Nauczyciele liceum to przykład najbardziej odrealnione części społeczeństwa. Szczególnie dotyczy to nauczycielek. Ludzie którzy nie mieli nigdy kontaktu z reprezentatywną dla społeczeństwa młodzieżą a uważają się za specjalistów od wychowania młodzieży. Nie mieli kontaktu z prawdziwymi ludźmi. Nie wykonywali nigdy realnej pracy. Przez całe swoje "zawodowe" ( "nie jest przypadkowy - bo cóż to za praca przygotować zmotywowane dziecko do matury. Wiem szanowne Koleżanki możecie mnie teraz zabić) grali w kosi łapci ze specyficznie wyselekcjonowanymi dzieciaczkami i są zdziwieni że realny świat zupełnie nie przypomina jedynego środowiska jakie znają. Specyfika polega na tym, że istotnym kryterium jest depresja.
Dla reszty ludzi są rozpoznawalni po pierwszym wypowiedzianym zdaniu, nawet bez tygodnika powszechnego i gazety wyborczej ostentacyjnie rozłożonej na kolanie. Od lat mam hipotezę że ogólniaki to miejsce do którego czerwona elita wysyłała swoje kobiety by żyły spokojnie bez kontaktu z hołotą i w większości przypadków znajduję potwierdzenie. Nie wiem tylko czy liczba tych ludzi jest wystarczająco dużo by tłumaczyć fenomen basowego poparcia w wiadomej partii politycznej.
Żeby nie było - te panie zwłaszcza w wieku okołoemerytalnym są odbierane przez ogół społeczeństwa jako kulturalne przemiłe i eleganckie osoby. Jedna z nich nie mogła zrozumieć dlaczego prezes Kaczyński, osoba bądź co bądź z cywilizowanego świata, nie cofnęła swojego poparcia dla kibola Nawrockiego.
To oczywiście tylko część prawdy. Nie można też zapominać że często pod płaszczykiem zewnętrznej ogłady i kultury kryją się spore pokłady pogardy i chamstwa i bardzo często daje się tych ludzi na takim chamstwie przyłapać. Zdecydowanej większości dotyczy to rząd swoich mężów i córek swoich ojców, z małym zastrzeżeniem że mechanizm kooptacji zwykle działa i oprócz wspomnianych reguł może też funkcjonować spora grupa wyjątków.
Pojawiła się próba rozwodnienia afery poprzez opowieści (morskie z natury) że problemem są zarobki lekarzy i powstanie ustawa wprowadzająca jawność. Ale przecież nie to jest sednem sprawy: widać obecnie, że trochę się zmaterializował układ o którym kiedyś Kaczor opowiadał lata temu. Zmaterializował się w szpitalu południowym. Niech ktoś kto zna się na Warszawie napisze, czy faktycznie jest on na południu? W strony świata chociaż trafili? Ode mnie jest ten szpital na północ. Przecież działała tam zorganizowana grupa pompująca owego Dawida Kacprzykai zapewniająca mu ochronę. Nie tylko przy wpisywaniu lewych godzin, ale przy działalności medycznej nieudolnej też. Zastanawia tu niespójność przekazu: z jednej strony opowiadają, że nie ma żadnej afery, z drugiej gościu oddaje pół bańki. Z trzeciej z kolei mecenas opowiada bajki. Z czwartej lecą wiceprezydentki, co jest typowym zrzucaniem z sań.
Najpierw idą głosy że formalnie nie było żadnego saloniku VIP, a potem wychodzi Tusk i mówi, że nie ma miejsca na takie saloniki. Działania w stylu »po pierwsze nie zdradziłem cię, a po drugie ona dla mnie nic nie znaczy« dowodzą głębokich deficytów intelektualnych funkcyjnych obecnego reżimu. Trzeba się bowiem na coś zdecydować. Albo ni ma afery, albo się oddaje kaskę. Bo zwrot kaski to przyznanie się, a nie zajęcie stanowiska. Muszę zatem pokazać kluczowe aspekty sprawy:
Jak wiadomo zdrowiem zarządza tzw. mafia ordynatorsko-profesorska i lekarze są sfeudalizowani i zhierarchizowani: obrywy mają ci ordynatorzy i profesorowie, którymi się zostaje po latach. Najpierw trzeba swoje odsłużyć zaczynając od wyrobnika stażysty, potem rezydent, specjalista i wyżej. Wchodzenie na wyższe szczeble trwa kilka lat wyrzeczeń i znoszenia fali. I tu weszła mafia kaowska, która osadziła swojego eksponenta. Przeskoczył on te wszystkie stopnie zyskując dostęp do obrywów na kwotę miliona sześćset w jednym szpitalu, a co w drugim? Ci z kolei poobsadzali stanowiska w radach nadzorczych, stanowiska dyrektorów i tym podobne. W ratuszu się usadowili. Te działania musiały doprowadzić do zjawisk typu szczanie na zwłoki i inne takie. Tusk w ten sposób wszedł na ścieżkę wojenną z tzw. środowiskiem lekarskim, co może go drogo kosztować.
Pamiętajcie przy tym, że ci ordynatorzy i profesorowe coś jednak umieją a ten odznaczył się totalnym wyjebongo na pacjenta.
Mamy natomiast mało konkretów dyżórów na SOR. Na oddziale wyglądają one jednak trochę inaczej: w dzień masz przyjmowanie pacjenta, obchód jeden drugi, to tamto, leczenie. Operacje planowe. Po podniu zostaje obsada dyżurująca i jak nie dzieje się nic nagłego to se siedzą i w nocy mogą nawet przekimać. Oczywiście zdarzają się wypadki, że ktoś umiera albo wzywa do siebie karetkę na oddział. Ale dzieję się tak gdyż przyciski alarmowe przy łóżku nie działają i akurat na sali nie ma pacjenta zdolnego dowlec się do dyżurki i wszcząć alarm. Jak się dowlecze to interweniują jakoś. Ale na SOR jest inaczej. Tu karetki przywożą, ludzie przychodzą cały czas. Ma ktoś wiedzę jak wygląda dużur na SOR i czy nie da się tam przekimać? Nie wiemy nawet ile trwają te dyżury? Czy 12 godzin, czy 24? Jeśli 24 to 10 dyżurów w miesiącu daje 240 godzin i to jest dyżur co 3 dni przeciętnie. Do tego mamy jednak inne obowiązki które zabierają czas. Więc teoretycznie to mamy 30 dni pracy w miesiącu, jak nie to to sio. W wieku 29 lat przez rok można to wytrzymać jeszcze. Ale tu brakuje nam konkretów. Nie wiemy też do końca ile tych dyżurów nachodzi na siebie i na inne aktywności, jak rada dzielnicy i działalność lekarska.
Brakuje obsady tych dyżurów bo skoro za godzinę dostajesz 300zł to za dyżur 24-godzinny masz 7200zł. Weźmiesz 2 takie dyżury i masz 14400 extra kasy poza pensją za etat. I to wystarcza i nie chcą brać więcej i nie ma kto robić.
Co z tym zrobić? Jakby stawka za godzinę wynosiła 100zł to za dyżur by brali 2400 – też godnie. Wspomniana mafia ordynatorsko-profesorska blokuje jednak specjalizację i inne rzeczy, przez co odpowiednich lekarzy jest za mało. Przy czym szkolenie nowych lekarzy jest z tego co widzę tańsze niż płacenie starym. System jest taki, że lekarzy jest za mało, przeto mogą windować stawki, szpitale muszą bić się o nich itp. Ale jakby część kasy z wypłat przekierować na nowych to za jakiś czas by się poprawiło. Jest to oczywiście postulat nierealny z przyczyn takich że są uwarunkowania. W zasadzie to o tym chciałem napisać oraz o mediach: że nie przekazują konkretów. Reszta to wstęp.
@robert.gorgon powiedział(a):
Nauczyciele liceum to przykład najbardziej odrealnione części społeczeństwa. Szczególnie dotyczy to nauczycielek. Ludzie którzy nie mieli nigdy kontaktu z reprezentatywną dla społeczeństwa młodzieżą a uważają się za specjalistów od wychowania młodzieży. Nie mieli kontaktu z prawdziwymi ludźmi. Nie wykonywali nigdy realnej pracy. Przez całe swoje "zawodowe" ( "nie jest przypadkowy - bo cóż to za praca przygotować zmotywowane dziecko do matury. Wiem szanowne Koleżanki możecie mnie teraz zabić) grali w kosi łapci ze specyficznie wyselekcjonowanymi dzieciaczkami i są zdziwieni że realny świat zupełnie nie przypomina jedynego środowiska jakie znają. Specyfika polega na tym, że istotnym kryterium jest depresja.
Bardzo wyidealizowany obraz dzisiejszej młodzieży licealnej.
@robert.gorgon powiedział(a):
Nauczyciele liceum to przykład najbardziej odrealnione części społeczeństwa. Szczególnie dotyczy to nauczycielek. Ludzie którzy nie mieli nigdy kontaktu z reprezentatywną dla społeczeństwa młodzieżą a uważają się za specjalistów od wychowania młodzieży. Nie mieli kontaktu z prawdziwymi ludźmi. Nie wykonywali nigdy realnej pracy. Przez całe swoje "zawodowe" ( "nie jest przypadkowy - bo cóż to za praca przygotować zmotywowane dziecko do matury. Wiem szanowne Koleżanki możecie mnie teraz zabić) grali w kosi łapci ze specyficznie wyselekcjonowanymi dzieciaczkami i są zdziwieni że realny świat zupełnie nie przypomina jedynego środowiska jakie znają. Specyfika polega na tym, że istotnym kryterium jest depresja.
Dla reszty ludzi są rozpoznawalni po pierwszym wypowiedzianym zdaniu, nawet bez tygodnika powszechnego i gazety wyborczej ostentacyjnie rozłożonej na kolanie. Od lat mam hipotezę że ogólniaki to miejsce do którego czerwona elita wysyłała swoje kobiety by żyły spokojnie bez kontaktu z hołotą i w większości przypadków znajduję potwierdzenie. Nie wiem tylko czy liczba tych ludzi jest wystarczająco dużo by tłumaczyć fenomen basowego poparcia w wiadomej partii politycznej.
Żeby nie było - te panie zwłaszcza w wieku okołoemerytalnym są odbierane przez ogół społeczeństwa jako kulturalne przemiłe i eleganckie osoby. Jedna z nich nie mogła zrozumieć dlaczego prezes Kaczyński, osoba bądź co bądź z cywilizowanego świata, nie cofnęła swojego poparcia dla kibola Nawrockiego.
To oczywiście tylko część prawdy. Nie można też zapominać że często pod płaszczykiem zewnętrznej ogłady i kultury kryją się spore pokłady pogardy i chamstwa i bardzo często daje się tych ludzi na takim chamstwie przyłapać. Zdecydowanej większości dotyczy to rząd swoich mężów i córek swoich ojców, z małym zastrzeżeniem że mechanizm kooptacji zwykle działa i oprócz wspomnianych reguł może też funkcjonować spora grupa wyjątków.
Podręcznikowy przykład generalizowania (w tym przypadku grupy zawodowej) i wrzucania do jednego worka. Etykietowania i żeby nie powiedzieć stygmatyzowania nauczycieli (tym razem padło na podgrupę nauczycieli liceum). Tak się składa, że ja również kończyłem LO na początku transformacji ustrojowej i przyszło mi zmierzyć się z realiami tego typu szkoły w burzliwych czasach przełomu lat 80 i 90. Nauczyciele byli różni, od zadeklarowanych czerwońców, do profesora historii Kazimierza, który mi i kilku zainteresowanym przedmiotem kolegom podrzucał na przerwach literaturę uzupełniającą, często bezdebitową, w tym na temat Katynia (jednak najbardziej wpłynęła wtedy na mnie cegła p.t. "Historia Komuny Paryskiej" Lissagaraya, które to tomiszcze łyknąłem z wypiekami na licach podczas wakacji po 3 klasie, jako zbuntowany wówczas miłośnik punk rocka i początkujący fascynat anarchizmu). Dyrektorem przez pierwsze lata był wspaniały matematyk i późniejszy mój wychowawca śp. Profesor Tadeusz, człowiek klasa, taki przedwojennego sznytu profesor, który codziennie do szkoły przychodził w garniturze i pod krawatem, nawet w upalne dni! A w połowie mojej edukacji w LO dyrektorem został świetny fizyk profesor Janusz, który w czasach karnawału "Solidarności" był czołowych aktywistą związkowym na odcinku nauczycielskim. Starsi koledzy i koleżanki go uwielbiali, bo jego drugą pasją po fizyce było żeglarstwo i każdego roku zabierał ze sobą na żagle na wakacje na Mazury grupę uczniów. W późniejszych latach, kiedy już poszedłem na studia, a później sam zacząłem rzeźbić w tym guanie zwanym oświatą z tłuczniami fluktuacja kadry w ciele gogicznym w tymże LO cały czas następowała. Starsi przechodzili na zasłużone emerytury po wieloletniej udręce z tłuczniami, a w ich miejsce przychodzili młodzi, z różnych rodzin i różnych afiliacji politycznych i ideowych, najczęściej z zapałem i marzeniami zmieniania świata (szybko przez rzeczywistość szkolną korygowanymi). Przez 8 lat przyszło i mi dorabiać w moim LO i wydać kilkudziesięciu maturzystów z historii (pozdrawiam Małgosię, która była uczennicą celującą i która po zdaniu z bardzo wysokim wynikiem rozszerzonej z historii matury dostała się na studia prawnicze na UWr, a dzisiaj jest radcą prawnym w jednej z wrocławskich kancelarii)
@robert.gorgon powiedział(a):
Nauczyciele liceum to przykład najbardziej odrealnione części społeczeństwa. Szczególnie dotyczy to nauczycielek. Ludzie którzy nie mieli nigdy kontaktu z reprezentatywną dla społeczeństwa młodzieżą a uważają się za specjalistów od wychowania młodzieży. Nie mieli kontaktu z prawdziwymi ludźmi. Nie wykonywali nigdy realnej pracy. Przez całe swoje "zawodowe" ( "nie jest przypadkowy - bo cóż to za praca przygotować zmotywowane dziecko do matury. Wiem szanowne Koleżanki możecie mnie teraz zabić) grali w kosi łapci ze specyficznie wyselekcjonowanymi dzieciaczkami i są zdziwieni że realny świat zupełnie nie przypomina jedynego środowiska jakie znają. Specyfika polega na tym, że istotnym kryterium jest depresja.
Bardzo wyidealizowany obraz dzisiejszej młodzieży licealnej.
Przyjmijmy na moment założenie że większość ludzi jest zdrowa psychicznie. Doszliśmy już do momentu w którym to założenie należy artykułować bo może być kwestionowane. No więc przyjmijmy na moment takie założenie. Wśród młodzieży część jest zdrowa a część z zaburzeniami. Jeśli przyjrzymy się tej części która wykazuje zaburzenia to w przypadku uczniów w liceum dominującym okaże się najprawdopodobniej depresja. Inaczej będzie w przypadku uczniów pozostałych szkół ponadpodstawowych. Tam spodziewałbym się całego spektrum chorób psychicznych od ADHD po różnego rodzaju socjopatię i zaburzenia zachowania. Uczniowie depresyjni także tam trafiają jako potencjalny i rzeczywiste ofiary rówieśników. Dlatego mądrzy rodzice wysyłają je najczęściej do liceum, co ostatecznie betonuje istniejący stan rzeczy. Zaświadczam jako wieloletni nauczyciel liceum technikum i zawodówki. A teraz koleżanka może mnie zabić.
Smoku, wymieszałeś bardzo dużo, więc odrobinę kolejowo:
1. Szpital Południowy jest na południu Warszawy w ujęciu geograficznego środka, więc nazwa oddaje lokalizację.
2. Oddanie kasy jest manewrem procesowym, nie ma szkody, nie ma poszkodowanego więc nie ma przestępstwa. Z punktu widzenia Dawidka, to przy takim mecenasie, bardzo obiecująca strategia, a że donosi na nadzorujących działanie? no donosi ale skala zagrożenia karami jest kompletnie różna.
3. Zwolnienia urzędników to klasyczne zarządzanie kryzysem, czyli natychmiast tniemy powyżej tego co już wypłynęło aby ochronić realnych mocodawców. Analogia to jak gasisz las robisz wycinki i podpalenia aby zablokować rozprzestrzenianie.
4. Brak spójności w narracjach pokazuje, że wewnątrz Kało trwa mordercza walka aby coś na tym ugrać. To miłe, bo będą na siebie donosić, więc wypłynie więcej faktów.
5. Uwaga o potencjalnej wojnie mafii (Kało vs profesorsko-ordynatorska) jest bardzo cenna, bo bezczelność młodego komisarza partyjnego chyba to spowodowała. W mojej ocenie kasa to wątek poboczny, brak szacunku dla 'szarży profesorsko-ordynatorskiej' mogła to realna przyczyna eskalacji. Opis sytuacji, gdzie mafia polityczna obsadza rady nadzorcze, ale zasobem 'leczenie w szpitalu' zarządza mafia lekarska jest pewnym uproszczeniem natomiast jest ciekawym tropem w tej sytuacji. Taki trop mi się pojawił ze starości 'Właściciele PRL'
6. Dyżury na SOR, to bardzo duży temat z uwagi na rodzaj szpitala, strefy na SOR, obłożenia chorymi i obsadą. To temat na spory artykuł.
Teraz dwa dodatkowe wątki:
dramatyczny skandal w prosektorium, gdzie mamy ponowną prywatyzację prosektorium, co po aferze 'Łowców Skór' zostało ograniczone (była presja ale bez chamówy), bezczeszczenie zwłok, działania służące do wymuszania 'niekorzystnego rozporządzenia mieniem', z publikacją zdjęć w Internecie, co jest przestępstwem!! W tym jest subskandal ze skręceniem tego przez prokuraturę, bo zdjęcia usunięto.
sprawa błędów przy procedurach In Vitro , co skutkuje podmianą podanego mrozaczka. Za to też jest prokurator!!!
Im głębiej tym mroczniej.
Dawid Kacprzyk to rodzaj współczesnego politruka jako podsumowanie analogią.
Ten aspekt sprawy nie był poruszany. Kało znakomicie wpisuje się w polski krajobraz społeczny ale tutaj przegięli: szef młodzieżówki Kało pozwalał sobie na pomiatamie ordynatorami. Takich rzeczy się nie wybacza.
@robert.gorgon powiedział(a):
Bo młodych trzeba gnoić a nie dawać ponad półtorej bańki na początek, inaczej gówniarze wejdą na głowę.
Politruk skakał po pagonach szarżom nie z racji wieku, a z racji afiliacji.
Obstawiam, że gdyby Dawidek grzecznie się pytał o pozwolenia na takie działania, to by się nic nie wydało z tych pokoików VIP, szybkich ścieżek itp.
Osobny wątek to nieudolność w leczeniu pacjentów, to jest bardziej skomplikowane.
Już pisałem setki razy że każdy oddział to udzielne księstwo z wszechwładzą kierownika/ordynatora i realiami feudalno-pańszczyźnianymi.
Rewolta Dawidka była z góry skazana na porażkę. Hulał do czasu - nawet jeśli miał misję (załóżmy że był komandosem-próbnikiem młodych - w to się wpisuje też bunt młodych lekarzy z czasów pandemii) i był pod parasolem ochronnym władz to stara gwardia prof/ordynatorska od mogła sobie pozwolić na buntownika na swoim terenie.
Tutaj idealnie też pasuje wypowiedź jedynego z lekarzy (gdzie to było? W Kanale Zero?) że z "lekarzami nikt jeszcze nie wygrał".
Może to nie jest tylko bezczelny i gówniarski skok na kasę ale wierzchołek większej sprawy?
@marniok powiedział(a):
Już pisałem setki razy że każdy oddział to udzielne księstwo z wszechwładzą kierownika/ordynatora i realiami feudalno-pańszczyźnianymi.
Rewolta Dawidka była z góry skazana na porażkę. Hulał do czasu - nawet jeśli miał misję (załóżmy że był komandosem-próbnikiem młodych - w to się wpisuje też bunt młodych lekarzy z czasów pandemii) i był pod parasolem ochronnym władz to stara gwardia prof/ordynatorska od mogła sobie pozwolić na buntownika na swoim terenie.
Tutaj idealnie też pasuje wypowiedź jedynego z lekarzy (gdzie to było? W Kanale Zero?) że z "lekarzami nikt jeszcze nie wygrał".
Może to nie jest tylko bezczelny i gówniarski skok na kasę ale wierzchołek większej sprawy?
O wygrywaniu z lekarzami napisał na Ćwierkaczu obecny szef NIL
Dawidek nie robił rewolty tylko usiłował przenegocjować warunki zarządzania dobrem rzadkim, coś jak prawo do sprzedawania narkotyków na danym obszarze, gdzie mafie się tym dzielą.
Dawidek nie reprezentował 'młodych' tylko 'partyjnych' (opis jak przyszedł z 40 CV aby ratować SOR w innym szpitalu) to raczej rodzaj pokolenia 'marcowych docentów' (może i nie ma publikacji ale wydał wielu kolegów!) .
@robert.gorgon powiedział(a):
Bo młodych trzeba gnoić a nie dawać ponad półtorej bańki na początek, inaczej gówniarze wejdą na głowę.
Politruk skakał po pagonach szarżom nie z racji wieku, a z racji afiliacji.
Ale wśród politruków też jest konflikt pokoleń. Do tej pory rozbijanie się tanamera nie było miłe widziane, raczej panowal pogląd, że "dziecku trzeba stworzyć sztuczną biedę". Dokładny cytat pochodzenia kałowego.
@robert.gorgon powiedział(a):
Bo młodych trzeba gnoić a nie dawać ponad półtorej bańki na początek, inaczej gówniarze wejdą na głowę.
Tutaj zgodzę się z Kolegą podwójnie. Tak, gówniaki po gimbazie trzeba gnoić podwójnie. Raz, bo są gówniakami, a dwa, bo są gimbazie, a tam nie dało rady już ich odpowiednio naprostować z racji systemowych (odebrano uczycielom jakiekolwiek narzędzia temu służące w wyniku kolejnych deform oświatowych reformatołków od 1998r. począwszy i utworzenia gimbazy za ministra Handke, po ministrzycę Kluzikową za nie-rządu Tuskowego)
@marniok powiedział(a):
Już pisałem setki razy że każdy oddział to udzielne księstwo z wszechwładzą kierownika/ordynatora i realiami feudalno-pańszczyźnianymi.
Rewolta Dawidka była z góry skazana na porażkę. Hulał do czasu - nawet jeśli miał misję (załóżmy że był komandosem-próbnikiem młodych - w to się wpisuje też bunt młodych lekarzy z czasów pandemii) i był pod parasolem ochronnym władz to stara gwardia prof/ordynatorska od mogła sobie pozwolić na buntownika na swoim terenie.
Tutaj idealnie też pasuje wypowiedź jedynego z lekarzy (gdzie to było? W Kanale Zero?) że z "lekarzami nikt jeszcze nie wygrał".
Może to nie jest tylko bezczelny i gówniarski skok na kasę ale wierzchołek większej sprawy?
a ja powtórzę również po raz enty, wszystkich łapiduchów i konowałów (nie mylić z prawdziwymi lekarzami z poczuciem misji i służebności względem narodu!) należało brać w kamasze. Miał rację śp. Ludwik Dorn. Należało, kiedy był na to czas. Teraz to już musztarda po obiedzie
@marniok powiedział(a):
Już pisałem setki razy że każdy oddział to udzielne księstwo z wszechwładzą kierownika/ordynatora i realiami feudalno-pańszczyźnianymi.
Rewolta Dawidka była z góry skazana na porażkę. Hulał do czasu - nawet jeśli miał misję (załóżmy że był komandosem-próbnikiem młodych - w to się wpisuje też bunt młodych lekarzy z czasów pandemii) i był pod parasolem ochronnym władz to stara gwardia prof/ordynatorska od mogła sobie pozwolić na buntownika na swoim terenie.
Tutaj idealnie też pasuje wypowiedź jedynego z lekarzy (gdzie to było? W Kanale Zero?) że z "lekarzami nikt jeszcze nie wygrał".
Może to nie jest tylko bezczelny i gówniarski skok na kasę ale wierzchołek większej sprawy?
O wygrywaniu z lekarzami napisał na Ćwierkaczu obecny szef NIL
Dawidek nie robił rewolty tylko usiłował przenegocjować warunki zarządzania dobrem rzadkim, coś jak prawo do sprzedawania narkotyków na danym obszarze, gdzie mafie się tym dzielą.
Dawidek nie reprezentował 'młodych' tylko 'partyjnych' (opis jak przyszedł z 40 CV aby ratować SOR w innym szpitalu) to raczej rodzaj pokolenia 'marcowych docentów' (może i nie ma publikacji ale wydał wielu kolegów!) .
Ad. 2 i 3
Dlatego postrzegam akcje dr Emila (stąd moje zastrzeżenia wobec jego wyborów polityczno-społecznych) jako kontrakcję wobec pokolenia Dawidka - "starzy" chronią swój rewir i zakres działalności
ciekawe, że nie ma, poza państwem, żadnych organizacji pacjentów. Np dokumentacja - zawsze jest sporządzana w jednym egzemplarzu, a przecież są to papiery ważne dla pacjenta i powinny być mu znane. Teoretycznie można wystąpić o odpis dokumentacji, ale czemuś nie jest to standardem.
Wiecie czemu tego szpitala nie widać w sondażach? Bo wiedza o tym, co dzieje się w służbie zdrowia jest powszechna. Ludzie wiedzą o szybkich ścieżkach, o nierównym dostępie do leczenia, o fałszowaniu dokumentacji, o interesikach kręconych w szpitalach obok normalnej pracy (również przez pielęgniarki). Wiedzą, że system trzyma się na poczuciu przyzwoitości i zacności większości osób tam zatrudnionych i nie mają wyboru - mają tylko nadzieję, że jakąś pomoc otrzymają. I właśnie tajemnicą systemu jest to, że jakąś tam pomoc uzyskują. Ale ludzie z przełożeniem na służbę zdrowia (pieniądze, władza, rodzina) uzyskują pomoc bardziej.
@marniok powiedział(a):
Już pisałem setki razy że każdy oddział to udzielne księstwo z wszechwładzą kierownika/ordynatora i realiami feudalno-pańszczyźnianymi.
Rewolta Dawidka była z góry skazana na porażkę. Hulał do czasu - nawet jeśli miał misję (załóżmy że był komandosem-próbnikiem młodych - w to się wpisuje też bunt młodych lekarzy z czasów pandemii) i był pod parasolem ochronnym władz to stara gwardia prof/ordynatorska od mogła sobie pozwolić na buntownika na swoim terenie.
Tutaj idealnie też pasuje wypowiedź jedynego z lekarzy (gdzie to było? W Kanale Zero?) że z "lekarzami nikt jeszcze nie wygrał".
Może to nie jest tylko bezczelny i gówniarski skok na kasę ale wierzchołek większej sprawy?
O wygrywaniu z lekarzami napisał na Ćwierkaczu obecny szef NIL
Dawidek nie robił rewolty tylko usiłował przenegocjować warunki zarządzania dobrem rzadkim, coś jak prawo do sprzedawania narkotyków na danym obszarze, gdzie mafie się tym dzielą.
Dawidek nie reprezentował 'młodych' tylko 'partyjnych' (opis jak przyszedł z 40 CV aby ratować SOR w innym szpitalu) to raczej rodzaj pokolenia 'marcowych docentów' (może i nie ma publikacji ale wydał wielu kolegów!) .
Ad. 2 i 3
Dlatego postrzegam akcje dr Emila (stąd moje zastrzeżenia wobec jego wyborów polityczno-społecznych) jako kontrakcję wobec pokolenia Dawidka - "starzy" chronią swój rewir i zakres działalności
Ja to interpretuję, że mafia profesorsko-ordynatorska broni się przed mafią politycznego chowu, wiek się na to nakłada, ale jako dodatek.
Kolejne informacje, to pezelowcy robią takie wałki ale mniej nachalnie choć bardziej bezwzględnie golą, do zatopienia szpitala włącznie.
Jak to rzekł Churchill: Gdyby Hitler najechał piekło, Izba usłyszałaby ode mnie przynajmniej kilka ciepłych słów na temat szatana. Mafia profesorsko-ordynatorska jest paskudna ale Kało jest złem absolutnym.
Nauczyciel pracuje cały rok na to, co niektórzy lekarze zarabiają w miesiąc. To trzeba nazwać po imieniu: to jest patologia systemu.
Nie chodzi o nastawianie jednej grupy zawodowej przeciwko drugiej. Lekarze wykonują niezwykle odpowiedzialną pracę i mają pełne prawo do godnych wynagrodzeń. Ale nauczyciele również wykonują ciężką, odpowiedzialną i obciążającą psychicznie pracę — pracę, bez której państwo nie ma przyszłości.
Nie może być tak, że przez lata państwo polskie doprowadziło do sytuacji, w której powstały tak ogromne dysproporcje w zarobkach między zawodami finansowanymi ze środków publicznych.
Od lat państwo wysyła nauczycielom brutalny komunikat: wasza praca jest ważna i potrzebna, ale na realne podwyżki musicie jeszcze poczekać, bo sytuacja budżetowa jest trudna. Od kiedy to słyszymy? Słyszeliśmy to za poprzednich rządów, słyszymy to także dziś. Zmieniają się ministrowie, zmieniają się polityczne deklaracje, ale jedno pozostaje niezmienne — nauczyciele wciąż mają czekać.
Tymczasem wielu nauczycieli zarabia dziś niewiele ponad płacę minimalną. Początkujący nauczyciel w szkole publicznej może otrzymywać około 4000 zł „na rękę”. W dużym mieście to kwota, która nie daje stabilności i nie pozwala spokojnie planować życia. To nie jest wynagrodzenie adekwatne do odpowiedzialności, kompetencji i wykształcenia. To jest po prostu systemowe upokorzenie zawodu nauczyciela.
W ochronie zdrowia od 1 lipca minimalne wynagrodzenia wzrosły o 8,82 proc. W oświacie rząd proponuje na przyszły rok zaledwie 3 proc. podwyżki. Trudno o bardziej czytelny obraz priorytetów państwa. Jednym system realnie podnosi wynagrodzenia, drugim proponuje ochłap i oczekuje wdzięczności.
Polska szkoła nie potrzebuje kolejnych pustych deklaracji o prestiżu zawodu nauczyciela. Potrzebuje pieniędzy. Realnych podwyżek, a nie jałmużny. Potrzebuje systemowego powiązania płac nauczycieli z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce. Potrzebuje decyzji, które zatrzymają ludzi w zawodzie i przywrócą szkole elementarną stabilność.
To jest obraz państwa, które przez lata pięknie mówiło o edukacji, ale realnie ją zaniedbywało. Państwa, które wymaga od nauczycieli coraz więcej, ich kosztem wprowadza i realizuje kolejne reformy, a płaci im coraz mniej w stosunku do odpowiedzialności, jaką na nich nakłada.
Źródło: Portal Samorządowy, Katarzyna Florencka, „Nauczyciel w rok zarobi tyle, ile lekarz w miesiąc. «Patologia systemu»”, 1 lipca 2026 r.
@Wielen powiedział(a):
On jest jak Lenin, wiecznie żywy
Ponoć po 30 latach pracy na rzecz utrwalania dobrostanu i przywilejów ZNPowskich aktywiszcze ma się w tym roku tajsz Bronia Ż. udać na emeryturę. Sowitą emeryturę dodajmy.
Ps. Ups! Jednak po zakończeniu kadencji na stolcu ZNPowskim, a więc dopiero w 2029r. 🙈
@Wielen powiedział(a):
On jest jak Lenin, wiecznie żywy
Ponoć po 30 latach pracy na rzecz utrwalania dobrostanu i przywilejów ZNPowskich aktywiszcze ma się w tym roku tajsz Bronia Ż. udać na emeryturę. Sowitą emeryturę dodajmy.
Ps. Ups! Jednak po zakończeniu kadencji na stolcu ZNPowskim, a więc dopiero w 2029r. 🙈
Bronia będzie na służbie Starszych Partnerów nawet po śmierci, jak Holland Manners w serialu "Angel".
@robert.gorgon powiedział(a):
Nauczyciele liceum to przykład najbardziej odrealnione części społeczeństwa. Szczególnie dotyczy to nauczycielek. Ludzie którzy nie mieli nigdy kontaktu z reprezentatywną dla społeczeństwa młodzieżą a uważają się za specjalistów od wychowania młodzieży. Nie mieli kontaktu z prawdziwymi ludźmi. Nie wykonywali nigdy realnej pracy. Przez całe swoje "zawodowe" ( "nie jest przypadkowy - bo cóż to za praca przygotować zmotywowane dziecko do matury. Wiem szanowne Koleżanki możecie mnie teraz zabić) grali w kosi łapci ze specyficznie wyselekcjonowanymi dzieciaczkami i są zdziwieni że realny świat zupełnie nie przypomina jedynego środowiska jakie znają. Specyfika polega na tym, że istotnym kryterium jest depresja.
Dla reszty ludzi są rozpoznawalni po pierwszym wypowiedzianym zdaniu, nawet bez tygodnika powszechnego i gazety wyborczej ostentacyjnie rozłożonej na kolanie. Od lat mam hipotezę że ogólniaki to miejsce do którego czerwona elita wysyłała swoje kobiety by żyły spokojnie bez kontaktu z hołotą i w większości przypadków znajduję potwierdzenie. Nie wiem tylko czy liczba tych ludzi jest wystarczająco dużo by tłumaczyć fenomen basowego poparcia w wiadomej partii politycznej.
Żeby nie było - te panie zwłaszcza w wieku okołoemerytalnym są odbierane przez ogół społeczeństwa jako kulturalne przemiłe i eleganckie osoby. Jedna z nich nie mogła zrozumieć dlaczego prezes Kaczyński, osoba bądź co bądź z cywilizowanego świata, nie cofnęła swojego poparcia dla kibola Nawrockiego.
To oczywiście tylko część prawdy. Nie można też zapominać że często pod płaszczykiem zewnętrznej ogłady i kultury kryją się spore pokłady pogardy i chamstwa i bardzo często daje się tych ludzi na takim chamstwie przyłapać. Zdecydowanej większości dotyczy to rząd swoich mężów i córek swoich ojców, z małym zastrzeżeniem że mechanizm kooptacji zwykle działa i oprócz wspomnianych reguł może też funkcjonować spora grupa wyjątków.
Kuriozalny wywód. Nie będę się nawet znęcał nad zanegowaniem prawdziwości człowieczeństwa licealistów w pogrubionym zdaniu.
Otóż "teoria" szwankuje w dwóch podstawowych miejscach. Pierwszym jakoby do liceów trafiała "specyficznie wyselekcjonowana", "zmotywowana" młodzież. Lol.
Tak może było w II RP albo w głębokim PRL. Od bardzo dawna do liceum szedł prawie każdy, zwłaszcza od kiedy rząd Buzka pozamykał szkoły zawodowe. Równocześnie niż demograficzny obniżał wymogi przyjęcia, bo szkoły utrzymywały, w trosce o miejsca pracy, a nie poziom, liczbę przyjętych mimo zmniejszającej się liczby chętnych. Taki obraz licealistów może mieć chyba ktoś, kto próg liceum przekroczył ostatni raz może pół wieku temu.
Po drugie, nawet gdyby licealiści to była jakaś selektywna grupa... to przecież wiele grup zawodowych, zdecydowana większość nie ma zawodowego kontaktu z reprezentatywną dla całego społeczeństwa grupą ludzi. Cały "back office" ma kontakt zawodowy tylko z sobą i kierownictwem. Z kolei wiele osób ma kontakt z ludźmi bardzo powierzchowny. Pani na kasie pewnie ma bardziej reprezentatywny przegląd populacji, ale rozmowy sprowadzają się do dzień dobry - dziękuję - źle nabita papryka itd.
Dalej mamy branże, które pracują tylko dla określonej innej branży albo wręcz tylko dla bogatych, jak salony droższych marek aut.
To czemu tylko nauczyciele z liceum mają być z tego powodu tacy odrealnieni? No i czemu baby bardziej niż chłopy?
Czy mam dobre zdanie o nauczycielach, w tym licealnych? Nie, ale to nie powód żeby łykać takie coś.
Dawidek to wypadek przy pracy i właśnie trwa sprzątanie aby tego uniknąć w przyszłości, na prowincji działa się dyskretniej ale Warszawa z racji skali 'VIPów' wymagała pewnych procedur do obsługi takiej ilości. Zastanawiają się jedynie po co, pomimo szpitala na Wołoskiej i na Szaserów zrobiono jeszcze Szpital Południowy.
Nawet przedstawiciele 'Warszawki' są zszokowani wyczynami tego typa z prosektorium i zwracają uwagę, że ten wątek jest bardzo sprawnie wyciszany.
Luki w grafikach na SOR mieli wypełniać lekarze, którzy w tym samym czasie dyżurowali na innym oddziale. Medycy zarzucają szpitalowi w Toruniu "patologię" i mówią o zagrożeniu dla pacjentów. Ci, którzy zgłaszali nieprawidłowości, mieli być karani i zastraszani. Dyrekcja twierdzi, że wszystko działa, jak należy.
Źródło.
Ten proceder (jeden lekarz kilka jednoczesnych dyżurów) miał zostać usunięty jako źródło patologii ale widać wraca. Ciekawe123 co jest przyczyną, że to wypływa?
Komentarz
Nauczyciele liceum to przykład najbardziej odrealnione części społeczeństwa. Szczególnie dotyczy to nauczycielek. Ludzie którzy nie mieli nigdy kontaktu z reprezentatywną dla społeczeństwa młodzieżą a uważają się za specjalistów od wychowania młodzieży. Nie mieli kontaktu z prawdziwymi ludźmi. Nie wykonywali nigdy realnej pracy. Przez całe swoje "zawodowe" ( "nie jest przypadkowy - bo cóż to za praca przygotować zmotywowane dziecko do matury. Wiem szanowne Koleżanki możecie mnie teraz zabić) grali w kosi łapci ze specyficznie wyselekcjonowanymi dzieciaczkami i są zdziwieni że realny świat zupełnie nie przypomina jedynego środowiska jakie znają. Specyfika polega na tym, że istotnym kryterium jest depresja.
Dla reszty ludzi są rozpoznawalni po pierwszym wypowiedzianym zdaniu, nawet bez tygodnika powszechnego i gazety wyborczej ostentacyjnie rozłożonej na kolanie. Od lat mam hipotezę że ogólniaki to miejsce do którego czerwona elita wysyłała swoje kobiety by żyły spokojnie bez kontaktu z hołotą i w większości przypadków znajduję potwierdzenie. Nie wiem tylko czy liczba tych ludzi jest wystarczająco dużo by tłumaczyć fenomen basowego poparcia w wiadomej partii politycznej.
Żeby nie było - te panie zwłaszcza w wieku okołoemerytalnym są odbierane przez ogół społeczeństwa jako kulturalne przemiłe i eleganckie osoby. Jedna z nich nie mogła zrozumieć dlaczego prezes Kaczyński, osoba bądź co bądź z cywilizowanego świata, nie cofnęła swojego poparcia dla kibola Nawrockiego.
To oczywiście tylko część prawdy. Nie można też zapominać że często pod płaszczykiem zewnętrznej ogłady i kultury kryją się spore pokłady pogardy i chamstwa i bardzo często daje się tych ludzi na takim chamstwie przyłapać. Zdecydowanej większości dotyczy to rząd swoich mężów i córek swoich ojców, z małym zastrzeżeniem że mechanizm kooptacji zwykle działa i oprócz wspomnianych reguł może też funkcjonować spora grupa wyjątków.
Pojawiła się próba rozwodnienia afery poprzez opowieści (morskie z natury) że problemem są zarobki lekarzy i powstanie ustawa wprowadzająca jawność. Ale przecież nie to jest sednem sprawy: widać obecnie, że trochę się zmaterializował układ o którym kiedyś Kaczor opowiadał lata temu. Zmaterializował się w szpitalu południowym. Niech ktoś kto zna się na Warszawie napisze, czy faktycznie jest on na południu? W strony świata chociaż trafili? Ode mnie jest ten szpital na północ. Przecież działała tam zorganizowana grupa pompująca owego Dawida Kacprzykai zapewniająca mu ochronę. Nie tylko przy wpisywaniu lewych godzin, ale przy działalności medycznej nieudolnej też. Zastanawia tu niespójność przekazu: z jednej strony opowiadają, że nie ma żadnej afery, z drugiej gościu oddaje pół bańki. Z trzeciej z kolei mecenas opowiada bajki. Z czwartej lecą wiceprezydentki, co jest typowym zrzucaniem z sań.
Najpierw idą głosy że formalnie nie było żadnego saloniku VIP, a potem wychodzi Tusk i mówi, że nie ma miejsca na takie saloniki. Działania w stylu »po pierwsze nie zdradziłem cię, a po drugie ona dla mnie nic nie znaczy« dowodzą głębokich deficytów intelektualnych funkcyjnych obecnego reżimu. Trzeba się bowiem na coś zdecydować. Albo ni ma afery, albo się oddaje kaskę. Bo zwrot kaski to przyznanie się, a nie zajęcie stanowiska. Muszę zatem pokazać kluczowe aspekty sprawy:
Jak wiadomo zdrowiem zarządza tzw. mafia ordynatorsko-profesorska i lekarze są sfeudalizowani i zhierarchizowani: obrywy mają ci ordynatorzy i profesorowie, którymi się zostaje po latach. Najpierw trzeba swoje odsłużyć zaczynając od wyrobnika stażysty, potem rezydent, specjalista i wyżej. Wchodzenie na wyższe szczeble trwa kilka lat wyrzeczeń i znoszenia fali. I tu weszła mafia kaowska, która osadziła swojego eksponenta. Przeskoczył on te wszystkie stopnie zyskując dostęp do obrywów na kwotę miliona sześćset w jednym szpitalu, a co w drugim? Ci z kolei poobsadzali stanowiska w radach nadzorczych, stanowiska dyrektorów i tym podobne. W ratuszu się usadowili. Te działania musiały doprowadzić do zjawisk typu szczanie na zwłoki i inne takie. Tusk w ten sposób wszedł na ścieżkę wojenną z tzw. środowiskiem lekarskim, co może go drogo kosztować.
Pamiętajcie przy tym, że ci ordynatorzy i profesorowe coś jednak umieją a ten odznaczył się totalnym wyjebongo na pacjenta.
Mamy natomiast mało konkretów dyżórów na SOR. Na oddziale wyglądają one jednak trochę inaczej: w dzień masz przyjmowanie pacjenta, obchód jeden drugi, to tamto, leczenie. Operacje planowe. Po podniu zostaje obsada dyżurująca i jak nie dzieje się nic nagłego to se siedzą i w nocy mogą nawet przekimać. Oczywiście zdarzają się wypadki, że ktoś umiera albo wzywa do siebie karetkę na oddział. Ale dzieję się tak gdyż przyciski alarmowe przy łóżku nie działają i akurat na sali nie ma pacjenta zdolnego dowlec się do dyżurki i wszcząć alarm. Jak się dowlecze to interweniują jakoś. Ale na SOR jest inaczej. Tu karetki przywożą, ludzie przychodzą cały czas. Ma ktoś wiedzę jak wygląda dużur na SOR i czy nie da się tam przekimać? Nie wiemy nawet ile trwają te dyżury? Czy 12 godzin, czy 24? Jeśli 24 to 10 dyżurów w miesiącu daje 240 godzin i to jest dyżur co 3 dni przeciętnie. Do tego mamy jednak inne obowiązki które zabierają czas. Więc teoretycznie to mamy 30 dni pracy w miesiącu, jak nie to to sio. W wieku 29 lat przez rok można to wytrzymać jeszcze. Ale tu brakuje nam konkretów. Nie wiemy też do końca ile tych dyżurów nachodzi na siebie i na inne aktywności, jak rada dzielnicy i działalność lekarska.
Brakuje obsady tych dyżurów bo skoro za godzinę dostajesz 300zł to za dyżur 24-godzinny masz 7200zł. Weźmiesz 2 takie dyżury i masz 14400 extra kasy poza pensją za etat. I to wystarcza i nie chcą brać więcej i nie ma kto robić.
Co z tym zrobić? Jakby stawka za godzinę wynosiła 100zł to za dyżur by brali 2400 – też godnie. Wspomniana mafia ordynatorsko-profesorska blokuje jednak specjalizację i inne rzeczy, przez co odpowiednich lekarzy jest za mało. Przy czym szkolenie nowych lekarzy jest z tego co widzę tańsze niż płacenie starym. System jest taki, że lekarzy jest za mało, przeto mogą windować stawki, szpitale muszą bić się o nich itp. Ale jakby część kasy z wypłat przekierować na nowych to za jakiś czas by się poprawiło. Jest to oczywiście postulat nierealny z przyczyn takich że są uwarunkowania. W zasadzie to o tym chciałem napisać oraz o mediach: że nie przekazują konkretów. Reszta to wstęp.
Bardzo wyidealizowany obraz dzisiejszej młodzieży licealnej.
Podręcznikowy przykład generalizowania (w tym przypadku grupy zawodowej) i wrzucania do jednego worka. Etykietowania i żeby nie powiedzieć stygmatyzowania nauczycieli (tym razem padło na podgrupę nauczycieli liceum). Tak się składa, że ja również kończyłem LO na początku transformacji ustrojowej i przyszło mi zmierzyć się z realiami tego typu szkoły w burzliwych czasach przełomu lat 80 i 90. Nauczyciele byli różni, od zadeklarowanych czerwońców, do profesora historii Kazimierza, który mi i kilku zainteresowanym przedmiotem kolegom podrzucał na przerwach literaturę uzupełniającą, często bezdebitową, w tym na temat Katynia (jednak najbardziej wpłynęła wtedy na mnie cegła p.t. "Historia Komuny Paryskiej" Lissagaraya, które to tomiszcze łyknąłem z wypiekami na licach podczas wakacji po 3 klasie, jako zbuntowany wówczas miłośnik punk rocka i początkujący fascynat anarchizmu). Dyrektorem przez pierwsze lata był wspaniały matematyk i późniejszy mój wychowawca śp. Profesor Tadeusz, człowiek klasa, taki przedwojennego sznytu profesor, który codziennie do szkoły przychodził w garniturze i pod krawatem, nawet w upalne dni! A w połowie mojej edukacji w LO dyrektorem został świetny fizyk profesor Janusz, który w czasach karnawału "Solidarności" był czołowych aktywistą związkowym na odcinku nauczycielskim. Starsi koledzy i koleżanki go uwielbiali, bo jego drugą pasją po fizyce było żeglarstwo i każdego roku zabierał ze sobą na żagle na wakacje na Mazury grupę uczniów. W późniejszych latach, kiedy już poszedłem na studia, a później sam zacząłem rzeźbić w tym guanie zwanym oświatą z tłuczniami fluktuacja kadry w ciele gogicznym w tymże LO cały czas następowała. Starsi przechodzili na zasłużone emerytury po wieloletniej udręce z tłuczniami, a w ich miejsce przychodzili młodzi, z różnych rodzin i różnych afiliacji politycznych i ideowych, najczęściej z zapałem i marzeniami zmieniania świata (szybko przez rzeczywistość szkolną korygowanymi). Przez 8 lat przyszło i mi dorabiać w moim LO i wydać kilkudziesięciu maturzystów z historii (pozdrawiam Małgosię, która była uczennicą celującą i która po zdaniu z bardzo wysokim wynikiem rozszerzonej z historii matury dostała się na studia prawnicze na UWr, a dzisiaj jest radcą prawnym w jednej z wrocławskich kancelarii)
Przyjmijmy na moment założenie że większość ludzi jest zdrowa psychicznie. Doszliśmy już do momentu w którym to założenie należy artykułować bo może być kwestionowane. No więc przyjmijmy na moment takie założenie. Wśród młodzieży część jest zdrowa a część z zaburzeniami. Jeśli przyjrzymy się tej części która wykazuje zaburzenia to w przypadku uczniów w liceum dominującym okaże się najprawdopodobniej depresja. Inaczej będzie w przypadku uczniów pozostałych szkół ponadpodstawowych. Tam spodziewałbym się całego spektrum chorób psychicznych od ADHD po różnego rodzaju socjopatię i zaburzenia zachowania. Uczniowie depresyjni także tam trafiają jako potencjalny i rzeczywiste ofiary rówieśników. Dlatego mądrzy rodzice wysyłają je najczęściej do liceum, co ostatecznie betonuje istniejący stan rzeczy. Zaświadczam jako wieloletni nauczyciel liceum technikum i zawodówki. A teraz koleżanka może mnie zabić.
Smoku, wymieszałeś bardzo dużo, więc odrobinę kolejowo:
1. Szpital Południowy jest na południu Warszawy w ujęciu geograficznego środka, więc nazwa oddaje lokalizację.
2. Oddanie kasy jest manewrem procesowym, nie ma szkody, nie ma poszkodowanego więc nie ma przestępstwa. Z punktu widzenia Dawidka, to przy takim mecenasie, bardzo obiecująca strategia, a że donosi na nadzorujących działanie? no donosi ale skala zagrożenia karami jest kompletnie różna.
3. Zwolnienia urzędników to klasyczne zarządzanie kryzysem, czyli natychmiast tniemy powyżej tego co już wypłynęło aby ochronić realnych mocodawców. Analogia to jak gasisz las robisz wycinki i podpalenia aby zablokować rozprzestrzenianie.
4. Brak spójności w narracjach pokazuje, że wewnątrz Kało trwa mordercza walka aby coś na tym ugrać. To miłe, bo będą na siebie donosić, więc wypłynie więcej faktów.
5. Uwaga o potencjalnej wojnie mafii (Kało vs profesorsko-ordynatorska) jest bardzo cenna, bo bezczelność młodego komisarza partyjnego chyba to spowodowała. W mojej ocenie kasa to wątek poboczny, brak szacunku dla 'szarży profesorsko-ordynatorskiej' mogła to realna przyczyna eskalacji. Opis sytuacji, gdzie mafia polityczna obsadza rady nadzorcze, ale zasobem 'leczenie w szpitalu' zarządza mafia lekarska jest pewnym uproszczeniem natomiast jest ciekawym tropem w tej sytuacji. Taki trop mi się pojawił ze starości 'Właściciele PRL'
6. Dyżury na SOR, to bardzo duży temat z uwagi na rodzaj szpitala, strefy na SOR, obłożenia chorymi i obsadą. To temat na spory artykuł.
Teraz dwa dodatkowe wątki:
Im głębiej tym mroczniej.
Dawid Kacprzyk to rodzaj współczesnego politruka jako podsumowanie analogią.
Ten aspekt sprawy nie był poruszany. Kało znakomicie wpisuje się w polski krajobraz społeczny ale tutaj przegięli: szef młodzieżówki Kało pozwalał sobie na pomiatamie ordynatorami. Takich rzeczy się nie wybacza.
Bo młodych trzeba gnoić a nie dawać ponad półtorej bańki na początek, inaczej gówniarze wejdą na głowę.
Politruk skakał po pagonach szarżom nie z racji wieku, a z racji afiliacji.
Obstawiam, że gdyby Dawidek grzecznie się pytał o pozwolenia na takie działania, to by się nic nie wydało z tych pokoików VIP, szybkich ścieżek itp.
Osobny wątek to nieudolność w leczeniu pacjentów, to jest bardziej skomplikowane.
Już pisałem setki razy że każdy oddział to udzielne księstwo z wszechwładzą kierownika/ordynatora i realiami feudalno-pańszczyźnianymi.
Rewolta Dawidka była z góry skazana na porażkę. Hulał do czasu - nawet jeśli miał misję (załóżmy że był komandosem-próbnikiem młodych - w to się wpisuje też bunt młodych lekarzy z czasów pandemii) i był pod parasolem ochronnym władz to stara gwardia prof/ordynatorska od mogła sobie pozwolić na buntownika na swoim terenie.
Tutaj idealnie też pasuje wypowiedź jedynego z lekarzy (gdzie to było? W Kanale Zero?) że z "lekarzami nikt jeszcze nie wygrał".
Może to nie jest tylko bezczelny i gówniarski skok na kasę ale wierzchołek większej sprawy?
Ale wśród politruków też jest konflikt pokoleń. Do tej pory rozbijanie się tanamera nie było miłe widziane, raczej panowal pogląd, że "dziecku trzeba stworzyć sztuczną biedę". Dokładny cytat pochodzenia kałowego.
Tutaj zgodzę się z Kolegą podwójnie. Tak, gówniaki po gimbazie trzeba gnoić podwójnie. Raz, bo są gówniakami, a dwa, bo są gimbazie, a tam nie dało rady już ich odpowiednio naprostować z racji systemowych (odebrano uczycielom jakiekolwiek narzędzia temu służące w wyniku kolejnych deform oświatowych reformatołków od 1998r. począwszy i utworzenia gimbazy za ministra Handke, po ministrzycę Kluzikową za nie-rządu Tuskowego)
a ja powtórzę również po raz enty, wszystkich łapiduchów i konowałów (nie mylić z prawdziwymi lekarzami z poczuciem misji i służebności względem narodu!) należało brać w kamasze. Miał rację śp. Ludwik Dorn. Należało, kiedy był na to czas. Teraz to już musztarda po obiedzie
Ad. 2 i 3
Dlatego postrzegam akcje dr Emila (stąd moje zastrzeżenia wobec jego wyborów polityczno-społecznych) jako kontrakcję wobec pokolenia Dawidka - "starzy" chronią swój rewir i zakres działalności
ciekawe, że nie ma, poza państwem, żadnych organizacji pacjentów. Np dokumentacja - zawsze jest sporządzana w jednym egzemplarzu, a przecież są to papiery ważne dla pacjenta i powinny być mu znane. Teoretycznie można wystąpić o odpis dokumentacji, ale czemuś nie jest to standardem.
Wiecie czemu tego szpitala nie widać w sondażach? Bo wiedza o tym, co dzieje się w służbie zdrowia jest powszechna. Ludzie wiedzą o szybkich ścieżkach, o nierównym dostępie do leczenia, o fałszowaniu dokumentacji, o interesikach kręconych w szpitalach obok normalnej pracy (również przez pielęgniarki). Wiedzą, że system trzyma się na poczuciu przyzwoitości i zacności większości osób tam zatrudnionych i nie mają wyboru - mają tylko nadzieję, że jakąś pomoc otrzymają. I właśnie tajemnicą systemu jest to, że jakąś tam pomoc uzyskują. Ale ludzie z przełożeniem na służbę zdrowia (pieniądze, władza, rodzina) uzyskują pomoc bardziej.
Ja to interpretuję, że mafia profesorsko-ordynatorska broni się przed mafią politycznego chowu, wiek się na to nakłada, ale jako dodatek.
Kolejne informacje, to pezelowcy robią takie wałki ale mniej nachalnie choć bardziej bezwzględnie golą, do zatopienia szpitala włącznie.
Jak to rzekł Churchill: Gdyby Hitler najechał piekło, Izba usłyszałaby ode mnie przynajmniej kilka ciepłych słów na temat szatana. Mafia profesorsko-ordynatorska jest paskudna ale Kało jest złem absolutnym.
Nauczyciel pracuje cały rok na to, co niektórzy lekarze zarabiają w miesiąc. To trzeba nazwać po imieniu: to jest patologia systemu.
Nie chodzi o nastawianie jednej grupy zawodowej przeciwko drugiej. Lekarze wykonują niezwykle odpowiedzialną pracę i mają pełne prawo do godnych wynagrodzeń. Ale nauczyciele również wykonują ciężką, odpowiedzialną i obciążającą psychicznie pracę — pracę, bez której państwo nie ma przyszłości.
Nie może być tak, że przez lata państwo polskie doprowadziło do sytuacji, w której powstały tak ogromne dysproporcje w zarobkach między zawodami finansowanymi ze środków publicznych.
Od lat państwo wysyła nauczycielom brutalny komunikat: wasza praca jest ważna i potrzebna, ale na realne podwyżki musicie jeszcze poczekać, bo sytuacja budżetowa jest trudna. Od kiedy to słyszymy? Słyszeliśmy to za poprzednich rządów, słyszymy to także dziś. Zmieniają się ministrowie, zmieniają się polityczne deklaracje, ale jedno pozostaje niezmienne — nauczyciele wciąż mają czekać.
Tymczasem wielu nauczycieli zarabia dziś niewiele ponad płacę minimalną. Początkujący nauczyciel w szkole publicznej może otrzymywać około 4000 zł „na rękę”. W dużym mieście to kwota, która nie daje stabilności i nie pozwala spokojnie planować życia. To nie jest wynagrodzenie adekwatne do odpowiedzialności, kompetencji i wykształcenia. To jest po prostu systemowe upokorzenie zawodu nauczyciela.
W ochronie zdrowia od 1 lipca minimalne wynagrodzenia wzrosły o 8,82 proc. W oświacie rząd proponuje na przyszły rok zaledwie 3 proc. podwyżki. Trudno o bardziej czytelny obraz priorytetów państwa. Jednym system realnie podnosi wynagrodzenia, drugim proponuje ochłap i oczekuje wdzięczności.
Polska szkoła nie potrzebuje kolejnych pustych deklaracji o prestiżu zawodu nauczyciela. Potrzebuje pieniędzy. Realnych podwyżek, a nie jałmużny. Potrzebuje systemowego powiązania płac nauczycieli z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce. Potrzebuje decyzji, które zatrzymają ludzi w zawodzie i przywrócą szkole elementarną stabilność.
To jest obraz państwa, które przez lata pięknie mówiło o edukacji, ale realnie ją zaniedbywało. Państwa, które wymaga od nauczycieli coraz więcej, ich kosztem wprowadza i realizuje kolejne reformy, a płaci im coraz mniej w stosunku do odpowiedzialności, jaką na nich nakłada.
Źródło: Portal Samorządowy, Katarzyna Florencka, „Nauczyciel w rok zarobi tyle, ile lekarz w miesiąc. «Patologia systemu»”, 1 lipca 2026 r.
Zauważyłam, że w czasie rządów Tuska nauczyciele nie wychodzą na ulicę.
Broniarz czeka na PiS :-)
Broniarz wyszedł z hibernacji i coś tam poszczekuje, ale pewnie będzie to ciche i skromne.
https://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-nauczyciele-planuja-protest-tuz-przed-rozpoczeciem-roku-szko,nIdn,1008358
To on jeszcze żyje?
On jest jak Lenin, wiecznie żywy
Ponoć po 30 latach pracy na rzecz utrwalania dobrostanu i przywilejów ZNPowskich aktywiszcze ma się w tym roku tajsz Bronia Ż. udać na emeryturę. Sowitą emeryturę dodajmy.
Ps. Ups! Jednak po zakończeniu kadencji na stolcu ZNPowskim, a więc dopiero w 2029r. 🙈
Bronia będzie na służbie Starszych Partnerów nawet po śmierci, jak Holland Manners w serialu "Angel".
Kuriozalny wywód. Nie będę się nawet znęcał nad zanegowaniem prawdziwości człowieczeństwa licealistów w pogrubionym zdaniu.
Otóż "teoria" szwankuje w dwóch podstawowych miejscach. Pierwszym jakoby do liceów trafiała "specyficznie wyselekcjonowana", "zmotywowana" młodzież. Lol.
Tak może było w II RP albo w głębokim PRL. Od bardzo dawna do liceum szedł prawie każdy, zwłaszcza od kiedy rząd Buzka pozamykał szkoły zawodowe. Równocześnie niż demograficzny obniżał wymogi przyjęcia, bo szkoły utrzymywały, w trosce o miejsca pracy, a nie poziom, liczbę przyjętych mimo zmniejszającej się liczby chętnych. Taki obraz licealistów może mieć chyba ktoś, kto próg liceum przekroczył ostatni raz może pół wieku temu.
Po drugie, nawet gdyby licealiści to była jakaś selektywna grupa... to przecież wiele grup zawodowych, zdecydowana większość nie ma zawodowego kontaktu z reprezentatywną dla całego społeczeństwa grupą ludzi. Cały "back office" ma kontakt zawodowy tylko z sobą i kierownictwem. Z kolei wiele osób ma kontakt z ludźmi bardzo powierzchowny. Pani na kasie pewnie ma bardziej reprezentatywny przegląd populacji, ale rozmowy sprowadzają się do dzień dobry - dziękuję - źle nabita papryka itd.
Dalej mamy branże, które pracują tylko dla określonej innej branży albo wręcz tylko dla bogatych, jak salony droższych marek aut.
To czemu tylko nauczyciele z liceum mają być z tego powodu tacy odrealnieni? No i czemu baby bardziej niż chłopy?
Czy mam dobre zdanie o nauczycielach, w tym licealnych? Nie, ale to nie powód żeby łykać takie coś.
Po rozmowach z przedstawicielami 'Warszawki':
Nawet przedstawiciele 'Warszawki' są zszokowani wyczynami tego typa z prosektorium i zwracają uwagę, że ten wątek jest bardzo sprawnie wyciszany.
Aby nie było, że tylko Warszawa:
Źródło.
Ten proceder (jeden lekarz kilka jednoczesnych dyżurów) miał zostać usunięty jako źródło patologii ale widać wraca. Ciekawe123 co jest przyczyną, że to wypływa?
Napijmy się!

Czy to zdjęcie trickowe?