsekwencją.

    To jest całkowicie słuszna diagnoza, trafienie w samo sedno problemu i jego wyjaśnienie, Wystarczy jeszcze tylko przekonać współczesne kobiety, by zawróciły ze ścieżki selfizmu i samorealizacji.

    Tylko kobiety? A nie LUDZI - mężczyzn i kobiety?

  • @Brzost powiedział(a):
    Bez nazwy też można obchodzić ;-) My wczoraj uczciliśmy 39. rocznicę wyjściem na koncert "Starego Dobrego Małżeństwa".

    Taką małą dygresję zrobię. Przykładem tego, jak manipuluje się ludźmi, jest to, jak wyciszana jest poezja śpiewana. W radiu jej nie słychać, na koncertach w telewizji nie jest puszczana, ogólnie od lat jest "wyciszana". Jedna Sanah jest wyjątkiem, ale ona się wybiła sama. Natomiast Stare Dobre Małżeństwo jest przecież znanym zespołem, ale jest bojkotowany. Ktoś naiwny albo świadomy kłamca powie, że "nikt tego nie chce słuchać". Jednak to nie jest prawda. Tu mam pytanie do Kolegi Brzosta - jaka była frekwencja na tym koncercie? Zgaduję, że pewnie wcale nie taka zła. Tu jest nagranie z koncertu sprzed 2 lat, na którym widać sporo ludzi:

    Osobiście polecam nieznany znakomity zespół Ponad Chmurami.

  • Pełna sala w Teatrze Roma. Bilety sprzedawano kilka miesięcy wcześniej. Wolnych miejsc nie zauważyłem.

  • @ms.wygnaniec powiedział(a):

    @KazioToJa powiedział(a):
    przecież wiadomo, że w Chinach

    Sklepów za żółtymi firankami nie było, stadion Skry służył tylko sportowi, a w pewnych aptekach po podaniu stosownej recepty nie pojawiały się niedostępne leki.
    JA realnie żyłem w PRL.

    To wszystko prawda. Tylko że wybrańców był raczej nikły odsetek.

  • @ms.wygnaniec powiedział(a):

    @KazioToJa powiedział(a):
    przecież wiadomo, że w Chinach

    Sklepów za żółtymi firankami nie było, stadion Skry służył tylko sportowi, a w pewnych aptekach po podaniu stosownej recepty nie pojawiały się niedostępne leki.
    JA realnie żyłem w PRL.

    przypominam - Gierek mieszkał w szeregowcu. Chodziłam do szkoły muzycznej - z łapanki w osiedlowych przedszkolach - przyszły panie nauczycielki i proponowały wybranym dzieciom pójście do muzycznej. No chyba nie wszyscy byli z łapanki, bo rzeczywiście w klasie miałam dyrektorskie dzieci, profesorskie, grupka oficerskich i jeden syn dyplomaty (właśnie sobie uświadomiłam - skąd w Poznaniu dyplomata?, pewnie chłe chłe dyplomaty). Jeździliśmy z blokowiska tramwajem do tej szkoły, czasami kogoś ojciec podrzucał samochodem, ale to była rzadkość. Jedna koleżanka chodziła dodatkowo na angielski, ale to wtedy było takie same hobby jak moje chodzenie na pływalnię. Nie zaglądaliśmy sobie specjalnie do talerzy, może mieli częściej schabowe niż u nas. Na religię nie chodziły tylko te wojskowe dzieci i syn dyplomaty. A, i jeszcze najlepsze historie opowiadał jeden z oficerskich synów, bo się panowie oficerowie z pistoletami ganiali w walce o jakieś baby, ale tak do końca mu nie wierzyliśmy. Ponieważ często byłam skarbnikiem to wiem - składki klasowe były robione po możliwościach nie po równo, jak w neokatechumenacie. No i my zbieraliśmy sami, rodzice się nie mieszali jawnie, może ktoś to monitorował, bo jakoś zbiórki pod koniec były mocno wzmacniane przez syna taksówkarza (który jest dziś zawodowym muzykiem w przeciwieństwie do większości pozostałych).

    W stosunku do podstawówki moich młodych to coś nieprawdopodobnego. Rodziny wielodzietne są widoczne od razu - bystre dzieciaki, ale pracują same. W tych rodzinach mniejszych często lekcje są zrobione przez mamy ("umiem tak pisać, że wygląda jakby dziecko pisało").

  • No nie Mario, byli 'prywaciarze', 'badylarze', 'pieszczoszki władzy', ludzie pracujący za granicą, tego było sporo.
    W poprzednim wpisie wskazałem tylko na beneficjentów po linii partyjno-siłowej, a PRL był w latach osiemdziesiątych bardziej zróżnicowany. Czasów stalinowskich nie znam poza anegdotycznymi opowieściami.
    Inne były tylko znamiona luksusu.
    Czyli pierwotna teza tej pobocznej polemiki jest, w mojej ocenie, kompletnie fałszywa.

Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.