@trep powiedział(a):
To są dane statystyczne z badań naukowych publikowanych w prasie specjalistycznej, nie internetowe opowieści. Dane sprzed kilku lat pokazują, że 83% oskarżeń o molest dzieci przez ojca, zgłaszanych w trakcie postępowania o opiekę, jest fałszywych.
Jeśli Kolega wykminił to z pierwszej wrzuconej grafiki, to źle wykminił.
Albowiem z grafiki wynika tyle - na 100 wątpliwych (wątpliwy, a fałszywy, dla Kolegi jedno? cóż... - ale to nie jest istotą) - 83 składa matka, 8 ojciec, 8 babka ciotka. Z tej grafiki natomiast w ogóle nie wynika, ile zgłoszeń jest wątpliwych, a ile nie.
natomiast w 36 sprawach zdaniem biegłych nie występowały psychologiczne przesłanki sugerujące, że dziecko mogło zostać́ wykorzystane seksualnie (na rysunkach określane jako „wątpliwe”). Wśród tych 36 spraw była tylko jedna, w tle której nie toczył się̨ konflikt o kontakty.”
Ok, ale wiesz, że wg polskiej procedury postępowanie karne (przynajmniej w sprawach o "molestowanie") może zainicjować w ścisłym sensie dopiero organ państwowy - sąd lub prokurator? A do cywilnego (w tym o kontakty, bo też jest cywilne) wystarczy pozew lub wniosek strony?
Natomiast w takim sensie largo to można nazwać postępowaniem karnym już wszystko co się dzieje po donosie. Więc jest zawsze pytanie o:
@trep powiedział(a):
To są dane statystyczne z badań naukowych publikowanych w prasie specjalistycznej, nie internetowe opowieści. Dane sprzed kilku lat pokazują, że 83% oskarżeń o molest dzieci przez ojca, zgłaszanych w trakcie postępowania o opiekę, jest fałszywych.
Czy możemy poznać tytuł badania naukowego publikowanego w prasie specjalistycznej, z którego obliczane są procenty na 36 przypadkach?
natomiast w 36 sprawach zdaniem biegłych nie występowały psychologiczne przesłanki sugerujące, że dziecko mogło zostać́ wykorzystane seksualnie (na rysunkach określane jako „wątpliwe”). Wśród tych 36 spraw była tylko jedna, w tle której nie toczył się̨ konflikt o kontakty.”
Przepraszam, ale albo ten wykres jest absurdalny, albo brakuje sensownej legendy, albo może ja czegoś nie rozumiem (poproszę o wyjaśnienie).
Pozwoliłem sobie podzielić 1/36, wynik to w zaokrągleniu 2.8%. Pozostałe jasne paski (wątpliwe) to 10 sztuk (27.8%) i 25 sztuk (69.4%). Ale nie mamy żadnych danych na temat liczb bezwzględnych dla spraw prawdopodobnych. Dopiero znając te liczby można powiedzieć - OK, wątpliwych jest 36, a prawdopodobnych 45 (bo tak mi wygląda procentowanie). Albo 450. Bez tego nie wiemy jak się ma 8.9% do 69.4% (które jak rozumiem najbardziej nas tu interesują), bo nie znamy podstawy procentowania dla prawdopodobnych.
Czy na tym wykresie są wrzucone sprawy wszelkiego rodzaju, również niezwiązane z rozwodami?
To jest tak, że tych spraw jest dużo i ja wiem, że jest dużo. Wiem, bo wiem. Ale czasem nie wystarcza, że się powie "ja wiem, że jest dużo". Wtedy szuka się czegoś, co to podeprze a będzie miało wartość jakiejś statystyki. I w ten sposób kiedyś (kilka lat temu) zostało znalezione to opracowanie (o moleście) a potem drugie (o przemocy). To nie jest tak, że przekonanie o występowaniu tego oskarżenia o molest powstało na podstawie tych wykresów - jest odwrotnie. Nie mam jednak żadnego interesu w przekonaniu was o tym, że to jest częste zjawisko (a jaki odsetek fałszywych oskarżeń o molest wy byście uznali za zbyt wysoki? a jaki o przemoc?). Tak na oko o molest oskarża się kilkadziesiąt razy rzadziej niż o przemoc. Z przemocą jest tak, jak pisze Marianox. Jest to przemoc fizyczna - np. baba rzuci się z pięściami na chłopa, on ją złapie za przedramiona i to jest przemoc; psychiczna - to może być wszystko; finansowa - nie wydawaj tyle na głupoty. Te 3 są najczęstsze - wśród nich oczywiście psychiczna.
A ta znieczulica sądów wynika z faktu, że sędziowie (wcześniej prokuraturwa) sobie zdają sprawę, że to jest element pakietu, więc przymykają oko. Co oczywiście ma ten skutek, że gdy to molestowanie faktycznie występuje, to się go nie ściga i nie karze, bo to przecież baba z zemsty wyciąga facetowi.
Ale ja akurat Tobie wierzę, po prostu rzeczone dane wrzucone jak zakładam z zamiarem pewnego wzmocnienia przekazu wiedzy/świadectwa/ekspertyzy osłabiają go.
Stąd chęć zapoznania się ze źródłem, może być na prv.
Strategie 'kancelarii adwokackich' zakładają różne brzydkie zachowania jako element strategii prowadzenia sprawy (wiedza anegdotyczna na podstawie kilku przypadków), np. po ostrej kłótni żona wyszła się przejść, bo przegrała na wrzaski, więc zostało to przedstawione, że pijany mąż (wypił kieliszek koniaku na koniec dnia, więc alkohol był) zastraszył zastosowaniem przemocy żonę i ta w przerażeniu uciekła z domu i błąkała się po nocy bojąc się wrócić.... Mam tego więcej, ale dalej to znajomi i rodzina.
Postulat powrotu do zasady, że jak kogoś bezpodstawnie oskarżasz, to dostajesz karę jaka groziła pomówionemu jest godny rozważenia.
Kobiety uczy się być aby były 'niezależne', a nie aby były dobrymi żonami (pełna symetria do chłopców)
Kultura 'nie naprawiaj, weź nowszy model' sieje spustoszenie w psychice i relacjach społecznych.
To zabawne, że feministki walcząc z patriarchatem dostają coraz większą grupę zbuntowanych młodych mężczyzn z pogardą nazywanych incelami. Mogłyby się skupić na naprawie systemu, ale postanowiły go zniszczyć, zgodnie ze spostrzeżeniem losa.
To pogardliwe incele to raczej za niespełnienie coraz bardziej irracjonalnie gigantycznych wymagań jakie narzuca się w oczekiwaniu od dobrego materiału na faceta. Wydaje mi się, że feminizm nie ma na to takiego wpływu. Jest to bardziej wynik ogólnego popieprzenie w łbach, egoizm, pogarda, materializm etc.
Rozumiem jeszcze "wiem ale nie powiem" jak chodzi o jakąś prywatną, poufną wiedzę.
Ale wyżej cytujesz podobno opracowanie z prasy specjalistycznej. Jak coś jest w prasie, choćby niszowej, to jest z istoty jawne - co najwyżej trzeba wejść do biblioteki albo zapłacić za dostęp do jakiejś bazy danych.
@Kuba_
Kolega to chyba nie siedzi w "naukach" społecznych. Nie dalej jak dwa tygodnie temu byłem na szkoleniu, gdzie profesor prezentował "badania postaw" (mediatorów - radców prawnych), gdzie każdy wynik % dzielił się przez cztery. Przy o omawianiu któregoś wykresu gdzie było przy którymś wyniku 4% "o widzicie państwo tylko jedna osoba tak powiedziała", czyli badanie było na 25 osobach.
@trep powiedział(a):
Jeszcze raz: ponieważ nie we wszystkich przypadkach winne są kobiety, nie będzie problemów z podaniem przykładów, gdzie winni są mężczyźni.
How it's going:
@trep powiedział(a):
Ja wiem, że jest takie zjawisko, i że jest bardzo częste i że problem jest realny. Więcej szczegółów nie zdradzę.
Strętne wyzwolone kobietony, znarowione a chutliwe a armia prawych, odpowiedzialnych, prorodzinnie zorientowanych, chcących mieć dzieci młodzieńców nie może znaleźć sobie żon.
Jest kryzys w relacjach, bo stare wzorce nie pasują do zmieniającego się świata.
Ostatnio słyszałam żarcik, że większość dzieci wychowuje się w rodzinach jednopłciowych, wychowują je matki i babcie a ojcowie w najlepszym razie uciekają w pracę.
@Pani_Łyżeczka powiedział(a):
Strętne wyzwolone kobietony, znarowione a chutliwe a armia prawych, odpowiedzialnych, prorodzinnie zorientowanych, chcących mieć dzieci młodzieńców nie może znaleźć sobie żon.
Jest kryzys w relacjach, bo stare wzorce nie pasują do zmieniającego się świata.
Ostatnio słyszałam żarcik, że większość dzieci wychowuje się w rodzinach jednopłciowych, wychowują je matki i babcie a ojcowie w najlepszym razie uciekają w pracę.
Czyli powrót do XIX w. tradycji szlacheckich, gdzie sporo mężów po Powstaniach albo uciekało albo zwiedzało Syberię.
A co do mitycznych wspaniałych młodzieńców, to tak z 10-15 lat temu nazad, pytałem moje koleżanki, gdy widziałem jak postępują ze swoimi synami w wieku szkół średnich, czy byłabyś chętna mieć takiego męża na jakiego wychowujesz swojego synusia? Aby nie było, ojcowie byli grzecznie wycofani ze zbudowania relacji, wyglądało na to, że wy brali spokój zamiast odpowiedzialności, ale to spekulacja bo z nimi nie rozmawiałem.
Kobiety według narracji mainstreamowej oczywiście odjechały mężczyznom, aczkolwiek...
Pytanie graniczne
Kto absolutnie dominuje w kluczowych branżach infrastrukturanych i krytycznych typu:
budownictwo, energetyka, infrastruktura wodno-kanalizacyjna, rolnictwo, przemysł ciężki i wydobywczy, wojsko i policja, służby ratownicze, informatyka i telekomunikacja, nauki ścisłe itp. w stopniu nie notowanym w przeszłości?
Supozycje o feminodominatywnej sile i niezależności kobiet wydają się nie polegać na prawdzie
Czyje miejsca pracy będzie zaorywać AI, to sie jeszcze okaże, ale raczej nie zagrozi stanowiskom związanym z ciężką pracą fizyczną.
Pomysł na 'walkę płci' jest szatańsko lewacki! Mężczyzna i Kobieta są komplementarni względem siebie. Kiedyś problem polegał na tym, że nieudacznicy usiłowali zaimponować młodszym kolegom poprzez deprecjację roli kobiet ('babska robota'), obecnie jest dużo bardziej skomplikowanie, a media społeczne nakręcają nieracjonalne zachowania.
Zapomnieliśmy, że kiedyś siłą rodziny było zrozumienie, że to rodzaj mikroprzedsiębiorstwa, gdzie celem był wspólny sukces, a nie 'samorealizacja'.
Zapomnieliśmy, że kiedyś siłą rodziny było zrozumienie, że to rodzaj mikroprzedsiębiorstwa, gdzie celem był wspólny sukces, a nie 'samorealizacja'.
@janosik powiedział(a):
W świecie gdzie "ja" a nie "my" jest na pierwszym miejscu to walka płci jest tylko konsekwencją.
To jest całkowicie słuszna diagnoza, trafienie w samo sedno problemu i jego wyjaśnienie, Wystarczy jeszcze tylko przekonać współczesne kobiety, by zawróciły ze ścieżki selfizmu i samorealizacji.
Zapomnieliśmy, że kiedyś siłą rodziny było zrozumienie, że to rodzaj mikroprzedsiębiorstwa, gdzie celem był wspólny sukces, a nie 'samorealizacja'.
@janosik powiedział(a):
W świecie gdzie "ja" a nie "my" jest na pierwszym miejscu to walka płci jest tylko konsekwencją.
To jest całkowicie słuszna diagnoza, trafienie w samo sedno problemu i jego wyjaśnienie, Wystarczy tylko przekonać do tego współczesne kobiety,
Ale aby je przekonać potrzebni są mężczyźni, tacy zwykli ale prawdziwi.
Pani Łyżeczka zasugerowała, że czasy się zmieniły. W mojej ocenie, obecnie mechanizacja, wsparcie chemii oraz znaczna automatyzacja spowodowała redukcję pracy koniecznej do utrzymania domu. Jeżeli mamy już podchowane dzieci, to i tu zapotrzebowanie na pracę spada. Czyli potrzebujemy zrozumieć, jako społeczeństwo, że kobieta zakładająca rodzinę i rodząca tak do 3 dzieci, ma świadomość, że za 10 lat będzie musiała się przekwalifikować z żony zarządzającej domem na wyjście w rynek pracy zawodowej. To jest duża niestabilość w życiu, więc rozumiem obawy z tym związane. Świat zewnętrzny tylko to wykoślawiająco wyolbrzymia.
Zapomnieliśmy, że kiedyś siłą rodziny było zrozumienie, że to rodzaj mikroprzedsiębiorstwa, gdzie celem był wspólny sukces, a nie 'samorealizacja'.
@janosik powiedział(a):
W świecie gdzie "ja" a nie "my" jest na pierwszym miejscu to walka płci jest tylko konsekwencją.
To jest całkowicie słuszna diagnoza, trafienie w samo sedno problemu i jego wyjaśnienie, Wystarczy tylko przekonać do tego współczesne kobiety,
Ale aby je przekonać potrzebni są mężczyźni, tacy zwykli ale prawdziwi.
Pani Łyżeczka zasugerowała, że czasy się zmieniły. W mojej ocenie, obecnie mechanizacja, wsparcie chemii oraz znaczna automatyzacja spowodowała redukcję pracy koniecznej do utrzymania domu. Jeżeli mamy już podchowane dzieci, to i tu zapotrzebowanie na pracę spada. Czyli potrzebujemy zrozumieć, jako społeczeństwo, że kobieta zakładająca rodzinę i rodząca tak do 3 dzieci, ma świadomość, że za 10 lat będzie musiała się przekwalifikować z żony zarządzającej domem na wyjście w rynek pracy zawodowej. To jest duża niestabilość w życiu, więc rozumiem obawy z tym związane. Świat zewnętrzny tylko to wykoślawiająco wyolbrzymia.
20-30 lat temu dzieci rodziło się wyraźnie więcej pomimo niższego PKB i ogólnie trudniejszej sytuacji gospodarczej i wyższego poziomu bezrobocia, Opowieści o braku jakiś mitycznych "prawdziwych" mężczyzn to standardowa narracja toksycznego feminizmu (zastrzegam, że nie uważam Kolegi za jakiegokolwiek jej rzecznika) usprawiedliwiająca owo "postawnie "ja" a nie "my" na pierwszym miejscu". Dotyczy to nie tylko Polski ale całego tzw. "pierwszego świata".
Ja napisałem, że realne obawy i troski "Świat zewnętrzny tylko to wykoślawiająco wyolbrzymia", a 'prawdziwy' użyłem w znaczeniu 'realny, obecny, towarzyszący', a nie konstruktowi feministycznemu będącym jedynie symulakrem, poprzedzając określeniem 'zwykły'.
Zapomnieliśmy, że kiedyś siłą rodziny było zrozumienie, że to rodzaj mikroprzedsiębiorstwa, gdzie celem był wspólny sukces, a nie 'samorealizacja'.
@janosik powiedział(a):
W świecie gdzie "ja" a nie "my" jest na pierwszym miejscu to walka płci jest tylko konsekwencją.
To jest całkowicie słuszna diagnoza, trafienie w samo sedno problemu i jego wyjaśnienie, Wystarczy tylko przekonać do tego współczesne kobiety,
Ale aby je przekonać potrzebni są mężczyźni, tacy zwykli ale prawdziwi.
Pani Łyżeczka zasugerowała, że czasy się zmieniły. W mojej ocenie, obecnie mechanizacja, wsparcie chemii oraz znaczna automatyzacja spowodowała redukcję pracy koniecznej do utrzymania domu. Jeżeli mamy już podchowane dzieci, to i tu zapotrzebowanie na pracę spada. Czyli potrzebujemy zrozumieć, jako społeczeństwo, że kobieta zakładająca rodzinę i rodząca tak do 3 dzieci, ma świadomość, że za 10 lat będzie musiała się przekwalifikować z żony zarządzającej domem na wyjście w rynek pracy zawodowej. To jest duża niestabilość w życiu, więc rozumiem obawy z tym związane. Świat zewnętrzny tylko to wykoślawiająco wyolbrzymia.
20-30 lat temu dzieci rodziło się wyraźnie więcej pomimo niższego PKB i ogólnie trudniejszej sytuacji gospodarczej i wyższego poziomu bezrobocia, Opowieści o braku jakiś mitycznych "prawdziwych" mężczyzn to standardowa narracja toksycznego feminizmu (zastrzegam, że nie uważam Kolegi za jakiegokolwiek jej rzecznika) usprawiedliwiająca owo "postawnie "ja" a nie "my" na pierwszym miejscu". Dotyczy to nie tylko Polski ale całego tzw. "pierwszego świata".
wszyscy mieli tak samo. Były drobne odchylenia - koleżanka Majka nie chodziła z kluczem a szyi bo mieszkała z nimi babcia, ale generalnie wszyscy żyli mniej więcej po równo. I rodzina nie była opcją tylko normą - odchylenia były ostro piętnowane. Teraz to opcja dla twardzieli, normalsi uważają, że nie są w stanie sprostać oczekiwaniom.
Zapomnieliśmy, że kiedyś siłą rodziny było zrozumienie, że to rodzaj mikroprzedsiębiorstwa, gdzie celem był wspólny sukces, a nie 'samorealizacja'.
@janosik powiedział(a):
W świecie gdzie "ja" a nie "my" jest na pierwszym miejscu to walka płci jest tylko konsekwencją.
To jest całkowicie słuszna diagnoza, trafienie w samo sedno problemu i jego wyjaśnienie, Wystarczy tylko przekonać do tego współczesne kobiety,
Ale aby je przekonać potrzebni są mężczyźni, tacy zwykli ale prawdziwi.
Pani Łyżeczka zasugerowała, że czasy się zmieniły. W mojej ocenie, obecnie mechanizacja, wsparcie chemii oraz znaczna automatyzacja spowodowała redukcję pracy koniecznej do utrzymania domu. Jeżeli mamy już podchowane dzieci, to i tu zapotrzebowanie na pracę spada. Czyli potrzebujemy zrozumieć, jako społeczeństwo, że kobieta zakładająca rodzinę i rodząca tak do 3 dzieci, ma świadomość, że za 10 lat będzie musiała się przekwalifikować z żony zarządzającej domem na wyjście w rynek pracy zawodowej. To jest duża niestabilość w życiu, więc rozumiem obawy z tym związane. Świat zewnętrzny tylko to wykoślawiająco wyolbrzymia.
20-30 lat temu dzieci rodziło się wyraźnie więcej pomimo niższego PKB i ogólnie trudniejszej sytuacji gospodarczej i wyższego poziomu bezrobocia, Opowieści o braku jakiś mitycznych "prawdziwych" mężczyzn to standardowa narracja toksycznego feminizmu (zastrzegam, że nie uważam Kolegi za jakiegokolwiek jej rzecznika) usprawiedliwiająca owo "postawnie "ja" a nie "my" na pierwszym miejscu". Dotyczy to nie tylko Polski ale całego tzw. "pierwszego świata".
wszyscy mieli tak samo. Były drobne odchylenia - koleżanka Majka nie chodziła z kluczem a szyi bo mieszkała z nimi babcia, ale generalnie wszyscy żyli mniej więcej po równo. I rodzina nie była opcją tylko normą - odchylenia były ostro piętnowane. Teraz to opcja dla twardzieli, normalsi uważają, że nie są w stanie sprostać oczekiwaniom.
W jakim kraju koleżanka wtedy mieszkała? Bo z pierwszego zdania już wiemy, że nie w Polsce.
Komentarz
Jeśli Kolega wykminił to z pierwszej wrzuconej grafiki, to źle wykminił.
Albowiem z grafiki wynika tyle - na 100 wątpliwych (wątpliwy, a fałszywy, dla Kolegi jedno? cóż... - ale to nie jest istotą) - 83 składa matka, 8 ojciec, 8 babka ciotka. Z tej grafiki natomiast w ogóle nie wynika, ile zgłoszeń jest wątpliwych, a ile nie.
Słusznie, przepraszam.
oraz:
natomiast w 36 sprawach zdaniem biegłych nie występowały psychologiczne przesłanki sugerujące, że dziecko mogło zostać́ wykorzystane seksualnie (na rysunkach określane jako „wątpliwe”). Wśród tych 36 spraw była tylko jedna, w tle której nie toczył się̨ konflikt o kontakty.”
Ok, ale wiesz, że wg polskiej procedury postępowanie karne (przynajmniej w sprawach o "molestowanie") może zainicjować w ścisłym sensie dopiero organ państwowy - sąd lub prokurator? A do cywilnego (w tym o kontakty, bo też jest cywilne) wystarczy pozew lub wniosek strony?
Natomiast w takim sensie largo to można nazwać postępowaniem karnym już wszystko co się dzieje po donosie. Więc jest zawsze pytanie o:
Ja wiem, że jest takie zjawisko, i że jest bardzo częste i że problem jest realny. Więcej szczegółów nie zdradzę.
Ale bardzo często to znaczy ile w skali roku czy tam ostatnich dziesięciu lat nie w procentach tylko w liczbach?
Czy możemy poznać tytuł badania naukowego publikowanego w prasie specjalistycznej, z którego obliczane są procenty na 36 przypadkach?
Przepraszam, ale albo ten wykres jest absurdalny, albo brakuje sensownej legendy, albo może ja czegoś nie rozumiem (poproszę o wyjaśnienie).
Pozwoliłem sobie podzielić 1/36, wynik to w zaokrągleniu 2.8%. Pozostałe jasne paski (wątpliwe) to 10 sztuk (27.8%) i 25 sztuk (69.4%). Ale nie mamy żadnych danych na temat liczb bezwzględnych dla spraw prawdopodobnych. Dopiero znając te liczby można powiedzieć - OK, wątpliwych jest 36, a prawdopodobnych 45 (bo tak mi wygląda procentowanie). Albo 450. Bez tego nie wiemy jak się ma 8.9% do 69.4% (które jak rozumiem najbardziej nas tu interesują), bo nie znamy podstawy procentowania dla prawdopodobnych.
Czy na tym wykresie są wrzucone sprawy wszelkiego rodzaju, również niezwiązane z rozwodami?
a literówka w kontraktach jest nawet zabawna
To jest tak, że tych spraw jest dużo i ja wiem, że jest dużo. Wiem, bo wiem. Ale czasem nie wystarcza, że się powie "ja wiem, że jest dużo". Wtedy szuka się czegoś, co to podeprze a będzie miało wartość jakiejś statystyki. I w ten sposób kiedyś (kilka lat temu) zostało znalezione to opracowanie (o moleście) a potem drugie (o przemocy). To nie jest tak, że przekonanie o występowaniu tego oskarżenia o molest powstało na podstawie tych wykresów - jest odwrotnie. Nie mam jednak żadnego interesu w przekonaniu was o tym, że to jest częste zjawisko (a jaki odsetek fałszywych oskarżeń o molest wy byście uznali za zbyt wysoki? a jaki o przemoc?). Tak na oko o molest oskarża się kilkadziesiąt razy rzadziej niż o przemoc. Z przemocą jest tak, jak pisze Marianox. Jest to przemoc fizyczna - np. baba rzuci się z pięściami na chłopa, on ją złapie za przedramiona i to jest przemoc; psychiczna - to może być wszystko; finansowa - nie wydawaj tyle na głupoty. Te 3 są najczęstsze - wśród nich oczywiście psychiczna.
A ta znieczulica sądów wynika z faktu, że sędziowie (wcześniej prokuraturwa) sobie zdają sprawę, że to jest element pakietu, więc przymykają oko. Co oczywiście ma ten skutek, że gdy to molestowanie faktycznie występuje, to się go nie ściga i nie karze, bo to przecież baba z zemsty wyciąga facetowi.
Ale ja akurat Tobie wierzę, po prostu rzeczone dane wrzucone jak zakładam z zamiarem pewnego wzmocnienia przekazu wiedzy/świadectwa/ekspertyzy osłabiają go.
Stąd chęć zapoznania się ze źródłem, może być na prv.
To daj na priv nr telefonu.
Rozmawiałem dziś z moją Mamą na temat kondycji społeczeństwa i kryzysu małżeństwa i Jej opinia wydaje się dość dość zbieżna z tym co pisze Mariano.
To zabawne, że feministki walcząc z patriarchatem dostają coraz większą grupę zbuntowanych młodych mężczyzn z pogardą nazywanych incelami. Mogłyby się skupić na naprawie systemu, ale postanowiły go zniszczyć, zgodnie ze spostrzeżeniem losa.
Żona "przegrała na wrzaski" - niesłychane!
👣
🐾
🐾
To pogardliwe incele to raczej za niespełnienie coraz bardziej irracjonalnie gigantycznych wymagań jakie narzuca się w oczekiwaniu od dobrego materiału na faceta. Wydaje mi się, że feminizm nie ma na to takiego wpływu. Jest to bardziej wynik ogólnego popieprzenie w łbach, egoizm, pogarda, materializm etc.
@trep
Rozumiem jeszcze "wiem ale nie powiem" jak chodzi o jakąś prywatną, poufną wiedzę.
Ale wyżej cytujesz podobno opracowanie z prasy specjalistycznej. Jak coś jest w prasie, choćby niszowej, to jest z istoty jawne - co najwyżej trzeba wejść do biblioteki albo zapłacić za dostęp do jakiejś bazy danych.
@Kuba_
Kolega to chyba nie siedzi w "naukach" społecznych. Nie dalej jak dwa tygodnie temu byłem na szkoleniu, gdzie profesor prezentował "badania postaw" (mediatorów - radców prawnych), gdzie każdy wynik % dzielił się przez cztery. Przy o omawianiu któregoś wykresu gdzie było przy którymś wyniku 4% "o widzicie państwo tylko jedna osoba tak powiedziała", czyli badanie było na 25 osobach.
How it started:
How it's going:
Strętne wyzwolone kobietony, znarowione a chutliwe a armia prawych, odpowiedzialnych, prorodzinnie zorientowanych, chcących mieć dzieci młodzieńców nie może znaleźć sobie żon.
Jest kryzys w relacjach, bo stare wzorce nie pasują do zmieniającego się świata.
Ostatnio słyszałam żarcik, że większość dzieci wychowuje się w rodzinach jednopłciowych, wychowują je matki i babcie a ojcowie w najlepszym razie uciekają w pracę.
Hehe dobre.
Żarcik prima sort, nie słyszałem.
👣
🐾
🐾
Czyli powrót do XIX w. tradycji szlacheckich, gdzie sporo mężów po Powstaniach albo uciekało albo zwiedzało Syberię.
A co do mitycznych wspaniałych młodzieńców, to tak z 10-15 lat temu nazad, pytałem moje koleżanki, gdy widziałem jak postępują ze swoimi synami w wieku szkół średnich, czy byłabyś chętna mieć takiego męża na jakiego wychowujesz swojego synusia? Aby nie było, ojcowie byli grzecznie wycofani ze zbudowania relacji, wyglądało na to, że wy brali spokój zamiast odpowiedzialności, ale to spekulacja bo z nimi nie rozmawiałem.
Kobiety według narracji mainstreamowej oczywiście odjechały mężczyznom, aczkolwiek...
Pytanie graniczne
Kto absolutnie dominuje w kluczowych branżach infrastrukturanych i krytycznych typu:
budownictwo, energetyka, infrastruktura wodno-kanalizacyjna, rolnictwo, przemysł ciężki i wydobywczy, wojsko i policja, służby ratownicze, informatyka i telekomunikacja, nauki ścisłe itp. w stopniu nie notowanym w przeszłości?
Supozycje o feminodominatywnej sile i niezależności kobiet wydają się nie polegać na prawdzie
Czyje miejsca pracy będzie zaorywać AI, to sie jeszcze okaże, ale raczej nie zagrozi stanowiskom związanym z ciężką pracą fizyczną.
Pomysł na 'walkę płci' jest szatańsko lewacki! Mężczyzna i Kobieta są komplementarni względem siebie. Kiedyś problem polegał na tym, że nieudacznicy usiłowali zaimponować młodszym kolegom poprzez deprecjację roli kobiet ('babska robota'), obecnie jest dużo bardziej skomplikowanie, a media społeczne nakręcają nieracjonalne zachowania.
Zapomnieliśmy, że kiedyś siłą rodziny było zrozumienie, że to rodzaj mikroprzedsiębiorstwa, gdzie celem był wspólny sukces, a nie 'samorealizacja'.
W świecie gdzie "ja" a nie "my" jest na pierwszym miejscu to walka płci jest tylko konsekwencją.
To jest całkowicie słuszna diagnoza, trafienie w samo sedno problemu i jego wyjaśnienie, Wystarczy jeszcze tylko przekonać współczesne kobiety, by zawróciły ze ścieżki selfizmu i samorealizacji.
Ale aby je przekonać potrzebni są mężczyźni, tacy zwykli ale prawdziwi.
Pani Łyżeczka zasugerowała, że czasy się zmieniły. W mojej ocenie, obecnie mechanizacja, wsparcie chemii oraz znaczna automatyzacja spowodowała redukcję pracy koniecznej do utrzymania domu. Jeżeli mamy już podchowane dzieci, to i tu zapotrzebowanie na pracę spada. Czyli potrzebujemy zrozumieć, jako społeczeństwo, że kobieta zakładająca rodzinę i rodząca tak do 3 dzieci, ma świadomość, że za 10 lat będzie musiała się przekwalifikować z żony zarządzającej domem na wyjście w rynek pracy zawodowej. To jest duża niestabilość w życiu, więc rozumiem obawy z tym związane. Świat zewnętrzny tylko to wykoślawiająco wyolbrzymia.
20-30 lat temu dzieci rodziło się wyraźnie więcej pomimo niższego PKB i ogólnie trudniejszej sytuacji gospodarczej i wyższego poziomu bezrobocia, Opowieści o braku jakiś mitycznych "prawdziwych" mężczyzn to standardowa narracja toksycznego feminizmu (zastrzegam, że nie uważam Kolegi za jakiegokolwiek jej rzecznika) usprawiedliwiająca owo "postawnie "ja" a nie "my" na pierwszym miejscu". Dotyczy to nie tylko Polski ale całego tzw. "pierwszego świata".
Me, myself and I. Albo jajecznica.
Ja napisałem, że realne obawy i troski "Świat zewnętrzny tylko to wykoślawiająco wyolbrzymia", a 'prawdziwy' użyłem w znaczeniu 'realny, obecny, towarzyszący', a nie konstruktowi feministycznemu będącym jedynie symulakrem, poprzedzając określeniem 'zwykły'.
wszyscy mieli tak samo. Były drobne odchylenia - koleżanka Majka nie chodziła z kluczem a szyi bo mieszkała z nimi babcia, ale generalnie wszyscy żyli mniej więcej po równo. I rodzina nie była opcją tylko normą - odchylenia były ostro piętnowane. Teraz to opcja dla twardzieli, normalsi uważają, że nie są w stanie sprostać oczekiwaniom.
W jakim kraju koleżanka wtedy mieszkała? Bo z pierwszego zdania już wiemy, że nie w Polsce.
przecież wiadomo, że w Chinach