Wielkie Chiny -- rozwój i upadek

1456810

Komentarz

  • loslos
    edytowano September 21
    Kitajce prawie nie prowadzili wojen zdobywczych! Przez te kilka tysięcy lat Chiny się rozrosły kilkakrotnie ale większość zdobyczy terytorialnych osiągnięto metodami dyplomatycznymi tak jak Hongkong. Reverse takeover to ulubiona chińska metoda a w tym przypadku polegała na tym, że jacyś barbarzyńcy podbijali Chiny, zakładali własną dynastę, przez sto lat się ona sinizowała a potem wymierała a ziemie rzeczonych barbarzyńców przypadały już Chinom.
  • @Jorge mam kolegę, który w niemal każdej rozmowie powtarza, ze "Chińczycy to najmądrzejsi ludzie na świecie", ale nie potrafi tego uzasadnić
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    ms.wygnaniec napisal(a):
    Chiny nie mają możliwości przeprowadzenia desantu na Tajwan bez ataku nuklearnego. Wszelkie rozważania to pochodna pytania, czy Chiny się na to zdecydują, jak są gotowe, to wszelkie scenariusze są na stole, jak nie, to nie.
    W takim razie nie.
    Czy kierownik Kompartii Kitaju zainauguruje kampanię "Niech rozwitnie sto grzybów"?
  • edytowano September 21
    christoph napisal(a):
    Wg mnie, żebyśmy się uratowali, należy przeprowadzić bezwzględną neokolonizację świata. Tyle, że do tego potrzebna jest pasjonarność, którą miały ludy europejskie wyruszając na morza.
    JORGE

    pytałem kiedyś czemu portugalczycy tak skoro wyjeżdżali?
    szans na spadek często nie mieli, a żarcie na statku niewiele się różniło od domowego, a jak worek pieprzu przywiózł, to coś kupić sobie mógł
    Coś tam wiem na temat powodów podbojów angielskich. Od chęci dokonania rabunków na statkach portugalskich, hiszpańskich (za przyzwoleniem królowej), poprzez słabe warunki życia w Anglii, ale na przemożnej chęci eksploracji skończywszy. Wszędzie i zawsze zaś była gigantyczna wiara, że się uda. Przecież pierwsze kolonie brytyjskie padały jak muchy, umierało 80% z ludzi, którzy wysiedli na ląd. Ale cały czas się pchali. Nie mówiąc już o szukaniu szlaków, wariackich wyprawach wojennych i łupieżczych, tam cały czas była gigantyczna żywotność.
  • edytowano September 21
    Czytałem sporo na temat historii alpinizmu i himalaizmu - tam aż roiło się od czasami wręcz wariackich i straceńczych wypraw Brytyjczyków.
  • To jest to co Dmowskiego najbardziej zachwycało w Anglikach i co bardzo chciał zaszczepić Polakom.
  • Brzost napisal(a):
    To jest to co Dmowskiego najbardziej zachwycało w Anglikach i co bardzo chciał zaszczepić Polakom.
    Częściowo mu się chyba udało. Trochę Polaków jednak w górach poginęło.

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Lista_Polaków,_którzy_zginęli_w_Himalajach_i_Karakorum
  • Brzost napisal(a):
    To jest to co Dmowskiego najbardziej zachwycało w Anglikach i co bardzo chciał zaszczepić Polakom.
    To zachwycało można traktować w dwojaki sposób. Bo Dmowski już nie żyje, ale Angole prawie też. Odnoszę wrażenie, że z tej żywotności zostało im tylko przekonanie, że ją mają. Wg mnie - już nie mają (a może ktoś mnie wyprowadzi z błędu, bo tak trochę strzelam).
  • MarianoX napisal(a):
    Czytałem sporo na temat historii alpinizmu i himalaizmu - tam aż roiło się od czasami wręcz wariackich i straceńczych wypraw Brytyjczyków.
    Historię o G. Mallorym czyta się z wypiekami na twarzy. Polecam "Ścieżki chwały" Jeffrey'a Archera.
  • Mania napisal(a):
    MarianoX napisal(a):
    Czytałem sporo na temat historii alpinizmu i himalaizmu - tam aż roiło się od czasami wręcz wariackich i straceńczych wypraw Brytyjczyków.
    Historię o G. Mallorym czyta się z wypiekami na twarzy. Polecam "Ścieżki chwały" Jeffrey'a Archera.

    Bardzo dziękuję za polecenie tej książki - dziś zaopatrzyłem się w e-booka i zaczynam czytać.
  • edytowano September 21
    Tu smakowity fragment o pewnym brytyjskim śmiałku z książki Jona Krakauera "Wszystko za Everest":

    "Idealistyczny, melancholijny Anglik o nazwisku Maurice Wilson nie miał tyle szczęścia, gdy próbował dokonać równie lekkomyślnej próby wejścia trzynaście lat przed Denmanem.

    Wykoncypował plan dotarcia do Tybetu niewielkim samolotem, rozbicia maszyny na zboczach Everestu i kontynuowania wspinaczki na szczyt od tego miejsca. Braku znajomości technik zarówno wspinaczki wysokogórskiej, jak i latania nie uznał za poważną przeszkodę.

    Wilson kupił samolot o skrzydłach z tkaniny, Gypsy Moth, ochrzcił go mianem EverWrest1 i opanował podstawy pilotażu. Następnie spędził pięć tygodni, wędrując po niewysokich wzgórzach Snowdonii i angielskiego Lake District, by nauczyć się tego, co – jak sądził – powinien wiedzieć na temat wspinaczki. W maju 1933 roku wzleciał swym niewielkim samolocikiem w górę i ustawił kurs na Everest przez Kair (...)ale nie otrzymawszy zezwolenia od rządu nepalskiego na przelot nad Nepalem, sprzedał samolot za 500 funtów i drogą lądową udał się do Dardżylingu.
    (...)
    Do połowy maja 1934 r dotarł do szczytu lodowca Rongbuk Wschodni znajdującego się na wysokości 6400 metrów n.p.m.,(...)Rok później, gdy Shipton wrócił na Everest, jego wyprawa natknęła się na zamarznięte ciało Wilsona leżące w śniegu poniżej Przełęczy Północnej. „
  • Krakauer nie jest wiarygodny.
  • trep napisal(a):
    Krakauer nie jest wiarygodny.
    Akurat ta historia tj. Maurice Wilsona jest potwierdzona:

    https://en.wikipedia.org/wiki/Maurice_Wilson

    Prawdomówność J. Krakauera, ale tylko co do współczesnych, opisywanych w książce wydarzeń z lat 90-tych kwestionował jedynie rosyjski wpinacz Anatolij Bukriejew.
  • Krakauer był w stanie, w którym trudno cokolwiek zapamiętać. Jego wspomnienia różniły się mocno od wspomnień innych uczestników wyprawy.
  • A co złego w Krakowie?
  • trep napisal(a):
    Krakauer był w stanie, w którym trudno cokolwiek zapamiętać. Jego wspomnienia różniły się mocno od wspomnień innych uczestników wyprawy.
    Przez całą dramatyczną część wyprawy (tj. powyżej 8000 m.n.p.m.) byl w takim stanie, a pozostali wszyscy uczestnicy dla odmiany w stanie niezakłóconej percepcji!?
  • Przypomnijmy, że na wyprawie byli lepiej wprawieni od niego. On tam był za turystę a szli też zawodowcy. Więc tak. Nie wszyscy pozostali oczywiście.
  • MarianoX napisal(a):
    trep napisal(a):
    Krakauer nie jest wiarygodny.
    Akurat ta historia tj. Maurice Wilsona jest potwierdzona:

    https://en.wikipedia.org/wiki/Maurice_Wilson

    Prawdomówność J. Krakauera, ale tylko co do współczesnych, opisywanych w książce wydarzeń z lat 90-tych kwestionował jedynie rosyjski wpinacz Anatolij Bukriejew.
    Simone Moro również
  • I Fisher. A Burkiejew wrócił na górę i kogoś tam jeszcze uratował.
  • Sri Lanka za pożyczone od Chińczyków ponad 1,4 miliarda dolarów, zbudowała port Hambantota na południu kraju, a gdy nie była w stanie oddać tych pieniędzy, zmuszona była przekazać teren Chinom w dzierżawę na 99 lat.

    Nieopodal za 200 milionów, też pożyczonych od Chińczyków, dolarów powstał port lotniczy Rajapaksa, który w 2016 r. "Forbes" okrzyknął "najbardziej wyludnionym lotniskiem świata". W pewnym momencie lotnisko nie było nawet w stanie opłacić rachunków za prąd.
    IMG ostrzega. Podobny los może czekać wiele krajów rozwijających się

    Chinom zarzuca się, że celowo uzależniają od siebie za pomocą pożyczek inne kraje. W związku z kryzysem na Sri Lance, Międzynarodowy Fundusz Walutowy (IMF) przestrzegł też inne kraje, że historia zapaści kraju pod ciężarem własnego długu powinna być przestrogą dla innych krajów rozwijających się.
  • edytowano September 23
    Jeszcze rozmaici Azjaci i Afrykanie zatęsknią za europejskim uciskiem kolonialnym jak im Kitajcy zafundują chińską "jesień średniowiecza"...
  • Chyba renesansu. Średniowiecza to była wiosna.
  • trep napisal(a):
    Chyba renesansu. Średniowiecza to była wiosna.
    To oczywiste na forum, dlatego sformułowanie - funkcjonujące w przestrzeni popkulturowej po pamiętnym użyciu w "Pulp Fiction" jako mem - ująłem w cudzysłów.
  • loslos
    edytowano September 23
    Jesień średniowiecza to gdzieś XV wiek? Bardzo miły czas, najprzykrzejszym zdarzeniem był upadek Konstantynopola. Poza tym rozwój gospodarczy, filozofia, malarstwo, wynalazki i te klimaty, jeszcze przed kolonializmem i Lutrem. Chyba najlepszy czas w historii Europy. Ech, to amerykańskie nieuctwo.
  • Zdecydowanie najlepszy czas w historii Europy, nauka, filozofia, sztuka, technika, inżyniera, rozkwit wszystkiego.
  • los napisal(a):
    Jesień średniowiecza to gdzieś XV wiek? Bardzo miły czas, najprzykrzejszym zdarzeniem był upadek Konstantynopola. Poza tym rozwój rozwój gospodarczy, filozofia, malarstwo, wynalazki i te klimaty, jeszcze przed kolonializmem i Lutrem. Chyba najlepszy czas w historii Europy. Ech, to amerykańskie nieuctwo.
    Raczey pani Gałązki-Salamon :))
  • Aż sprawdziłem oryginał. Istotnie "get medieval" jest w angielskim wyrażeniem starym i ma nawet polski odpowiednik: średniowieczne metody. Gratulujemy pani Elżbiecie wkładu w polską leksykę i pogrążamy się w refluksji skutków pozwalania iberystom na tłumaczenie z angielskiego.
  • A mnie się jesień średniowiecza podoba. Dobrze brzmi w kontekście a to najważniejsze. Przecież w filmie tego nie mówi profesor historii w czasie wykładu o średniowieczu.
  • A dosłownie jest: potraktujemy twoją dupę średniowiecznymi metodami. Też ładnie.
  • los napisal(a):
    A dosłownie jest: potraktujemy twoją dupę średniowiecznymi metodami. Też ładnie.
    Byłem w kinie "Kijów" gdy szły te napisy. Wszyscy czytelnicy Huizingi powiewali marynarami.
  • edytowano September 23
    peterman napisal(a):
    los napisal(a):
    A dosłownie jest: potraktujemy twoją dupę średniowiecznymi metodami. Też ładnie.
    Byłem w kinie "Kijów" gdy szły te napisy. Wszyscy czytelnicy Huizingi powiewali marynarami.
    Być może zatem zostanie przez Chińczyków inkulturowany do panteonu mędrców obók Sun-Tsu jako Hui-Tsing?
  • JORGE napisal(a):
    Wg mnie, żebyśmy się uratowali, należy przeprowadzić bezwzględną neokolonizację świata. Tyle, że do tego potrzebna jest pasjonarność, którą miały ludy europejskie wyruszając na morza.
    Najpierw zneokolonizujmy własne kraje. Już samo to nas uratuje, ale zdaje się jest równie niemożliwe jak powyższe.
  • los napisal(a):
    A dosłownie jest: potraktujemy twoją dupę średniowiecznymi metodami. Też ładnie.
    Będziemy ją malować, filozofować o niej, ale się boję co znaczą te wynalazki....
  • Myślę, że przekład jest całkiem dowcipny. Po polsku mówi się "zbić na kwaśne jabłko", jabłka dojrzewają jesienią. Jednocześnie jest nawiązanie do oryginału, bo średniowiecze. A na koniec jeszcze mrugnięcie okiem.
  • Przemko napisal(a):
    Zdecydowanie najlepszy czas w historii Europy, nauka, filozofia, sztuka, technika, inżyniera, rozkwit wszystkiego.
    Dlatego wprowadzono termin "jesień" żeby pokazać, że to już schyłek epoki, którą obrzydzono ludziom jako rzekomo obskurancką.
  • Jesien i ciemne mroczne wieki. ;)
  • "Jesień średniowiecza" Huizingi kupiłem razem z domem. Poprzedni właściciel zostawił bibliotekę. Też " Krzyżowców" Kossak- Szczuckiej i inne.
  • Twitterek huczy od spekulacji że w Kitaju przewrót wojskowy.

  • Zima napisal(a):
    Twitterek huczy od spekulacji że w Kitaju przewrót wojskowy.

    A to może w Iranie?
  • A jakie to ma znaczenie kto rządzi w Kitaju?
  • los napisal(a):
    A jakie to ma znaczenie kto rządzi w Kitaju?
    Też prawda.
  • los napisal(a):
    A jakie to ma znaczenie kto rządzi w Kitaju?
    Zmiana Mao na Denga jednak chyba coś zmieniła.
  • chyba jest znaczenie czy wygra partia wojny czy pokoju
  • edytowano September 24
    janosik napisal(a):
    chyba jest znaczenie czy wygra partia wojny czy pokoju
    To oni nie mają dalekosiężnego planu, na najbliższe sto lat, rozpisanego precyzyjnie na kolejne etapy ? Ojej. No jak to tak ? Przecież wszyscy, wszyscy mówili że tak: od Bartosiaka po tego głąba z ryjem ważniaka, Radziejewicza, czy tam Radziszewskiego.
  • loslos
    edytowano September 24
    Kitajce chyba w XX wieku tylko dwa razy rozpoczęli wojnę i raz odrobinkę wygrali a raz dostali wpierdol. Wcześniej nie byli bardziej bojowi. Partia wojny w Kitaju nie istnieje.
  • JORGE napisal(a):
    janosik napisal(a):
    chyba jest znaczenie czy wygra partia wojny czy pokoju
    To oni nie mają dalekosiężnego planu, na najbliższe sto lat, rozpisanego precyzyjnie na kolejne etapy ? Ojej. No jak to tak ? Przecież wszyscy, wszyscy mówili że tak: od Bartosiaka po tego głąba z ryjem ważniaka, Radziejewicza, czy tam Radziszewskiego.
    Mam takiego skądinąd bardzo rozsądnego kolegę, który a każdej dłuższej rozmowie powie w końcu frazę "Chińczycy to najmądrzejsi ludzie na świecie", ale gdy dopytać go dlaczego właściwie tak jest, to a końcu powie coś w rodzaju - bo tak. Oni wszystko już wynaleźli w czasach, gdy Europejczycy mieszkali w chatach z błota i słomy, a obecnie pracują 16 godzin dziennie, a przez pozostałą część doby snują plany obliczone na 100 lat do przodu...
  • MarianoX napisal(a):
    Mam takiego skądinąd bardzo rozsądnego kolegę, który a każdej dłuższej rozmowie powie w końcu frazę "Chińczycy to najmądrzejsi ludzie na świecie", ale gdy dopytać go dlaczego właściwie tak jest, to a końcu powie coś w rodzaju - bo tak.
    Sprawdzić czy nie Chińczyk.

  • edytowano September 25
    los napisal(a):
    Kitajce chyba w XX wieku tylko dwa razy rozpoczęli wojnę i raz odrobinkę wygrali a raz dostali wpierdol. Wcześniej nie byli bardziej bojowi. Partia wojny w Kitaju nie istnieje.
    Nie - aż cztery razy (Tybet 1950, Korea 1951, Indie 1962 i Wietnam 1979), a właściwie pięć, bo przecież zaangażowanie w wojnę w Wietnamie też można podciągnąć pod rozpoczęcie wojny. Możne nawet sześć, jeśli by doliczyć incydenty zbrojne nad Ussuri.
  • Korea to było wypełnienie zobowiązania wobec sojusznika a nie wojna napastnicza a w Tybecie wojowali budując drogi i rozdając pieniądze. Ale nawet jeśli - kudy im do Francji czy Anglii nie mówiąc w ogóle o Rosji czy Ameryce?
  • Ale sami ze sobą nieźle się naparzali, więc widocznie cała para im w to poszła. Czy do wewnętrznego wojowania nie trzeba wojowniczości?
  • Zwykle wystarcza desperacja. A tego w Chinach w stuleciu hańby było pod dostatkiem.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.