Wraca pss Społem. Państwowe sklepy spozywcze
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Forum przyjaciół niegdysiejszego Forum Frondy. Tam się poznaliśmy!
Komentarze
...na większości stacji są elementy spożywczaków, proces przyspieszył zakaz handlu w niedzielę
Systembolaget po polsku.
Aha, czyli konsumenci powinni się spodziewać cen wygórowanych (no, może nieprzesadnie). Wróżę duży sukces biznesowy. Szkoda tylko tych miliardów z naszych podatków, wywalonych w błoto i do kieszeni partyjnych działaczy, którzy teraz pójdą "sprawdzić się w biznesie". Bo taki Hieronim Marcinkowski się tym nie przejmie, żadna konkurencja...
Ale w kwestii zmiany biznesu. Otóż, inicjatywa prywatna miała przewagę, kiedy działalność gospodarcza ogólnie opierała się na spontaniczności, szybkich działaniach, pilnowaniu ręką prowadzoną przez głowę, której zależy. Ale, jeżeli teraz nawet małe sklepy spożywcze oparte są na procedurach, standardach, powtarzalnych systemach, to prywatne sprytne handele nie da rady. Wielki plus mikroprzedsiębiorcy idzie w pizdu, śmieszy archaicznością. Co ciekawe, opisałem tutaj walkę małego sklepiku z Żabką, świetny przykład na bezcelowość i archaiczność prowadzenia mkrointeresiku.
A więc proszę państwa, całe to pierdolenie państwowe złe, państwowe złe i niewydajne, w obecnej gospodarce rynkowej (jeszcze raz podkreślam - rynkowej) należy odłożyć do lamusa. Zarządzanie się zmieniło, pomysły na biznesy się zmieniły, państwo może sobie poradzić lepiej niż pan Kazio ogarnięty (bo to żadne ogarnięcie, to wieczna improwizacja) czy duże koncerny.
Wyzwólmy mózgi z ramek.
Kapitał ma narodowość. Jaki szok ! A teraz walka będzie podkręcona jeszcze bardziej. Naszą szansa jest państwo, bo przez ostatnie 200 lat byliśmy w czarnej dupie i nie nadrobimy. A zegar tyka.
Po pierwsze - wielki koncern nie widzi właściciela, zgoda, więc niby może być obojętne, czy jest "państwowy" czy "prywatny." W uszach, bo taka państwowość i prywatność są inne niż Mikke to sobie wyoboraża.
Ale - w "prywatnym" rządzą akcjonariusze albo menadżerowie, w "państwowym" politycy. Akcjonariusz jest akcjonariuszem póki akcji nie sprzeda, polityk rządzi, póki jest u władzy czyli najczęściej cztery lata.
Niedawny przykład - państwowy bank wymienia dobrego prezesa na panią polityczkę, bo ten łup akurat był potrzebny w jakiś targach. Takie targi też się zdarzają w "prywatnych" firmach ale tam zupełnie niekompetentny menadżer jest jednak rzadkością.
Nie da się ukryć, że największymi minusem i przeszkodą dla firm państwowych są niejasne kryteria zatrudniania ludzi i oceny ich pracy. Dlatego są utrzymywani pracownicy, którzy nie są wartością dodaną dla firmy, co w dobrze zarządzanej strukturze by zostało szybko wyłapane i wyeliminowane.
Czy pisałem, że ekonomia to nauka o uczuciach? To nie tylko arytmetyka
Sarmata, czy to była pewna duża firma farmaceutyczna?
https://www.portalspozywczy.pl/tagi/o-shop-orlen,32959.html
Itd.
Brakuje Randolpha. Zjechałby ten pomysł z góry na dół...
Pełno w gaciach z okazji takich pomysłów może mieć najwyżej branża pośredników w łańcuchu dostaw spożywki (szczególnie tej sezonowej, łatwo psującej, itp.). Na ogarnięciu tego patologicznego badylarstwa jakąś państwową konkurencją skorzystaliby konsumenci. Bez wiedzy insajderskiej, a jedynie z okolicznych przygód producentów widać, że jest niemały margines spowodowany prymitywną spekulacją.
Nie wspominając o konkurencji dla wiodących molochów dyktujących warunki na odcinku dużych zamówień.
https://polskieradio24.pl/130/5819/Artykul/2523074,Wiemy-jak-wazne-jest-bezpieczenstwo-zywnosciowe-Sobon-o-polskim-holdingu-spozywczym
Dopytywany o powołanie do życia nowej marki wspomagającej handel produktami spożywczymi zauważył, że "to dziś niewykonalne".
- Jeśli mamy rozmawiać o obecności zaangażowania państwowego, to tylko poprzez akwizycję z rynku, a nie poprzez organiczną budowę nowego podmiotu - powiedział Artur Soboń.
Temat państwowej sieci handlowej pobrzęczał sobie trochę i znika jak komar.